Reklama

Nigdy nie marzyłam o hucznym ślubie, białej sukni i weselu do rana. Raczej o ciszy, zrozumieniu i spokoju u boku kogoś, komu będę ufać. Dlatego kiedy pojawił się Kamil, nie czekałam długo...

Ślub na przekór wszystkim

– I ty naprawdę myślisz, że to miłość? Po trzech miesiącach? – zapytała matka takim tonem, jakby mówiła do małego dziecka.

Stałam przed nią z pierścionkiem zaręczynowym na palcu, a serce waliło mi jak szalone.

– To nie twoje życie, mamo – odpowiedziałam spokojnie, choć wszystko we mnie drżało.

– Masz rację. Nie moje. I dobrze, bo ja bym takiego błędu nie popełniła. Jak chcesz sobie zmarnować życie, droga wolna. Tylko nie licz, że będę na tym cyrku.

Wyszła. Po prostu wyszła z kuchni, zostawiając mnie samą z drżącymi rękami i zimną herbatą. Z siostrą było tylko trochę lepiej.

– Jesteś w ciąży, prawda? – zapytała zaraz po tym, jak się dowiedziała.

– Nie jestem.

– To dlaczego się tak spieszycie?

Nie umiałam odpowiedzieć. Sama nie wiedziałam. Kamil był miły, czuły, inny niż wszyscy. Byłam zmęczona samotnością, codziennym czekaniem na coś, co się nie wydarzało. On po prostu był. Wchodził w moje życie, jakby znał mnie od zawsze. Miał w sobie coś, co kazało mi mu zaufać, mimo że tak naprawdę wiedziałam o nim niewiele.

Bardzo chciałam, żeby mama przyszła na ślub

Dzień ślubu był cichy. Prawie bezbarwny. Miałam na sobie prostą sukienkę, którą kupiłam dzień wcześniej na przecenie. Kamil włożył szary garnitur, chyba pożyczony od kolegi, bo rękawy miał minimalnie za krótkie. Zjawił się punktualnie, z małym bukietem polnych kwiatów i uśmiechem, jakbyśmy jechali na wycieczkę, nie do urzędu stanu cywilnego.

– Gotowa? – zapytał, poprawiając mi kosmyk włosów.

– Chyba tak – odparłam i przełknęłam ślinę.

Miałam nadzieję, że w ostatniej chwili mama zmieni zdanie. Że przyjdzie. Że stanie gdzieś z tyłu, może w płaszczu, może z kwaśną miną, ale będzie. Nie przyszła.

Po ceremonii wróciliśmy do jego kawalerki. Podesłał sąsiadkę z ciastem. Na stole stały dwie butelki wina i talerze pożyczone od matki Kamila. Byłam tak spięta, że nic mi nie smakowało. Wieczorem poszłam do łazienki. Usiadłam na brzegu wanny i patrzyłam w kafelki. Nie płakałam. Po prostu czułam się obco. Jakbym weszła do czyjegoś życia i nie wiedziała, co mam ze sobą zrobić. Kamil delikatnie zapukał.

– Wszystko okej?

– Tak – skłamałam. Nie było okej. Coś zaczęło się we mnie przesuwać. Jakby intuicja podpowiadała mi coś złego.

„To nie wygląda normalnie”

– To jak tam, mężatko? – zapytała Zuzka przez telefon dokładnie tydzień po ślubie. – Nadal nie jesteś w ciąży?

Westchnęłam.

– Nadal nie. I nadal nie planuję.

– To po co się tak spieszyliście? Matka gada, że to jakiś przekręt. Że może on cię szantażuje, może coś ukrywasz.

– Matka mnie nie zna. Ty zresztą też nie – rzuciłam sucho.

Zuzka milczała przez chwilę, po czym zmieniła ton na łagodniejszy.

Po prostu się martwimy. Pojawia się facet, znasz go chwilę i nagle zostajesz jego żoną. Bez żadnej pomocy, bez porządnego mieszkania, bez pieniędzy. To nie wygląda normalnie.

– Może nie wszystko w życiu musi wyglądać normalnie – odpowiedziałam, ale w głowie zabrzmiało mi to jak wymówka.

Nie powiedziałam jej, że Kamil nocami wychodzi z domu. Że zamyka telefon w szufladzie, gdy tylko wchodzę do pokoju. Że trzy razy nakryłam go, jak szybko zamykał laptopa, widząc mnie w drzwiach. Nie mówiłam, bo może wcale nie chciałam znać odpowiedzi.

Zamiast tego powtarzałam sobie, że to nowy etap. Że każda para potrzebuje czasu, by się dotrzeć. Zuzka wciąż mówiła swoje, a ja udawałam, że jej słowa mnie nie ruszają. A jednak... coś zaczynało pękać.

Zostawił przez przypadek kopertę ze zdjęciem

Wszystko zaczęło się od tej czerwonej koperty. Przyszła pocztą, zaadresowana odręcznie, bez nadawcy. Kamil odebrał ją pierwszy, ale nie zdążył jej ukryć – leżała na stole, kiedy wróciłam z pracy. W środku było zdjęcie. Kamil z jakąś kobietą. Siedzieli przy stoliku, ona trzymała go za rękę. Na odwrocie napisano tylko jedno zdanie: „Zasługuje, by wiedzieć.”

Zamarłam. On też. Patrzył na mnie jak dziecko złapane na kradzieży cukierka. Ani słowa wyjaśnienia. Ani „to nie tak”, ani „pozwól mi wytłumaczyć”.

– Kim ona jest? – zapytałam cicho.

– To... koleżanka. Z pracy. Nic poważnego.

– Trzyma cię za rękę.

– Rozmawialiśmy. Wiesz, że mam problemy. Z rodzicami, z samopoczuciem... Potrzebowałem kogoś, kto mnie wysłucha.

Nie wierzyłam. A może chciałam wierzyć, bo alternatywa była zbyt bolesna. Prawda była prosta i brutalna: wyszłam za człowieka, którego prawie nie znałam. I nagle do mnie dotarło – wiem mało o jego pracy, nie wiem, z kim się spotykał wcześniej. Tego wieczoru po raz pierwszy nie zasnęłam obok niego. Leżałam na kanapie, w ubraniu, z telefonem w ręku. I zaczęłam grzebać.

Znalazłam stary artykuł

Przez godzinę przeglądałam fora, profile w mediach społecznościowych, bazy firm. Nic. Jakby nie istniał. Aż w końcu natrafiłam na zdjęcie. Nie było podpisane jego imieniem, ale znałam tę twarz. Trochę inna fryzura, okulary, ale to był on. I nie nazywał się Kamil, tylko Artur. Artykuł był stary, sprzed trzech lat. „Były nauczyciel oskarżony o wyłudzenie pieniędzy od kobiet poznanych w sieci”. W oczach zrobiło mi się ciemno.

Obudził się o drugiej w nocy. Siedziałam już w kuchni, przerażona. Wszedł boso, jakby nic się nie stało.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam, podsuwając mu pod nos artykuł znaleziony w internecie.

Usiadł i oparł łokcie o stół.

– To prawda – przyznał. – Użyłem innego imienia. I tak, miałem przeszłość, której się wstydzę. Ale z tobą to było inaczej.

– A tamta kobieta ze zdjęcia? – zapytałam.

– Była częścią tej przeszłości. Zanim cię poznałem. To ona rozsyła te zdjęcia, chce się zemścić.

Trudno było mi w to uwierzyć. A jednocześnie... nie miałam dokąd pójść.

Chciałam tylko być kochana...

Minął miesiąc, odkąd wszystko wyszło na jaw. Nadal mieszkaliśmy razem. Próbowałam odejść, kilka razy nawet się pakowałam, ale nie potrafiłam nacisnąć klamki. Może ze strachu, może ze wstydu. Może dlatego, że musiałabym wrócić do matki i usłyszeć to jej pełne pogardy: „A nie mówiłam?”

Zuzka przyjechała nagle, bez zapowiedzi. Weszła do mieszkania, rozejrzała się i wypaliła:

– Jesteś już w ciąży? Dlatego z nim zostajesz?

– Nie jestem. I nie dlatego.

– To po co?

Nie potrafiłam odpowiedzieć. Może dlatego, że nie miałam odpowiedzi. Trzymała mnie nie miłość, tylko potrzeba, by czuć się potrzebną. Z nim czułam się, jakbym istniała. Nawet jeśli wszystko było kłamstwem.

Tydzień później Kamil – czy raczej Artur – wyjechał. Zostawił kartkę: „Nie potrafię cię kochać tak, jak zasługujesz. Nie szukaj mnie”. Nie szukałam. Wróciłam do pracy, wyłączyłam telefon na tydzień, zamknęłam się w sobie. Po raz pierwszy od dawna czułam ulgę. Już nie musiałam udawać. Matka się do mnie nie odzywa. Zuzka dzwoni rzadziej, ale mówi spokojniej.

Dzisiaj nie myślę o sobie źle. Kiedyś po prostu się zakochałam. Nie w człowieku, tylko w iluzji, zanim pomyślałam. Bo za bardzo chciałam, żeby ktoś mnie pokochał.

Natalia, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama