Reklama

Ojciec przez lata był ciężarem. Milczał przy stole, a kiedy już się odzywał, każde jego słowo brzmiało jak wyrok. Czasem znikał, gdy robiło się trudno. Kiedy umarł, nie płakałam. Zajęłam się porządkami. I właśnie wtedy, między starymi marynarkami a pożółkłymi zdjęciami, podjęłam decyzję, która na zawsze podzieliła mnie i moją siostrę.

Miała mi za złe

Drzwi do rodzinnego mieszkania otworzyłam kluczem, który od lat nosiłam w torebce. Pachniało kurzem. Wszystko stało tak, jakby ojciec miał zaraz wrócić z pracy i rzucić płaszcz na krzesło. Marta przyszła godzinę później. Stała w progu i długo patrzyła na przedpokój.

Nie wierzę, że już go tu nie ma – powiedziała cicho. – Jakoś dziwnie pusto.

– Było pusto od dawna – odpowiedziałam, zdejmując z półki pierwsze pudełko.

Spojrzała na mnie ostro.

Możesz powstrzymać się od takich komentarzy?

Nie odpowiedziałam. Otworzyłam karton. W środku były stare listy, pocztówki z delegacji, jakieś rachunki sprzed dwudziestu lat. Na dnie leżał zegarek z pękniętym paskiem. Pamiętałam, jak kiedyś obiecał, że odda go do naprawy. Nigdy tego nie zrobił.

– To wszystko trzeba przejrzeć – mruknęła Marta, siadając na podłodze. – Nie możemy tak po prostu wyrzucić jego życia.

– To nie było życie. To były rzeczy – odpowiedziałam, wkładając część papierów do worka na śmieci.

– Lena! – poderwała się. – Co ty robisz?

– Robię porządek.

Zamarła z jakąś fotografią w dłoni. Podeszłam bliżej. Było na niej nasze rodzinne zdjęcie sprzed lat. Stałam obok ojca z wymuszonym uśmiechem. Miałam może dziesięć lat.

– Pamiętasz ten wyjazd nad jezioro? – zapytała Marta. – Uczył mnie wtedy pływać.

– Mnie zostawił na brzegu, bo „za bardzo marudziłam”.

Byłaś trudna – odparła szybko, jakby broniła jego honoru.

Poczułam, jak coś we mnie twardnieje.

– Miałam dziesięć lat.

Przez chwilę słychać było tylko szelest papieru. Siostra usiadła z powrotem i zaczęła układać zdjęcia w osobny stosik.

Chcę to zatrzymać – powiedziała. – Wszystko. Nawet jeśli był, jaki był.

– A ja nie chcę już patrzeć na jego milczenie zamknięte w ramkach.

Otworzyłam szafę w sypialni. Wisiały w niej marynarki, równo jak w sklepie. Dotknęłam jednej z nich. Szorstki materiał przywołał obraz sprzed lat.

– Lena, przestań płakać – usłyszałam w pamięci jego głos. – W życiu trzeba być twardym.

Miałam wtedy trzynaście lat i właśnie dowiedziałam się, że nie pojedzie na mój szkolny występ, bo „ma ważniejsze sprawy”. Stałam w kuchni z zaciśniętymi pięściami, a on nawet nie podniósł wzroku znad gazety.

Wróciłam do teraźniejszości. Zdjęłam marynarki z wieszaków i zaczęłam wkładać je do czarnego worka.

– Przestań! – Marta podbiegła i wyrwała mi jedną z nich. – Jak możesz tak po prostu wyrzucać jego rzeczy?

– Bo nie chcę, żeby dalej zajmowały miejsce w moim życiu.

To był nasz ojciec!

– Był – podkreśliłam. – Ale czy naprawdę był dla nas?

Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

– Dla mnie był. Może nie idealny, ale był. Odbierał mnie z treningów, pomagał w matematyce…

Zaśmiałam się krótko.

– Bo byłaś jego dumą. Ja byłam tą, która „ciągle coś komplikuje”.

Cisza między nami zgęstniała. Marta odwróciła się plecami i zaczęła zbierać rzeczy do swojego kartonu.

Nie poznaję cię – powiedziała w końcu. – Zrobiłaś się zimna.

Te słowa zabolały bardziej, niż chciałam przyznać. Mimo to nie przestałam pakować rzeczy i chwilę później wyniosłam pierwszy worek do śmietnika na podwórzu. Stałam chwilę przy kontenerze, patrząc, jak czarny plastik opada na dno. Miałam wrażenie, że wraz z nim zrzucam ciężar, który nosiłam latami. Kiedy wróciłam na górę, Marta siedziała na podłodze i płakała, ściskając w dłoniach zegarek.

Nie masz serca – wyszeptała. – Jak możesz tak łatwo go skreślić?

Nie odpowiedziałam. Bo nie wiedziałam, czy to naprawdę było takie łatwe.

Coś się we mnie zmieniło

Następnego dnia wróciłyśmy do mieszkania. Marta przyszła wcześniej. Gdy weszłam, w salonie stały już trzy starannie opisane kartony: „zdjęcia”, „dokumenty”, „pamiątki”.

– Uznałam, że przynajmniej to trzeba zabezpieczyć – powiedziała bez powitania. – Resztę możesz wyrzucać, skoro tak bardzo ci przeszkadza.

Jej chłód był nowy. Zawsze to ja byłam tą ostrzejszą. W kuchni znalazłam starą puszkę po herbacie. W środku były drobiazgi: przypinki z wyjazdów, kilka monet, zasuszony liść. I mała, złożona na pół kartka. Rozwinęłam ją odruchowo. To był mój rysunek z podstawówki. Domek, drzewo i trzy postacie trzymające się za ręce. Na odwrocie widniał napis jego pismem: „Lena – 7 lat”. Zrobiło mi się nieswojo.

– Znalazłam coś – powiedziałam, pokazując kartkę siostrze.

Marta wzięła ją delikatnie.

– Widzisz? – jej głos zadrżał. – Trzymał to.

– W puszce z monetami – odpowiedziałam. – Może po prostu nie miał gdzie tego włożyć.

– A może nie wiedział, jak okazać swoją miłość – odparła cicho.

Chciałam się sprzeciwić, ale zabrakło mi argumentów. Wzięłam puszkę i zaczęłam przeglądać dalej. Na dnie leżał mały notes. Otworzyłam go bez większych oczekiwań. To nie był kalendarz. To były krótkie zapiski. Daty, pojedyncze zdania.

„Marta – pierwszy konkurs, dumna jak paw”.

Przewróciłam kartkę.

„Lena – znowu płakała. Nie wiem, jak z nią rozmawiać”.

Zatrzymałam się.

– Co tam jest? – zapytała Marta.

Nic ważnego – skłamałam i zamknęłam notes.

Jednak w środku coś zaczęło się kruszyć. Usiadłam przy stole i jednak znów go otworzyłam.

„Lena – powiedziała, że mnie nienawidzi. Może ma rację”.

Poczułam, jak gardło mi się zaciska. Przez chwilę nie widziałam liter wyraźnie.

– On pisał o tobie? – Marta przysunęła się bliżej.

Podałam jej notes. Czytała w milczeniu, coraz wolniej.

– Czemu nigdy o tym nie powiedział? – wyszeptała.

Wzruszyłam ramionami.

Bo nigdy z nami nie rozmawiał.

W notesie było więcej. Krótkie, urwane myśli.

„Nie potrafię jej przytulić, kiedy płacze. Boję się, że zrobię to źle”.

„Lena ma w sobie ogień. Nie wiem, jak go nie zgasić”.

Zamknęłam oczy.

– On wiedział – powiedziała Marta. – Wiedział, że robi błędy.

– Wiedzieć to nie to samo, co coś zmienić – odpowiedziałam, ale mój głos nie był już tak pewny.

Siedziałyśmy długo przy stole. Notes leżał między nami jak dowód w jakiejś sprawie.

– Może dlatego był taki wobec ciebie… inny – zaczęła Marta ostrożnie. – Bał się, że jesteś do niego podobna.

– Wcale nie chciałam być do niego podobna – odparłam gwałtownie. – Całe życie starałam się być inna.

– A ja chciałam, żeby mnie zauważył – powiedziała nagle. – Myślisz, że ta jego „duma” była taka oczywista? Ja też się starałam. Ciągle.

Spojrzałam na nią zaskoczona. Zawsze widziałam ją jako tę uprzywilejowaną.

– Myślałam, że miałaś łatwiej.

– A ja myślałam, że ty jesteś silniejsza – odpowiedziała.

Zrobiło się cicho. Po raz pierwszy od jego śmierci nie rozmawiałyśmy o rzeczach, tylko o sobie. Wzięłam czarny worek, który stał przy drzwiach. W środku były marynarki i stare buty.

Może nie wszystko trzeba wyrzucać – powiedziałam w końcu.

