Reklama

Zbliżały się ferie zimowe, a ja, matka dwóch pełnych energii chłopaków, poczułam, że muszę im zapewnić coś wyjątkowego. Po trudnym roku, pełnym pracy i zmartwień, uznałam, że zasługują na prawdziwą przerwę. Niestety, nasze finanse nie były wystarczające na wymarzoną wycieczkę do Alp, ale postanowiłam zapewnić im chociaż namiastkę zimowego odpoczynku. Wzięłam pożyczkę, licząc na to, że ferie w górach to coś, co da im radość. Kiedy jednak wyjechaliśmy, okazało się, że moje dzieci nie były zachwycone. To, co miało być spełnieniem ich marzeń, stało się źródłem nowych rozczarowań.

Nie mam siły dłużej udawać

Wsiadaliśmy do auta, a ja starałam się nie myśleć o rachunkach i kredytach, które czekały na mnie po powrocie. Teraz liczyło się tylko to, żeby chłopaków zadowolić. Zresztą, sama czułam, że tego potrzebuję – przerwy od codziennego chaosu, chwili, kiedy nic nie będzie ważniejsze niż wspólne chwile. Mówiłam sobie, że wszystko będzie dobrze, że te kilka dni w małym górskim miasteczku kilka godzin jazdy od naszego domu wystarczy, żeby poczuli się szczęśliwi.

– Cieszycie się, że jedziemy? – pytałam, gdy wsiedli do samochodu.

– Spoko – rzucił tylko jeden syn jakby od niechcenia, a drugi nawet nic nie powiedział, tylko siedział już z nosem w telefonie i słuchawkach na uszach.

Droga mijała w miarę spokojnie, ale już po przyjeździe zaczęło się robić dziwnie. Słyszałam ciche narzekania: jak to nie ma sensu, że „wszyscy ich znajomi jadą do zagranicznych kurortów”, a że „ nas stać tylko na to miejsce”.

– A Karol to pojechał z rodzicami na narty do Austrii, mówi, że tam jest super – powiedział straszy.

– Też bym wolał pojechać w inne miejsce – dodał drugi syn.

Zaczęłam się czuć nieswojo. To nie była reakcja, jaką spodziewałam się po moich dzieciach. W głowie tłumaczyłam sobie, że to normalne – młodszy syn marzył o śnieżnych stokach we Włoszech, starszy o luksusowych hotelach w Austrii. Ale po chwili poczułam, że nie mam siły dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Wzięłam pożyczkę, by dać im radość, a nie by słuchać tych rozczarowanych tonów. Czy to ja popełniłam błąd, myśląc, że ten wyjazd spełni ich oczekiwania?

Chciałam tylko, żeby poczuli się szczęśliwi

Z każdą godziną w górach atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Michał i Łukasz poszli na stok, ale ich entuzjazm wyraźnie opadł. Postanowiłam, że to moja ostatnia szansa, by spróbować zmienić atmosferę. Chciałam, żeby poczuli, że ten wyjazd ma sens. Wzięłam ich na wspólny spacer po górach, licząc, że może ta cisza, te białe przestrzenie, pomogą im spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Wzięłam głęboki oddech, bo wiedziałam, że jeśli nie teraz, to nie będzie już okazji.

– Patrzcie, jak pięknie! – powiedziałam, próbując przełamać milczenie.

Michał spojrzał na mnie tylko przez chwilę, a potem znowu zapatrzył się w śnieg.

– Mamo, to nie zmieni faktu, że nie mamy tego, co inni. – jego słowa znów zabolały.

Nie umiałam odpowiedzieć. Czułam, jak wzbiera we mnie złość i frustracja. Cały ten wyjazd miało być dla nich radością, a ja tylko traciłam siły, by ich przekonać. Wtedy zrozumiałam, że nie chodziło o wyjazd. Łukasz siedział cicho, jakby próbował ukryć swoje uczucia. Nie wiedziałam, co zrobić, by naprawić sytuację. Chciałam tylko, żeby poczuli się szczęśliwi, a teraz czułam, jak coraz bardziej oddalamy się od siebie. Byłam na skraju wytrzymałości, ale jednocześnie coś w środku zaczęło mi mówić, że nie może tak dalej być.

Ten wyjazd ma swój sens

Kolejnego dnia, mimo woli, zaczęłam liczyć każdą minutę. Michał i Łukasz w końcu zaczęli się trochę uśmiechać, ale w ich oczach wciąż było to samo niezadowolenie. Postanowiłam, że muszę im pokazać, że ten wyjazd ma swój sens. Po rozmowie z Michałem, który nieco ochłonął, zaplanowałam dla nas wspólną aktywność. Wzięłam ich na lekcję narciarską, licząc, że może to będzie moment, w którym znowu się zbliżymy. Cały dzień minął w dziwnej ciszy, ale postanowiłam nie poddawać się. Może to, co przeżywaliśmy, było tylko etapem. Może musieliśmy po prostu to przejść, by na nowo docenić siebie nawzajem.

Na kolacji tego wieczoru, gdy siedzieliśmy wszyscy przy stole, Michał, jak zwykle najgłośniejszy, nagle przerwał ciszę, pokazując zdjęcia kolegi.

– Ale mu zazdroszczę, szkoda, że my też nie jesteśmy w Alpach – powiedział syn.

– Ja też, bo tu nudy, nie ma co robić – dodał drugi.

Zamarłam. W jego głosie było coś, czego nie mogłam zignorować. Kiedy pożyczyłam te pieniądze, myślałam, że ich radość będzie mi wystarczać, że każdy dzień spędzony razem wynagrodzi mi ten trud. Zamiast tego poczułam się jak niewidzialna. Nie chodziło tylko o wyjazd.

Więcej nie będziemy narzekać

Kolejnego dnia zaproponował wspólny spacer po górach, licząc, że może ta cisza, te białe przestrzenie, pomogą im spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Wzięłam głęboki oddech, bo wiedziałam, że jeśli nie teraz, to nie będzie już okazji.

– Spójrzcie tylko na te widoki, aż zapierają dech w piersiach! – wykrzyczałam.

Niestety żaden z synów nie podzielił mojego entuzjazmu.

– Mamo, nie wiem co w tym takiego super, na fotkach Karola to dopiero są widoki.

Wtedy miarka się przebrała.

– Długo jeszcze będziecie tak marudzić? Cały wyjazd tylko narzekacie. Ciągle tylko a Karol pojechał tam, a drugi kolega tam. Ten wyjazd kosztował nas wiele pieniędzy, a wy nie potraficie nic docenić. Nie wiecie, jak się starałam.

Jeden syn spojrzał zawstydzony na drugiego. Spuścili głowy.

– Mamo, przepraszam. Nie chcę, żebyś była na nas zła. Wiem, że nasze zachowanie było głupie, ale więcej nie będziemy narzekać.

Miałam nadzieję, że coś do nich wreszcie dotarło.

Zaczęliśmy odbudowywać to, co było ważne

Po powrocie do domu czułam, że coś się zmieniło, choć wcale nie tak, jak sobie to wyobrażałam. Michał i Łukasz, choć nadal wciąż mieli swoje pretensje, zaczęli rozumieć, że to nie miejsce wyjazdu było najważniejsze. To, czego potrzebowaliśmy, to po prostu siebie nawzajem. Po feriach, które miały nas zbliżyć, zaczęliśmy rozmawiać. O wszystkim, o oczekiwaniach, o tym, czego tak naprawdę nam brakowało. I o tym, jak bardzo brakowało nam bliskości, którą zniszczyły ciche oczekiwania.

Choć wyjazd był pełen niezadowolenia, stał się punktem zwrotnym. Z dnia na dzień zaczęliśmy odbudowywać to, co było ważne. Pożyczka, którą wzięłam, na zawsze będzie moim przypomnieniem, że nie warto poświęcać siebie w imię spełniania cudzych oczekiwań. Zrozumiałam, że prawdziwe szczęście nie leży w tym, co posiadamy, ale w tym, jak spędzamy czas razem. I choć wciąż mamy swoje różnice, wiem, że to, co zbudowaliśmy na nowo, jest naprawdę solidne.

Katarzyna, 39 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama