Reklama

Kiedyś myślałam, że mam wszystko poukładane. Syn, synowa, wnuki w planach – rodzina jak z obrazka. Anetę pokochałam od razu. Była spokojna, ciepła, taka… domowa. Zawsze umiała uspokoić Marka, gdy ten wybuchał. Gdy weszła do naszej rodziny, pomyślałam: „Bóg mi wynagrodził, że całe życie się poświęcałam”.

Reklama

Uwierzyłam mu

A potem – rozwód. Tak nagle, bez ostrzeżenia. Nie dopytywałam, nie chciałam. Marek mówił, że Aneta się znudziła, że zostawiła go bez słowa. Płakał przy mnie jak mały chłopiec, a ja wierzyłam każdemu jego słowu. Nie wolno było mi zwątpić, bo przecież matka zawsze stoi za swoim dzieckiem.

Od tamtej pory nie umiałam spojrzeć Anecie w oczy. Gdy się spotykałyśmy przypadkiem, odwracałam głowę. Łatwiej było żyć w gniewie niż w pustce. Bo prawda jest taka, że po ich rozwodzie zostałam sama. Marek wpadał tylko czasem, zawsze w biegu, a ja zostawałam z ciszą w mieszkaniu i wspomnieniami dawnych wspólnych obiadów, śmiechu, rozmów.

Powtarzałam sobie, że nie mogę stracić syna, dlatego wierzyłam tylko jemu. A teraz, kiedy lat przybyło, a serce częściej bije niespokojnie, czuję, że te sprawy mnie doganiają. Nie ma dnia, żebym nie zadawała sobie pytania: czy dobrze zrobiłam, że tak bezrefleksyjnie stanęłam po stronie Marka? A może to ja skrzywdziłam Anetę, a razem z nią – samą siebie?

Miałam wyrzuty sumienia

Tuż po ich rozwodzie poszłam do Anety, właściwie sama nie wiedziałam po co. Może chciałam ją zawstydzić, może dać jej do zrozumienia, jak wielką krzywdę zrobiła mojemu synowi? Zadzwoniłam do drzwi i kiedy mi otworzyła, od razu poczułam w sobie złość.

– Zniszczyłaś mu życie – rzuciłam od progu.

Stała w progu, zmęczona, ale nie chciałam tego widzieć.

– Nie zna pani całej prawdy – odpowiedziała.

– Nie muszę znać, widzę, jak cierpi – głos mi drżał. – Nie zasługiwał na takie traktowanie. On się przez ciebie załamał.

Aneta uśmiechnęła się blado.

– On pani wszystkiego nie powiedział i nie powie. Ale ja nie mam już siły tłumaczyć.

– Tłumaczyć? – niemal krzyknęłam. – Jak można się tłumaczyć z tego, że się odchodzi od męża bez powodu? Jak można zostawić własną rodzinę?

Byłam na nią wściekła

Ona milczała. Patrzyła na mnie tak, jakby wiedziała, że moje słowa niczego nie zmienią. A jednak ja musiałam je z siebie wyrzucić, bo wydawało mi się, że bronię nie tylko syna, ale i całego porządku w naszym życiu.

– Ja nie odeszłam bez powodu – powiedziała w końcu. – Ale pani i tak by mi nie uwierzyła.

Odwróciłam się, żeby wyjść. Byłam przekonana, że postawiłam sprawę jasno. Przecież to ona była winna, to ona zawiodła. Ale gdy schodziłam po schodach, nagle poczułam w piersi dziwne ukłucie. Jakby na chwilę przyszło do mnie pytanie: a jeśli naprawdę nie znam całej prawdy?

Nie spałam prawie całą noc. Słowa byłej synowej tkwiły mi w głowie jak wyrzut sumienia. W końcu nad ranem wybrałam jej numer. Ręce mi drżały, głos uwiązł w gardle. Przez chwilę miałam ochotę się rozłączyć, ale w słuchawce usłyszałam jej spokojne „halo”.

– Aneto… – zaczęłam niezdarnie. – To ja. Halina.

Po drugiej stronie zapanowała cisza. Słyszałam jej oddech, ale nie odpowiedziała od razu.

– Czego pani chce? – zapytała chłodno.

– Chciałam… przeprosić. Chyba byłam ślepa.

Długo nic nie mówiła. W końcu odezwała się cicho, ale pewnie:

– Nie chciała pani słuchać.

– Chciałam bronić syna

– A ja nie miałam nikogo, kto by stanął po mojej stronie – odpowiedziała spokojnie.

Zrozumiałam swój błąd

Nie potrafiłam nic powiedzieć. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu, ale nie z bólu. To było poczucie winy, które przygniotło mnie do ziemi. Ile razy powtarzałam sobie, że postąpiłam jak matka, że chroniłam rodzinę? A teraz słyszałam w jej głosie, że byłam ślepa i że swoimi słowami dołożyłam jej ciężaru, który i tak nosiła.

– Może byśmy się spotkały… – próbowałam jeszcze.

– Za późno. Naprawdę za późno – powiedziała i się rozłączyła.

Zostałam sama z pustym sygnałem w słuchawce. Łzy spływały mi po policzkach, ale nie mogłam ich powstrzymać. Wiedziałam, że coś zostało zburzone i już nigdy nie da się tego odbudować.

Nosiłam się z tym kilka dni, zanim wreszcie pojechałam do Marka. Chciałam mieć pewność, że nie ucieknie mi między drzwiami, że nie zacznie kręcić jak zwykle. Usiadłam naprzeciwko niego w kuchni.

– Marek – zaczęłam spokojnie, choć w środku wszystko się we mnie kotłowało. – Powiedz mi prawdę. Miałeś romans?

Udawał, że nie słyszy. Cisza trwała za długo.

– Marek, odpowiadaj – tym razem mój głos zabrzmiał twardo.

Poznałam prawdę

Podniósł wzrok, a w jego oczach zobaczyłam strach zmieszany z rezygnacją.

– To było skomplikowane, mamo… – wymamrotał.

– Nie, to było proste. Kłamałeś, a ja ci wierzyłam. Zdradzałeś żonę.

– Mamo, proszę cię… – chciał mnie jakoś udobruchać, ale nie miał już żadnych argumentów.

– I pozwoliłeś mi wierzyć, że to ona cię zostawiła bez powodu. Pozwoliłeś, żebym ją oskarżała. – Głos mi się załamał. – Jak mogłeś?

Nie odpowiedział. Siedział zgarbiony, jakby nagle zniknęło w nim całe poczucie siły. Patrzyłam na niego i czułam, że straciłam coś więcej niż synową. Straciłam obraz własnego dziecka, tego, w którego uczciwość wierzyłam bez wahania.

Od tamtej rozmowy z Markiem minęły tygodnie, a ja wciąż nie mogłam dojść do siebie. Patrzyłam na niego, kiedy wpadał do mnie na obiad i nie widziałam już syna, którego broniłam przez całe życie. Widziałam mężczyznę, który potrafił kłamać prosto w oczy, a ja byłam na tyle naiwna, by w te kłamstwa wierzyć.

Oszukał mnie

Unikałam pytań, unikałam doradzania, unikałam wszystkiego, co mogłoby brzmieć jak wsparcie. Czułam się zdradzona nie tylko przez niego, ale i przez własną wiarę w to, że miłość do dziecka zawsze oznacza bezgraniczne zaufanie.

Chciałam napisać do Anety, jeszcze raz przeprosić, ale wiedziałam, że to niczego nie zmieni. Ona już ułożyła sobie życie, a ja nie miałam prawa burzyć jej spokoju.

Wieczorami siedziałam sama mieszkaniu i zastanawiałam się, co by było, gdybym wtedy zamilkła, zamiast atakować. Gdybym spojrzała Anecie w oczy i spróbowała zrozumieć, zamiast od razu wydać wyrok. Może dzisiaj miałabym obok siebie przyjaciółkę, a nie ciężar winy, który mnie przygniata.

Czułam się stara i osamotniona. Marek niby był blisko, ale tak naprawdę oddalił się ode mnie jak nigdy. A ja nie miałam już siły walczyć ani o niego, ani o prawdę. Miłość do dziecka to nie ślepe zaufanie. To umiejętność usłyszenia również tego, co trudne. Ja tego nie potrafiłam. I teraz wiem, że na naprawienie tego wszystkiego jest już za późno.

Halina, 65 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama