„Z teściową nigdy nie było nam po drodze. A mimo to, gdy teść ją zdradził, przybiegła do mnie wypłakać się w rękaw”
„Nigdy nie byłam z tych synowych, które pokornie słuchają dobrych rad i wtrącania się w każdą decyzję. Nie powiem, nasze relacje bywały napięte – raz to ja się na coś obraziłam, innym razem ona potrafiła przez tydzień się nie odzywać, bo źle doprawiłam zupę”.

- Redakcja
Zawsze wydawało mi się, że rodziny się wybiera, przynajmniej do pewnego stopnia. Ostatecznie przecież mogłam nie wyjść za mąż za faceta, którego matka uwielbiała rządzić wszystkim dookoła. Nigdy nie byłam z tych synowych, które pokornie słuchają dobrych rad i wtrącania się w każdą decyzję. Nie powiem, nasze relacje bywały napięte – raz to ja się na coś obraziłam, innym razem ona potrafiła przez tydzień się nie odzywać, bo "źle doprawiłam zupę". Tylko że te wszystkie zgrzyty wydawały się wtedy sprawami najwyższej wagi, poważnymi konfliktami na linii teściowa-synowa, które miały trwać wiecznie.
Nie wiedziałam, że przyjdzie taki dzień, kiedy to właśnie ja – ta wybrana synowa do wiecznych pretensji – zostanę jej jedynym powiernikiem. A już na pewno nie spodziewałam się, że przez jedną zdradę wszystko się odwróci. Chociaż nie byłam jej największą fanką, nigdy nie sądziłam, że to właśnie ona będzie potrzebować mojej obecności bardziej niż kiedykolwiek. W końcu to nie ja złamałam jej świat w drobny mak, nie ja zawiodłam jej zaufanie, nie ja doprowadziłam do tego, że herbata w moim kuchennym kubku zacznie być naszą codziennością.
Przez długi czas nie przyszłoby mi do głowy, jak wiele może się zmienić przez jedną wiadomość i kilka przypadkowych spotkań. A jeszcze bardziej – że będę tego częścią, zupełnie nie z własnej woli. Dziś już wiem, że życie bywa nie tylko przewrotne, ale i zaskakująco złośliwe. Zwłaszcza wtedy, gdy myślisz, że masz nad nim kontrolę.
On mnie zdradził
Przez pierwsze dni po tej aferze z mężem teściowej w roli głównej, próbowałam trzymać się na uboczu. Wiedziałam tylko tyle, ile powinnam – czyli, że „coś się stało”, a ona jest dziwnie milcząca. Gdy przyszła do nas po pracy, nie zapowiadało się na żadne rewolucje. Usiadła przy stole, jakby zapadła się w sobie. Stukała palcem w porcelanowy kubek, aż w końcu westchnęła.
– Pewnie się dziwisz, czemu tak często tu ostatnio jestem – rzuciła nagle, patrząc w bok.
– Trochę się dziwię – odparłam, nie udając, że jest inaczej. – Ale może ta moja herbata nie jest taka zła, jak zawsze mówiłaś.
– Herbata jak herbata – machnęła ręką, próbując się uśmiechnąć, ale wyszło jej raczej żałośnie. – Ja po prostu… – urwała, zbierając myśli. – Ja muszę z kimś pogadać. Z kimkolwiek.
Przez chwilę nie wiedziałam, jak mam się zachować. Przecież to nie była nasza normalna rozmowa o przepisach na szarlotkę czy sąsiadach, którzy znowu źle zaparkowali. Czułam się niezręcznie, ale coś mnie podkusiło, żeby jednak nie uciekać.
– Coś się stało? – zapytałam, trochę na wyrost, choć w zasadzie znałam już odpowiedź.
– Twój teść… – Zaczęła, a potem ściszyła głos. – On mnie zdradził. Z koleżanką z pracy. Z taką młodszą ode mnie, wiesz, co nawet nie umie zrobić porządnej kawy, ale ma nogi do nieba. – parsknęła krótkim śmiechem, który zaraz przeszedł w smutny grymas. – Jak ja mam z tym żyć? Z kim ja mam o tym pogadać, skoro nawet własnej siostrze nie chcę mówić, żeby mnie nie żałowała?
Nie sądziłam, że właśnie w tej chwili zacznie się coś, co zmieni naszą codzienność.
Na razie muszę się wygadać
Następnego dnia rano, zanim jeszcze zdążyłam się porządnie obudzić, usłyszałam dzwonek do drzwi. Przez chwilę miałam nadzieję, że to kurier, bo zamówiłam sobie nową pościel. Oczywiście to była ona – teściowa, tym razem z reklamówką bułek i miną jak zbity pies.
– Przepraszam, że tak wcześnie… – mruknęła na wejściu. – Nie spałam pół nocy. A potem jakoś mi się zachciało z kimś pogadać. I przypomniałam sobie, że ty masz dzisiaj wolne.
Westchnęłam, ale bez złości. Skoro już przyszła, to trudno, nie będę jej wyrzucać za drzwi.
– Chcesz kawy czy znowu ta twoja ulubiona herbata? – zapytałam, otwierając szafkę.
– A daj kawę… Może mnie w końcu postawi na nogi.
Zaparzyłam dwie mocne kawy, a ona siedziała przy stole i wgapiała się w blat, jakby na nim mogła znaleźć jakąś odpowiedź.
– Myślałam, że się domyślasz… – zaczęła. – Przecież ty jesteś młoda, pewnie sama byś się nie dała tak oszukać, co?
Parsknęłam.
– Może i nie, ale kto tam wie. Ja też potrafię nie widzieć tego, co jest tuż pod nosem. Czasem człowiek sam siebie oszukuje dla świętego spokoju.
– Całe życie byłam pewna, że mamy stabilny dom. Tylko widzisz, jak się człowiek myli.
Milczałam chwilę, bo nie miałam żadnej mądrej odpowiedzi.
– No i co teraz zrobisz? – spytałam w końcu cicho.
– Nie wiem. Na razie muszę się wygadać. Inaczej chyba zwariuję – odpowiedziała. – Zresztą… czy mogę tu jeszcze posiedzieć?
Skinęłam głową. Nie sądziłam, że zwykła kawa może tak zbliżyć do siebie dwie zupełnie różne kobiety.
Nie czuję się już tak całkiem sama
Przez kolejne dni sytuacja zaczęła mnie nieco bawić, choć nie wypadało mi się z tego śmiać przy teściowej. Nasza kuchnia zamieniła się w miejsce zwierzeń, jakbyśmy nagle prowadziły kółko wsparcia dla kobiet z życiowym bałaganem. Przestała się już nawet uprzedzać telefonem – po prostu pojawiała się pod drzwiami, a ja zaczęłam kupować podwójne ilości herbatników. Tym razem weszła bez słowa, rzuciła torebkę na krzesło i usiadła, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
– Ty wiesz, jak on się tłumaczył? – rzuciła nagle, jeszcze zanim sięgnęłam po czajnik.
– No… domyślam się, że pewnie „to nie tak jak myślisz” – odparłam z przekąsem.
Prychnęła. – Gdyby tylko! „Przypadek”, „słabość”, „to nic nie znczyło”… Mówię ci, wysłuchałam wszystkich możliwych banałów. – przewróciła oczami i zaciągnęła się herbatą, jakby to miało jej pomóc w zapomnieniu.
I dodała:
– Wiesz, ja nawet nie jestem zła. Jestem… zawiedziona. Głupia, co?
Pokręciłam głową.
– To akurat normalne. Po tylu latach… kto by nie był? – powiedziałam, próbując, żeby zabrzmiało to jak wsparcie, a nie mądrość z poradnika.
Westchnęła ciężko.
– Wiesz, czasem myślę o tym, żeby wszystko rzucić i zacząć od nowa. – powiedziała cicho.
– Może nigdy nie jest za późno – odparłam.
Przez chwilę patrzyła na mnie uważnie. – Dobrze, że tu przychodzę. Nie czuję się już tak całkiem sama.
Cieszę się, że mam synową
Któregoś popołudnia, gdy wróciłam z pracy, zastałam teściową siedzącą w moim salonie. Szczerze mówiąc, przez sekundę pomyślałam, że przesadziła.
– Myślałam, że może nie będziesz miała nic przeciwko, jak poczekam na ciebie w domu – powiedziała cicho, kiedy weszłam. – Syn pojechał na jakieś służbowe spotkanie.
Wzruszyłam ramionami. – No cóż, przynajmniej ktoś tu docenia moje ciasteczka. Chcesz coś do picia?
– Poproszę… herbatę. – Uśmiechnęła się blado. – Wiesz, dziś rano… spotkałam tę całą koleżankę. Tę, przez którą… – nie dokończyła, ale nie musiała.
– I co? – Zajrzałam do szafki, żeby nie musieć patrzeć jej prosto w oczy.
– Była taka pewna siebie, że aż mi się słabo zrobiło. Wiesz, co ona do mnie powiedziała? „Pani mąż to wspaniały człowiek, powinien być szczęśliwy”.
Zakrztusiłam się śmiechem. – No to ładnie. Ma tupet, trzeba przyznać.
– Miałam ochotę ją wysłać na Księżyc. Ale zamiast tego tylko jej odpowiedziałam, że szczęście czasem kosztuje zbyt wiele. I sobie poszłam.
Podałam jej herbatę, usiadłam naprzeciwko. – I jak się z tym czujesz?
– Fatalnie. – Przełknęła łyk i dodała: – Najgorsze, że nie mogę się nawet porządnie pokłócić z twoim teściem. On udaje, że nic się nie stało, chodzi po domu jak cień, a ja… ja nie wiem, co mam zrobić ze sobą.
– Może trzeba mu wygarnąć, tak szczerze? – zaproponowałam, nieco złośliwie. – Albo niech się sam wyprowadzi, skoro tak dobrze mu z tą „szczęściarą”.
Teściowa spojrzała na mnie z wdzięcznością.
– Gdyby nie ty, chyba bym się rozpadła. Wiesz, cieszę się, że mam synową.
Skrzywiłam się lekko, ale w sumie, coś w tym było.
Niech sobie szuka szczęścia gdzie indziej
Kiedy minęło już kilka tygodni od tamtej pierwszej, nerwowej rozmowy przy herbacie, zauważyłam, że nasza relacja zaczęła wyglądać zupełnie inaczej. Było w niej coś… codziennego. Trochę jakbyśmy obie pogodziły się z nową sytuacją, trochę jakbyśmy grały w „kto pierwszy powie coś głupiego i rozładuje atmosferę”. Teściowa nie płakała już przy każdym spotkaniu, za to zaczęła rzucać ciętymi ripostami, które wcześniej słyszałam tylko w plotkach o jej młodości. Pewnego wieczoru, kiedy mąż oglądał telewizję w drugim pokoju, znów usiadłyśmy z herbatą przy stole. Cisza nie była już ciężka jak ołów, tylko taka… znajoma, domowa.
– Wiesz co, czasem sobie myślę, że to wszystko wina tych jego kryzysów wieku średniego – zaczęła teściowa, marszcząc brwi. – Najpierw kupił sobie skórzaną kurtkę, potem ten głupi motocykl, a teraz… – zawahała się, ale dokończyła – …teraz wziął sobie na tapet młodszą, bez tylu zmarszczek.
Parsknęłam śmiechem. – Dobrze, że nie kupił jeszcze sportowego samochodu. Chociaż patrząc na waszą sytuację, pewnie to kwestia czasu.
– Nie dam mu już na żadne zachcianki – prychnęła. – Nawet na nowe skarpetki sobie sam musi uzbierać. Może wtedy się zastanowi, czy mu się opłaca taka zmiana w życiu.
Patrzyłam na nią z pewnym podziwem.
– I co dalej? – spytałam, nie ukrywając ciekawości.
– A skąd mam wiedzieć? – wzruszyła ramionami. – Może i dobrze, że życie zmusiło mnie, żebym spojrzała na siebie, nie tylko na jego potrzeby. Przez lata tylko dom, mąż i praca. Teraz mam… swoje herbatki u synowej. Widzisz, świat się kończy!
Zastanowiłam się chwilę.
– Może po prostu właśnie tak ma być. Ty się wygadasz, ja nauczę się lepiej piec ciasta, a on… niech sobie szuka szczęścia gdzie indziej.
Przez chwilę milczałyśmy, po czym obie parsknęłyśmy śmiechem.
Nie sądziłam, że będziemy tu razem pić herbatę
Po paru miesiącach wszystko trochę przycichło. Oczywiście, domowe życie teściowej nie wróciło do normy, bo nie było już do czego wracać – zbyt wiele się zmieniło. Teść wynajął sobie kawalerkę w sąsiedniej dzielnicy i coraz rzadziej pojawiał się na rodzinnych obiadach, a gdy już się zjawiał, nie miał odwagi spojrzeć nikomu prosto w oczy, nawet własnemu synowi. Teściowa już nie płakała, przestała też rozmawiać o nim na okrągło. Zamiast tego zaczęła przychodzić do mnie „na herbatkę” regularnie, tak jak się kiedyś przychodziło do sąsiadki po cukier czy sól. Pewnego popołudnia zastałam ją przy stole, jak kładła na stół własnoręcznie upieczony sernik.
– No patrz, do czego człowiek dochodzi na stare lata – zażartowała, podsuwając mi kawałek ciasta. – Wolałam nauczyć się piec sernik, niż kolejny raz się z nim kłócić. Sernik nie krzyczy i nie wyprowadza się do koleżanki z pracy.
– Muszę przyznać, masz talent. Może powinnaś otworzyć cukiernię? – rzuciłam z przymrużeniem oka.
Pokręciła głową, ale uśmiechnęła się szczerze. Przy stole zapadła cisza, tym razem zupełnie zwyczajna, taka, w której nikt nie musi udawać, że wszystko jest w porządku. Po chwili teściowa odezwała się jeszcze cicho, z taką lekkością, jakiej nigdy wcześniej u niej nie widziałam:
– Wiesz, czasem życie układa się zupełnie inaczej, niż człowiek planował. I chociaż wcale nie sądziłam, że będziemy tu razem pić herbatę co drugi dzień, cieszę się, że mogę się komuś wygadać bez obawy, że mnie ktoś oceni.
– No widzisz, jeszcze parę lat i może sama zacznę tęsknić, jeśli nie będziesz miała dla mnie czasu – zażartowałam, upijając łyk herbaty.
Spojrzała na mnie i pierwszy raz od dawna widziałam w jej oczach spokój. Może nawet trochę wdzięczności. Tak, w sumie, można się było do tego przyzwyczaić.
Weronika, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Dzień Babci teściowa odmówiła opieki nad wnukami. Powiedziała, że mają zły charakter po mamusi”
- „Myślałam, że wizyta teściowej w ferie to dar z nieba. Miała zajmować się z dziećmi, a zrobiła nam z domu pensjonat”
- „Zaprosiłam teściów na rodzinny obiad, a oni wyszli, zanim zdążyłam podać deser. To był ostatni raz”