„Wróżka mówi mężowi co ma robić, a ten jej słucha. Gdy kazała mu wziąć rozwód, bez namysłu spakował walizki”
„Tamara była wróżką. Daniel nazywał ją »przyjaciółką z dzieciństwa, która doradza mu w trudnych chwilach«. Na początku myślałam, że to tylko zabawna fanaberia. Ale ona decydowała o wszystkim. O tym, kiedy mamy wyjechać na urlop. Jakie kolory wybrać do salonu. Czy powinniśmy… mieć dziecko. To stało się naszym przekleństwem”.

- Redakcja
Z Danielem byliśmy razem ponad dziesięć lat. Poznaliśmy się na kursie – on siedział za mną i co chwilę pytał o długopis, choć zawsze miał swój. Rozśmieszał mnie do łez. Miał w sobie coś dziecięco uroczego i nieco oderwanego od rzeczywistości. Pociągało mnie to. Ja – racjonalna, uporządkowana, on – chaotyczny, spontaniczny. Uzupełnialiśmy się… przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
Zakochałam się w nim. Pobraliśmy się. Żyliśmy skromnie, ale spokojnie. Ja uczyłam polskiego w liceum, on pracował jako freelancer – grafik. Niby wszystko było dobrze, ale od początku był w naszym życiu ktoś trzeci: Tamara.
– Tamara uważa, że to nie jest dobry moment na dziecko – powiedział mi pewnego dnia przy śniadaniu.
Patrzyłam na niego w milczeniu.
– I ty się z tym zgadzasz?
– Ona nigdy się nie pomyliła – odpowiedział cicho.
Wtedy po raz pierwszy poczułam, że jestem w naszym związku tylko dodatkiem. Że jestem mniej ważna niż cudze karty i intuicje. Ale wtedy jeszcze miałam nadzieję, że to tylko dziwactwo. Że miłość to uniesie. Nie uniosła.
To nie czas na przywiązania?
– Myślałeś kiedyś o psie? – zapytałam, krojąc awokado na kanapkę.
– O psie? – Daniel uniósł brwi. – A skąd ten pomysł?
– No wiesz… Zawsze mówiłeś, że chciałbyś mieć psa, jak będziemy mieć większe mieszkanie. Mieszkanie już mamy. A może... może pies by nam zrobił dobrze? Wprowadził trochę radości? – rzuciłam lekko, ale z nadzieją.
Daniel nie odpowiedział od razu. Zamiast tego sięgnął po telefon, zerknął na coś i dopiero po chwili podniósł wzrok.
– Właśnie pisałem z Tamarą.
Już czułam, jak coś się we mnie napina.
– I?
– Tamara uważa, że to nie jest dobry czas na przywiązania. Że powinienem teraz skupić się na... samotności.
Zawiesiłam nóż nad talerzem.
– Co?
– Mówi, że w kartach wyszło, że jestem na zakręcie. I że powinienem iść sam. Bez... rozpraszaczy.
Zastygłam. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko kiepski żart.
– Daniel, powiedz mi, że nie sugerujesz się wróżką, mówiąc mi właśnie, że chcesz się... oddalić?
Spojrzał na mnie z tym swoim smutnym wzrokiem.
– Ona nigdy się nie myliła, Paula.
– Czyli co? Mam się spakować, bo karty tak powiedziały?
Milczał. Pamiętam, jak serce mi się zatrzymało, jakby ktoś je chwycił w garść. W tamtym momencie coś we mnie pękło. Po prostu siedziałam i gapiłam się na to pieprzone awokado, które nagle straciło smak.
Próba ratunku
Nie spałam tej nocy. Leżałam obok niego, wpatrzona w sufit, z bezgłośnym pytaniem pulsującym pod czaszką: Czy on naprawdę wierzy, że małżeństwo można zakończyć, bo ktoś obcy tak „poczuł”?
Rano, przy kuchennym stole, spróbowałam raz jeszcze.
– Daniel... – zaczęłam cicho. – Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, proszę, porozmawiajmy. Bez Tamary. Tylko ty i ja.
Spojrzał na mnie niepewnie.
– My rozmawiamy.
– Nie. My słuchamy kogoś trzeciego. Ja nie znam tej kobiety. Nie wiem, jak wygląda. Nie wiem, co ci mówi, poza tym, że masz odejść. Może… pójdźmy razem do specjalisty? Albo jeśli chcesz, spotkajmy się razem z nią. Niech powie mi to w oczy.
Zamilkł. Czułam, jak walczy sam ze sobą. W jego oczach coś drgało. Może cień wątpliwości?
– Chcesz mnie zostawić, bo kobieta, której nigdy nie widziałam, tak ci powiedziała?
Westchnął ciężko.
– To nie takie proste. Ona nie mówi tylko tego. Ona widzi. I... tyle razy mnie uratowała. Pomogła, kiedy nie wiedziałem, co dalej.
– A może czas, żebyś sam się dowiedział? Bez jej głosu w tle. Bez podpórek. Może czas dorosnąć i podjąć własną decyzję?
Zamilkł. Odwrócił wzrok. Wtedy zrozumiałam, że jestem sama. Że walczę o nas, podczas gdy on... nawet nie wie, czy chce walczyć.
Spakował się i odszedł
Zastałam go w sypialni. Klęczał przy otwartej walizce, zwinięte swetry, starannie ułożone koszule. Cisza była gęsta. Czułam, jak w gardle zbiera mi się gula.
– Pakujesz się?
Nie spojrzał na mnie. Tylko kiwnął głową.
– Tamara miała wizję, tak? – zapytałam gorzko. – Widziała cię z walizką?
– To nie tylko Tamara. Ja... też to czuję. Potrzebuję przestrzeni. Wszystko się we mnie kotłuje. Nie wiem, kim jestem. Muszę być sam, żeby to zrozumieć.
– Czyli nie rozstajemy się z powodu zdrady. Ani z powodu kłótni. Tylko dlatego, że „czujesz, że musisz”? Że jakaś kobieta ci tak powiedziała?
– Nie chcę cię ranić – wyszeptał. – Ale coś mówi mi, że to właściwe.
– Coś? Czy ktoś?
– Tamara... Ale też... ja sam.
Zamilkłam. Nie chciałam płakać przy nim. Nie dawałam mu tej satysfakcji.
– To ty w ogóle jesteś jeszcze w tym związku, czy tylko słuchasz cudzych słów?
W końcu podniósł na mnie wzrok. I po raz pierwszy zobaczyłam, że nie ma tam już ciepła. Tylko pustka. Jakby ktoś wygasił w nim światło.
Odwróciłam się i wyszłam. Walizka zostawała z nim. Ja zostawiałam tam wszystko – łóżko, wspomnienia, marzenia. Ale najbardziej bolało mnie to, że on nawet nie próbował mnie zatrzymać.
Zamieszkałam u mamy
Zabrałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Resztę kazałam zostawić – jakby były skażone jego decyzją. Zamieszkałam u mamy, w dawnym pokoju, z plakatem Stinga nad łóżkiem i wciąż tym samym skrzypiącym krzesłem przy biurku. Miałam swoje lata i uczucie, jakbym znów była nastolatką. Tyle że wtedy serce bolało inaczej.
Mama była oszczędna w słowach, jak zawsze.
– Chcesz zjeść coś ciepłego?
Kiwnęłam głową. Potem długo milczałyśmy. Dopiero wieczorem, kiedy usiadłam z kubkiem herbaty, przyszła Karolina, moja przyjaciółka.
– Nie rozumiem, Karola... Jak można rozwalić wszystko, bo jakaś kobieta z kartami tak powiedziała?
– Bo jemu było wygodnie. Tamara dawała mu gotowe odpowiedzi. Życie bez odpowiedzialności.
– Może to ja byłam błędem. Może rzeczywiście go przygniotłam...
Karolina spojrzała mi prosto w oczy.
– Nie ty byłaś błędem. Jego wiara w cudze słowa była. Ty chciałaś prawdziwego życia, a on – bajki z kryształową kulą.
Zapadła cisza. Poczułam, jak spływa ze mnie napięcie. Nie wszystko bolało mniej, ale bolało... jakoś bardziej zrozumiale. Tego wieczoru zasnęłam pierwszy raz od wielu dni. Nie spokojnie. Ale prawdziwie.
Tamara jednak się pomyliła
Telefon zadzwonił późnym wieczorem. Numer znałam na pamięć, mimo że nie dzwonił od miesięcy. Przez chwilę wpatrywałam się w ekran, jakby samo patrzenie miało zatrzymać czas. W końcu odebrałam.
– Paulina? – Ten głos znałam aż za dobrze. Cichy, niepewny, skruszony.
– Czego chcesz, Daniel?
– Nie wiem... – zawahał się. – Czy moglibyśmy się spotkać?
– Po co?
– Chyba... Chyba po prostu pogadać. Tamara mówi, że może popełniłem błąd.
Zacisnęłam zęby.
– A co ty uważasz?
Cisza. Ciągnęła się nieznośnie długo.
– Nie wiem. Bez niej... nic nie wiem.
Westchnęłam. Głęboko. Tak, że aż mnie zabolało między żebrami.
– I to właśnie jest problem, Daniel. Ty nadal nie masz swojego zdania. Tylko echa. Echo Tamary, echo moich dawnych słów, echo tego, co powinno się czuć. Ale cisza w tobie jest ogłuszająca.
– Chciałem tylko...
– Nie. Ty chciałeś, żeby ktoś znów ci powiedział, co robić. Ale ja już nie jestem twoim GPS-em. I nie będę.
– To znaczy... nie chcesz się spotkać?
– Nie chcę żyć w cieniu czyichś kart. I nie chcę być z kimś, kto nie potrafi sam myśleć za siebie.
Rozłączyłam się, zanim zdążył odpowiedzieć.
To nie wróżka była problemem
Daniel odszedł, bo ktoś inny powiedział mu, że tak trzeba. I chociaż długo nie mogłam tego pojąć, dziś wiem, że to nie wróżka była problemem. Problemem było to, że on nigdy nie nauczył się słuchać siebie. I nie potrafił znieść życia, w którym trzeba brać odpowiedzialność za własne decyzje.
Nie wiem, co teraz robi. Podobno zmienił pracę. Może Tamara wywróżyła mu nowe otwarcie. Czasem zastanawiam się, czy jeszcze ją odwiedza. Czy nadal ufa jej bardziej niż sobie. Ale nie rozmyślam o tym długo. Bo to już nie moja sprawa.
Ja wróciłam do życia. Powoli, ale uczciwie. Zaczęłam znowu pisać – nie tylko sprawdziany i eseje uczniowskie, ale też coś dla siebie. I uczę się słuchać. Siebie, nie cudzych podszeptów.
Paulina, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mam męża, ale chciałam choć przez chwilę pożyć jak w harlequinie. Boski kolega z pracy nie zwlekał ani sekundy”
- „Mąż bezwstydnie podrywał inne panie na moich oczach. Upokarzał mnie każdego dnia, a ja milczałam jak grób ze wstydu”
- „Bycie tatą 20-latki jest przechlapane. Mam dość, gdy jakiś szczyl z koprem pod nosem gapi się na nią o 5 sekund za długo”