„Walentynki spędziłam w kurzu i hałasie zamiast na randce z Adamem. Remont u ojca był początkiem rodzinnego dramatu”
„Zabolało bardziej, niż chciałam przyznać. Przecież byłam. Tylko nie tak, jak on by chciał. Od kiedy mama odeszła, ojciec stał się szorstki, zamknięty, a każde spotkanie kończyło się wypominaniem przeszłości”.

- Redakcja
Walentynki zawsze wydawały mi się trochę przesadzone, ale tego dnia naprawdę liczyłam na zwykły spokój i obecność Adama. Zamiast tego stałam w mieszkaniu ojca, wdychając kurz i słuchając wiertarki, która zagłuszała każdą próbę rozmowy. Jeszcze nie wiedziałam, że ten remont odsłoni nie tylko krzywe ściany, ale też pęknięcia w naszej rodzinie.
Głos mi się załamał
– Tylko mi tu nie stój bezczynnie, bo czas ucieka – rzucił ojciec, nawet na mnie nie patrząc.
Stałam pośrodku salonu, który jeszcze kilka tygodni wcześniej był jego azylem. Teraz przypominał pole bitwy: zerwana podłoga, worki z gruzem, odsłonięte kable. Spojrzałam na telefon. Adam napisał godzinę wcześniej:
„O której kończycie? Zarezerwowałem stolik w naszej kanapce”.
Nie odpisałam. Nie wiedziałam, co napisać.
– Mówiłeś, że to potrwa najwyżej do południa – odezwałam się ostrożnie, podając mu kolejne płytki.
Ojciec westchnął.
– Remonty zawsze trwają dłużej. Gdybyś częściej tu była, wiedziałabyś.
Zabolało bardziej, niż chciałam przyznać. Przecież byłam. Tylko nie tak, jak on by chciał. Od kiedy mama odeszła, ojciec stał się szorstki, zamknięty, a każde spotkanie kończyło się wypominaniem przeszłości. Walentynki miały być wyjątkiem. Jednym dniem, kiedy nie muszę wybierać.
– Adam na mnie czeka – powiedziałam w końcu. – To ważne.
Ojciec odłożył narzędzie z głośnym brzękiem.
– A ja nie? – zapytał cicho, pierwszy raz tego dnia patrząc mi w oczy. – Ten remont to nie są kafelki. Chcę tu znowu mieszkać jak człowiek.
Zamilkłam. Kurz osiadał na włosach. Wiedziałam, że jeśli teraz wyjdę, on to zapamięta. Tak jak zapamiętał tysiąc innych drobiazgów, które w jego wersji świata urastały do zdrady. Telefon zawibrował. Tym razem Adam zadzwonił.
– Odbierzesz czy znowu udasz, że nie słyszysz? – mruknął ojciec.
Odeszłam do kuchni, jedynego pomieszczenia, którego jeszcze nie ruszyliśmy.
– Hej… – zaczęłam, ale głos mi się załamał.
– Jest dziewiętnasta – powiedział Adam bez powitania. – Co się dzieje?
Patrzyłam na odpadającą farbę nad zlewem i nagle poczułam, że duszę się nie tylko od kurzu.
– Jestem u taty. Remont się przeciągnął.
– Zawsze coś się przeciąga – odpowiedział chłodno. – Może kiedyś to ja będę na pierwszym miejscu.
Rozłączył się, a ja zostałam sama z ciszą, która bolała bardziej niż hałas wiertarki. Wróciłam do salonu.
– Zostajesz? – zapytał ojciec.
Skinęłam głową, choć w środku coś mi pękło. Jeszcze nie wiedziałam, że to dopiero początek.
Serce zaczęło mi walić
Noc przyszła niepostrzeżenie. Za oknem zapaliły się latarnie, a my wciąż przesuwaliśmy meble z kąta w kąt, jakby zmiana ich miejsca mogła zmienić coś więcej. Ojciec pracował w milczeniu. Ja też już nie miałam siły na rozmowę.
– Usiądź na chwilę – rzucił w końcu. – Zrobimy przerwę.
Usiedliśmy na starych skrzynkach po narzędziach. Podał mi herbatę w wyszczerbionym kubku. Taki sam pamiętałam z dzieciństwa.
– Mama zawsze mówiła, że remonty obnażają ludzi – odezwałam się cicho.
Ojciec drgnął, jakby go ukłułam.
– Twoja matka za dużo mówiła – odpowiedział po chwili. – A potem po prostu wyszła.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
– Wyszła? – powtórzyłam. – Ty naprawdę tak to pamiętasz?
Zacisnął dłonie na kubku.
– A jak inaczej? Pewnego dnia spakowała torbę i oznajmiła, że ma dość. Zostawiła nas.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Przez lata słyszałam inną wersję. O krzykach, o długich cichych dniach, o tym, że mama próbowała ratować to, co się już sypało.
– Ona nie odeszła bez powodu – powiedziałam ostrożnie. – Byłeś wtedy nie do zniesienia.
Ojciec wstał gwałtownie, aż herbata rozlała się na podłogę.
– Ty też jesteś po jej stronie? – głos mu zadrżał. – Wszyscy byli po jej stronie.
– To nie o strony chodzi – zaprotestowałam. – To była rodzina.
Zapadła długa cisza. Słyszałam tylko tykanie starego zegara, którego nie zdążyliśmy jeszcze zdjąć ze ściany.
– Wiesz, dlaczego poprosiłem cię o pomoc? – zapytał nagle. – Bo bałem się zostać tu sam. Bo jak się siedzi w ciszy, to wracają myśli.
Patrzyłam na niego i po raz pierwszy zobaczyłam nie surowego ojca, ale zmęczonego człowieka, który nie poradził sobie z odejściem żony ani z własnym żalem. Telefon znów zawibrował. Wiadomość od Adama:
„Nie wiem, czy tak ma wyglądać nasze życie”.
Zrozumiałam, że ten remont burzy więcej niż ściany. Rozwalał wszystko, co przez lata zamiatałam pod dywan.
Poznałam bolesną prawdę
Rano obudził mnie ból pleców i zapach kurzu. Spałam na rozkładanym fotelu, pod cienkim kocem. Ojciec krzątał się w kuchni, jakby nocnej rozmowy nigdy nie było.
– Jest kawa – powiedział zwyczajnie.
Usiadłam przy stole. Przez chwilę piliśmy w milczeniu. W końcu to on pierwszy przerwał ciszę.
– Adam się wczoraj wkurzył, co? – rzucił, nie patrząc na mnie.
– To nie była złość – odpowiedziałam. – Raczej zmęczenie. Tym, że ciągle jestem gdzie indziej.
Ojciec odstawił kubek.
– Przeze mnie.
– Nie tylko – westchnęłam. – Ale tak, też.
Nie zaprzeczył. Zamiast tego wstał i wyjął z szafki starą teczkę. Położył ją na stole między nami.
– Miałem ci tego nie pokazywać – powiedział. – Ale skoro już wszystko się sypie…
W środku były pożółkłe kartki, rachunki, kilka listów. Poznałam pismo mamy od razu.
– Pisała do mnie po odejściu – ciągnął. – Chciała wrócić.
Podniosłam wzrok.
– I co zrobiłeś?
– Nic – odpowiedział bez wahania. – Byłem zbyt dumny. Myślałem, że to ona powinna się dostosować.
Słowa zawisły w powietrzu. Poczułam złość, ale też dziwną ulgę. Wreszcie ktoś nazwał to, co przez lata było tylko niedopowiedzeniem.
– Wiesz, że przez to trudno mi budować własny związek? – zapytałam cicho. – Boję się, że skończę tak samo. Że wybiorę obowiązek zamiast siebie.
Ojciec spuścił głowę.
– Nie chciałem, żebyś płaciła za moje błędy.
Telefon leżał na stole. Od wczoraj nie odpisałam Adamowi. Wzięłam go do ręki, dłonie mi drżały.
– Muszę z nim porozmawiać – powiedziałam.
Ojciec skinął głową.
– Jedź. Ja… poradzę sobie. Nawet jeśli wolniej.
Zatrzymałam się w drzwiach.
– Przyjdę jutro.
Uśmiechnął się słabo. Pierwszy raz od dawna.
Zrzuciłam ciężar
Spotkałam się z Adamem wieczorem, dzień po Walentynkach. Wybrał małą kawiarnię na uboczu, taką, do której wcześniej nigdy nie chodziliśmy. Jakby od początku chciał zaznaczyć, że to nie jest zwykłe spotkanie.
– Wyglądasz na zmęczoną – powiedział zamiast powitania.
– Bo taka jestem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą i zdjęłam płaszcz.
Przez chwilę mieszał łyżeczką w filiżance, choć cukier dawno się rozpuścił.
– Nie chodzi tylko o ten jeden dzień – zaczął. – Ja mam wrażenie, że w twoim życiu zawsze jestem gdzieś obok. Jak plan awaryjny.
Poczułam ukłucie w piersi.
– To nie fair.
– A szczere – spojrzał na mnie uważnie. – Kiedy jesteś z ojcem, znikasz. Kiedy wracasz, jesteś nieobecna. Ja nie wiem, gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla nas.
Złapałam się na tym, że dokładnie tak samo czułam się jako dziecko, kiedy mama i tata zamykali się we własnych światach. Nagle zobaczyłam ten schemat wyraźniej niż kiedykolwiek.
– Boję się, że jeśli nie pomogę ojcu, on się rozsypie – powiedziałam. – A jednocześnie boję się, że jeśli będę ciągle ratować innych, stracę wszystko inne.
Adam westchnął ciężko.
– Nie chcę, żebyś wybierała między mną a nim – powiedział wolniej. – Chcę, żebyś w końcu wybrała siebie. A wtedy zobaczymy, czy ja się w tym wyborze mieszczę.
Te słowa zostały ze mną na długo. W drodze powrotnej myślałam o mamie, o jej listach, o ojcu stojącym pośrodku mieszkania. I o sobie, zawsze gdzieś pomiędzy. Wieczorem zadzwoniłam do ojca.
– Musimy ustalić jasne zasady – powiedziałam. – Pomogę, ale nie mogę być tam codziennie. I nie będę twoim jedynym wsparciem.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Rozumiem – odpowiedział w końcu. – Chyba za późno zacząłem to rozumieć, ale spróbuję.
Odłożyłam telefon z poczuciem strachu, ale też ulgi. Jakby pierwszy raz ktoś zdjął ze mnie ciężar, który nosiłam od lat.
Nie obiecywałam cudów
Remont u ojca trwał jeszcze kilka tygodni, ale już nie był moim centrum świata. Przychodziłam w wyznaczone dni, na kilka godzin. Ojciec nauczył się prosić sąsiada o pomoc. Któregoś popołudnia, kiedy skręcaliśmy ostatnią szafkę w kuchni, ojciec usiadł ciężko na krześle.
– Zadzwoniłem do twojej mamy – powiedział nagle.
Zamarłam.
– I?
– Porozmawialiśmy spokojnie. Bez pretensji. Powiedziała, że cieszy się, że w końcu coś we mnie zmieniło.
Nie odpowiedziałam od razu. Widziałam, że on też nie oczekiwał reakcji. Wystarczyło, że to padło. Z Adamem nie było łatwo. Długo rozmawialiśmy, czasem do późna, czasem boleśnie. Nie obiecywaliśmy sobie cudów. Ustaliliśmy granice, plany, a przede wszystkim to, że nie będziemy ratować siebie nawzajem kosztem własnych potrzeb. Zostaliśmy razem, choć już inaczej niż wcześniej – spokojniej, dojrzalej. Kiedy ostatniego dnia remontu wynosiłam z mieszkania ojca puste wiadra po farbie, zatrzymałam się w progu. Było czysto, jasno, zwyczajnie. Jakby to miejsce wreszcie przestało być ciężarem.
– Wpadniesz w weekend? – zapytał.
– Tak – odpowiedziałam. – Ale tylko na kawę.
Uśmiechnął się i skinął głową. Bez żalu. Bez oczekiwań. Walentynki spędzone w kurzu okazały się punktem zwrotnym. Nie romantycznym, nie idealnym, ale potrzebnym. Dzięki nim zrozumiałam, że nie muszę już sklejać cudzych pęknięć własnymi rękami. Mogę budować coś swojego, nawet jeśli robię to powoli.
Natalia, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Remont kuchni planowałam od dawna, marząc o rodzinnych obiadach. Niestety wspólny stół nie sklei tego, co w nas pękło”
- „Ferie u teściów okazały się pułapką. Zamiast szusować po stoku, musiałem zająć się remontem ich mieszkania”
- „W tłusty czwartek zamiast faworków najadłam się wstydu. Po słowach teściowej zapadłam się pod ziemię”