Reklama

Zima potrafi odebrać człowiekowi nie tylko ciepło, ale i złudzenia. Codziennie wracam z pracy przez te same oblodzone chodniki, na których nie raz niemal wybiłam sobie zęby. Mijam znajome witryny, obojętne twarze. Wkładam słuchawki, ale muzyka nie pomaga.

Żyje w rutynie

Pracuję w korporacji zajmującej się księgowością i przestałam liczyć dni tygodnia. Wszystkie są takie same. Excel, kawa, późny lunch i powrót do pustego mieszkania. Nigdy nie myślałam, że tak będzie wyglądało moje dorosłe życie. Zresztą, czy to jeszcze życie, czy tylko egzystencja?

Zamknęłam się w sobie już dawno, po tym, jak Paweł, jedyny facet, z którym planowałam coś więcej, stwierdził, że nie czuje chemii po dwóch latach związku. Po co się starać, po co wychodzić, po co mówić komuś, że ci źle, skoro on i tak uzna, że przesadzasz?

Mam koleżanki, które co piątek wychodzą na miasto, ale ja nie jestem jedną z nich. Przesiąkłam tą korpo-rutyną, tym zmęczeniem materiału. Moja twarz, choć jeszcze młoda, coraz częściej wydaje mi się obca w lustrze. Cienie pod oczami nie chcą zniknąć, tak samo jak chłód w środku. A mimo to, każdego dnia nakładam makijaż i uśmiecham się do recepcjonistki. Bo co innego mam robić?

Niewiele brakowało

Poślizgnęłam się tuż przy przystanku. Nawierzchnia wyglądała jak zwykły śnieg, ale pod spodem czaił się lód. Jedna noga pojechała w bok, druga nie zdążyła zareagować. Runęłam na ziemię jak kłoda, z impetem, który odebrał mi oddech.

Najpierw poczułam ból w łokciu, potem zażenowanie. Torebka poleciała w bok, a zawartość siatki z zakupami rozsypała się po chodniku. Jabłka potoczyły się w różne strony. Ludzie tylko odwracali głowy albo przyspieszali kroku. Każdy spieszył się do domu po pracy. Ja leżałam i przez chwilę nawet nie próbowałam wstać.

– Jest pani cała?

Uniosłam głowę i zobaczyłam nad sobą faceta. Stał lekko pochylony, z ręką wyciągniętą w moją stronę. Miał na sobie czapkę, a spod niej wystawały ciemne włosy. Oczy też ciemne, ciepłe, patrzyły na mnie z troską, której się nie spodziewałam.

– Chyba tak… – odpowiedziałam, chwytając jego dłoń.

Pomógł mi wstać

Byłam cała, nic nie bolało poza łokciem. Jabłka dalej leżały na chodniku jak rozbiegane dzieci.

– Te jabłka się toczą, jakby im życie uciekało – rzucił, klękając, by je pozbierać.

Roześmiałam się. Schyliłam się też, by pozbierać owoce, choć nadal byłam cała spięta. Podał mi jedno jabłko.

– Tego chyba już nikt nie uratuje – powiedział, pokazując obtłuczone boki.

– Dam mu drugą szansę – odparłam.

Włożyłam jabłka z powrotem do torby, próbując nie patrzeć mu w oczy. Wciąż czułam, że moje serce bije szybko, nie tylko przez upadek. Podał mi torebkę i jakby nie chciał jeszcze odejść. Dotknął mojego łokcia, tam, gdzie bolało, i spytał:

– Na pewno wszystko w porządku?

Skinęłam głową. Czułam ciepło w miejscu, gdzie dotknęła mnie jego dłoń. To był moment, krótki, ale został ze mną na długo. Potem po prostu się odwrócił i zniknął w tłumie. Stałam jeszcze chwilę, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.

Myślałam o nim

Wsiadłam do autobusu z jabłkami w torbie, bólem w łokciu i spojrzeniem nieznajomego w głowie. Przez całą drogę do domu myślałam tylko o tym, że chcę, żeby ktoś znów złapał mnie za rękę. Tamto spotkanie, chociaż krótkie, zostawiło we mnie coś, czego się nie spodziewałam – tęsknotę za drugą osobą. Złapałam się na tym, że kilka razy dziennie wracałam myślami do tego poranka, do tego, jak mnie podniósł, jak żartował, do jego głosu. Próbowałam sobie przypomnieć rysy jego twarzy, ale pamięć płatała figle. Widziałam tylko oczy, ciemne i uważne.

