„Zapłaciłam za pogrzeb teściowej, a nikt o mnie nawet nie wspomniał. Nie chcę pieniędzy, a należnego mi szacunku”
„Była sobota. Późne popołudnie, gdy dźwigałam z bagażnika ostatnią torbę po pogrzebie teściowej. Wokół cisza. Sąsiedzi pewnie już wrócili do swoich seriali, znajomi – do codziennych obowiązków. Tylko ja stałam pod domem z reklamówką w ręce i taką dziwną pustką w środku. Nikt o mnie nie wspomniał, chociaż tyle zrobiłam dla teściowej”.

- Redakcja
Nie zamierzałam robić z siebie męczennicy. Nie miałam z nią nigdy bliższej relacji – zresztą to mało powiedziane. Ale kiedy przyszło co do czego, to właśnie ja – „obca baba”, jak mnie potrafiła kiedyś nazwać – dopięłam wszystko na ostatni guzik. Od pogrzebowej sukienki, przez wiązanki, po stypę w tej przyzwoitej restauracji niedaleko cmentarza.
Za własne pieniądze. Bo rodzina, jak zwykle, miała ważniejsze sprawy na głowie. A potem, gdy ukazał się nekrolog... No cóż. Przeczytałam go trzy razy, z zapartym tchem, jakbym wzrokiem mogła coś zmienić. Mojego imienia tam nie było. Tylko zimne, formalne: „Z żalem zawiadamiają: syn Jan z rodziną”. Niech będzie. Opowiem wam, jak do tego doszło. I może sami ocenicie, kto tu naprawdę był rodziną, a kto tylko ładnie wyglądał na zdjęciach.
Nie podał nawet herbaty
Stypa była… poprawna. Taka w sam raz, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że nie uszanowaliśmy zmarłej. Obrus, kotlety, rosół, ciasto z makiem i kawa w porcelanie. Nawet modlitwę poprowadził kuzyn Piotr, ten sam, który od siedmiu lat nie zadzwonił do teściowej ani razu.
– Piękne pożegnanie, Klara – powiedziała bratowa, całując mnie w policzek. – Naprawdę wszystko dopięłaś cudownie.
– Dziękuję. Robiłam, co mogłam – odpowiedziałam, choć zaciskałam zęby.
– Janek mówił, że to wszystko twoja zasługa – dodała słodko, jakby to był komplement, a nie wyrzut sumienia. – On biedny, taki załamany…
Spojrzałam w stronę mojego męża. Stał pod oknem z talerzem w ręce, śmiał się cicho z czymś z kuzynem Marcinem. Załamany? Nagle obok mnie stanęła siostra teściowej, Halina.
– Klaro, kochanie, dziękujemy ci. Naprawdę. Tylko…
Zawahała się.
– Co tylko? – zapytałam uprzejmie.
– No wiesz, ten nekrolog. Może powinniśmy inaczej… jakoś… no, że z rodziną, ale... bez dopisków.
– Bez dopisków? – powtórzyłam powoli. – To znaczy?
– No, że ciebie tam nie ma. Tak wyszło, nie złośliwie.
Parsknęłam śmiechem, ale tylko w myślach.
– Nie szkodzi. Naprawdę...
– Klaro…
I tak tu będę zaglądać
Dwa dni później poszłam na cmentarz sama. Jan miał „ważne spotkanie”, które okazało się wspólnym obiadem z kolegą z pracy. Gdy pakował się do auta, tylko rzucił:
– Jak będziesz, to zerknij, czy znicz się nie wypalił. I weź jakiś nowy, bo tamten był chyba z marketu.
– Mhm – mruknęłam, zakładając płaszcz.
Cmentarz był prawie pusty. Wiatr hulał między nagrobkami, niosąc zapach suchego liścia i wilgoci. Stanęłam nad świeżym grobem. Jeszcze bez płyty, tylko drewniany krzyż z tabliczką. I ten znicz, faktycznie ledwo się tlił.
– No i co, teściowo? Tak to się kończy. Pół życia mnie ignorowałaś, a teraz... – mówiłam cicho, sarkastycznie. – Na koniec zostałaś tylko ze mną.
Postawiłam nowy znicz. Złoty, z grawerowanym aniołkiem. Nie najtańszy.
– Ciekawe, czy wiedziałaś, że twój Janek nawet nie zajrzał do kosztorysu. Wystarczyło, że kiwnął głową, a ja już wiedziałam, że to ja wszystko załatwię. Zawsze tak było, prawda?
Usiadłam na ławce obok i wyciągnęłam z torebki herbatę w termosie.
– Pamiętam, jak kiedyś powiedziałaś, że nie jestem „kobietą z klasą”. Bo nie mam porcelanowej zastawy po babci i nie piekę sernika „na parze”. A potem, to ja cię nosiłam do łazienki. Ja.
– Nie oczekiwałam wdzięczności, ale wiesz, nawet zdziwiło mnie, że w tym nekrologu nie wspomnieli o mnie ani słowem. Ani słowem, rozumiesz?
Cisza była odpowiedzią. Cisza, która bardziej bolała niż niejedna obelga.
– Ale nie martw się. I tak tu będę zaglądać. Bo ja tak mam. Po cichu. Po swojemu.
Myślał, że wszystko załatwił
Wróciłam do domu wieczorem. Mąż siedział w salonie z pilotem w ręce, wpatrzony w ekran, gdzie ktoś naprawiał dom po powodzi. Bez słowa zdjęłam buty, odłożyłam płaszcz i przysiadłam na skraju kanapy.
– Byłam u twojej mamy – zaczęłam.
– Wiem. I co? – zapytał obojętnie, nie odrywając wzroku od telewizora.
– Nic. Spokój, cisza. Przyniosłam znicz. Posiedziałam chwilę.
– No dobrze, to super. Dziękuję ci. Naprawdę, że się tym zajęłaś.
– A powiesz mi, dlaczego mnie nie ma w nekrologu?
Zamarł. Na sekundę. Potem wzruszył ramionami.
– Klara, przecież to nie było celowe. Sprawa z nekrologiem była szybka. Dzwonili z gazety, powiedzieli, że trzeba wysłać treść do południa. No to podałem. W stresie. W emocjach.
– A „Klara” to takie trudne do zapamiętania imię? – zapytałam spokojnie.
– No nie przesadzaj… Przecież wiedziałaś, że to formalność.
– Formalność? To znaczy, że ja jestem od formalności? Sprzątania, gotowania, robienia zakupów, opłacenia stypy?
Jan spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, jakby pierwszy raz słyszał moje słowa.
– Ty w ogóle nie wiesz, ile to wszystko kosztowało. Ani złotówki nie dołożyłeś. Ani pytania, czy starczy.
– Ale przecież mówiliśmy, że to weźmiesz na siebie. Ty masz odłożone…
– Nie „mówiliśmy”. Ty powiedziałeś: „Załatw to, Klaruś, ty się na tym znasz”.
Milczał.
– To teraz ci powiem: zapłaciłam z własnych pieniędzy. I nie, nie domagam się zwrotu, ale nie licz, że będę robić za niewidzialną część „rodziny”.
Wstałam i wyszłam do sypialni. Drzwi zamknęły się za mną bez trzaśnięcia – cicho, jak całe moje życie przy jego boku.
Nie potrzebuje mediacji
Kilka dni później zadzwoniła do mnie kuzynka Basia. Taka wieczna mediatorka rodzinna. Spotkałyśmy się w kawiarni w centrum.
– Klaro, naprawdę nie chcę się wtrącać, ale rozmawiałam z Haliną… Ona myśli, że jesteś zraniona tym nekrologiem.
– Bo jestem – przyznałam bez emocji.
– Ale to przecież nie było specjalnie! Przecież wiadomo, że ty byłaś… no, wszystkim dla cioci. Opiekunką, organizatorką, jej „prawą ręką” w tych ostatnich tygodniach.
– Basia – przerwałam jej spokojnie – ja nie byłam prawą ręką. Ja byłam jedyną osobą, która się nią zajęła. Ty wiesz, że Jan nawet nie wie, gdzie są jej dokumenty?
Zmieszała się, spuściła wzrok.
– Chciałam tylko powiedzieć, że… może nie warto się tak dystansować. Rodzina to rodzina. Wiesz, nekrolog to tylko słowa.
– Basia – odpowiedziałam – ja nie jestem rozżalona o ten brak w nekrologu. Tylko że naprawdę przez chwilę pomyślałam, że może… może ktoś zadzwoni, podziękuje. Powie: „Klara, dzięki tobie mama odeszła w spokoju”. I nic.
– Ale Janek...
– Janek był zajęty samym sobą.
Dopiłam kawę i wstałam.
– Wiesz co, Basia? Ja już nie muszę być częścią tej rodziny. I chyba nigdy nie byłam.
Nie będę dłużej cieniem
Od pogrzebu minęły trzy tygodnie. W sobotę rano Janek stanął w drzwiach, w dresie i z tą swoją niewinną miną.
– Słuchaj… Myślałem, że może pojechalibyśmy razem na grób mamy. Tak jakoś... razem.
Spojrzałam na niego. Pierwszy raz od tamtego wieczoru.
– Razem? – powtórzyłam. – A po co?
– No… bo tak wypada. Bo może przesadziliśmy z tym wszystkim.
– Przesadziłeś ty, Jan. Ja tylko zrobiłam, co trzeba. Jak zawsze.
Zamilkł, wpatrzony w moją filiżankę z kawą.
– Klaro, ja nie umiem tego wyrazić, ale… wiem, że bez ciebie wszystko by się zawaliło.
– Już się zawaliło – powiedziałam cicho.
Podeszłam do kredensu, sięgnęłam po kopertę i położyłam ją na stole.
– Tu są paragony. Za pogrzeb, kwiaty, stypę. Możesz sobie zatrzymać na pamiątkę, jak chcesz. Ja nie chcę zwrotu. Chcę tylko... spokoju.
– Ty chcesz odejść? – zapytał cicho.
– Nie muszę odchodzić. Mnie już ty stąd wyprowadziłeś. Po cichu.
Wyszłam z kuchni. Zostawiłam go samego w salonie. Nie wiem, czy to coś zmieni, ale wiem, że nie będę dłużej cieniem.
Klara, 52 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Miałem iść z wnuczką do kina z okazji Dnia Dziadka. Serce pękło mi z żalu, gdy pocałowałem klamkę pod jej drzwiami”
- „Wnuki odwiedzają mnie tylko w Dzień Dziadka, by wyczyścić mój portfel do zera. Przez resztę dni siedzę sam jak palec”
- „W Dzień Dziadka córka powiedziała jedno zdanie, a mi aż zakręciło się w głowie. Przyniosła wstyd naszej rodzinie”