„Włoch z alpejskiej wioski skradł mi serce i całe oszczędności. Jestem wściekła na siebie, że dałam się tak omamić”
„Myślałam, że to tylko niewinny flirt, ale coraz trudniej było mi się oszukiwać – w środku już się zakochiwałam w Matteo. Nie wiedziałam, że czarujący nieznajomy stanie się największym zwrotem w moim życiu”.

- Redakcja
Każdy z nas czasem marzy o tym, by rzucić wszystko i wyjechać gdzieś daleko, najlepiej w miejsce, gdzie codzienność przestaje istnieć, a świat wydaje się nagle przyziemny. Mnie taki wyjazd trafił się niespodziewanie. Byłam zmęczona, wypalona i coraz bardziej rozczarowana swoim poukładanym, ale nudnym życiem.
Zima tego roku dusiła mnie podwójnie – nie tylko przez śniegi za oknem, ale i w środku serca. Gdy koleżanka w pracy rzuciła: „Leć ze mną do Włoch na kilka dni, musisz się przewietrzyć!”, nie zastanawiałam się długo. Myślałam, że wrócę do domu z nową energią. Wracam… zupełnie inna – i z o wiele szczuplejszym kontem. Wtedy nie mogłam przewidzieć, jak bardzo kilka dni może wywrócić wszystko do góry nogami. Ta historia, choć boli mnie do dziś, nauczyła mnie więcej niż niejeden zimny prysznic.
Przyjaciółka namówiła mnie na Alpy
Nigdy nie byłam miłośniczką zimy, a mimo to dałam się namówić na wyjazd w Alpy. Już sama podróż była jak powiew świeżego powietrza. Zaczęłam dostrzegać, jak szare stało się moje życie. Śnieg za oknem samochodu nie wydawał się taki groźny, kiedy wiedziałam, że zaraz znajdę się w przytulnym hotelu z widokiem na góry. Razem z Anką, moją przyjaciółką od lat, śmiałyśmy się z byle czego i planowałyśmy wypady na stoki, choć żadna z nas nie była mistrzynią nart.
Pierwszego wieczoru poszłyśmy na kolację do małej, lokalnej knajpki. Kelner zapytał, czy chcemy spróbować domowego wina. Zgodziłyśmy się, a potem zauważyłam, że przy stoliku obok siedzi przystojny mężczyzna – z ciemnymi oczami i szerokim uśmiechem. Włoch, od razu to wiedziałam. Zerknął na mnie, jakby znał mnie od zawsze, a potem podszedł do naszego stolika.
– Buonasera, signore – powiedział z tym charakterystycznym akcentem. – Jestem Matteo. Mam nadzieję, że podoba się paniom nasza zima.
Anka puściła mi oczko. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć, więc tylko się uśmiechnęłam. Matteo usiadł z nami i wieczór zleciał szybciej, niż sądziłam. Czułam się lekka, rozbawiona, zauroczona. I chyba pierwszy raz od dawna… pożądana.
Szybko skradł moje serce
Poranek przywitał mnie lekkim bólem głowy, ale i dziwną ekscytacją. Matteo zaproponował, że pokaże nam prawdziwe, ukryte zakątki miasteczka, gdzie nie docierają turyści. Anka tłumaczyła, że dziś chce po prostu poszaleć na stoku, więc zostałam z nim sama. Zgodziłam się bez wahania, choć rozsądek cicho podpowiadał, że nie znam tego człowieka. Jednak w tych oczach było coś… hipnotyzującego.
Spacerowaliśmy wąskimi uliczkami, śmialiśmy się, a on co chwilę opowiadał mi o swoim dzieciństwie, rodzinie i włoskiej kuchni. Z każdą chwilą czułam się przy nim coraz bezpieczniej, jakbyśmy znali się od lat. Matteo kupił mi gorącą czekoladę i zaprowadził na rynek, gdzie trwał lokalny jarmark. Tam pierwszy raz wziął mnie za rękę – niby przypadkiem, prowadząc mnie przez tłum.
– Wiesz, masz w oczach taki śnieg, jakiego tu nie widziałem od dawna – powiedział cicho, patrząc mi głęboko w oczy.
Zaśmiałam się nerwowo, odwracając wzrok. Nie byłam przyzwyczajona do takich słów, a jednocześnie marzyłam, żeby jeszcze je usłyszeć. Matteo zaproponował, byśmy wrócili na kolację do tej samej knajpki co wczoraj. Pomyślałam, że to tylko niewinny flirt, ale coraz trudniej było mi się oszukiwać – w środku już się zakochiwałam. Nie wiedziałam, że ten czarujący nieznajomy stanie się największym zwrotem w moim życiu.
Nie umiałam odmówić
Kolacja z Matteo przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Siedzieliśmy przy świecach, śmialiśmy się, czasem milczeliśmy, ale w tych chwilach ciszy czułam, jak między nami coś się dzieje. Kelner przynosił kolejne kieliszki wina, a Matteo zręcznie prowadził rozmowę, raz po raz delikatnie dotykając mojej dłoni. Anka wróciła do hotelu wcześniej – dała mi wolność, choć na pewno nie sądziła, że wykorzystam ją właśnie w ten sposób.
Po kolacji zaproponował spacer wzdłuż miasteczka. Śnieg już topniał, ale noc była ciepła jak na tę porę roku. Matteo nagle zatrzymał się, spojrzał mi w oczy i bez słowa przyciągnął mnie do siebie. Pocałował mnie delikatnie, potem coraz pewniej, jakby wiedział, że nie odmówię. Nie protestowałam, nie potrafiłam. W jego objęciach czułam się lekka, młodsza o dziesięć lat. Zgodziłam się pójść z nim do jego mieszkania, mimo że głos rozsądku cichutko protestował.
Noc była magiczna. Matteo był czuły, uważny, sprawił, że zapomniałam o wszystkim, co przywiozłam ze sobą z Polski – o problemach, rozczarowaniach, o tym, że mam swoje życie i zobowiązania. Rankiem obudziłam się w jego ramionach, a on zaparzył mi kawę i powiedział, że z kimś takim jak ja nie chce się rozstawać.
– Zostań jeszcze na kilka dni, proszę – szepnął.
Uwierzyłam mu. Chciałam wierzyć.
To była ślepa miłość
Każdego dnia coraz bardziej zatapiałam się w tej bajce. Matteo był dla mnie wszystkim – przewodnikiem, kochankiem, przyjacielem. Zawiesiłam rzeczywistość gdzieś daleko, pozwalając sobie na bycie szczęśliwą, nawet jeśli tylko na chwilę. Anka patrzyła na mnie z mieszanką zazdrości i niepokoju, ale udawałam, że jej uwagi nie docierają. Kiedy próbowała żartować:
– Uważaj, bo Włosi to mistrzowie bajerowania – zbywałam ją machnięciem ręki.
Matteo coraz częściej prosił, żebym zostawała u niego na noc, a ja spełniałam każdą jego zachciankę. Proponował wspólne śniadania, planował spacery, nawet wspominał o przyszłości, choć znaliśmy się ledwie tydzień. Był czarujący, aż za bardzo.
W pewnym momencie pojawiły się drobne sygnały, które ignorowałam. Raz poprosił mnie, żebym zapłaciła za naszą kolację, bo „zapomniał portfela”, innym razem mówił, że jego karta została zablokowana i czy mogłabym pożyczyć mu trochę gotówki „na chwilę”. Odsuwałam od siebie myśli, że coś tu nie gra. Przecież miałam wrażenie, że jestem dla niego ważna. Czułam się winna, gdy tylko wątpiłam w jego intencje.
Przekonywał mnie, że lada dzień wszystko odda. Przyjmowałam te zapewnienia bez większych pytań, ślepo wierząc, że los w końcu się do mnie uśmiechnął. Nie miałam pojęcia, jak bardzo się myliłam.
„Ciao, bella”
Z dnia na dzień kwoty, o które prosił Matteo, rosły niepostrzeżenie. Najpierw było to kilka euro na kawę, potem większa suma „pożyczenia” na naprawę samochodu, potem niespodziewane opłaty w banku. Każdego wieczoru tłumaczył się tak przekonująco, że nie umiałam mu odmówić.
– Przysięgam, oddam ci wszystko, tylko dziś nie mogę wypłacić pieniędzy – tłumaczył, obejmując mnie, a ja znowu dawałam się przekonać.
– Wiem, Matteo, przecież ci ufam – odpowiadałam, czując już jednak lekki niepokój.
Anka zaczęła pytać, czy wszystko jest w porządku. Próbowała mnie ostrzec, ale nie chciałam jej słuchać. W głowie broniłam tej naszej „miłości”, która przecież musiała być prawdziwa. W końcu nawet kartę do konta zostawiłam w jego mieszkaniu, bo twierdził, że szybciej zrobi zlecenie przelewu, jak będę na stoku.
Kiedy pewnego dnia wróciłam do apartamentu, Matteo zniknął. Nie było ani jego rzeczy, ani mojej karty, ani gotówki, którą zostawiłam w portfelu. Telefon milczał, a na wiadomości nie odpowiadał. Serce waliło mi jak młot. Poczułam się zupełnie ogołocona – nie tylko z pieniędzy, ale i z resztek godności. Na dnie walizki znalazłam jedynie kartkę z napisem „Ciao, bella”.
Przyjaciółka znalazła mnie płaczącą na podłodze. Byłam zrozpaczona, oszukana i sama sobie najbardziej miałam za złe, że uwierzyłam w ten sen na jawie.
Nie sądziłam, że jestem tak naiwna
Po powrocie do Polski długo nie potrafiłam dojść do siebie. Wstydziłam się przyznać, jak bardzo dałam się omamić – nie tylko przyjaciółce, ale nawet sobie samej. Każdy dzień wydawał się pusty, a wspomnienie włoskiego romansu bolało jak zadra pod paznokciem. Kiedyś myślałam, że takie historie przytrafiają się tylko naiwniaczkom w gazetach. Okazało się, że to nieprawda – każdy może stać się ofiarą pięknych słów i uśmiechów, jeśli tylko przez chwilę zapragnie poczuć się kochany.
Matteo nie odezwał się już nigdy. Próbowałam kontaktować się z nim przez media społecznościowe, ale wszędzie napotykałam mur ciszy. Policja nie potraktowała mojej sprawy poważnie, bo przecież sama przekazałam mu pieniądze. Straciłam dużo – oszczędności z kilku lat i poczucie bezpieczeństwa. Zyskałam gorzką lekcję, jak łatwo można zagubić się w marzeniu o szczęściu.
Dziś wiem, że najbardziej boli nie strata pieniędzy, a zaufania do siebie. Przez jakiś czas bałam się ludzi, mężczyzn, nawet własnych pragnień. Potrzebowałam miesięcy, żeby wrócić do równowagi, znowu poczuć pod nogami grunt. Może jeszcze kiedyś pozwolę sobie na miłość – ale już nie dam się oszukać. Teraz wiem, że prawdziwe życie nie mieści się w bajkach, tylko tam, gdzie nauczyłam się stawiać granice.
Zuzanna, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Walentynki miałem oświadczyć się w Alpach. Niestety mój bajeczny scenariusz szybko zamienił się w przykry koszmar”
- „Wyjechałem do pracy w Holandii, żeby mama miała dach nad głową. Przez 10 lat byłem pewien, że pieniądze idą na raty”
- „Wyszłam za mąż tylko dla pieniędzy. Wolę spać w zimnym jedwabiu, niż co miesiąc spłacać raty za gorącą miłość na kredyt”