Marta spojrzała na mnie uważnie.

– Ale nie wszystko trzeba też zatrzymywać – dodałam.

Wstałam, podeszłam do okna i przez chwilę patrzyłam na podwórze.

– Ten notes… – zaczęłam. – Chcę go przeczytać do końca. Sama.

– W porządku – skinęła głową. – Tylko… nie podejmuj decyzji w złości.

Nie odpowiedziałam. Bo po raz pierwszy nie byłam pewna, czy to złość mną kierowała.

Przytuliła mnie mocno

Notes zabrałam do domu. Przez kilka dni leżał na stoliku w salonie. Mijałam go, jakby był czymś kruchym. W końcu usiadłam i przeczytałam wszystko, od pierwszej do ostatniej strony. Nie było tam wielkich wyznań ani dramatycznych słów. Były urwane zdania, skróty myśli, daty. A między nimi – coś, czego nigdy wcześniej nie zobaczyłam: jego bezradność.

„Lena patrzy na mnie tak, jakbym ją zawiódł. Może rzeczywiście tak jest”.

„Chciałbym powiedzieć jej, że jestem z niej dumny. Nie wiem jak”.

Zatrzymałam się przy ostatnim wpisie. Był sprzed roku.

„Obie są już dorosłe. Może kiedyś mi wybaczą”.

Zamknęłam notes i długo siedziałam bez ruchu. Nie poczułam nagłej fali czułości. Nie stałam się nagle córką, która wszystko rozumie. Jednak po raz pierwszy zobaczyłam w nim człowieka, a nie tylko ojca, który mnie ranił. Następnego dnia zadzwoniłam do Marty.

Możemy się spotkać w mieszkaniu? – zapytałam.

– Coś się stało? – w jej głosie była ostrożność.

– Chyba tak.

Przyjechała po południu. W salonie stały jeszcze dwa kartony i jeden czarny worek. Podeszłam do niego i wyjęłam marynarkę, którą wcześniej chciałam wyrzucić.

Zostawmy kilka rzeczy – powiedziałam. – Nie jako pomnik. Raczej… jako dowód, że to się wydarzyło.

Marta patrzyła na mnie w milczeniu.

– Przeczytałam cały notes – dodałam. – On wiedział. Tylko nie potrafił inaczej.

– Wiem – odpowiedziała cicho.

Uśmiechnęłam się blado.

– I chyba pierwszy raz jest mi go żal.

Usiadłyśmy na podłodze. Tym razem nie było między nami napięcia, tylko zmęczenie i coś na kształt ulgi.

– Wyrzucimy ubrania – zaproponowała Marta. – Ale zdjęcia i ten notes… zatrzymajmy.

Skinęłam głową.

– Chcę jedno zdjęcie – powiedziałam po chwili. – To znad jeziora.

Spojrzała na mnie zaskoczona.

Myślałam, że go nie znosisz.

– Nie znosiłam tego, co wtedy czułam, ale to też kawałek mnie.

Wzięłam fotografię do ręki. Mała dziewczynka obok wysokiego mężczyzny, który patrzył gdzieś w bok. Teraz widziałam w tym spojrzeniu coś więcej niż obojętność. Może zagubienie. Może lęk przed tym, że nie sprosta roli, której sam nie rozumiał. Nie usprawiedliwiałam go. Nadal pamiętałam wszystkie chwile, gdy czułam się niewidzialna. Jednak zrozumiałam, że wyrzucając wszystko, próbowałam wyrzucić także tamtą dziewczynkę z fotografii. A ona zasługiwała na coś więcej niż zapomnienie. Kiedy wynosiłyśmy ostatni worek do śmietnika, Marta zatrzymała mnie przy drzwiach.

– Wiesz, że myślałam o tobie straszne rzeczy? – powiedziała. – Że jesteś bez serca.

Może trochę byłam – odpowiedziałam szczerze. – Ale bardziej byłam zmęczona.

Przytuliła mnie mocno. Pierwszy raz od pogrzebu. Mieszkanie sprzedałyśmy miesiąc później. Zabrałam ze sobą notes i jedno zdjęcie. Reszta zmieściła się w dwóch kartonach u Marty. Nie zamknęłam trudnego rozdziału, wyrzucając wszystko. Zamknęłam go wtedy, gdy przestałam udawać, że nic mnie nie bolało. Ojciec nie stał się nagle bohaterem mojego życia. Pozostał człowiekiem pełnym błędów.

Lena, 27 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama