Reklama

W kuchni pachniało drożdżami i skórką pomarańczową, a ja stałam przy kuchence z poczuciem, że od tych pączków zależy coś więcej niż tylko deser. Chciałam choć raz usłyszeć, że zrobiłam coś dobrze. Wiedziałam jednak, że mama potrafi jednym zdaniem odebrać całą radość, a cień mojej starszej siostry zawsze pojawiał się szybciej niż pochwała.

Serce zabiło mi szybciej

Od rana krzątałam się po kuchni, choć nikt mnie o to nie prosił. Miska z ciastem była ciężka, ręce lepiły się od mąki, ale czułam satysfakcję. Mama siedziała przy stole i obierała jabłka, zerkając na mnie ukradkiem. Milczała, a to milczenie było gorsze niż krytyka.

– Uważaj z tym olejem, bo znów będą nasiąknięte – rzuciła w końcu, nawet na mnie nie patrząc.

– Tym razem będzie inaczej – odpowiedziałam spokojniej, niż się czułam.

Gdy pierwszy pączek wylądował na talerzu, złocisty i równy, serce zabiło mi szybciej. Ułożyłam je starannie, posypałam cukrem pudrem i odsunęłam się o krok.

– Gotowe – powiedziałam cicho.

Mama wzięła jednego, przełamała na pół i westchnęła.

– No… nie są może takie złe. Chociaż pamiętam, jak twoja siostra robiła je w twoim wieku. Były znacznie lżejsze.

Poczułam, jak coś we mnie napina się boleśnie.

– Zawsze musisz mnie do niej porównywać? – zapytałam, zanim zdążyłam się ugryźć w język.

Mama uniosła brwi.

– Nie porównuję. Mówię, jak było. Ona miała po prostu do tego rękę.

– A ja nie? – głos mi zadrżał. – Naprawdę uważasz, że się nie staram?

Zapadła cisza. Tylko zegar na ścianie tykał natarczywie.

– Starasz się – przyznała w końcu. – Ale czasem samo staranie to za mało.

Odwróciłam się do zlewu, udając, że muszę coś umyć. Łzy kapały mi do wody, a ja byłam zła na siebie, że wciąż czekam na jej uznanie. Po chwili do kuchni weszła siostra. Spojrzała na talerz, uśmiechnęła się i sięgnęła po pączka.

– Są naprawdę dobre – powiedziała szczerze. – Poproszę jeszcze drugiego.

To jedno zdanie zabrzmiało głośniej niż wszystkie uwagi mamy.

Nigdy mnie nie słuchała

Po południu usiadłyśmy wszystkie przy stole. Mama nalała herbaty, jakby nic się nie wydarzyło, jakby jej słowa nie krążyły mi w głowie od rana. Siostra opowiadała o pracy, o jakimś projekcie, który właśnie zamknęła. Mama słuchała uważnie, kiwała głową, dopytywała o szczegóły. Ja kruszyłam pączka na talerzu, coraz mniejsze kawałki, aż nie było już czego dzielić.

– A ty co teraz robisz? – zapytała mama nagle, zerkając na mnie znad filiżanki.

Zaskoczyło mnie to pytanie. Zazwyczaj wiedziała, albo raczej zakładała, że wie.

Szukam nowej pracy – odpowiedziałam. – Wysłałam już kilka CV.

– Kilka? – mama zmarszczyła czoło. – Twoja siostra, jak zmieniała, to miała plan. Konkret.

Siostra spuściła wzrok.

– Mamo, daj spokój – mruknęła.

– Ja tylko mówię – mama wzruszyła ramionami. – Bo się martwię.

– O nią martwiłaś się zawsze inaczej – powiedziałam ciszej, ale wystarczająco wyraźnie.

W kuchni zrobiło się duszno. Mama odstawiła filiżankę z lekkim stuknięciem.

– Co masz na myśli?

– To, że cokolwiek zrobię, i tak usłyszę, że ona zrobiłaby to lepiej – wyrzuciłam z siebie. – Nawet pączki.

Zapadła cisza. Siostra spojrzała na mnie uważnie, jakby pierwszy raz naprawdę mnie słyszała.

– Wiesz, że to nieprawda – powiedziała mama, ale jej głos stracił pewność.

– Wiem tylko, jak się czuję – odpowiedziałam. – Całe życie próbuję doskoczyć do poprzeczki, którą ustawiłaś dla niej, a nie dla mnie.

Wstałam od stołu, zanim ktoś zdążył odpowiedzieć. W przedpokoju naciągałam kurtkę, ręce mi się trzęsły. Mama wyszła za mną.

– Nie uciekaj – powiedziała ostrzej, niż by chciała. – Porozmawiajmy.

– Właśnie to robiłam – spojrzałam na nią. – Tylko ty nigdy nie słuchasz.

Zatrzymała się, jakby dostała policzek. Przez chwilę stałyśmy naprzeciwko siebie, obce i bliskie jednocześnie. Pierwszy raz zobaczyłam w jej oczach nie wyższość, a niepewność.

Nie chcę być jak siostra

Wyszłam wtedy na klatkę schodową, ale nie zeszłam na dół. Usiadłam na zimnym stopniu i próbowałam złapać oddech. Przez drzwi słyszałam stłumione głosy mamy i siostry. Nie rozróżniałam słów, ale ton wystarczył, by poczuć się znów jak ta młodsza, mniej ważna. Po kilku minutach drzwi skrzypnęły. To siostra wyszła pierwsza.

– Mogę? – zapytała, wskazując stopień obok.

Wzruszyłam ramionami. Usiadła i przez chwilę milczała.

– Wiesz, że nigdy nie chciałam być dla ciebie miarą – powiedziała w końcu. – Nawet nie wiedziałam, że aż tak to przeżywasz.

– Bo nikt mnie nie pytał – odpowiedziałam. – Po prostu zawsze byłaś „tą lepszą”.

Westchnęła.

– Dla mamy. Ja tak nigdy nie myślałam – spojrzała na mnie uważnie. – Całe życie miałam wrażenie, że muszę być idealna, bo inaczej ją zawiodę. Ty przynajmniej mogłaś być sobą.

Zaśmiałam się krótko, bez radości.

– Być sobą? Ja nawet nie wiem, kim jestem, kiedy ciągle słyszę, kim nie jestem.

Drzwi znów się otworzyły. Mama stanęła w progu, jakby nie była pewna, czy ma prawo wyjść.

– Słyszałam – powiedziała cicho. – I chyba… wiele rzeczy robiłam źle.

Zeszła o jeden stopień niżej, żeby być na naszym poziomie. Ten gest zaskoczył mnie bardziej niż jej słowa.

– Myślałam, że motywuję – ciągnęła. – Że porównania pomogą ci bardziej się starać. Nie wiedziałam, że cię ranię.

– Nie chciałaś tego wiedzieć – odpowiedziałam spokojnie. – Bo łatwiej było chwalić jedno dziecko, niż nauczyć się słuchać drugiego.

Mama zacisnęła usta. Kiwnęła głową, powoli.

– Masz rację – przyznała. – Nie cofnę czasu, ale mogę przestać to robić.

Patrzyłam na nią i pierwszy raz nie poczułam złości, tylko zmęczenie. I ulgę, że w końcu to zostało wypowiedziane na głos.

– Nie chcę być jak ona – powiedziałam, patrząc na siostrę. – Chcę być wystarczająca taka, jaka jestem.

– Jesteś – odpowiedziały jednocześnie.

Nie muszę już wygrywać

Kiedy wróciłyśmy do mieszkania, atmosfera była inna, cichsza, jak po burzy, która nie wszystko zniszczyła, ale przestawiła meble. Mama zaproponowała kolację, prostą, bez ceremonii. Zgodziłam się, choć zwykle w takich momentach szukałam pretekstu, żeby wyjść. Kroiłam chleb, a mama stała obok i szykowała talerze. Co chwilę zerkała w moją stronę, jakby chciała coś powiedzieć, ale bała się zepsuć to kruche zawieszenie broni.

– Te pączki… – zaczęła w końcu. – Naprawdę były dobre. Powinnam była to powiedzieć od razu.

Nie odpowiedziałam. Nie dlatego, że nie chciałam, tylko dlatego, że pierwszy raz nie potrzebowałam tego zdania jak powietrza. Ono po prostu było. Spóźnione, ale szczere. Usiadłyśmy przy stole. Siostra nalała herbaty i uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo.

– Pamiętasz, jak kiedyś rywalizowałyśmy, która szybciej nauczy się jeździć na rowerze? – zapytała nagle.

– Pamiętam, jak zawsze wygrywałaś – odpowiedziałam odruchowo.

– Bo mama stała przy mecie – powiedziała spokojnie. – A przy tobie nikt nie stał. Sama musiałaś się podnosić.

Mama spuściła wzrok. Ja poczułam, że coś we mnie mięknie. Może po raz pierwszy zobaczyłam swoją historię nie jako pasmo porażek, ale dowód na to, że potrafię iść dalej bez oklasków.

– Wiesz, co jest najdziwniejsze? – odezwałam się po chwili. – Że dziś te pączki smakowały mi najlepiej, kiedy przestałam czekać na ocenę.

Mama skinęła głową.

– Muszę się nauczyć być matką dla was obu, a nie sędzią – powiedziała cicho.

Nie było wielkich deklaracji ani obietnic. Było coś innego – świadomość, że nie muszę już wygrywać. Że mogę usiąść przy stole nie jako ta gorsza, ale jako ta obecna.

Coś więcej niż zgoda

Następnego dnia rano obudziłam się wcześniej, choć nigdzie nie musiałam iść. W kuchni było cicho. Mama jeszcze spała, siostra też. Na blacie stał talerz z dwoma pączkami, tymi, które zostały. Wzięłam jednego i usiadłam przy stole, dokładnie w tym samym miejscu co dzień wcześniej. Gdy mama weszła do kuchni, nie powiedziała nic. Zaparzyła kawę i usiadła naprzeciwko mnie.

– Zostawiłaś sobie ostatniego? – zapytała po chwili, wskazując talerz.

– Tak – odpowiedziałam. – Nie chciałam, żeby się zmarnował.

Uśmiechnęła się lekko.

– Dobrze – skinęła głową. – Czasem warto coś zachować tylko dla siebie.

Jedząc, poczułam spokój. Nie dlatego, że wszystko nagle się naprawiło. Wiedziałam, że mama nie zmieni się z dnia na dzień, że porównania mogą jeszcze wrócić, ale coś się przesunęło. Ja już nie stałam w gotowości, nie napinałam się na każdy komentarz. Po południu wyszłam na spacer. Telefon zawibrował w kieszeni. Wiadomość od mamy: „Jak będziesz miała ochotę, nauczysz mnie kiedyś robić te twoje pączki?”. Przeczytałam ją dwa razy. Nie odpisałam od razu. Uśmiechnęłam się do siebie. Pierwszy raz poczułam, że nie muszę nic udowadniać, żeby być zaproszoną do stołu.

Aneta, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama