atoms.adSlot.adLabel

Wiedziałam, że mam wścibską sąsiadkę, ale nigdy nie przypuszczałam, jak bardzo jej zainteresowanie moim życiem wywróci mój świat do góry nogami. Nasza klatka to mały teatr, w którym nikt nie jest anonimowy, a każdy plotkarz prędzej czy później dorzuci swoje trzy grosze do czyjegoś losu. Zawsze starałam się być uprzejma, choć nie kryłam irytacji, gdy sąsiadka Basia pytała mnie, o której wracam z pracy, gdzie kupiłam kurtkę i dlaczego mój mąż tak często znika.

Uważałam, że jestem ponad to, że umiem oddzielić jej wtykanie nosa od własnego szczęścia. Myliłam się. W walentynkowe popołudnie, gdy wróciłam do domu z kwiatami od męża, czekała na mnie niespodzianka, która nie miała nic wspólnego z romantyzmem. To wtedy zaczęło się coś, co zmusiło mnie do przewartościowania całego naszego małżeństwa. Nagle z pozornie zwyczajnego prezentu wysypały się sekrety, których nigdy nie chciałam znać.

Cierpkie czekoladki od Basi

Walentynki zawsze były dla mnie dniem, który kojarzył się z różami i kartkami z życzeniami. Tym razem, zanim jeszcze zdążyłam zdjąć płaszcz, usłyszałam dzwonek do drzwi. Stała tam Basia, ubrana jak zwykle w swój nieodłączny szlafrok i kapcie, trzymając w dłoniach ozdobne pudełko czekoladek przewiązane czerwoną wstążką.

– Dzień dobry, kochana! – zawołała z przesadną serdecznością. – Wiem, że dziś święto zakochanych, a ty taka zabiegana… Pomyślałam, że dam ci trochę słodkości. Należy ci się, prawda?

Poczułam ukłucie niepokoju. Rzadko dawała mi prezenty, raczej wolała je dostawać. Uśmiechnęłam się uprzejmie, choć miałam ochotę po prostu zamknąć drzwi.

– Dziękuję, Basiu, nie trzeba było… – próbowałam zakończyć rozmowę, ale ona wcisnęła się do przedpokoju, rozglądając się na boki.

– Twój mąż już wrócił? Pewnie szykuje dla ciebie coś wyjątkowego – zagaiła, wpatrując się we mnie przenikliwie. – Widziałam go dzisiaj rano. Wyglądał na bardzo zajętego. Chociaż... ostatnio jest go jakoś mniej, nie uważasz?

Jej ton był dwuznaczny, czułam, że do czegoś zmierza. Przez chwilę milczałam, nie wiedząc, jak zareagować.

– Każdy ma swoje sprawy, Basiu – rzuciłam chłodno.

– Wiesz, ja mam oko na wszystko… – mrugnęła, zostawiając czekoladki na szafce.

Walentynki pełne niepokoju

Zamknęłam drzwi za sąsiadkąjej i wpatrywałam się przez chwilę w pudełko czekoladek. Były tanie, z supermarketu, z odklejającą się naklejką w kształcie serca. Basia poszła do siebie, ale ja przez kilka minut nie mogłam się uspokoić. Czułam jej wzrok zza zasłon, niemal słyszałam, jak komentuje przez telefon mój ubiór i stan mieszkania. Przez lata nauczyłam się ją ignorować, lecz dziś nie potrafiłam. Zamiast radości, poczułam niepokój, który rozlał się po całym ciele.

Mój mąż, Adam, faktycznie ostatnio często się spóźniał. Tłumaczył się pracą, delegacjami, zmęczeniem. Nieraz przychodził do domu po cichu, nie chciał rozmawiać, czasem rzucał mi na stół marny bukiet i już po chwili siedział z nosem w telefonie. Mimo wszystko próbowałam nie dopuszczać do siebie złych myśli, ale Basia skutecznie zasiała wątpliwości. Kiedy po południu Adam wszedł do mieszkania, spojrzałam na niego uważniej niż zwykle. Uśmiechnął się wymuszenie, pocałował mnie w policzek i wręczył wino w ozdobnej papierowej tutce.

– Wszystkiego najlepszego, kochanie – powiedział, patrząc mi ponad głową.

– Dzięki… – odparłam, biorąc od niego prezent. – Miałeś dziś ciężki dzień?

– Jak zwykle – rzucił, zdejmując płaszcz.

Nie umiałam się cieszyć. W głowie wciąż dźwięczały mi słowa Basi: „Mam oko na wszystko…”

Wcale nie czułam wdzięczności

Następnego dnia rano, gdy wynosiłam śmieci, Basia już czekała na klatce. Tym razem bez czekoladek, ale z miną, jakby była gotowa wypalić największy sekret osiedla. Podeszła do mnie powoli, ostrożnie rozglądając się, czy ktoś nas nie podsłuchuje.

– Mogę na chwilę? – zapytała szeptem, zupełnie nie w swoim stylu. – Tylko nie denerwuj się, dobrze?

Nie miałam siły protestować. Stanęłam w cieniu, próbując ukryć irytację. Basia spojrzała mi prosto w oczy.

– Słuchaj… Byłam wczoraj po chleb w tej piekarni przy starym dworcu, wiesz, tam gdzie ten obskurny hotel… No i widziałam Adama. – Przełknęła ślinę. – Stał pod drzwiami hotelu, rozglądał się nerwowo. Potem wszedł do środka z jakąś młodą kobietą, blondynką. Widziałam wyraźnie.

– Jesteś pewna? – wydusiłam z trudem, choć serce waliło mi jak młotem.

– Na sto procent. Wiem, że to boli, ale ja nie mogłam patrzeć, jak cię oszukuje. On często tam chodzi, nie pierwszy raz go widzę. Wczoraj weszli razem, a potem wyszli po godzinie. Ja bym tego nie zniosła na twoim miejscu – Basia ściszyła głos jeszcze bardziej.

Stałam przez chwilę bez słowa, a śmieci prawie wypadły mi z rąk.

– Dzięki, Basiu… – powiedziałam cicho, choć wcale nie czułam wdzięczności.

Zrobiło mi się zimno

Wracałam do mieszkania, jakbym szła pod wodą. Basia została na korytarzu, a jej słowa odbijały się echem w mojej głowie. Chciałam uwierzyć, że to jakaś pomyłka, że przesadza, szuka sensacji. Jednak obraz Adama, jakiego znałam z ostatnich miesięcy – chłodnego, zdystansowanego, wiecznie z telefonem – nie dawał mi spokoju. Gdy tylko zamknęłam drzwi, usiadłam na kanapie, patrząc tępo na czekoladki od sąsiadki.

Przez chwilę miałam ochotę rozwalić to pudełko o ścianę, lecz powstrzymałam się. Wyjęłam telefon, zaczęłam przeglądać historię połączeń do Adama, potem jego smsy. Nic niepokojącego, tylko służbowe wiadomości i lakoniczne zdania do mnie. Zrobiło mi się zimno, chociaż w mieszkaniu było ciepło. Wczesnym wieczorem Adam wrócił. W milczeniu podałam mu obiad. Przez chwilę wpatrywałam się w jego twarz, szukając śladów winy, cienia strachu.

– Wszystko w porządku? – zapytał, widząc moją minę.

– Tak, po prostu jestem zmęczona – odparłam szybko.

Nie potrafiłam jednak już patrzeć na niego tak samo. Czułam, że nie zasnę, dopóki nie poznam prawdy. Gdy Adam wyszedł na chwilę, niby po papierosy, ubrałam się i bez zastanowienia ruszyłam pod adres, który podała mi Basia.

Między wściekłością a rozpaczą

Szłam ulicą, ściskając w dłoni karteczkę z nazwą hotelu. Starałam się oddychać spokojnie, ale w środku byłam roztrzęsiona. Cały czas powtarzałam sobie, że może to nieprawda, że może zobaczę coś, co wszystko wyjaśni. Gdy stanęłam pod obskurnym budynkiem, przez chwilę patrzyłam na drzwi wejściowe. Było późno, światła w kilku oknach migotały. Przez szybę recepcji zobaczyłam znajomą sylwetkę – Adam rozmawiał z recepcjonistką.

Zaczekałam ukryta za rogiem. Po kilku minutach pojawiła się młoda blondynka. Adam podszedł do niej, podał jej rękę i razem zniknęli za drzwiami pokoju na parterze. Przez chwilę nie mogłam się ruszyć. Złość i upokorzenie ścisnęły mnie za gardło, poczułam łzy w oczach. Czekałam tam jeszcze kilkanaście minut. Gdy wyszli, śmiali się i rozmawiali swobodnie, jakby byli parą od lat. Adam nie zauważył mnie, odprowadzając dziewczynę do samochodu. Wróciłam do domu z sercem ściśniętym bólem. Chciałam rzucić się na niego z krzykiem, żądać wyjaśnień, rozbić wszystko, co napotkam na drodze. Jednak kiedy przekroczyłam próg mieszkania, nie miałam już siły. Usiadłam w ciemnościach, nie wiedząc, co robić dalej.

Wcale nie poczułam ulgi

Przez całą noc przewracałam się z boku na bok, wsłuchując się w ciszę, której nie przerywało już nawet chrapanie Adama. Nad ranem podjęłam decyzję, choć wcale nie poczułam ulgi. Gdy wstał i szykował się do pracy, nie wytrzymałam.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam drżącym głosem. – Wiem, gdzie byłeś wczoraj. Wiem o tej kobiecie, o hotelu. Przestań kłamać mi w twarz.

Adam spojrzał na mnie zaskoczony, przez chwilę szukał słów, ale szybko zrezygnował.

– Przepraszam – powiedział cicho. – To jest… skomplikowane.

Nie chciałam słuchać jego wyjaśnień. Zbyt długo wierzyłam, że jesteśmy szczęśliwi, że miłość wystarczy. Tymczasem on od miesięcy budował sobie coś na boku. Płakałam, ale już bez rozpaczy. Przyszedł czas, by pomyśleć o sobie, nie o nim. Adam wyprowadził się kilka dni później, zostawiając mi mieszkanie i ciszę, którą trudno było znieść. Basia przez kilka dni nie wychodziła z domu, chyba wyczuła, że teraz jej miłość do plotek była związana z prawdziwą krzywdą. Czasem zastnawiam się, czy postąpiłam dobrze. Może mogłam zawalczyć, przebaczyć, próbować ratować nasz związek? Jednak w głębi serca wiem, że zdrada to granica, której przekroczyć nie umiem.

Beata, 37 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel