Reklama

Zapach miał być moją tarczą. Wybrałam go starannie, wierząc, że jeśli coś tego wieczoru się rozsypie, to nie przeze mnie. Walentynkowa kolacja miała połączyć, a nie dzielić. Problem w tym, że już od rana czułam napięcie w powietrzu, cięższe niż jakiekolwiek perfumy. Teściowa krążyła po mieszkaniu, uśmiechała się zbyt wąsko, a każde jej słowo miało ukryte ostrze.

Miało być spokojnie

Od rana krzątałam się po kuchni, choć właściwie nie było tam nic do roboty. Stół był nakryty, dania zaplanowane, a mimo to co chwilę poprawiałam serwetki, jakby od ich ułożenia zależał los tego wieczoru. Walentynki miały być spokojne, „rodzinne”, jak to określił Paweł. Dla mnie to słowo od dawna brzmiało jak ostrzeżenie.

– Przesuń ten wazon – odezwała się teściowa, nie podnosząc wzroku znad blatu. – Zawsze stawiasz wszystko za blisko krawędzi.

Przesunęłam bez słowa. Wiedziałam, że każde zdanie wypowiedziane przed południem może wrócić wieczorem ze zdwojoną siłą. Jej ton był uprzejmy, niemal słodki, ale znałam go już na tyle, by wyłapać napięcie. To było to charakterystyczne przeciąganie sylab, gdy miała ochotę kogoś poprawiać.

– Mamo, przecież jest dobrze – Paweł próbował łagodzić sytuację, stojąc w drzwiach z kubkiem herbaty. – Dajmy już spokój.

Teściowa uśmiechnęła się do niego zupełnie inaczej niż do mnie.

Ja tylko pomagam. W końcu to ważna kolacja.

Ważna. To słowo zabrzmiało jak wyrok. Weszłam do sypialni pod pretekstem zmiany swetra i wtedy sięgnęłam po flakon. Delikatny, ciepły zapach, który zawsze dodawał mi pewności. Psiknęłam raz na nadgarstek, drugi za ucho. Zamknęłam oczy, jakby to mogło mnie przenieść gdzieś indziej. Gdy wróciłam do salonu, teściowa siedziała przy stole i przeglądała coś w telefonie. Na mój widok uniosła brwi.

– Nowe perfumy? – zapytała. – Ciekawe. Choć nie wiem, czy wypada tak intensywnie pachnieć przy kolacji.

Paweł westchnął, a ja poczułam, jak coś we mnie drga. Już miałam odpowiedzieć, kiedy jej telefon zawibrował. Zbladła na moment, zablokowała ekran i szybko wstała.

– Muszę na chwilę wyjść – rzuciła. – Sprawdzić coś w samochodzie.

Zostawiła telefon na stole. Patrzyłam na niego dłużej, niż powinnam. Ekran znów się rozświetlił. Jedno imię. Obce. A pod nim krótka wiadomość, której sens uderzył mnie jak lodowaty kubeł zimnej wody. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to zdanie odmieni cały wieczór.

Wcale nie poczułam ulgi

Przez kilka sekund wpatrywałam się w ekran telefonu, jakby miał sam zgasnąć i zdjąć ze mnie odpowiedzialność. Serce biło mi szybciej, a jednocześnie w głowie panowała dziwna cisza. Jedno zdanie, kilka słów, a jednak aż nazbyt czytelnych. Nie była to zwykła sprawa do załatwienia ani uprzejme przypomnienie. Ton wiadomości był zbyt poufały, zbyt miękki jak na „znajomego”.

– Coś się stało? – Paweł podszedł bliżej, ale odruchowo przesunęłam telefon tak, by nie widział ekranu.

– Nie… nic – odpowiedziałam zbyt szybko.

Telefon zgasł. Odetchnęłam, choć wcale nie poczułam ulgi. Teściowa miała romans, a ja już wiedziałam, że od tej pory nie będzie mi mówić, co mam robić. Nie piśnie słowa na temat tego jak mam się zachowywać. Nie, nie po czymś takim. Trzęsłam się na samą myśl o tym co wyprawia za naszymi plecami. Przecież teść chory siedzi w domu! W tej samej chwili usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Teściowa wróciła szybciej, niż się spodziewałam. Wsunęła się do mieszkania, poprawiając płaszcz, a jej spojrzenie od razu powędrowało w stronę stołu.

– Mam nadzieję, że nikt niczego nie ruszał – powiedziała niby żartem.

– Leżał, wibrował – odparł Paweł obojętnie. – Pewnie ktoś pisał do ciebie.

Jej twarz na ułamek sekundy stężała. Potem znów pojawił się uśmiech.

– Teraz wszyscy ciągle piszą.

Usiadła, biorąc telefon do ręki. Przesunęła palcem po ekranie i zerknęła na mnie. W jej oczach zobaczyłam coś nowego. Nie wyższość, nie pobłażanie. Ostrożność. Kolację zaczęliśmy w napiętej ciszy. Brzęk sztućców był głośniejszy niż zwykle, a każde pytanie Pawła urywało się w połowie. Teściowa nagle przestała mnie poprawiać. Nie komentowała sosu, nie wspominała o źle dobranych świecach. Zamiast tego co chwilę zerkała na mnie, jakby sprawdzała, czy się odezwę.

– Ładnie pachniesz – rzuciła w końcu. – Może nawet… nieco za ładnie.

Podniosłam wzrok znad talerza.

Zapach potrafi wiele ukryć – odpowiedziałam spokojniej, niż się czułam.

Zawiesiła widelec w powietrzu.

– Co masz na myśli?

– Nic konkretnego – uśmiechnęłam się lekko. – Czasem jednak zdradza więcej, niż byśmy chcieli.

Paweł spojrzał na mnie zaskoczony. Teściowa odłożyła sztućce.

– Źle się czujesz? – zapytała.

– Przeciwnie. Czuję, że ten wieczór może być bardzo… szczery.

Między nami zapadła cisza ciężka jak zasłona. Wiedziała już, że sekret nie jest tylko jej. Od tej chwili należał również do mnie.

Straciła grunt pod nogami

Po kolacji Paweł zebrał talerze i zaproponował deser. Zwykle był to moment, w którym napięcie opadało, ale tym razem stało się odwrotnie. Teściowa usiadła głębiej w fotelu, jakby chciała zniknąć, a ja po raz pierwszy poczułam, że to ona straciła grunt pod nogami. Nie ja.

– Może zrobimy kawę – zaproponował Paweł, nieświadomy tego, co krążyło między nami jak niewidzialna nić.

– Ja nie chcę – odpowiedziała zbyt szybko. – Jakoś tak… ciężko mi dziś po słodkim.

Skinęłam głową, choć nikt mnie o zdanie nie pytał. Wstałam i podeszłam do okna. Na dworze zapalały się latarnie, ich światło odbijało się w szybie. Widziałam w niej swoje odbicie i jej sylwetkę za plecami. Siedziała nieruchomo, splecione dłonie zdradzały więcej niż twarz.

– Pani Mario – odezwałam się cicho, wciąż patrząc w okno. – Zdarza się pani, że ktoś pisze w nieodpowiednim momencie?

Paweł znieruchomiał przy ekspresie.

Co to za dziwne pytania? – odezwała się ostro. – Każdemu się zdarza.

Odwróciłam się powoli.

– Nawet jeśli to ktoś, kto nie powinien pisać?

Jej wzrok uciekł na chwilę w bok. To wystarczyło. Nie potrzebowałam potwierdzenia. Prawda wisiała w powietrzu, ciężka i lepka.

– Nie wiem, o czym mówisz – powiedziała, ale głos jej się załamał.

– Ja chyba wiem – odparłam. – I nie zamierzam robić scen. Ale proszę, niech pani przestanie mnie oceniać, poprawiać i sprawdzać. Bo nie jest pani w pozycji, by móc to robić.

Paweł odwrócił się gwałtownie.

– O czym wy rozmawiacie?

Teściowa wstała. Była blada, starsza niż jeszcze kilka godzin wcześniej.

– Synu… – zaczęła, ale zabrakło jej słów.

– To rozmowa tylko między nami – przerwałam jej spokojnie. – I tak już za dużo dziś padło.

Zapadła długa cisza. W końcu teściowa sięgnęła po torebkę.

– Pojadę już – powiedziała. – Źle się czuję.

Nie zatrzymywaliśmy jej. Gdy drzwi się zamknęły, Paweł spojrzał na mnie z mieszaniną niepokoju i ciekawości.

Co tu się właśnie wydarzyło?

Wzięłam głęboki oddech. Wiedziałam, że teraz wszystko zależy od tego, co powiem dalej.

Role nagle się zmieniły

Paweł stał pośrodku salonu, jakby ktoś wyjął mu spod nóg podłogę. Patrzył raz na drzwi, raz na mnie, próbując poskładać fakty, których mu brakowało. Usiadłam na kanapie i gestem wskazałam, żeby zrobił to samo.

– Nie chcę, żebyś dowiedział się przypadkiem albo z półsłówek – zaczęłam. – I nie chcę cię wciągać w coś, co nie jest moją sprawą. Ale od dziś jedno się zmienia.

– Czyli? – zapytał ostrożnie.

– Twoja mama przestaje mnie traktować jak kogoś gorszego. I ona o tym wie.

Milczał dłuższą chwilę. W końcu potarł dłonią twarz.

– Zawsze była… trudna – powiedział. – Ale to nie powód, żeby ją straszyć.

– Ja jej nie straszyłam – odpowiedziałam spokojnie. – Ja tylko przestałam się bać.

Spojrzał na mnie uważnie, jakby widział mnie po raz pierwszy. Nie dopytywał. Może nie chciał znać szczegółów, a może wreszcie zrozumiał, ile mnie to kosztowało przez te wszystkie lata.

Następnego dnia teściowa zadzwoniła wcześnie.

– Chciałam… podziękować za wczoraj – powiedziała sztywno. – I przeprosić, jeśli byłam wobec ciebie niesprawiedliwa.

To było wszystko. Żadnych wyjaśnień, żadnych aluzji. Krótka rozmowa, ale po niej coś naprawdę się skończyło. Jej przytyki, poprawki, lodowate spojrzenia. Od tamtej pory była ostrożna. Uprzejma. Czasem nawet cicha. Perfumy wciąż stały na półce. Używałam ich rzadziej, bo zrozumiałam, że nie zapach dał mi siłę. Dała mi ją świadomość, że nawet w cudzym domu nie muszę być bezbronna.

Wreszcie postawiłam granicę

Kilka tygodni później spotkaliśmy się u teściowej na niedzielnym obiedzie. Drzwi otworzyła z uśmiechem, trochę sztywnym, ale prawdziwym. Bez komentarzy o moim wyglądzie, bez uwag o tym, jak trzymam torebkę czy gdzie odkładam płaszcz.

– Usiądź, zaraz podam zupę – powiedziała zwyczajnie.

Paweł spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Ja tylko skinęłam głową. Wiedzieliśmy oboje, że coś się zmieniło, choć nikt nie wypowiedział tego na głos. Podczas obiadu rozmawialiśmy o rzeczach prostych. O pracy, o pogodzie, o planach na wiosnę. Ani razu nie poczułam, że jestem na egzaminie. W pewnym momencie teściowa spojrzała na mnie uważnie.

– Masz dziś inny zapach – zauważyła.

– Dziś nie użyłam perfum – odpowiedziałam spokojnie.

Uśmiechnęła się krótko i wróciła do jedzenia. Nie było w tym już złośliwości, raczej akceptacja faktu, że nie wszystko musi być pod jej kontrolą. Wyszliśmy z tej historii lżejsi. Ja – bo przestałam być ofiarą cudzych humorów. Ona – bo zrozumiała, że sekrety potrafią zmieniać układ sił. Perfumy nie uratowały walentynkowej kolacji. Zrobiło to coś znacznie trwalszego – granica, którą wreszcie postawiłam.

Agnieszka, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama