Reklama

Myślałam, że jeśli wyrzucę te wszystkie stare gazety, zakurzone bibeloty i pęknięte filiżanki, odnajdę pod nimi mojego męża. Wierzyłam, że to bałagan kradnie nam powietrze, że przez te stosy ubrań na krzesłach i pudełka w przedpokoju nie możemy na siebie patrzeć z dawną czułością. Byłam pewna, że chaos w mieszkaniu przekłada się na chaos w naszej relacji. Myliłam się. Kiedy kurz opadł, a ściany lśniły sterylną bielą, zobaczyłam coś, czego bałam się najbardziej na świecie.

Podjęłam decyzję

Wszystko zaczęło się od potknięcia o torbę sportową, która leżała w przedpokoju od trzech dni. To była iskra, która podpaliła lont mojej frustracji. Wróciłam z pracy zmęczona, niosąc siatki z zakupami i runęłam jak długa na podłogę, rozsypując jabłka po całym korytarzu. Leżałam tam, patrząc na pajęczynę w rogu sufitu, i czułam, jak wzbiera we mnie fala gorąca. To nie była złość na torbę, ale wściekłość na całe moje życie, które wydawało mi się tak samo zagracone i niedbałe jak to mieszkanie. Paweł wyszedł z salonu z kubkiem herbaty. Spojrzał na mnie, potem na rozsypane owoce. Nie podbiegł. Zapytał tylko cicho:

Nic ci się nie stało?

– Nie, nic – warknęłam, zbierając się z podłogi. – Poza tym, że zaraz oszaleję w tym składziku, który nazywamy domem.

Od miesięcy czułam, że oddalamy się od siebie. Rozmowy o paczkach, obiadach i rachunkach zastąpiły nam bliskość. Obwiniałam o to otoczenie. Każda półka uginająca się od nieprzeczytanych książek i szuflada pełna „przydasiów” wydawała mi się fizyczną barierą między mną a mężem. Ubzdurałam sobie, że jeśli uporządkuję przestrzeń, uporządkuję nas. Że pod warstwami kurzu kryje się nasza dawna namiętność. Decyzja zapadła tego samego wieczoru.

Robimy remont – oświadczyłam przy kolacji, odsuwając na bok stertę korespondencji. – I generalne porządki. Wszystko, co zbędne, wylatuje.

Paweł westchnął ciężko. To było westchnienie rezygnacji.

– Czy to naprawdę konieczne? Mam trudny okres w firmie, ty też jesteś zmęczona...

– Właśnie dlatego! – przerwałam mu gwałtownie. – Jesteśmy zmęczeni, bo ten dom wysysa z nas energię. Zobaczysz, jak będzie cudownie, kiedy będzie czysto i przestronnie. Jak w katalogu.

Nie wiedziałam wtedy, że katalogowe wnętrza są piękne tylko dlatego, że nikt w nich nie żyje.

Miałam wizję

Zaczęłam od sypialni. Wyciągnęłam z szafy wszystko, tworząc na łóżku góry ubrań niczym kolorowe wydmy. Czułam energię. Sortowałam, składałam, pakowałam do wielkich czarnych worków. Moja przyjaciółka, Monika, która wpadła w sobotę, patrzyła na mnie z niepokojem. Sama żyła w artystycznym nieładzie, a mimo to ona i jej mąż wyglądali na szczęśliwych.

– Wyrzucasz ten sweter? – zapytała, wskazując na wyciągnięty, szary golf Pawła. – Przecież on go uwielbia.

– Jest stary, zmechacony, a Paweł wygląda w nim jak bezdomny – odparłam twardo, wrzucając sweter do worka. – Kupimy mu nowe rzeczy. Lepszej jakości.

A pytałaś go o zdanie? – Monika zmrużyła oczy. – Czasami ludzie są przywiązani do rzeczy nie dlatego, że są ładne, ale dlatego, że niosą wspomnienia.

– My nie potrzebujemy wspomnień w szafie, potrzebujemy miejsca na nowe życie.

Czułam się jak generał na wojnie. Paweł próbował protestować, ale gdy zobaczył, z jaką determinacją pakuję jego stare czasopisma, po prostu wychodził z pokoju. Uciekał przed moją inwazją. Najgorsza kłótnia wybuchła o pudełko z pamiątkami ze studiów, które znalazłam na dnie szafy. Bilety, zasuszone kwiaty, serwetki – dla mnie śmieci zbierające roztocza.

To zostaje – powiedział Paweł, stając nade mną przy koszu.

Głos miał cichy, ale stanowczy.

Po co ci to? Nawet nie zaglądałeś tam przez pięć lat – argumentowałam z irytacją. – To tylko papier. Zajmuje miejsce

– To nasza historia. Chcesz wyrzucić naszą historię?

Chcę zrobić miejsce na naszą przyszłość! – krzyknęłam. – Dlaczego tak kurczowo trzymasz się przeszłości? Czy to dlatego, że teraz nie jest ci ze mną dobrze?

Paweł spojrzał na mnie ze smutkiem.

– Może dlatego, że w przeszłości potrafiłaś się uśmiechać, zamiast ciągle wszystko kontrolować – powiedział, zabrał mi pudełko i zaniósł je do piwnicy.

Zignorowałam ten sygnał. Uznałam, że jest sentymentalny i nie rozumie mojej wizji. Przecież robiłam to dla nas.

Płakałam ze złości

Kiedy faza wyrzucania dobiegła końca, nadszedł czas na remont. Malowanie, cyklinowanie, wymiana listew. Paradoksalnie, ten etap był najlepszy – mieliśmy wspólnego wroga: remontowy bałagan. Musieliśmy współpracować. Pamiętam wieczór, gdy malowaliśmy salon na modny odcień „mglistego poranka”. Zmęczeni, jedliśmy pizzę na podłodze. Paweł zaśmiał się, gdy ubrudziłam nos wałkiem.

Wyglądasz jak indiański wojownik – powiedział, ścierając farbę kciukiem z mojej twarzy.

Jego dotyk był ciepły. Przez ułamek sekundy poczułam to, czego szukałam. Bliskość.

– Widzisz? – szepnęłam, opierając się o jego ramię. – Będzie pięknie. Kiedy skończymy, wszystko będzie idealnie.

– Może – odpowiedział, cofając rękę. – Obyśmy tylko nie zamalowali czegoś ważnego.

Nie zrozumiałam aluzji, zbyt skupiona na odcieniu farby. Moja obsesja perfekcji rosła. Kiedy Paweł krzywo przykręcił gniazdko, zrobiłam mu awanturę, jakby zburzył fundamenty katedry.

Musi być idealnie! – krzyczałam. – Nie po to haruję od dwóch tygodni, żeby teraz patrzeć na krzywe kontakty!

Odłożył śrubokręt bardzo powoli.

– Wiesz co? Zrób to sama. Ty wszystko wiesz najlepiej.

I poszedł spać. Dokończyłam sama, płacząc ze złości. Wmawiałam sobie, że on po prostu nie ma zmysłu estetycznego, ale kiedy rano zobaczy efekt, doceni moje starania.

Miałam wielkie nadzieje

Po miesiącu mieszkanie wyglądało niesamowicie. Zniknęły zbędne bibeloty, stare meble ustąpiły miejsca nowoczesnym formom. Na podłodze nie było ani jednego zbędnego przedmiotu, a w kuchni blaty lśniły – nawet ekspres do kawy schowałam do szafki, żeby nie zaburzał „linii wzroku”. Tego dnia wróciłam wcześniej z pracy, kupiłam świeże tulipany i usiadłam na nowej, pięknej, lecz twardej sofie. Czekałam na Pawła. Wyobrażałam sobie, że wchodzi, zachwyca się przestrzenią i przytula mnie, mówiąc, że miałam rację. Że wreszcie czuje się wolny. Zamek w drzwiach zazgrzytał. Paweł wszedł, idealnie równo odstawił buty i powiesił kurtkę. Wszedł do salonu.

– Cześć – uśmiechnęłam się szeroko. – I jak? Wszystko skończone.

Rozejrzał się. Jego wzrok ślizgał się po gładkich ścianach i pustych blatach, nie znajdując punktu zaczepienia.

– Czysto – stwierdził beznamiętnie. – Bardzo czysto.

Usiadł na fotelu naprzeciwko mnie. I wtedy zapadła cisza. W naszym starym, zagraconym mieszkaniu cisza była inna – wypełniona szumem rzeczy, skrzypieniem podłogi, tykaniem zegara. Rzeczy dawały tematy do rozmów. Teraz nie było nic. Tylko my i pustka. Siedzieliśmy tak przez dziesięć minut. Zrozumiałam, że w tej nowej przestrzeni nie ma gdzie ukryć naszego problemu. Nie mogłam zwalić winy na bałagan czy zmęczenie. Wszystkie przeszkody zniknęły, a dystans pozostał – widoczny jak rysa na szkle.

Zabolały mnie jego słowa

Dni mijały, a nasze życie w nowym wnętrzu przypominało teatr pantomimy. Chodziliśmy na palcach. Paweł bał się postawić kubek bez podkładki, a przeczytaną gazetę natychmiast wyrzucał. Mieszkanie było perfekcyjne. I martwe. Pewnego wieczoru, gdy polerowałam zlew, usłyszałam rozmowę Pawła przez telefon. Drzwi do sypialni były uchylone.

– ...nie wiem, stary. Czuję się, jakbym mieszkał w hotelu – mówił cicho. – Boję się czegokolwiek dotknąć. Wracam do domu i nie odpoczywam, tylko pilnuję się, żeby nie zaburzyć kompozycji. Tęsknię za moim starym fotelem. Był brzydki, ale przynajmniej wygodny. Teraz wszystko jest Agaty. Cała ta przestrzeń to Agata. Mnie tu nie ma.

Te słowa uderzyły mnie jak policzek. W lśniących frontach szafek zobaczyłam odbicie zmęczonej kobiety, która zbudowała sobie złotą klatkę. Wyrzucając „śmieci”, wyrzuciłam ślady życia mojego męża. Usunęłam jego obecność, bo nie pasowała do mojej wizji. Chciałam naprawić małżeństwo, a dokonałam jego aneksji. Harmonia w związku to nie symetria, ale akceptacja chaosu drugiej osoby. Weszłam do sypialni. Paweł siedział na brzegu łóżka.

Słyszałam – powiedziałam cicho.

Podniósł wzrok.

Myślałam, że tego chcemy – głos mi drżał. – Że bałagan nas niszczy.

– Bałagan był tylko bałaganem. Problemem jest to, że przestałaś mnie widzieć. Widziałaś tylko rzeczy do naprawienia i wyrzucenia. A ja nie jestem rzeczą.

Chciałam, żeby było ładnie... – rozpłakałam się, a łzy kapały na idealną podłogę. – Żebyśmy mieli przestrzeń na bycie razem.

– Ale my nie umiemy być razem w pustce – powiedział Paweł. Wstał i podszedł do mnie. – Potrzebujemy życia. Życie brudzi. Życie robi bałagan. Jeśli boisz się bałaganu, to boisz się życia ze mną.

Zrozumiałam coś ważnego

Następnego dnia zrobiłam coś, co jeszcze tydzień temu uznałabym za świętokradztwo. Poszłam do piwnicy po pudło z pamiątkami. Było ciężkie i zakurzone. Postawiłam je na środku nieskazitelnego, białego dywanu w salonie. Kiedy Paweł wrócił z pracy, siedziałam na podłodze, otoczona biletami i starymi zdjęciami. Na stoliku stały dwa kubki z herbatą bez podkładek, a obok leżała otwarta paczka ciastek, sypiąc okruchy na blat. Paweł stanął w progu.

– Co robisz? – zapytał ostrożnie.

Bałaganię – odpowiedziałam, patrząc mu w oczy. – Szukam nas. Pomożesz mi?

Usiadł obok. Wziął do ręki stary bilet.

– „Władca Pierścieni”, 2003 rok – uśmiechnął się lekko. – Zasnęłaś w połowie.

– Nieprawda, tylko przymknęłam oczy! – zaśmiałam się przez łzy.

Tego wieczoru nie sprzątaliśmy. Zamówiliśmy chińszczyznę i jedliśmy ją z pudełek, brudząc sosami nową sofę. Plama została – jako pierwszy ślad, że w tym domu znowu ktoś mieszka. Zrozumiałam, że porządki nie mogą być celem samym w sobie. Nasz dom przestał wyglądać jak z katalogu. Książki wróciły książki na stół i koc zarzuciłam na fotel. I nagle cisza zniknęła, ustępując miejsca rozmowom i życiu. Remont nauczył mnie, że miłość nie potrzebuje sterylnych warunków, by kwitnąć. Czasami potrzebuje trochę kurzu, by móc napisać na nim „kocham cię”. I choć nadal lubię porządek, nauczyłam się kochać bałagan, który robi mój mąż. Bo ten bałagan oznacza, że on tu jest. Ze mną.

Agata, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama