Reklama

Ślub miał być moim dniem, ale od miesięcy czułam się jak marionetka w rękach Teresy – mojej przyszłej teściowej. Decydowała o wszystkim: dekoracjach, menu, liście gości. Nawet próbowała podmienić moją suknię! Tomek, mój narzeczony, nie chciał się mieszać. „To tylko szczegóły” – powtarzał.

Reklama

Tylko Kasia, moja świadkowa, nie dawała za wygraną. Walczyła o moje wesele jak o własne życie, wdając się w otwarte konflikty z Teresą. A ja? Stałam między nimi, zmęczona i coraz bardziej przerażona, że tracę kontrolę nad własnym ślubem. Nie wiedziałam, że najgorsze dopiero nadejdzie.

Czułam się bezsilna

Siedzieliśmy w restauracji, gdzie miało odbyć się wesele. Ostateczna degustacja menu powinna być formalnością, ale wiedziałam, że to tylko kolejna odsłona tego absurdalnego konfliktu. Po jednej stronie stołu siedziałam ja, a obok mnie Kasia – moja świadkowa, gotowa do ataku. Po drugiej stronie Teresa, z wyrazem twarzy sugerującym, że przyszła tu jedynie zatwierdzić własne decyzje. Tomek jak zwykle wolał nie zajmować stanowiska, co było jego ulubioną taktyką od początku tych przygotowań.

Kelner wszedł z przystawkami, a Teresa od razu zmarszczyła brwi.

– Co to jest? – wskazała na małe kanapeczki z pastą z awokado.

– To wegańska opcja, dla gości, którzy nie jedzą mięsa – wyjaśniłam.

Nie będzie żadnych wegańskich opcji! Co to za nowa moda? Moja rodzina je mięso!

Kasia parsknęła śmiechem.

– Twoja rodzina? A to nie przypadkiem ślub Anny?

Tomek westchnął, a ja zacisnęłam dłonie na serwetce.

– Mamo, niektórzy goście mogą mieć inne preferencje…

– Ale to też ślub Tomka! – przerwała mi Teresa. – A on na pewno nie chce jakichś wymyślnych bzdur!

– Tomek wie, że mam rację, prawda? – spojrzałam na narzeczonego, licząc na wsparcie.

– Nie kłóćmy się. Wszystko jest w porządku… – powiedział, patrząc w talerz.

Nie było w porządku. Teresa przeforsowała swoje. Kasia była wściekła, ja – bezsilna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to był dopiero początek.

Teściowa wtrącała się do wszystkiego

Dzień przed ostatnią przymiarką sukni Teresa wpadła do mnie z entuzjazmem, który od razu wzbudził we mnie niepokój.

– Córeczko, mam dla ciebie niespodziankę! – oznajmiła, pokazując mi zdjęcie sukni ślubnej. Nie mojej.

Suknia była ogromna, z koronkowym gorsetem i warstwami tiulu, przypominająca tort weselny. Zupełne przeciwieństwo prostej, nowoczesnej kreacji, którą wybrałam.

– Piękna, prawda? – kontynuowała. – Klasyczna, elegancka. Prawdziwa panna młoda powinna tak wyglądać!

Zatkało mnie.

– Ale ja już wybrałam swoją suknię… – powiedziałam ostrożnie.

– Och, przymierzyć zawsze możesz! Zobaczysz, że będziesz wyglądać jak księżniczka!

W tym momencie do mieszkania weszła Kasia. Gdy tylko zobaczyła zdjęcie, prychnęła.

– Serio? To nie Ania wychodzi za mąż, tylko ty?

Teresa zmrużyła oczy.

– Nie wtrącaj się, dziewczyno. Ty nawet nie masz męża, więc co możesz wiedzieć o ślubach?

Kasia od razu zacisnęła pięści, gotowa do walki.

– Wiem jedno: Ania ma prawo wyglądać tak, jak chce!

Spojrzałam na Tomka, licząc na wsparcie.

– Tomek, powiedz coś…

– Kochanie, może przymierzysz taką suknię, co ci szkodzi? – mruknął, nie patrząc mi w oczy.

Zamarłam. Nawet on.

– Nie, mamo. Mam swoją suknię i to w niej wyjdę za mąż.

Teresa wydęła usta, ale nie powiedziała nic więcej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to nie koniec.

Chciała rozwalić nasze wesele

Dzień przed ślubem obudził mnie telefon od Kasi. Już po tonie jej głosu wiedziałam, że coś się stało.

– Anka, mamy problem. Duży problem.

Przetarłam oczy.

– Kasia, błagam, nie dzisiaj…

– Teresa zmieniła układ stołów.

Natychmiast usiadłam na łóżku.

– Że co?!

– Byłam w lokalu wcześniej i coś mnie tknęło. Poprosiłam kelnera o plan stołów i wiesz co? Nie ma twojej chrzestnej, cioci Marysi, za to jej kuzynka z dziećmi siedzi przy stole honorowym! I zgadnij, kto nagle dostał zaproszenie – koleżanka twojej teściowej ze Związku Emerytek!

Poczułam, jak narasta we mnie fala gniewu.

– Nie wierzę…

W tym momencie do pokoju wszedł Tomek.

– Kochanie, co się stało?

Twoja matka rozwaliła nam wesele! – wybuchłam.

Zmarszczył brwi, ale wciąż wyglądał na niewzruszonego.

– Nie przesadzaj… Może miała dobre intencje?

– Dobre intencje?! Ona wykreśliła moją rodzinę, a dodała swoje znajome! To jest moje wesele czy jej?!

Tomek westchnął.

– Anna, nie możemy się kłócić przed ślubem…

– To nie kłótnia, tylko walka o to, żebyśmy w ogóle mieli nasz ślub!

Wiedziałam, że jeśli teraz nic nie zrobię, Teresa przejmie kontrolę nad wszystkim. I wcale nie miałam pewności, czy Tomek w ogóle stanie po mojej stronie.

Nie wiedziałam, co zrobić

Stałam przed ołtarzem, próbując skupić się na słowach księdza, ale nie mogłam. Czułam na sobie wzrok Teresy, która, jak zwykle, postanowiła dopilnować „swojej wizji” tego dnia. W ciągu ostatnich godzin zdążyła już zmienić ustawienie kwiatów, przestawić świadków i poprawić mój welon – bez pytania.

Kasia stała obok, coraz bardziej czerwona ze złości. Wiedziałam, że długo nie wytrzyma. I miałam rację.

Gdy Teresa zaczęła przesuwać świece na ołtarzu, Kasia eksplodowała.

– Przestań w końcu! To nie twój ślub!

Rozległ się szmer wśród gości. Teresa odwróciła się powoli, jakby nie dowierzała, że ktoś śmiał jej się sprzeciwić.

– Ty się nie odzywaj, niewychowana dziewucho!

– To ty nie masz za grosz wstydu! – odparowała Kasia. – Próbujesz kontrolować wszystko, łącznie z Anią! Nawet tu, nawet teraz!

Spojrzałam na Tomka. Może w końcu coś powie? Może stanie po mojej stronie?

– Mamo… – zaczął, ale zaraz umilkł.

– Anka, powiedz coś wreszcie! – Kasia spojrzała na mnie, jej głos drżał od emocji.

Otworzyłam usta, ale Teresa mnie uprzedziła.

– Nie będzie mówić, bo ja wiem lepiej, czego potrzebuje!

Nagle ksiądz odchrząknął.

– Proszę o spokój. To ceremonia zaślubin, a nie rodzinne przepychanki.

Ale na to było już za późno. Ludzie wyciągali telefony, a ja stałam pośrodku tego chaosu, zastanawiając się, czy w ogóle powinnam brać ten ślub.

W końcu przejęłam kontrolę

Stałam wśród szepczących gości, czując na sobie setki spojrzeń. W głowie miałam pustkę. To miał być mój ślub, a zamiast tego oglądałam cyrk, którego byłam główną atrakcją. Teresa i Kasia patrzyły na mnie, oczekując, że wybiorę stronę. Tomek stał obok, ale czułam, jakby był kilometr ode mnie.

Wzięłam głęboki oddech.

Dość.

Głos zabrzmiał mi pewnie, choć w środku się trzęsłam.

– To jest mój ślub. Moje życie. I nie zamierzam być niczyją marionetką.

Teresa otworzyła usta, ale uniosłam rękę.

– Nie. Nie tym razem.

Odwróciłam się do Tomka.

– A ty co? Przez cały czas nie stanąłeś po mojej stronie. Udawałeś, że nic się nie dzieje. A ja potrzebuję kogoś, kto będzie walczył ze mną i o mnie, a nie kogoś, kto chowa głowę w piasek.

Jego twarz pobladła.

– Ania, ale…

– Teraz już za późno.

Zdjęłam pierścionek i podałam mu go. W kościele rozległ się szmer. Teresa wstrzymała oddech. Kasia patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.

– Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić. – Ostatni raz spojrzałam na Tomka i ruszyłam przez nawę, zostawiając za sobą świece, kwiaty i przyszłość, której nie chciałam.

Gdy wyszłam z kościoła, poczułam ulgę. Być może po raz pierwszy od miesięcy miałam nad sobą pełną kontrolę.

Reklama

Anna, 29 lat

Reklama
Reklama
Reklama