Reklama

Gdyby ktoś rok wcześniej powiedział mi, że walentynki spędzę z byłą żoną, uznałbym go za wariata. Wszystko wskazywało na to, że będzie to wyjątkowy wieczór – w końcu wreszcie odważyłem się zaprosić do siebie Agatę, nową znajomą z pracy, która miała w sobie coś z filmowej femme fatale. Odkąd się rozwiodłem, samotność doskwierała mi coraz mocniej, ale nie zamierzałem się z tym obnosić. W pracy trzymałem fason, a wieczorami starałem się nie myśleć o przeszłości.

Plany na Walentynki miałem ambitne: dobra restauracja, czerwone wino, a potem może coś więcej. Wszystko wydawało się być na dobrej drodze, dopóki nie stwierdziłem, że nie warto wydawać za dużo na „jedną kolację”. Wtedy jeszcze nie przeczuwałem, że decyzja o szukaniu oszczędności zupełnie odmieni bieg wydarzeń tej nocy i postawi mnie oko w oko z przeszłością, od której próbowałem uciec.

Nie mogłem przestać o niej myśleć

Agata pojawiła się w moim życiu nagle – i równie nagle wywróciła je do góry nogami. Miała czarne włosy, które zawsze układały się idealnie, jakby dopiero co wyszła z reklamy szamponu. Siedziała dwa biurka dalej i zarażała wszystkich swoim śmiechem, a ja przez pierwsze tygodnie nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. W firmie szybko zaczęły krążyć plotki, że coś między nami iskrzy, choć na początku to były tylko zwykłe żarty i rozmowy przy kawie. Prawda była jednak taka, że naprawdę nie mogłem o niej przestać myśleć.

Pewnego dnia zebrałem się na odwagę i zapytałem ją, czy nie chciałaby się wybrać ze mną na kolację. Uśmiechnęła się i powiedziała, że akurat na walentynki jest wolna. Odetchnąłem z ulgą, choć serce waliło mi jak młot. Przez kilka kolejnych dni żyłem tym spotkaniem, wyobrażając sobie, jak ją zaskoczę.

Oczywiście chciałem zrobić wrażenie, dlatego już po cichu sprawdzałem ceny w najlepszych restauracjach w mieście. Kiedy jednak zobaczyłem, ile kosztuje rezerwacja na wieczór walentynkowy, mój zapał trochę przygasł. Zacząłem kalkulować: czy warto wydać na jedną kolację sporą część mojej pensji? Może lepiej wymyślić coś „oryginalnego”, tańszego, a równie efektownego? Przecież Agata wydawała się być spontaniczna i nieprzywiązana do drogich gestów. Z tą myślą zacząłem planować wieczór, który – jak mi się wtedy wydawało – miał być idealny.

Wyglądała niesamowicie, a ja...

Byłem przekonany, że oszczędność nie wyklucza romantyzmu – wystarczy odrobina kreatywności. Zamiast restauracji, zamówiłem pizzę z ulubionej knajpki Agaty i kupiłem butelkę niezbyt drogiego wina w markecie. Wpadłem na pomysł, że zrobimy sobie wieczór filmowy u mnie, z kocem, świecami i playlistą romantycznych przebojów z lat 80. Jeszcze rano byłem z siebie dumny.

Agata napisała:

– Mam nadzieję, że nie przygotowałeś niczego zbyt oficjalnego, wolę spontaniczność!

Tyle że im bliżej było do wieczora, tym bardziej czułem, że coś tu nie gra. Siedziałem na kanapie, przestawiając te same świeczki już piąty raz. Nagle zdałem sobie sprawę, że zamieniłem wymarzoną randkę w coś na kształt studenckiego spotkania. Zadzwonił domofon – Agata była punktualna. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją uśmiechniętą, w eleganckiej sukience, z makijażem jak z sesji zdjęciowej.

– Wyglądasz niesamowicie – wyjąkałem, czując się jak ostatni biedak przy niej.

– Dziękuję, chciałam, żeby to był wyjątkowy wieczór – odparła. Spojrzała na pizzę i te nieszczęsne świeczki. Przez chwilę miałem wrażenie, że jej mina trochę zrzedła, choć szybko się opanowała.

Chciałem naprawić sytuację

Agata usiadła na kanapie, starannie wygładzając sukienkę. Próbowałem żartować z tej „domowej atmosfery”, ale widziałem, że nie bardzo jej to bawi. Zjedliśmy po kawałku pizzy, wypiliśmy po lampce wina, a rozmowa kulała, jakby nagle zabrakło nam wspólnych tematów. Szybko zorientowałem się, że nie tak miało to wyglądać. Chciałem naprawić sytuację, ale każda próba była coraz bardziej niezręczna. Kiedy zaproponowałem film, Agata tylko skinęła głową, a w jej oczach pojawiło się lekkie rozczarowanie.

Wtedy zadzwonił mój telefon. Na ekranie zobaczyłem imię, którego nie spodziewałem się zobaczyć – Nina, moja była żona. Odebrałem, przekonany, że to musi być coś ważnego, bo od rozwodu rozmawialiśmy wyłącznie w sprawie papierów lub finansów.

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale… – zaczęła głosem, w którym wyczułem niepokój. – Mam awarię w mieszkaniu, woda cieknie z sufitu, nie wiem, co robić. Może mógłbyś przyjechać i mi pomóc, bo hydraulik powiedział, że dotrze dopiero jutro…

Popatrzyłem na Agatę, próbując wymówić się czymś rozsądnym, ale widziałem jej minę.

– Przepraszam cię na chwilę, muszę odebrać ważny telefon – powiedziałem, a Agata zmieszana skinęła głową.

Grałem marną rolę

Wahałem się przez moment, ale sumienie wzięło górę. Znałem Ninę na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie zadzwoniłaby do mnie bez powodu. Zwróciłem się do Agaty, próbując ukryć nerwowość:

– Przepraszam cię, muszę na chwilę wyskoczyć, to coś pilnego. Naprawdę mi głupio.

Agata wpatrywała się we mnie przez dłuższą chwilę. W końcu wzruszyła ramionami i powiedziała chłodno:

– Jasne, zrób, co musisz. Poczekam chwilę, a potem… zobaczę, jak się sytuacja rozwinie.

Zbierałem się w pośpiechu. Po drodze wypadł mi kieliszek wina, rozlewając się po podłodze. Przekląłem w duchu swoją oszczędność i pośpiech. Zbiegłem po schodach, po drodze próbując wyobrazić sobie spotkanie z Niną. Otworzyła mi drzwi w dresie, z rozmazanym makijażem, zupełnie innym niż ta pewna siebie kobieta, z którą kiedyś dzieliłem życie.

– Dzięki, że przyjechałeś – powiedziała cicho, unikając mojego wzroku. – Nie wiedziałam, do kogo zadzwonić…

Zająłem się cieknącą rurą, próbując włączyć tryb „złotej rączki”. Nina nerwowo krążyła po kuchni. Przez chwilę poczułem się tak, jakbyśmy znowu byli razem – ona podenerwowana, ja w roli ratownika.

Może właśnie tak miało być

Czas płynął powoli. Naprawa rury okazała się trudniejsza, niż zakładałem. Siedzieliśmy w milczeniu na podłodze kuchni, a z sufitu kapało coraz mniej wody. Z każdą minutą atmosfera stawała się coraz bardziej niezręczna. Nina nagle spojrzała na mnie, nieco inaczej niż przez ostatnie miesiące.

– Słuchaj… wiem, że nie jestem w twoim życiu mile widzianym gościem, ale naprawdę nie miałam kogo poprosić – zaczęła, a w jej głosie pojawiła się nuta zmęczenia.

– To nic – mruknąłem, choć czułem w środku złość. Wiedziałem, że tym telefonem rozwaliła mi cały wieczór. A jednak nie umiałem jej tego powiedzieć.

– Masz może kogoś… ważnego? – zapytała po chwili, patrząc w podłogę.

– Miałem nadzieję, że dzisiaj coś się wydarzy – odpowiedziałem, unikając szczegółów.

Przez chwilę oboje milczeliśmy. W końcu Nina wybuchła śmiechem, trochę nerwowo, trochę smutno.

Wiesz co, ironia losu. Ty zawsze mówiłeś, że będziesz miał szczęśliwe życie po rozwodzie, a tu… siedzisz w walentynki na mojej podłodze, łatając rurę.

Patrzyłem na nią z rezygnacją. Nagle zrozumiałem, że może właśnie tak miało być – żaden wieczór nie uczy człowieka tak pokory, jak ten, który się nie udał.

Agata zostawiła mi wiadomość

Wróciłem do siebie dopiero po północy. W mieszkaniu czuć było jeszcze zapach zimnej pizzy i rozlanego wina. Po Agacie nie było śladu – zostawiła mi krótką wiadomość: „Nie rób sobie wyrzutów, ale chyba to nie dla mnie. Powodzenia”. Usiadłem na kanapie i długo patrzyłem w ciemność, zastanawiając się, gdzie tak naprawdę popełniłem błąd. Przecież starałem się, by ten wieczór był choć trochę wyjątkowy.

Nagle zrozumiałem, że nie chodziło o pieniądze. Zabrakło mi odwagi, by zawalczyć o coś nowego i szczerze zamknąć stare sprawy. Może gdybym zainwestował nie tylko w wystrój i jedzenie, ale po prostu w szczerość – zarówno wobec siebie, jak i wobec Agaty – ten wieczór potoczyłby się inaczej. Próbując oszczędzać, straciłem szansę na coś prawdziwego, a zostałem ze wspomnieniem przeszłości, która nie chce się ode mnie odczepić.

Poczułem, że nie chcę już wracać do tego, co było. Walentynki nauczyły mnie, że czasem lepiej wydać trochę więcej – niekoniecznie pieniędzy, ale odwagi, szczerości i serca.

Michał, 41 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama