Reklama

W Dzień Dziadka wstałem wcześnie rano. Ubrałem się ciepło i wyszedłem do osiedlowej cukierni. Nie chciałem stać w kolejkach, pomyślałem, że o tej porze nie będzie jeszcze takiego tłoku. Kupiłem czekoladowe ciastka. Takie, jakie uwielbiała w dzieciństwie moja wnuczka. Kiedy była młodsza, przyjeżdżali w tym dniu całą rodziną. Wnuczka miała w rękach własnoręcznie robioną laurkę. Dziś nie byłem pewny, czy przyjdzie. Tydzień temu mieliśmy rozmowę, po której wyszła urażona, nawet nie mówiąc „do widzenia”. Mimo to gdzieś w środku tliła się we mnie nadzieja. Ubrałem się odświętnie, zaparzyłem herbatę i czekałem.

Myślałam, że mogę na ciebie liczyć

Siedziałem przy stole, patrząc w okno, gdy przypomniałem sobie ostatnią wizytę wnuczki. Kasia wpadła jak zawsze – cała w biegu, z rozwianym szalikiem i telefonem w dłoni.

– Dziadku, masz może chwilę? – spytała i nawet nie czekała na odpowiedź, tylko od razu usiadła przy stole.

Ucieszyłem się. Naprawdę. Bo choć była zaaferowana, to przecież przyszła. Zrobiłem herbatę malinową, ale nawet nie wzięła kubka do ręki. Od razu przeszła do rzeczy.

– Słuchaj… Mam sprawę – zaczęła, odgarniając włosy za ucho. – Tylko proszę, nie denerwuj się.

– Co się stało?

– Potrzebuję pieniędzy. Nie dużo…tzn. może dla ciebie to nie dużo dużo, ale dla mnie to po prostu być albo nie być.

– Ile? – zapytałem ostrożnie.

– Cztery tysiące. Na kaucję i pierwszy czynsz. Wiesz, w nowym mieszkaniu. Bo z tamtym właścicielem nie idzie wytrzymać…

Pokręciłem głową.

– Kasiu, ja nie mogę dać ci takich pieniędzy. Nawet gdybym miał tyle… nie wiem, czy to byłoby rozsądne. Pracujesz tylko dorywczo, studiujesz. To za duże zobowiązanie.

Zamilkła.

– Myślałam, że mogę na ciebie liczyć – powiedziała cicho, prawie bez emocji.

– Możesz. Ale nie w ten sposób. Pomogę ci, jak będę mógł. Ale nie nauczę cię życia, dając ci wszystko pod nos.

Wstała.

– W porządku. Nie musisz.

– Kasiu, nie obrażaj się…

– Nie obrażam się. Po prostu już wszystko wiem.

Wyszła bez słowa. A ja zostałem. Z tym jej „już wszystko wiem”, które dźwięczało mi w głowie przez resztę dnia.

Nie mogę wiecznie robić za bankomat

Zadzwoniłam do córki tydzień po tamtej rozmowie. Niby tylko zapytać, jak się czują. Ale prawda była inna. Chciałam usłyszeć coś o Kasi. Cokolwiek.

– Wszystko w porządku, tato – odpowiedziała tonem, który miał być neutralny, ale w nim już coś dźwięczało.

– Kasi nie widziałem od tamtej wizyty. Nie odbiera też telefonu. – powiedziałem.

Po drugiej stronie cisza.

– Nie wiem, czy powinnam… – zaczęła cicho. – Kasia jest… rozczarowana.

– Czym?! – nie wytrzymałem. – Tym, że dziadek nie ma czterech tysięcy w kieszeni?

– Tato ona myślała, że…wyciągniesz do niej pomocną dłoń.

Westchnąłem ciężko.

– Przecież nie mogę wiecznie robić za bankomat.

– Przecież to twoja jedyna wnuczka – Agnieszka się ożywiła.

Znowu cisza.

– Kasia powiedziała, że widocznie dla ciebie nie jest aż tak ważna.

Poczułem, jak wszystko we mnie kipi.

– Ona… naprawdę tak uważa?

– Jest młoda, tato. Działa pod wpływem emocji. Ale może… mogłybyście porozmawiać?

– Porozmawiać… – powtórzyłem jak echo.

A w środku wszystko mi się kotłowało.

Przestałem się łudzić

W Dzień Dziadka naprawdę miałem nadzieję, że zapomni o całej sytuacji. W końcu to święto tylko raz w roku, po co nosić w sobie jakieś żale. Herbata stygła, a dzwonek do drzwi nadal milczał. Zegarek odliczał minuty, ale telefon nie wyświetlał żadnej wiadomości. Krzątałem się po domu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Włączyłem telewizor, ale jakoś serial mnie nudził. Wziąłem do ręki gazetę, ale i ją odłożyłem po kilku minutach.

Zacząłem się zastanawiać, czemu moja odmowa spotkała się z taką reakcją wnuczki. Może nie powinienem był tak postąpić. Może faktycznie poczuła, że już nie może liczyć na moje wsparcie. Z drugiej strony nie mogłem wiecznie pożyczać jej pieniędzy. Chciałem, aby sama zrozumiała jego wartość. Myślałem, że stawiając granicę, wyświadczam jej tylko przysługę. Że będzie bardziej przygotowana na to, co czka ją w dorosłym życiu.

Tym razem odmówiłem jej czterech tysięcy, ale przecież całe życie byłem na jej zawołanie. Dawałam jej nie tylko pieniądze, ale i swój czas, uwagę, serce. Czy to naprawdę przestało się liczyć? Godzina za godziną mijała i w końcu przestałem się łudzić, że wnuczka stanie w mych drzwiach, że napisze choćby krótką wiadomość "Wszystkiego najlepszego, dziadku".

Mam nadzieję, że to kiedyś zrozumiesz

Wieczorem, kiedy siedziałem sam w fotelu przy kominku postanowiłem do niej zadzwonić, ale jednak po chwili się rozmyśliłem. Nie byłem pewny, czy to dobry pomysł. Obawiałem się bezpośredniej konfrontacji. W końcu uznałem, że lepiej będzie napisać. Długo jednak nie potrafiłem znaleźć odpowiednich słów. Kasowałem wiadomość, potem pisałem od nowa. W końcu moja wiadomość zaczęła nabierać realnego kształtu.

"Kasiu. Nie wiem nawet, czy powinienem to pisać. Ale muszę. Nie dałam ci pieniędzy, nie dlatego, żeby ci zrobić na złość, ale dlatego, że się boję. Bo wiem, jak trudno się z czegoś wyplątać. Bo wiem, co to znaczy żyć ponad stan, nawet jeśli wydaje się, że to tylko chwilowe. Ale to nie znaczy, że nie jesteś dla mnie ważna. Wręcz przeciwnie. Tęsknię nie za wnuczką, która czegoś chciała, ale za tą, która robiła ze mną pierogi na święta. Za tą, która mówiła do mnie: 'Dziadku, jesteś najlepszy na świecie. Mam nadzieję, że to kiedyś zrozumiesz". Wcisnąłem wyślij, chociaż ręka mi drżała.

Jesteś najlepszy na świecie

Dwa dni później przyszła bez zapowiedzi. Zapukała cicho, jakby nie była pewna, czy dobrze robi. Otworzyłem drzwi.

– Cześć, dziadku.

– Cześć, Kasiu – odpowiedziałam spokojnie, choć serce mi waliło jak młot. – Wchodź.

Usiadła przy stole. Znów postawiłem herbatę, znów ciastka. Tym razem zjadła jedno.

– Nie wiem, po co przyszłam – zaczęła, bawiąc się kubkiem. – To znaczy… nie wiem, jak zacząć.

– Spróbuj – powiedziałem cicho.

– Myślałam o tamtej rozmowie. I o tym, co powiedziałam potem. To było… głupie. Przepraszam.

– Cieszę się, że sobie wszystko przemyślałaś.

Spojrzała na mnie.

– Naprawdę nie chcę, żebyś myślał, że chodzi mi tylko o pieniądze.

Poczułam wzruszenie.

– I wiesz co? Naprawdę dziadku, jesteś najlepszy na świecie – szepnęła.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama