Reklama

Przez długi czas wydawało mi się, że tak właśnie wygląda dorosłe życie. Spokój, przewidywalność, brak kłótni. Siedzieliśmy obok siebie wieczorami, w tym samym pokoju, na tej samej kanapie, a jednak coraz częściej miałem wrażenie, że coś między nami zniknęło. Nie potrafiłem nazwać tego braku, więc udawałem, że go nie ma.

Nie mam pojęcia, co ją teraz cieszy

Każdy wieczór zaczynał się tak samo. Zdejmowałem buty, odkładałem torbę pod ścianą i siadałem na swoim miejscu na kanapie, zawsze po lewej stronie. Iga już tam była, trzymała telefon obiema rękami, jakby bała się, że jej ucieknie. Telewizor grał w tle, ale żadne z nas tak naprawdę go nie oglądało. Patrzyłem na nią kątem oka. Jej palec przesuwał się po ekranie tym samym ruchem, bez pośpiechu, bez zatrzymania. Czasem marszczyła brwi, czasem uśmiechała się ledwie zauważalnie. Nie wiedziałem, co dokładnie wywoływało te reakcje. Kiedyś zapytałbym bez zastanowienia. Teraz nawet ta myśl wydawała się zbyt wymagająca.

– Zrobię herbatę – rzuciłem któregoś wieczoru.

– Dobrze – odpowiedziała po chwili, nie podnosząc wzroku.

To „dobrze” było neutralne, pozbawione emocji. Takie samo jak dzień wcześniej i tydzień wcześniej. W kuchni stałem przy blacie, słuchając cichego szumu czajnika, i próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz rozmawialiśmy dłużej niż kilka minut. Bez konkretnego powodu, bez planu do omówienia. Wróciłem z dwoma kubkami. Postawiłem jeden przed nią.

– Dzięki – powiedziała automatycznie.

Usiadłem z powrotem. Między nami była odległość może trzydziestu centymetrów, ale czułem ją wyraźniej niż kiedyś kilometry. Cisza nie była niezręczna. Przestała taka być dawno temu. Stała się tłem, czymś oczywistym, jak dźwięk zegara w przedpokoju. Złapałem się na tym, że obserwuję jej dłonie. Zawsze zadbane, spokojne. Znałem je na pamięć, a jednocześnie miałem wrażenie, że należą do kogoś, kogo tylko mijam. W głowie pojawiła się myśl, której nie chciałem dopuścić do końca: że nie mam pojęcia, co ją teraz cieszy, co ją męczy, o czym myśli, gdy siedzi obok mnie. Sięgnąłem po swój telefon. Ekran zapalił się natychmiast, jakby czekał tylko na ten gest. I znów byliśmy razem w najbezpieczniejszy możliwy sposób – bez słów, bez ryzyka, bez konieczności zajrzenia sobie w oczy.

Niezręczna pustka pomiędzy

Zaczęło się niepozornie. Najpierw mój telefon na chwilę się zawiesił, a potem wyświetlił komunikat, którego nie widziałem od dawna. Spojrzałem na Igę niemal w tym samym momencie, w którym ona zerknęła na swój ekran.

– Też ci nie działa? – zapytała, pierwszy raz tego wieczoru podnosząc wzrok.

– Chyba nie – odpowiedziałem i odruchowo przeciągnąłem palcem po ekranie, jakby to mogło coś zmienić.

Wstałem z kanapy i podszedłem do routera stojącego na półce. Migające światełka wyglądały normalnie, ale i tak odłączyłem kabel i podłączyłem go z powrotem. Ten ruch był mi znajomy, wykonywałem go już wiele razy, zawsze z tą samą nadzieją, że wszystko wróci na swoje miejsce.

Może chwilowa przerwa – rzuciłem, bardziej żeby wypełnić ciszę niż przekazać informację.

Iga wzruszyła ramionami. Przez chwilę oboje patrzyliśmy przed siebie, jakbyśmy czekali na jakiś sygnał do działania.

– Dzwoniłeś może do nich ostatnio? – zapytała po chwili.

– Nie. Zawsze działało – odpowiedziałem z lekkim rozdrażnieniem, którego sam się po sobie nie spodziewałem.

Iga westchnęła cicho. Ten dźwięk zabrzmiał w mojej głowie głośniej, niż powinien. Kiedyś w takiej sytuacji zaczęlibyśmy rozmawiać. O pracy, o planach, o byle czym. Teraz każde zdanie wydawało mi się nie na miejscu, jakbyśmy oboje zapomnieli zasad tej gry.

– Jak było w pracy? – zapytałem w końcu, czując, że mój głos brzmi nienaturalnie.

Iga spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem.

– Normalnie – odpowiedziała po chwili. – Jak zawsze.

Kiwnąłem głową. To jedno słowo zamknęło temat szybciej, niż bym chciał. Przesunąłem się nieco na kanapie, szukając wygodniejszej pozycji, ale żadne ułożenie nie przynosiło ulgi. Złapałem się na tym, że czuję napięcie w ramionach. Brak internetu obnażył coś, czego wcześniej nie musieliśmy widzieć. Bez ekranów zostaliśmy tylko my i ta niezręczna pustka pomiędzy. I im dłużej siedzieliśmy w ciszy, tym wyraźniej docierało do mnie, że nie wiem, jak ją przerwać.

Od dawna tylko siedzimy obok siebie

Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę, aż poczułem, że jeśli teraz się nie odezwę, coś we mnie pęknie. Nie potrafiłem już udawać, że wszystko jest w porządku. Odchrząknąłem cicho, jakbym chciał zwrócić jej uwagę bez robienia zamieszania.

– A tak naprawdę… jak się czujesz? – zapytałem ostrożnie.

Iga spojrzała na mnie, ale w jej oczach nie było zaskoczenia. Raczej zmęczenie. Oparła plecy o kanapę i skrzyżowała ręce.

– Normalnie, Paweł – powtórzyła. – Naprawdę.

– Zawsze mówisz „normalnie” – zauważyłem, zanim zdążyłem się powstrzymać. – Jakby to słowo miało załatwić wszystko.

Westchnęła i odwróciła wzrok w stronę okna.

– A ty zawsze pytasz w takich momentach – odpowiedziała spokojnie. – Kiedy już i tak jest za późno.

To zdanie uderzyło mnie mocniej, niż się spodziewałem. Przez chwilę szukałem odpowiednich słów, ale żadne nie wydawały się właściwe.

– Nie jest za późno – powiedziałem w końcu. – Przecież siedzimy tu razem.

Uśmiechnęła się krótko, bez radości.

– Właśnie o to chodzi – odparła. – Siedzimy. Od dawna tylko siedzimy obok siebie.

Poczułem ukłucie wstydu. Wiedziałem, że ma rację, ale łatwiej było mi myśleć, że to chwilowe zmęczenie, etap, który sam minie. Teraz to wygodne wytłumaczenie rozsypywało się na moich oczach.

Nie chciałem, żeby tak wyszło – powiedziałem ciszej. – Po prostu… było łatwiej nie drążyć.

– Dla kogo? – zapytała, patrząc na mnie uważnie.

Nie odpowiedziałem od razu. W głowie miałem chaos myśli: pracę, zmęczenie, wieczne odkładanie rozmów „na jutro”. Zrozumiałem, że przez lata chroniłem siebie przed dyskomfortem, nawet jeśli oznaczało to oddalanie się od niej.

– Dla mnie – przyznałem w końcu.

Iga skinęła głową, jakby właśnie to chciała usłyszeć.

– Widzisz – powiedziała cicho. – Ja też się do tego przyzwyczaiłam. Do milczenia. Do tego, że nie pytasz, a ja nie mówię.

Zapadła cisza, ale tym razem była inna. Pełna niewypowiedzianych pretensji i żalu, który narastał latami. Czułem złość na siebie, ale też strach, że tego, co właśnie zostało nazwane, nie da się już cofnąć.

Między nami nic się nie zmieni

Siedziała chwilę w milczeniu. Pomyślałem, że może zaraz powie coś, co jeszcze wszystko naprawi. Złapałem się tej myśli jak ostatniej poręczy.

– Wiesz, co jest najdziwniejsze? – odezwała się w końcu. – Że ja już nie czuję złości.

Podniosłem na nią wzrok.

– Jak to? – zapytałem.

– Kiedyś byłam zła – mówiła dalej spokojnie. – Na to, że mnie nie słuchasz. Że wszystko odkładasz. Że łatwiej ci patrzeć w ekran niż na mnie. A teraz… – zawahała się. – Teraz jest mi raczej obojętne.

Te słowa mnie zabolały.

– To nieprawda – powiedziałem zbyt szybko. – Przecież próbujemy rozmawiać.

Uśmiechnęła się smutno.

– Próbujemy wtedy, gdy coś się psuje – odparła. – Jak dziś. Jak nie działa internet. Ale kiedy wszystko wróci do normy, my też wrócimy do swojego milczenia.

Poczułem, jak ściska mnie w środku.

– Czyli co? – zapytałem. – Uważasz, że to już koniec?

Wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Wiem tylko, że nawet gdy internet znowu zacznie działać, między nami nic się nie zmieni. Bo problem nigdy nie był w nim.

Te słowa brzmiały jak chłodna obserwacja, bez oskarżeń. I właśnie dlatego bolały najbardziej. Dotarło do mnie, że stałem się dla niej kimś przewidywalnym i dalekim. Kimś, kogo obecność nie wnosi już nic nowego. Siedziałem obok niej, czując narastający strach. Nie przed kłótnią, nie przed decyzją, ale przed myślą, że mogę ją stracić w ciszy, bez dramatów, bez wyraźnego końca.

Każde zdanie wydawało się spóźnione

Dźwięk, który przerwał ciszę, był niemal ironiczny. Ciche piknięcie telefonu Igi. Spojrzała na ekran odruchowo, jakby jej ciało zareagowało szybciej niż myśl.

– Chyba działa – powiedziała.

Mój telefon też się rozświetlił. Powiadomienia pojawiały się jedno po drugim, jakby świat z zewnątrz domagał się naszej uwagi. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie, zawieszeni w tej krótkiej przerwie, w której wszystko mogło potoczyć się inaczej. Sięgnąłem po telefon. Ona zrobiła to samo. Gest był automatyczny, niemal jednoczesny. Usiadła w swojej dawnej pozycji, ja w swojej. Kanapa znów stała się bezpieczna. Patrzyłem na jej profil. Na to, jak szybko jej twarz wraca do znanego mi skupienia. Ekran odbijał się w jej oczach, zasłaniając to, czego przed chwilą się dotknęliśmy. Poczułem ciężar w klatce piersiowej.

– Iga… – zacząłem, ale urwałem.

Nie oderwała wzroku od telefonu.

– Co? – zapytała neutralnie.

Nie wiedziałem, co powiedzieć. Każde zdanie wydawało się spóźnione. Zrozumiałem, jak łatwo wracamy do starego schematu, jakby rozmowa sprzed kilku minut była tylko przerwą techniczną. Odłożyłem telefon na stolik. Ona po chwili zrobiła to samo, ale między nami nie wydarzyło się nic więcej. Siedzieliśmy obok siebie, świadomi już tego, czego wcześniej nie chcieliśmy nazwać. I to właśnie ta świadomość bolała najbardziej.

Świat wrócił do swojego rytmu

Tamtego wieczoru długo jeszcze siedzieliśmy na kanapie, choć każde z nas było już myślami gdzie indziej. Internet działał bez zarzutu, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Świat wrócił do swojego rytmu, a razem z nim nasze przyzwyczajenia. Tylko ja nie potrafiłem już udawać, że nic się nie stało. Zrozumiałem, że awaria nie była problemem, lecz przerwą, w której na chwilę zobaczyłem prawdę. Przez lata uczyliśmy się żyć obok siebie, omijając trudne rozmowy i niewygodne pytania. Milczenie było wygodne, bezpieczne, nie wymagało wysiłku. Dopiero teraz dotarło do mnie, jak wysoką cenę za nie płaciliśmy.

Patrzyłem na Igę i miałem wrażenie, że znam każdy jej gest, a jednocześnie nie potrafiłbym powiedzieć, co czuje. Byliśmy jak dwie osoby, które znają wspólną historię, ale przestały być częścią teraźniejszości. Najbardziej bolała myśl, że sami na to pozwoliliśmy, dzień po dniu, bez jednego wyraźnego momentu, w którym można było się zatrzymać. Nie wiedziałem, czy potrafimy jeszcze być razem bez ucieczki w ekran, bez tej bezpiecznej bariery. Nie wiedziałem też, czy oboje tego chcemy. Zostało mi tylko poczucie straty i świadomość, że największa odległość może istnieć nawet wtedy, gdy dzieli ją jedna kanapa.

Paweł, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama