Reklama

Walentynki zawsze budziły we mnie więcej niepokoju niż radości, choć oficjalnie udawałam, że to jeden z tych dni, kiedy wszyscy mają prawo być trochę śmieszni, trochę ckliwi. Byłam wtedy pewna, że mam wszystko – stabilny związek, przyjaciół, a w rodzinie, choć bywało burzliwie, to jednak trzymaliśmy się razem. Wierzyłam, że życie jest przewidywalne, a jeśli już coś się sypie, to przecież nie w jeden wieczór. A jednak, jedna kolacja, jeden dzień, kilka przypadkowych rozmów i decyzji, wystarczyło, by to, co znałam i kochałam, rozpadło się jak domek z kart. Nigdy nie zapomnę zapachu czekolady, zbyt mocnego wina i nieobecnego wzroku mojego chłopaka. Tego dnia straciłam trzy najbliższe osoby, choć jeszcze rankiem sądziłam, że to będzie mój najpiękniejszy wieczór w życiu. Teraz, gdy wracam pamięcią do tamtych chwil, czuję jedynie ścisk w żołądku i niepewność, czy to, co się wtedy wydarzyło, naprawdę musiało się tak skończyć.

Kolacja pod znakiem miłości

Wszystko miało wyglądać jak w filmach – świeczki, lekko przygaszone światło, czerwona róża na stole, a za oknem lekki śnieg, który, choć luty, przykrył świat miękkim puchem. Damian pojawił się z bukietem tulipanów i butelką wina, którą z dumą zaprezentował, choć wiedziałam, że nie ma pojęcia, czy to dobry rocznik. Śmiałam się z jego nieporadności, rozwiązując własnoręcznie zawiązaną kokardę na pudełku czekoladek. W tle grała lista piosenek, którą skrzętnie przygotowałam kilka dni wcześniej. To miała być nasza walentynkowa kolacja – taka, o jakiej marzyłam od lat.

– Wszystko wygląda super – mruknął Damian, rozglądając się nerwowo po pokoju.

– Starałam się – uśmiechnęłam się, próbując ukryć lekkie rozdrażnienie. – W końcu to nasza trzecia rocznica.

Chciałam, by wszystko wyszło idealnie, choć już od progu czułam, że coś jest nie tak. Damian co chwilę zerkał na telefon, stukając niecierpliwie palcem w stół. Miałam wrażenie, że czeka na jakiś sygnał, jakby ten wieczór był tylko jednym z przystanków, a nie celem samym w sobie. Nagle zadzwonił domofon. Usłyszałam znajomy głos – to była Ola, moja najlepsza przyjaciółka. „Mam dla was niespodziankę!” – krzyknęła w słuchawkę. Zamarłam na chwilę. Niespodzianki nigdy nie zwiastowały niczego dobrego.

Niewypowiedziane tajemnice

Ola wpadła do mieszkania z torbą pełną balonów, szampanem i rozbrajającym uśmiechem. Była jak burza – wszystko musiało się kręcić wokół niej, a ja pozwalałam jej na to, odkąd się znamy. Przez moment nawet się ucieszyłam, że ktoś rozładuje dziwną atmosferę, jaka panowała od samego początku wieczoru. Damian odsunął się jednak wyraźnie, jakby jej obecność przeszkadzała mu bardziej niż rozlany na obrus wosk ze świecy.

– Znowu przychodzisz bez zapowiedzi? – zapytałam półżartem, próbując ukryć lekkie rozdrażnienie.

– Chciałam cię zaskoczyć! – Ola uniosła brwi, uśmiechając się szeroko. – I wiem, że Damian też się ucieszy, prawda?

Damian wymamrotał coś pod nosem i schował telefon do kieszeni. Usiadł obok mnie, ale nie złapał za rękę, jak zwykle to robił. Jego palce zaciskały się na kieliszku z winem, a wzrok miał utkwiony gdzieś poza stołem. W pewnym momencie Ola wyjęła z torebki małe pudełko.

Zgadnijcie, kto się zaręczył! – zawołała triumfalnie, pokazując pierścionek. Przez ułamek sekundy zobaczyłam, jak Damian blednie, a potem rzuca mi krótkie, nerwowe spojrzenie.

Próbowałam zebrać myśli, ale nagle drzwi znów zadzwoniły. Tym razem to był mój brat, Michał. Jego mina zdradzała, że też coś ukrywa. Każdy w tym pokoju grał jakąś rolę, a ja czułam, że jestem jedyną osobą, która naprawdę wierzyła w ten wieczór.

Rozpad wśród śmiechu

Michał wszedł z przytupem, rozchełstany, z roztrzepanymi włosami i szerokim uśmiechem, który zwykle rozbrajał każdego w promieniu stu metrów. Rzucił mi pudło z pączkami, rozbawiony jak dziecko.

– Walentynki trzeba świętować po polsku! – rzucił, po czym spojrzał na Olę i nagle jakby zapomniał języka w gębie.

Damian siedział napięty, patrzył na mojego brata, potem na Olę, potem znowu na telefon. Wszyscy próbowaliśmy udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku, ale podskórnie czułam, że coś się zaraz wydarzy. Ola nagle wybuchnęła śmiechem, opowiadając jakąś anegdotę o swoim narzeczonym.

– Zobaczysz, to będzie najlepszy ślub w historii, Michał! Zaproszę ciebie nawet bez osoby towarzyszącej, bo i tak zawsze kończysz w kuchni z winem!

Wszyscy się roześmiali, nawet Damian wymusił na swojej twarzy jakiś uśmiech, ale ja słyszałam w tym śmiechu coś fałszywego. Michał spoglądał na Olę z takim napięciem, że aż zaczęły drżeć mu dłonie. Ola zerkała na Damiana, jakby próbowała coś wyczytać z jego twarzy. Damian w końcu podniósł wzrok i powiedział:

– Może ktoś w końcu mi powie, o co tu chodzi? Bo chyba nie tylko ja mam wrażenie, że wszyscy przyszli tu z czymś, o czym nie chcą mówić.

Wtedy rozległo się ciche pukanie w drzwi. Wszyscy umilkliśmy. Czułam, jak ziemia zaczyna mi się usuwać spod nóg.

Wszystko w jednej chwili

W drzwiach stanęła mama, z mokrą od śniegu kurtką i nerwowym spojrzeniem. Była ostatnią osobą, której spodziewałam się tego wieczoru. Spojrzała po nas, po zastawionym stole, po czerwonych balonach i na chwilę zawahała się, czy wejść.

– Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać… – zaczęła, zdejmując powoli buty. – Michał, musiałam z tobą porozmawiać.

Zrobiło się niezręcznie, Ola szybko schowała pierścionek, Damian usiadł jeszcze głębiej w fotelu, a ja próbowałam wyłapać sens tego nagłego zjazdu rodzinno-towarzyskiego. Mama spojrzała na mnie, a potem na Damiana.

– Dziecko, czy ty naprawdę jesteś szczęśliwa? – zapytała cicho, łamiącym się głosem.

Zaniemówiłam, patrząc na nią z niedowierzaniem. Damian zakasłał, Michał nagle wyprostował się jak struna, a Ola zrobiła się blada.

– O czym wy wszyscy rozmawiacie za moimi plecami? – próbowałam żartować, ale śmiech ugrzązł mi w gardle.

Wtedy Damian podniósł się i bez słowa wręczył mi swój telefon. Na ekranie rozmowa z Olą, pełna wyznań, których nie chciałabym nigdy widzieć. Michał uderzył pięścią w stół. Mama tylko zamknęła oczy, a Ola zaczęła płakać. W jednej sekundzie wszystko, co miałam, rozpadło się na kawałki. Mój związek, przyjaźń, zaufanie do rodziny – wszystko pękło jak cienkie szkło.

Niczego nie zauważyłam

Nie wiem, jak długo siedzieliśmy w ciszy. W pokoju unosił się zapach wina, wosk lał się po stole, a gdzieś w tle nadal grała cicho moja romantyczna playlista. Ola w końcu złapała się za głowę i wybiegła z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi z takim impetem, że podskoczyły wszystkie kieliszki. Michał wybiegł za nią, ale po chwili usłyszałam tylko dźwięk windy, potem ciszę na klatce schodowej. Damian stał przede mną, próbując coś powiedzieć.

– To nie miało tak wyglądać… – zaczął, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.

Patrzyłam na niego przez dłuższą chwilę, a potem podeszłam do drzwi, otworzyłam je i wskazałam mu wyjście.

– Nie dzisiaj, Damian. Nie tutaj – wyszeptałam.

Zostałam sama, a mama usiadła na kanapie, jakby zabrakło jej sił. Po chwili podała mi telefon. Na ekranie świecił się jeszcze jeden, ostatni sms od Damiana, napisany do Oli na kilka godzin przed naszą kolacją: „To dzisiaj. Musimy jej w końcu powiedzieć”. Patrzyłam na ten wyświetlacz i nie rozumiałam, jak mogłam niczego nie zauważyć. Jak mogłam wierzyć, że wszystko jest trwałe? Trzy najbliższe osoby – chłopak, przyjaciółka, brat – zniknęli z mojego życia jednej walentynkowej nocy. Czułam się, jakby ktoś wyjął mi serce.

Nie wszystko da się naprawić

Dni po tamtej walentynkowej nocy mijały w mgle. Z dnia na dzień wszystko, co budowałam, zniknęło. Zostały mi tylko puste pokoje, cisza i dziwne wspomnienia, które z biegiem czasu zaczęły mi się mieszać. Po Damianie zostały mi tylko zdjęcia, które teraz nie miały żadnego sensu. Po Oli tylko puste miejsce na kanapie, które kiedyś zajmowała, śmiejąc się z moich kłopotów. Po Michale został mi tylko obraz jego twarzy, którą widziałam w drzwiach, pełną wyrzutów, a potem milczenia.

Już nigdy nie zobaczę Damiana, który trzymał mnie za rękę i szepczeł do ucha czułe słowa. Nie poczuję już zapachu czekolady, którą zawsze lubił przywieźć z wakacji. Oli nie ma już w moim życiu, choć przez lata była moją najlepszą przyjaciółką, która wiedziała o mnie wszystko, nawet to, czego nie potrafiłam wypowiedzieć głośno. Co najgorsze, zrozumiałam, że nie chodziło o to, że straciłam ludzi. Straciłam zaufanie do siebie, poczucie, że mogę w pełni oddać swoje serce. Teraz wiem, że niektóre rzeczy się po prostu kończą, niezależnie od naszych starań, nadziei czy woli. I nie da się ich już odzyskać.

Emilia, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama