„Wyjechałam do Niemiec za chlebem, a mężowi wysyłałam euro. Gdy stanęłam w drzwiach, poczułam zapach innej kobiety”
„Uśmiechał się, choć miał łzy w oczach. Wtedy jeszcze wierzyłam, że to wystarczy – ten uścisk, jego głos, nasze wspólne lata. Wyjeżdżałam do Niemiec. Opiekunka do starszej pani. Znajoma załatwiła mi wszystko, umowa była legalna, pensja porządna. Zgodziłam się bez wahania, kiedy zobaczyłam, za ile”.

- Redakcja
Gdy pakowałam walizki i żegnałam się z mężem na lotnisku, czułam, że wyjeżdżam tylko na chwilę. Na kilka lat, może trzy, góra cztery – by podratować nasz budżet, odłożyć na remont domu, może spłatę kredytu. Miałam konkretny cel i święte przekonanie, że nasza miłość przetrwa wszystko – nawet dystans, samotność i setki nocy spędzonych osobno. Tęskniłam każdego dnia. Liczyłam miesiące, potem tygodnie, aż wreszcie dni do powrotu. Nie wiedziałam, że przez ten czas coś się wypaliło. Że zbudowałam sobie powrót do życia, którego już nie było. Nie miałam pojęcia, że wracam do pustki.
Wierzyłam mu jak głupia
– Dasz radę, kochanie. Jesteśmy silni – powiedział mi na lotnisku, mocno ściskając moją dłoń.
Uśmiechał się, choć miał łzy w oczach. Wtedy jeszcze wierzyłam, że to wystarczy – ten uścisk, jego głos, nasze wspólne lata. Wyjeżdżałam do Niemiec. Opiekunka do starszej pani. Znajoma załatwiła mi wszystko, umowa była legalna, pensja porządna. Zgodziłam się bez wahania, kiedy zobaczyłam, ile co miesiąc zostanie na czysto. Przeliczyłam, że po roku odłożymy na nowy dach. Po dwóch – na spłatę kredytu. Po trzech wrócę i wreszcie będziemy mogli odetchnąć. Pierwsze dni były trudne. Czułam się jak dziecko we mgle. Wszystko było obce: język, zapachy, rytm dnia tej starszej kobiety. Tylko wieczorne rozmowy z mężem trzymały mnie w pionie.
– Tęsknię za tobą – mówił cicho do słuchawki. – Bez ciebie to wszystko nie ma sensu.
Zaciskałam zęby i mówiłam, że dam radę. Że wrócę, że to tylko chwilowe. On obiecywał, że czeka. Że nie pozwoli, by ta rozłąka nas zniszczyła. Wierzyłam. Jak głupia wierzyłam, że wystarczy się starać. Początek miał smak nadziei. Jakbyśmy oboje podpisali niewypowiedziany pakt: ty trzymasz dom, ja przywiozę pieniądze. Spotkamy się w połowie drogi.
Przestał mówić, że tęskni
Nasze rozmowy były jak tlen. Codziennie wieczorem, czasem w porze lunchu – gdy tylko miałam chwilę, dzwoniłam. Opowiadałam, co robiłam, jak się czuje starsza pani, jak bardzo boli mnie kręgosłup od przenoszenia jej z łóżka na wózek. On słuchał, czasem dopytywał, czasem tylko milczał, a ja udawałam, że to milczenie mnie nie boli.
– Wszystko dobrze? – pytałam co jakiś czas.
– Tak, tylko zmęczony jestem – odpowiadał.
Początkowo pytał, kiedy wrócę. Liczył razem ze mną. Plany układaliśmy przez telefon – że wyjedziemy w góry, że może na Mazury. Że kupimy nową kuchenkę, bo ta stara już ledwo zipie. Obiecywał, że wszystko będzie jak dawniej, tylko lepiej. Z czasem rozmowy skróciły się do „co u ciebie?” i „muszę lecieć, zaraz mecz”. Przestał mówić, że tęskni. Ja nadal mówiłam. Nadal wierzyłam. Gdy zapomniał o moich imieninach, tłumaczyłam to sobie stresem w pracy. Gdy nie odbierał telefonu dwa dni z rzędu – że pewnie bateria padła. Pamiętam, jak broniłam go przed koleżanką w pracy, która zapytała, czy jestem pewna, że mój mąż nadal na mnie czeka.
– Jestem pewna – odpowiedziałam z głupim uśmiechem.
Nie chciałam wiedzieć nic więcej. Nie wtedy. Jeszcze nie.
Udawałam, że nic się nie dzieje
Zaczęło się niewinnie. Choć nie – tak tylko wtedy chciałam myśleć. To ja zamykałam oczy na znaki, które biły po oczach. Kiedy zauważyłam, że polubił zdjęcia w mediach społecznościowych, kont kobiet, których wcześniej nie znałam, wiedziałam już, że coś jest nie tak.
– Masz jakąś kobietę? – zapytałam raz, półżartem, udając, że wcale mnie to nie obchodzi.
– Co ty wygadujesz? – prychnął. – Widzisz demony, bo siedzisz sama w tym Niemczech i ci się w głowie miesza.
Uwierzyłam. Nie miałam siły nie wierzyć. Potrzebowałam spokoju, by przetrwać dzień kolejny z bolącym kręgosłupem i babcią, która codziennie pytała, kim jestem. A wieczorem? Wieczorem marzyłam, że leżę obok niego. Że zasypiamy trzymając się za ręce, jak dawniej. Tylko że on już wtedy trzymał inną.
Ja walczyłam o nas, przesyłając pieniądze co miesiąc i planując kolejne terminy powrotów, a on... żył swoim życiem. Swoją nową normalnością. Tyle razy chciałam wrócić wcześniej. Powiedzieć: „Dość, mamy siebie, damy radę bez tych euro”. I za każdym razem zatrzymywał mnie głos rozsądku. Albo naiwności.
W domu nikt mnie nie witał
Wróciłam w sobotę po południu. Z walizką, torbą podręczną i głową pełną obrazów, jak rzuci się na mnie w drzwiach, jak mocno mnie przytuli. Jak powie: „Nareszcie jesteś, nie zostawiaj mnie więcej”. Tak bardzo chciałam w to wierzyć, że nawet kiedy nie odbierał mojego telefonu z lotniska, tłumaczyłam sobie – pewnie śpi, może pracuje, zaskoczę go. Drzwi otworzyła mi… cisza. I zapach... obcy. Kobiecy. Nie mój.
– O, już jesteś? – rzucił z kanapy, bez wstawania. Z pilotem w dłoni. – Nie mówiłaś, że dzisiaj.
– Pisałam ci wczoraj. I dzwoniłam. Kilka razy.
– No tak, chyba byłem zajęty...
Postawiłam walizkę w przedpokoju i patrzyłam na niego, jakby był kimś obcym. W jego oczach nie było łez, czułości, nawet zaskoczenia. Tylko zmęczenie i coś w rodzaju irytacji. Przysiadłam na brzegu fotela i poczułam, że świat się nie zatrzymał na mój powrót. On się nawet nie zachwiał. W kuchni znalazłam dwa kubki w zlewie. W łazience – szczoteczkę do zębów, której nie zostawiłam. W szafce – nową bieliznę, nie w moim rozmiarze. Nie pytałam. Nie płakałam. Jeszcze nie. Tego wieczoru tylko leżałam w łóżku, które było nasze, ale pachniało obco.
Nas już po prostu nie było
Rano zastałam go w kuchni. Parzył kawę, jakby wszystko było w porządku. Jakby nie działo się nic, co warto byłoby nazwać. Usiadłam naprzeciwko, patrząc na jego zmęczoną twarz.
– Długo to trwa? – zapytałam cicho.
Zamilkł. Odstawił łyżeczkę, spojrzał w okno.
– Nie wiem, może... ponad rok? – odpowiedział z obojętnością, która bolała bardziej niż wszystko, co mogłam sobie wyobrazić.
– Miałam wrócić do ciebie. Od początku wiedziałeś, że wrócę.
– Wiem.
– I co? Po prostu przestałeś chcieć, żebym wracała?
Wzruszył ramionami.
– Zmieniliśmy się. To nie tak, że planowałem... Po prostu, wiesz, życie się toczy. Samotność też robi swoje. Ty miałaś swoje sprawy tam. Ja tu.
Pokręciłam głową, czując, jak coś we mnie się zapada. To nie samotność zrobiła z nas obcych ludzi. To decyzje. Wybory, których jedno z nas dokonało po cichu, a drugie nawet o nich nie wiedziało. Zostałam jeszcze tydzień. Porządkowałam rzeczy, których nikt nie dotykał przez lata. Wyrzucałam siebie z tego domu kawałek po kawałku. On nie protestował. Nie zatrzymał. Między nami została pustka. Jakby nigdy nic między nami nie było.
Zgubiłam nas po drodze
Wyprowadziłam się cicho. Nie było krzyków, dramatów, rozdzierających pożegnań. Znalazłam pokój do wynajęcia u starszej pani, która potrzebowała towarzystwa. Byłam w tym dobra – w trosce, w milczeniu, w niedopowiadaniu. Zaczęłam szukać pracy. W kraju, który miał być moim powrotem do normalności, musiałam budować wszystko od zera. Bez niego. Bez nas.
Czasem łapię się na tym, że nadal sprawdzam jego profil. Że szukam tej kobiety, z którą ułożył sobie życie. Czasem mam ochotę napisać, zapytać, czy był szczęśliwy chociaż przez chwilę, kiedy ja znosiłam upokorzenia w cudzym domu. Ale nie piszę. Nie proszę o odpowiedzi, których i tak już nie potrzebuję.
Przez te wszystkie lata myślałam, że poświęcam się dla nas. Dla naszej przyszłości. A on po prostu... żył chwilą. Bez czekania. Bez lojalności. Może to ja byłam głupia, wierząc, że wystarczy miłość. Że można ją odłożyć na później jak pieniądze do koperty. Nie wróciłam do niego. Nie wróciłam do nikogo. Wracam do siebie. Powoli. Czasem z płaczem, czasem ze śmiechem, ale wracam. I to jest jedyny powrót, który naprawdę ma znaczenie.
Iwona, 43 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na dyskotece w remizie przystojniak poprosił mnie do tańca. Myślałam, że to przygoda na 1 noc, ale los płata figle”
- „Nowa dziewczyna syna miała bardzo nietypową profesję. Policzki paliły mnie jak ogień, gdy wodziła za mną wzrokiem”
- „Teść myśli, że jestem potulną synową i będę żyć pod jego dyktando. Grubo się myli, bo ja nie dam sobie w kaszę dmuchać”