Nie sądziłam, że go jeszcze spotkam. Warszawa to nie jest miejsce, gdzie przypadki się powtarzają. A jednak zobaczyłam go znowu przy kasie w sklepie. Stał kilka osób przede mną. Poznałam go po kurtce. Odwrócił się, chyba czując mój wzrok. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnął się, jakbyśmy byli starymi znajomymi.

– Znowu jabłka? Ryzykowna gra – rzucił, gdy wyszłam z kolejki.

– Może lubię niebezpieczne owoce – odparłam.

Uniósł brwi.

– Albo niebezpiecznych zbieraczy – dodał i mrugnął.

Spotkałam go

Odszedł, zanim zdążyłam wymyślić cokolwiek sensownego. Wyszłam ze sklepu z sercem walącym jak po przebiegnięciu kilku schodów. Przez kolejne dni wyglądałam go, ale nie pojawiał się. Uznałam, że to był tylko zbieg okoliczności. Ale nie był. Kilka dni później stałam na przystanku. Marzłam, bo zapomniałam rękawiczek. Znowu wieczór, znowu ludzie zapatrzeni w telefony. Autobus nie nadjeżdżał. Przez jezdnię biegł ktoś znajomy. To był on. Znowu ta sama kurtka. Przystanął obok mnie, ledwo dysząc.

– W samą porę – powiedział. – Już myślałem, że przystanek bez pani to jak teatr bez kurtyny.

Spojrzałam na niego zdziwiona.

– Nie wiedziałam, że ma pan takie poetyckie ciągoty.

– Mam różne ciągoty – uśmiechnął się szeroko. – Ale te do jabłek i przystanków są wyjątkowe.

Znowu rozbroił mnie jednym zdaniem. I znowu zniknął, zanim zdążyłam zapytać, jak ma na imię. Nagle ktoś mnie zaczynał interesować, a ja nie wiedziałam, co z tym zrobić. Ostatni raz to uczucie miałam, kiedy byłam jeszcze w związku z Pawłem, a potem długo, bardzo długo nic.

Dał mi swój numer

Kilka dni później wyszłam z pracy wcześniej niż zwykle. Głowa pękała mi od bólu, a oczy piekły od monitora. Poszłam do sklepu po jabłka. Czułam, że to już jakiś rytuał. Gdy wychodziłam, on tam był. Stał oparty o barierkę, jakby czekał ma mnie. Uśmiechnął się, bez słowa.

– Może w końcu weźmiesz mój numer, zanim znowu się wywrócisz?

Patrzyłam na niego i nie wiedziałam, co powiedzieć.

– Może… masz długopis?

– Mam coś lepszego.

Podał mi jabłko. Przyklejona była do niego mała karteczka z numerem telefonu.

– Oryginalne podejście – powiedziałam cicho.

– Życie jest zbyt krótkie na nudne zaproszenia – rzucił lekko.

Uśmiechnęłam się. Trzymałam to jabłko, jakby ważyło więcej niż zwykle. Zadzwoniłam następnego dnia. Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Odebrał natychmiast, jakby trzymał telefon w dłoni od momentu, kiedy wręczył mi jabłko. Umówiliśmy się na sobotę.

Poszliśmy na spacer

Śnieg skrzypiał pod butami. Nagle złapał mnie za rękę, mocno, pewnie.

– Dlaczego patrzysz na zegarek, kiedy ze mną jesteś? – zapytał nagle.

Spojrzałam na niego, potem na tarczę zegarka.

– Bo nie chcę, żeby czas mi uciekł – odpowiedziałam bez namysłu.

– To może przestań patrzeć, tylko bądź – powiedział i zatrzymał się.

Jego twarz była blisko mojej. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, pocałował mnie bez ostrzeżenia. Serce mi waliło, całe ciało drżało. Później nic już nie było takie jak wcześniej. Spotykaliśmy się regularnie. Wychodziłam z pracy wcześniej, szłam na spotkania z nim, a on raz się spóźniał, raz był za wcześnie.

Miał swoje tajemnice, czułam to, ale był blisko. Kiedy byliśmy razem, świat cichł, a kiedy zostawałam sama, wracał strach, że to nieprawdziwe, że zaraz zniknie, jak wszystko dotąd. Ale w środku wiedziałam jedno – już się nie poślizgnę sama.

Dorota, 37 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama