Myślałam, że robienie interesów z rodziną to gwarancja bezpieczeństwa i ogromnych oszczędności. Przecież własny wujek nie oszuka ukochanej siostrzenicy, prawda? Ten jeden błąd kosztował nas nie tylko oszczędności życia, ale też zrujnował nasze relacje z bliskimi. Poza tym, gdybym wiedziała co zrobi z naszym mieszkaniem, wezwałabym prawdziwego fachowca.
WIDEO…
Zaczęło się od niewinnego pęknięcia na płytce
Nasza łazienka od dawna prosiła się o remont. Kiedy kupiliśmy z Adamem to mieszkanie pięć lat temu, obiecaliśmy sobie, że seledynowe kafelki z lat dziewięćdziesiątych i zardzewiała wanna znikną przy pierwszej możliwej okazji. Niestety, zawsze wypadało coś innego. A to awaria samochodu, a to leczenie zębów, a to wymiana okien. W końcu jednak nadszedł ten moment. Zgromadziliśmy na koncie kwotę, która miała nam pozwolić na stworzenie małego, domowego spa. Dodatkowo część oszczędności planowaliśmy przeznaczyć na naszą wymarzoną wycieczkę do Włoch z okazji dziesiątej rocznicy ślubu.
Adam podszedł do sprawy bardzo metodycznie. Zaprosił trzech różnych fachowców, żeby wycenili robociznę. Kiedy pokazał mi kosztorysy, musiałam usiąść. Kwoty za samo położenie płytek, wymianę rur i biały montaż przyprawiały o zawrót głowy. Gdybyśmy zdecydowali się na profesjonalną ekipę, musielibyśmy zrezygnować z wyjazdu, a i tak ledwo starczyłoby nam na materiały. Tydzień później pojechaliśmy na niedzielny obiad do mojej mamy. Był tam również wujek Andrzej, starszy brat mamy, który od lat uchodził w rodzinie za złotą rączkę. Kiedyś pracował na budowach, potem wyjechał na chwilę za granicę, a teraz dorabiał sobie drobnymi zleceniami. Przy herbacie i szarlotce zeszło na temat naszego planowanego remontu.
– Dzieciaki, co wy mi tu opowiadacie o jakichś firmach – oburzył się wujek, odstawiając filiżankę na spodek. – Przecież ci dzisiejsi fachowcy to tylko patrzą, jak człowieka z pieniędzy obedrzeć. Ja wam to zrobię. Będziecie mieli łazienkę jak z żurnala.
– Wujku, ale to jest sporo pracy. Kucie, rury, wyrównywanie ścian – zaczął niepewnie Adam.
– A co ty myślisz, że ja rur nie widziałem? – zaśmiał się Andrzej. – Zrobimy tak: wy kupujecie materiały, a za robotę policzę wam połowę tego, co ci wasi specjaliści. Rodzina musi sobie pomagać. Rozliczymy się na samym końcu.
Spojrzałam na Adama. W jego oczach widziałam wahanie, ale w moich z pewnością błyszczały już iskierki nadziei. Połowa ceny oznaczała, że nasze włoskie wakacje są uratowane. Zgodziliśmy się. To była najgorsza decyzja w moim dorosłym życiu.
Pierwsze dni i rosnący niepokój
Wujek zjawił się u nas w poniedziałek rano. Przyniósł ze sobą wielką torbę z narzędziami, włączył radio na cały regulator i zabrał się za kucie starych płytek. Hałas był niesamowity, a pył błyskawicznie rozszedł się po całym mieszkaniu, osiadając na meblach, książkach i ubraniach. Wiedziałam, że remont wiąże się z bałaganem, więc starałam się nie narzekać.
Jednak już po trzech dniach zauważyłam coś dziwnego. Wujek pracował bardzo nieregularnie. Przychodził o dziewiątej, o jedenastej robił sobie długą przerwę na śniadanie, potem znikał na dwie godziny, bo musiał rzekomo pojechać do hurtowni po jakieś specjalistyczne śrubki, wracał, pukał młotkiem przez godzinę i o piętnastej oznajmiał, że na dziś koniec, bo klej musi wyschnąć. Nasza łazienka wyglądała jak po przejściu tornada. Zamiast postępów, widziałam tylko rosnącą stertę gruzu.
– Słuchaj, Iwonka – powiedział pewnego popołudnia, opierając się o futrynę. – Okazało się, że macie tu strasznie krzywe ściany. Trzeba kupić więcej zaprawy wyrównującej. I rury są w gorszym stanie, niż myślałem. Daj mi tysiąc złotych zaliczki na materiały, to jutro z samego rana wszystko przywiozę.
Dałam mu pieniądze bez mrugnięcia okiem. W końcu był moim wujkiem. Kiedy wieczorem Adam zapytał o paragony za te zakupy, wzruszyłam ramionami.
– Przecież nie będę wujka o paragony prosić. Powiedział, że ma zniżki w jakiejś zaprzyjaźnionej hurtowni – wytłumaczyłam.
– Obyś miała rację – westchnął mój mąż, przecierając zakurzone czoło. – Bo na razie końca nie widać.
Kiedy zorientowałam się, że wpadliśmy w pułapkę
Mijały tygodnie. Zamiast zakładanych czternastu dni, remont trwał już miesiąc. Nasze życie zamieniło się w koszmar. Wszędzie był pył, w przedpokoju stały kartony z nowymi kafelkami, o które ciągle się potykaliśmy, a wujek Andrzej zdawał się w ogóle nie spieszyć. Co gorsza, zaliczki na materiały stały się niemal codziennością. A to brakowało fugi, a to pękło wiertło i trzeba było kupić nowe, a to okazało się, że potrzebny jest specjalny grunt. Kwoty rosły. Pięćset złotych, osiemset, tysiąc dwieście. Kiedy pewnego wieczoru podliczyłam w notesie, ile już daliśmy wujkowi w gotówce, poczułam zimny pot na plecach. Zbliżaliśmy się do kwoty, za którą kupilibyśmy materiały do dwóch takich łazienek.
– Musimy z nim porozmawiać – powiedział stanowczo Adam, widząc moje notatki. – To przestaje być zabawne. Z naszego funduszu na Włochy zostało ledwie kilkaset złotych.
– Ale jak ja mam mu to powiedzieć? – byłam przerażona. – Przecież za tydzień są sześćdziesiąte urodziny mojej mamy. Zrobi się potworna afera rodzinna.
I to był mój największy błąd. Strach przed opinią rodziny i urażeniem dumy wujka był silniejszy ode mnie. Na urodzinach mamy, przy suto zastawionym stole, wszyscy zachwycali się, jak to Andrzej nam pomaga.
– Widzisz, córeczko, jakiego masz wspaniałego wujka? – mówiła mama, nakładając mi sałatkę. – Inny by z was zdarł ostatni grosz, a on tak charytatywnie wam to robi. Musicie mu być bardzo wdzięczni.
Siedziałam cicho, przełykając łzy bezsilności. Adam pod stołem mocno ścisnął moją dłoń. Byliśmy w potrzasku. Z jednej strony rozgrzebana łazienka i znikające oszczędności, z drugiej presja rodziny, która widziała w Andrzeju bohatera.
Ten rachunek zapamiętam do końca życia
W końcu, po sześciu tygodniach męczarni, wujek ogłosił koniec prac. Weszliśmy z Adamem do łazienki. Owszem, były nowe kafelki i stała nowa wanna. Ale wystarczyło przyjrzeć się bliżej, żeby dostrzec dramat. Fugi były nierówne i miejscami miały inny odcień. Płytki przy wannie nie schodziły się w jednej linii, a nowa bateria umywalkowa delikatnie przeciekała, zostawiając małą kałużę na szafce.
– No, i jak? – zapytał wujek, promieniejąc dumą. – Mówiłem, że będzie jak w pałacu. Drobne niedociągnięcia się ułożą, silikon musi zapracować. A teraz siadajmy do stołu, czas na rozliczenie.
Usiedliśmy w kuchni. Wujek wyciągnął z kieszeni koszuli pogniecioną kartkę wyrwaną z zeszytu w kratkę. Zaczął wodzić po niej grubym palcem.
– Tak jak się umawialiśmy, za samą robotę miało być tanio. Policzyłem wam absolutne minimum – zaczął, a ja poczułam drobną ulgę. – Ale musimy doliczyć koszty dodatkowe, o których nie wiedzieliśmy na początku.
– Jakie koszty dodatkowe? – zapytał ostro Adam. – Przecież dawałem panu pieniądze na materiały za każdym razem, gdy pan prosił.
– Materiały to jedno, chłopcze – wujek popatrzył na niego z pobłażaniem. – Ale jest jeszcze logistyka. Mój czas na dojazdy do hurtowni. Zużycie mojego prywatnego sprzętu. No i trudności architektoniczne. Musiałem prostować ściany, a to jest praca specjalistyczna. Do tego doliczyłem projektowanie układu płytek, bo przecież sami tego nie wymyśliliście.
Słuchałam tego i nie wierzyłam własnym uszom. Wujek czytał kolejne pozycje ze swojej magicznej kartki. Kiedy na samym dole kartki zapisał ostateczną sumę i podsunął nam ją pod nos, zaniemówiłam. Kwota, jakiej zażądał, przewyższała najwyższą ofertę, jaką dostaliśmy od profesjonalnej firmy przed remontem. I to dwukrotnie. Razem z zaliczkami, które mu daliśmy, kosztowało nas to tyle, co remont połowy mieszkania.
– Chyba pan żartuje – Adam wstał od stołu, a jego głos drżał z gniewu. – To jest jakiś absurd. Płytki są położone krzywo, kran cieknie, a pan nam wystawia rachunek za "konsultacje techniczne"? Nie zapłacimy tego.
Koniec złudzeń i trudne konsekwencje
Rozpętała się burza. Wujek zaczął krzyczeć, że jesteśmy niewdzięczni, że poświęcił dla nas swoje zdrowie, że nikt by nam tego tak dokładnie nie zrobił. Ja siedziałam i płakałam. Czułam się oszukana, zdradzona i potwornie głupia.
– Zapłacimy panu kwotę, na którą umawialiśmy się na początku za robociznę – powiedział stanowczo mój mąż, kładąc na stole odliczoną gotówkę. – Ani grosza więcej za te wymyślone dodatki. I proszę oddać klucze.
Andrzej zgarnął pieniądze, rzucił klucze na blat i wyszedł, trzaskając drzwiami tak mocno, że z przedpokoju spadł obrazek. Następnego dnia rano zadzwoniła moja mama. Była wściekła. Powiedziała, że przynieśliśmy wstyd całej rodzinie, że potraktowaliśmy wujka jak śmiecia i że dopóki go nie przeprosimy i nie uregulujemy "długu", ona nie chce nas znać. Moje tłumaczenia o krzywych kafelkach i absurdalnym rachunku trafiały w próżnię. Dla niej Andrzej był ofiarą naszej chciwości.
Zostaliśmy sami. Z niedorobioną łazienką, pustym kontem oszczędnościowym i rozbitą rodziną. Musieliśmy zatrudnić prawdziwego hydraulika, żeby poprawił cieknący kran i sprawdził podłączenie pralki, bo baliśmy się, że zalejemy sąsiadów. Fachowiec tylko kręcił głową, patrząc na dzieło mojego wujka. Nasza wymarzona wycieczka do Włoch oczywiście się nie odbyła. Rocznicę ślubu spędziliśmy w domu, jedząc pizzę z dowozem i patrząc na nierówne fugi pod prysznicem. Z mamą nie rozmawiałam przez prawie pół roku. W końcu relacje trochę odtajały, ale temat remontu i wujka Andrzeja stał się w naszym domu absolutnym tabu.
Dziś, kiedy wchodzę do naszej łazienki, nie widzę domowego spa. Widzę pomnik mojej własnej naiwności. Nauczyłam się jednak jednej, bardzo ważnej rzeczy. Nigdy więcej nie połączę relacji rodzinnych z interesami. Bo czasem ci, którzy powinni dbać o nas najbardziej, potrafią wystawić nam najwyższy rachunek.
Iwona, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż od 5 lat obiecywał mi remont, aż w końcu sama zakasałam rękawy. Jeszcze nie ma pojęcia, co zamierzam zmalować”
- „Mieliśmy wyremontować sobie wspólne gniazdko na starość. Dopiero u notariusza odkryłem, jak kończy się bycie dobrym facetem”
- „Mąż chciał mi udowodnić, że zrobi remont sypialni bez fachowca. Miało być szybko i tanio, zamiast tego zrujnował nam życie”



























