„Włożyłam serce i pieniądze w remont domu teściów, bo chciałam pomóc. Wykorzystali mnie jak darmową siłę roboczą”
„Nie chciałam być tą niewdzięczną synową, która burzy spokój. Wróciłam więc do malowania, układania paneli i planowania ogrodu. Tłumaczyłam sobie, że rodzina to nie umowy i dokumenty, tylko zaufanie. Dopiero później zrozumiałam, jak bardzo się myliłam”.

- Redakcja
Od początku chciałam mieć rodzinę, której sama nigdy nie miałam. Gdy wyszłam za Pawła, jego rodzice przyjęli mnie ciepło, a ja chłonęłam każdy gest życzliwości jak coś bezcennego. Kiedy zaproponowali remont starego domu, w którym mieliśmy kiedyś zamieszkać, byłam pierwsza do pomocy. Wtedy jeszcze wierzyłam, że buduję wspólną przyszłość.
Dawałam z siebie wszystko
Dom stał na końcu wsi, lekko przechylony, z odpadającym tynkiem i zapadniętym płotem. Pierwszy raz zobaczyłam go wczesną wiosną.
– Tu wychował się Paweł – powiedziała z dumą teściowa, gładząc framugę drzwi. – Trochę pracy i będzie jak nowy.
Paweł objął mnie ramieniem.
– Wyobraź sobie, jak urządzimy poddasze. Naszą sypialnię z widokiem na sad.
Uśmiechnęłam się. Widziałam już oczami wyobraźni jasne ściany, długie zasłony i drewniany stół w kuchni. To miało być nasze miejsce. Pierwsze tygodnie pracowałam z zapałem. Po pracy jechałam prosto na budowę. Zrywałam stare tapety, czyściłam podłogi, planowałam kolory ścian. Z własnych oszczędności kupiłam farby i nowe lampy.
– Naprawdę nie musiałaś – powiedział teść, kiedy przyniosłam kolejną fakturę. – Ale skoro już kupiłaś, to się przyda.
Powiedział to tonem, który zabrzmiał bardziej jak stwierdzenie faktu niż wdzięczność. Paweł coraz częściej znikał. Tłumaczył się pracą.
– Muszę wziąć nadgodziny, żeby było na materiały – mówił, całując mnie w czoło. – Ty i tak masz lepszy gust, więc wybierz płytki.
Wybierałam. Porównywałam ceny, negocjowałam z fachowcami, dźwigałam wiadra z farbą. Teściowa przynosiła herbatę i opowiadała sąsiadkom:
– Nasza Aneta to złoto, wszystko ogarnia.
Słowo „nasza” sprawiało, że serce rosło mi w piersi. Pewnego dnia, gdy stałam na drabinie i malowałam sufit w salonie, usłyszałam rozmowę w kuchni. Drzwi były uchylone.
– Dobrze, że się trafiła taka pracowita – powiedział teść półgłosem. – Remont idzie szybciej, a my nie wydamy majątku na robotników.
– Młodzi niech się wykażą – odpowiedziała teściowa. – W końcu kiedyś to będzie Pawła.
Zatrzymałam pędzel w powietrzu. Nie „ich”. Nie „wasz”. Tylko Pawła. Wieczorem zapytałam męża:
– Myślisz, że ten dom będzie przepisany na nas oboje?
Paweł wzruszył ramionami.
– Przesadzasz, to tylko formalności. Najważniejsze, że będziemy tam mieszkać.
– Ale ja w to inwestuję swoje pieniądze – naciskałam.
– Przecież robimy to razem – uciął rozmowę. – Nie psuj atmosfery.
Nie chciałam być tą, która burzy spokój. Wróciłam więc do malowania, układania paneli i planowania ogrodu. Tłumaczyłam sobie, że rodzina to nie umowy i dokumenty, tylko zaufanie. Dopiero później zrozumiałam, jak bardzo się myliłam.
Czułam się pominięta
Im bliżej było końca remontu, tym częściej czułam zmęczenie, którego nie dało się odespać. Wracałam z pracy, zakładałam robocze ubrania i jechałam na wieś. Teściowie traktowali to już jak coś oczywistego.
– Anetko, skoro i tak jedziesz do hurtowni, to zamów jeszcze płytki do łazienki na dole – rzuciła któregoś dnia teściowa. – Te, co wybraliśmy z ojcem.
Spojrzałam na katalog. Były droższe niż te, które planowaliśmy.
– Może wybierzemy coś tańszego? Budżet nie jest z gumy – powiedziałam ostrożnie.
– Dom musi mieć klasę – wtrącił teść. – A wy młodzi jeszcze zarobicie.
„Wy młodzi”. Coraz częściej brzmiało to tak, jakby chodziło tylko o obowiązki. Paweł coraz rzadziej bywał na miejscu. Kiedy prosiłam, żeby przyjechał i pomógł przy wnoszeniu mebli, odpowiadał:
– Tata jest, poradzicie sobie. Ja naprawdę nie mogę się wyrwać.
Pewnego popołudnia przyjechałam wcześniej niż zwykle. W salonie stał nowy kredens. Piękny, drewniany, dokładnie taki, o jakim marzyłam.
– Kupiłam go w okazyjnej cenie – powiedziała teściowa z dumą. – Będzie pasował do naszego stylu.
– Naszego? – zapytałam odruchowo.
– No do domu – poprawiła się szybko, ale spojrzenie miała chłodne.
Zaczęłam zauważać drobiazgi. Teściowie podejmowali decyzje bez konsultacji ze mną. Zmienili kolor elewacji, choć wcześniej ustaliliśmy inny. Zlikwidowali mój pomysł na mały gabinet na poddaszu.
– Tam będzie pokój gościnny – oznajmił teść. – Rodzina musi mieć gdzie nocować.
– Ale my też potrzebujemy swojej przestrzeni – zaprotestowałam.
Teściowa spojrzała na mnie z uśmiechem, który nie sięgał oczu.
– Anetko, przecież to dom Pawła. My wiemy, co jest dla niego najlepsze.
Te słowa zabolały bardziej, niż się spodziewałam.
Pracowałam jak robotnik
Wieczorem wybuchłam.
– Czy ty w ogóle widzisz, co się dzieje? – zapytałam Pawła, gdy siedzieliśmy w kuchni nad stertą rachunków. – Wszystko jest ustalane poza mną.
– Przesadzasz – odpowiedział zmęczonym tonem. – Rodzice całe życie tu mieszkali. Znają ten dom.
– A ja? – podniosłam głos. – Ja wydałam prawie wszystkie oszczędności. Pracuję tam jak robotnik. I nawet nie wiem, czy będę miała coś do powiedzenia.
Paweł odsunął krzesło.
– To nie jest konkurs, kto zrobił więcej. Chcesz się licytować z moimi rodzicami?
Nie chodziło o licytację. Chodziło o poczucie, że jestem częścią tej rodziny naprawdę, a nie tylko wtedy, gdy trzeba coś zrobić. Kilka dni później przypadkiem usłyszałam rozmowę teściów z notariuszem przez telefon. Stali na tarasie, nie zauważyli mnie za otwartym oknem.
– Tak, oczywiście, ma być przepisane na syna – mówił teść. – Chcemy to załatwić jeszcze w tym miesiącu.
– A jego żona? – zapytał ktoś po drugiej stronie, głos był słabo słyszalny.
– To nie jest konieczne – odpowiedziała teściowa stanowczo. – Dom zostaje w naszej linii.
Serce zaczęło mi bić szybciej. W tamtej chwili zrozumiałam, że nie chodziło o wspólną przyszłość. Chodziło o zabezpieczenie ich interesów. Stałam chwilę w miejscu, patrząc na świeżo pomalowaną ścianę salonu. W świetle zachodzącego słońca widać było drobne nierówności. Wcześniej ich nie dostrzegałam. Teraz wyglądały jak pęknięcia, które rozchodziły się coraz szerzej. Tego wieczoru wiedziałam już, że muszę podjąć decyzję.
Nie spałam tamtej nocy. Przewracałam się z boku na bok, a w głowie wciąż brzmiały słowa: „Dom zostaje w naszej linii”. Jakbym była tylko dodatkiem, który można pominąć w dokumentach i planach.
Czułam się wykorzystana
Rano pojechałam na wieś wcześniej niż zwykle. Teściowa stała w kuchni, kroiła chleb. Teść przeglądał jakieś papiery przy stole.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam, zanim zdążyłam się rozmyślić.
Spojrzeli na mnie zaskoczeni.
– O czym? – zapytał teść.
– O domu. O tym, kto jest jego właścicielem i kto ponosi koszty.
Zapadła cisza. Teściowa odłożyła nóż.
– Przecież wiesz, że przepisujemy go na Pawła – odparła spokojnie. – To naturalne.
– Naturalne? – poczułam, jak drży mi głos. – Włożyłam w ten remont wszystkie swoje oszczędności. Pracowałam tu codziennie. A nikt nawet nie zapytał mnie o zdanie.
Teść westchnął.
– Aneto, nie przesadzaj. Jesteś żoną Pawła. To wystarczy.
– Nie wystarczy – odpowiedziałam cicho. – Chcę czuć się bezpiecznie. Chcę mieć pewność, że to też mój dom.
W tym momencie wszedł Paweł. Najwyraźniej teściowa zdążyła do niego zadzwonić.
– Co się dzieje? – zapytał nerwowo.
– Rozmawiamy o własności – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. – Dlaczego nie powiedziałeś mi, że dom będzie tylko na ciebie?
Zacisnął usta.
– Bo wiedziałem, że zrobisz z tego problem.
– To nie problem. To moje życie.
Teściowa wtrąciła się natychmiast:
– Nie chcemy komplikacji. Różnie bywa w życiu. Lepiej, żeby dom był zabezpieczony.
Zrozumiałam aluzję. „Różnie bywa” znaczyło: jeśli coś się między nami wydarzy, ja nie mam tu nic do gadania.
– Czyli nie ufacie mi – powiedziałam.
– To nie kwestia zaufania – odpowiedział teść sztywno. – To zdrowy rozsądek.
Spojrzałam na Pawła, czekając, że zaprotestuje, że stanie po mojej stronie. Milczał.
– A ty? – zapytałam. – Co ty o tym myślisz?
– Myślę, że robisz aferę z czegoś, co jest oczywiste – powiedział w końcu. – To dom moich rodziców. Zawsze miał być mój.
– A ja? – wyszeptałam. – Kim ja tu jestem?
Nie odpowiedział.
Przestałam być popychadłem
Wróciłam do mieszkania w mieście i usiadłam na podłodze wśród puszek z farbami, które kupiłam za własne pieniądze. Patrzyłam na nie długo. Nagle wszystko stało się jasne. Nie chodziło tylko o dokument. Chodziło o to, że w tej rodzinie byłam potrzebna wtedy, gdy coś dawałam – czas, energię, pieniądze. Gdy upomniałam się o swoje, stałam się problemem. Wieczorem spakowałam kilka rzeczy i pojechałam do siostry. Paweł zadzwonił dopiero następnego dnia.
– Naprawdę chcesz to przekreślić przez jakiś papier? – zapytał z wyrzutem.
– Nie przez papier – odpowiedziałam spokojniej, niż się czułam. – Przez to, że nigdy nie byłam dla was partnerką. Byłam popychadłem.
Przez kilka tygodni próbowaliśmy rozmawiać. Proponowałam, żebyśmy wspólnie ustalili zasady, żeby dom był zapisany na nas oboje. Paweł za każdym razem wracał do argumentu o „tradycji” i „spokoju rodziców”. W końcu przestałam walczyć. Złożyłam wniosek o zwrot części pieniędzy, które udokumentowałam fakturami. Teściowie byli oburzeni.
– Po tym wszystkim? – powiedziała teściowa przez telefon. – Tak nam się odwdzięczasz?
– Nie odwdzięczam się – odpowiedziałam. – Po prostu przestaję udawać, że to było coś innego niż praca.
Ostatecznie oddali mi część kwoty, resztę uznali za „wkład w rodzinę”. Paweł wyprowadził się do wyremontowanego domu sam. Słyszałam od znajomych, że budynek wygląda pięknie. Ja zaczęłam od nowa w małym mieszkaniu, które wynajęłam blisko pracy. Bolało, gdy mijałam sklepy z wyposażeniem wnętrz. Ale pierwszy raz od dawna czułam, że decyzje należą do mnie. Nie byłam już niewdzięczną synową. Byłam po prostu Anetą. I to musiało mi wystarczyć.
Aneta, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa chwaliła się zakupami w luksusowej cukierni. Wybierała najdroższe pączki, by udowodnić mi, że jestem gorsza”
- „Mąż zrobił mi niespodziankę walentynkową i zabrał mnie na ferie w górskim SPA. Rachunek na 15 tys. odebrał mi mowę”
- „Syn zawsze pamiętał o mnie w walentynki. Przyszła synowa tak zawróciła mu w głowie, że mamę zrzucił na 2 plan”