Reklama

Dzień Babci zawsze był dla mnie wyjątkowy. Odkąd zostałam babcią, te styczniowe dni miały w sobie coś ciepłego, pełnego miłości i bliskości. Przyzwyczaiłam się do bukietów tulipanów, malowanych laurek i serdecznych uścisków. W tym roku czekałam z kubkiem herbaty w dłoni, wyglądając przez okno na zaśnieżone podwórko. Moje myśli krążyły wokół wnuka, Antosia, który zawsze potrafił mnie czymś rozczulić. Miałam nadzieję, że i tym razem przyjdzie z uśmiechem, jak zawsze. Nie wiedziałam jeszcze, że zamiast kwiatów przyniesie coś, co poruszy mnie do głębi i doprowadzi do łez.

Wnuk się coś nie zjawiał

Obudziłam się wyjątkowo wcześnie, choć nie musiałam. W takich dniach sen zawsze przychodził płytki, niespokojny. Wstałam i bez pośpiechu zaparzyłam sobie kawę. Śnieg sypał za oknem drobnymi płatkami, osiadając na parapecie i krzewach w ogrodzie. Był piękny, choć zimny – zupełnie inaczej niż ciepło, które czułam na myśl o spotkaniu z Antosiem. Liczyłam, że zjawi się przed południem, jak w zeszłym roku. Wtedy wbiegł cały rozpromieniony, niosąc własnoręcznie zrobioną ramkę na zdjęcie. Nadal stała na komodzie w salonie.

Tego dnia ubrałam się starannie, jakby to miała być wizyta kogoś ważnego. W gruncie rzeczy była – najważniejszego człowieka w moim świecie. Zrobiłam nawet jego ulubione naleśniki z serkiem waniliowym, choć wiedziałam, że pewnie i tak odmówi, jak zwykle twierdząc, że jest „na zdrowej diecie”. Zegar w kuchni tykał głośniej niż zwykle. Minuty zdawały się rozciągać. Spoglądałam przez okno co chwilę, wypatrując znajomej sylwetki. Ulica była jednak pusta, jakby cały świat zapadł się w zimową drzemkę. Jeszcze nie wiedziałam, że to oczekiwanie będzie inne niż zwykle. Że zamiast drzwi otworzy się coś, czego nie potrafiłabym przewidzieć.

Cisza zamiast dzwonka

Południe zbliżało się nieubłaganie, a ja coraz częściej zerkałam na telefon. Zamiast śmiechu za drzwiami, słyszałam tylko tykanie zegara i szum lodówki. Pomyślałam, że może coś się przeciągnęło. Może Antoś wpadnie po obiedzie, z rodzicami. Choć zawsze przychodził wcześniej, żebyśmy mogli posiedzieć tylko we dwoje. Tak lubił – mówił, że przy mnie jest tak spokojnie. Włączyłam radio, ale nawet ulubione piosenki nie zdołały zagłuszyć rosnącego niepokoju. Od czasu do czasu podchodziłam do drzwi, jakbym mogła przyciągnąć go samym spojrzeniem. Naleśniki wystygły, herbata w dzbanku zrobiła się gorzka. Zmieniłam ją na świeżą, potem jeszcze raz.

Nie miałam mu za złe, jeśli zapomniał. Był młody, głowę miał pełną spraw, szkoły, znajomych. A jednak coś mnie uwierało. Ta cisza. Zbyt długa i zbyt wymowna. Nawet wiadomości od córki nie było, a ona zwykle przynajmniej pisała „będziemy po 14”. Usiadłam w fotelu i opatuliłam się kocem. Wpatrywałam się w drzwi, jakby mogły się otworzyć same z siebie. Czułam się dziwnie – jakby czas stanął w miejscu. Miałam nadzieję, że to tylko chwilowe. Nie podejrzewałam, że ten dzień przyniesie coś zupełnie innego niż to, na co czekałam.

Zadzwonił z przeprosinami

Zadzwonił dopiero po piętnastej. Gdy zobaczyłam jego imię na ekranie, serce zabiło mi szybciej. Odebrałam od razu, z uśmiechem, choć z nutą żalu w głosie.

– Antoś, myślałam, że się dziś zobaczymy… – zaczęłam cicho.

– Babciu, przepraszam, nie mogłem wcześniej – powiedział szybko. – Ale mam coś dla ciebie. To ważne. Sprawdź maila, dobra?

Zaskoczył mnie. Maila? Na Dzień Babci? Zawsze przynosił coś własnoręcznie zrobionego. Kwiatek z plasteliny, bransoletkę z muliny, coś śmiesznego, co długo potem trzymałam w szufladzie jak skarb. Teraz jednak mówił z powagą w głosie, jaką rzadko u niego słyszałam.

– No dobrze, sprawdzę – odparłam ostrożnie.

Rozłączyliśmy się. Wstałam, podeszłam do laptopa, który od miesięcy służył mi głównie do oglądania zdjęć. Zalogowałam się powoli, czując lekkie drżenie rąk. W skrzynce był jeden, nowy mail od Antosia z tytułem: „Dla Ciebie, Babciu”. Kliknęłam.

Przez chwilę ekran pozostał biały. Potem załadowało się coś, co przypominało film. I wtedy usłyszałam jego głos, mówiący spokojnie:

– Babciu, zanim obejrzysz, wiedz jedno – to wszystki jest zrobione z miłości.

Zaskoczył mnie zupełnie

Na ekranie pojawiło się nasze zdjęcie z zeszłorocznych wakacji – siedzieliśmy na ławce w parku, śmialiśmy się. Potem kolejne ujęcia – jak uczę go robić pierogi, jak gra na gitarze w moim salonie, jak trzymam go za rękę na spacerze. Do zdjęć dołączone były krótkie nagrania. W tle płynęła cicha melodia, znajoma, wzruszająca. Nasza piosenka z dzieciństwa, którą mu kiedyś nuciłam, gdy nie mógł zasnąć.

– Babciu, pamiętasz, jak uczyłaś mnie grać w chińczyka? – usłyszałam jego głos. – Zawsze dawałaś mi fory, choć mówiłaś, że nie.

Uśmiechnęłam się przez łzy.

– I pamiętasz, jak powiedziałaś mi, że najważniejsze to być dobrym człowiekiem? Staram się, babciu. Wiem, że czasem o tym zapominam, ale naprawdę się staram.

Wideo trwało kilka minut, ale dla mnie zatrzymało czas. Patrzyłam, jak rośnie na moich oczach – z chłopca w bluzie w misie, w młodego mężczyznę z oczami pełnymi czułości. Było tam wszystko – wspólne chwile, drobne gesty, uśmiechy, nawet nasze sprzeczki o to, czy ketchup pasuje do zupy. Siedziałam przed ekranem w milczeniu, z dłonią przy ustach. Poczułam, że właśnie dostałam coś bezcennego. Coś, czego nie da się zapakować w papier ozdobny.

Serce zabiło mi mocniej

Na końcu filmu pojawił się napis: „Zajrzyj do szuflady w kredensie”. Zmarszczyłam brwi. Podniosłam się z fotela i przeszłam do jadalni. Otworzyłam szufladę, z której rzadko korzystałam. Leżała tam mała koperta z moim imieniem, podpisana jego charakterem pisma – musiał ją zostawić wcześniej, pewnie przy ostatniej wizycie. Serce zabiło mi mocniej. W środku był pendrive i karteczka: „Tu jest wszystko, co chciałbym, żebyś miała na zawsze. Kocham Cię”. Podłączyłam pendrive’a do laptopa. Była tam cała kolekcja filmików i zdjęć – zmontowanych, posegregowanych, podpisanych. Antoś nagrał też siebie, jak gra na gitarze moją ulubioną melodię i mówi, że to prezent ode mnie dla niego, bo gdyby nie ja, nigdy by nie zaczął grać. W jednej z ostatnich scen mówił cicho, niemal szeptem:

– Wiem, że czasem nie mam czasu, że uciekam gdzieś w swoje sprawy. Ale zawsze o tobie myślę, nawet jeśli nie dzwonię. Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu, babciu.

Zalała mnie fala ciepła i wzruszenia. Łzy spływały po policzkach, jedna za drugą, a ja nie próbowałam ich powstrzymać. Oczekiwałam kwiatów. A dostałam miłość, wspomnienia i coś, co zostanie ze mną na zawsze.

Dostałam coś cudownego

Tego wieczoru nie zapaliłam lampki. Siedziałam w półmroku, otulona kocem, z kubkiem herbaty w dłoniach i spokojem w sercu. Film od Antosia obejrzałam jeszcze dwa razy. Za każdym razem płakałam tak samo, ale inaczej – nie ze smutku, tylko z poruszenia. Bo nagle zrozumiałam, że miłość nie zawsze przychodzi w tym opakowaniu, którego się spodziewamy. Nie było bukietu tulipanów, nie było laurki z kolorowego papieru. Była za to pamięć o każdej wspólnej chwili, troska zaklęta w obrazach, gest pełen uważności i głębokiego przywiązania. Czasem wydaje się, że młodzi zapominają, że biegną za swoim światem. A potem przychodzi taki dzień i okazuje się, że wszystko, co najważniejsze, trwało w nich cały czas. Antoś zadzwonił jeszcze raz przed snem. Tym razem długo rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym, jak dawniej. Śmialiśmy się, wspominaliśmy. Na koniec powiedział tylko:

– Babciu, to był najlepszy prezent, jaki mogłem ci dać?

Nie musiałam odpowiadać. Słyszał to w moim głosie. Tego dnia nie dostałam kwiatów. Dostałam znacznie więcej.

Halina, 72 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama