„Zawsze udawałam, że w naszej rodzinie wszystko gra. Pękłam po słowach dziadka rzuconych przy obiedzie”
„Poczułam, jak coś mnie ściska w żołądku. Matka spojrzała na mnie ukradkiem, jakby wyczuwała, że zaraz wybuchnę. Próbowałam przełknąć kęs, ale w gardle miałam gulę”.

- Redakcja
Zawsze potrafiłam świetnie grać przed innymi. Odgrywałam rolę tej, która wszystko trzyma w garści, nawet jeśli w środku miałam ochotę schować się pod stołem albo rzucić talerzem o ścianę. Tak naprawdę od dawna toczyłam wewnętrzną walkę. Bywały dni, kiedy wieczorem, już po zgaszeniu światła, liczyłam w myślach, ilu ludziom udało mi się dziś coś wmówić. Tylko czasami, kiedy patrzyłam na swoje odbicie w łazience, zastanawiałam się, ile jeszcze wytrzymam. Wiedziałam, że balansuję na cienkiej linie. Czasami człowiek po prostu pęka – nawet jeśli bardzo się stara i pilnuje, żeby wszystko wyglądało dobrze. U nas wszystko grało. No właśnie – grało. Do czasu.
Myślałam, że zaraz wybuchnę
Obiad zawsze wyglądał jak przedstawienie, w którym wszyscy znali swoje kwestie. Dziadek był reżyserem, siedział na końcu stołu z miną znawcy świata.
– No, jedzcie, bo będzie zimne – rzuciłam, starając się, żeby mój głos zabrzmiał pogodnie.
Dziadek stuknął widelcem o talerz, jakby chciał uciszyć całą salę.
– A za moich czasów – zaczął, bo przecież nie mógł inaczej – nikt tak nie marudził przy jedzeniu. Nie było wymyślania, nie jadę tego, nie lubię tamtego. Co mama postawiła, to się jadło. I nikt się nie pytał, czy z glutenem, czy bez.
Brat parsknął śmiechem.
– Dziadek, teraz wszyscy są na jakiejś diecie. Nawet pies sąsiadki ma swoją karmę bez zbóż.
– I dlatego teraz takie chorowite to wszystko. Tylko patrzeć, jak dzieci na lekcjach będą miały przerwę na masaż stóp – dziadek skrzywił się, jakby połknął cytrynę. – Kiedyś dzieci były twardsze. A teraz? Nawet płakać nie umieją po cichu.
Poczułam, jak coś mnie ściska w żołądku. Matka spojrzała na mnie ukradkiem, jakby wyczuwała, że zaraz wybuchnę. Próbowałam przełknąć kęs, ale w gardle miałam gulę.
– Dziadku, każdy czas ma swoje zasady – powiedziałam cicho.
– Taaa, zasady… Teraz to zasady są takie, żeby dziecko tylko nie usłyszało prawdy o sobie – odparł z przekąsem. – Wszyscy tacy delikatni się zrobili.
Zrobiło się duszno. Wiedziałam, że zaraz nie wytrzymam.
Ulało mi się
Brat nie przestawał się podśmiewać, a ja już czułam, że zaraz albo zacznę płakać, albo czymś rzucę. Matka próbowała zmienić temat.
– Może ktoś chce dokładkę? Zostało jeszcze mięso – podsunęła półmisek, ale nikt się nie odezwał.
Ojciec gapił się w okno, udając, że go nie ma. Dziadek ciągnął swój monolog, nie zważając na atmosferę.
– Jak byłem w waszym wieku, to się do roboty chodziło. A wy? Ciągle jakieś urlopy, zwolnienia. Co to za moda, żeby dorosły człowiek mówił, że nie daje rady? Jak nie dawał rady, to się nie żalił, tylko zakasał rękawy i robił swoje.
Brat nie wytrzymał.
– Myślisz, że my wszyscy tacy słabi jesteśmy? Przecież nikt się nie skarży, tylko czasem po prostu jest ciężko.
Dziadek spojrzał na niego z politowaniem.
– Ciężko to było, jak się do szkoły szło cztery kilometry po śniegu. A teraz? Wszystko podstawione pod nos, a narzekania jakbyście co najmniej w okopach siedzieli. Włączasz telewizję, a tam wszyscy tylko mówią, jak im źle. A może by tak zacząć być wdzięcznym za to, co się ma?
Ojciec chrząknął.
– Skupmy się na obiedzie – rzucił, jakby mógł w ten sposób odciąć cały temat.
Nikt się nie odezwał. Przez chwilę słychać było tylko stukanie sztućców o talerze i pojedyncze westchnienia. Całe to przedstawienie, w którym wszyscy udawali, że jest normalnie, nagle zaczęło mnie śmieszyć i denerwować jednocześnie.
– A może by tak raz posłuchać, co ktoś naprawdę czuje, zamiast ciągle gadać, że kiedyś było lepiej? – rzuciłam, sama zaskoczona odwagą swojego głosu.
Wszyscy zamilkli.
Puściły mi nerwy
Dziadek przez chwilę patrzył na mnie z takim zdziwieniem, jakby zobaczył na stole różowego słonia.
– Oho, proszę, wnusia się odezwała – mruknął z lekkim uśmieszkiem. – A co, masz mi coś do zarzucenia?
Próbowałam zapanować nad głosem, ale już czułam, że nie mam na to wpływu.
– Po prostu mam dosyć tego ciągłego narzekania na wszystkich i wszystko. Wszyscy muszą być twardzi, bo ty tak mówisz? Może ktoś kiedyś nie był w stanie być taki twardy, ale nikt nie zapytał, co u niego.
Matka spojrzała na mnie z przestrachem.
– Córciu, zostaw… – zaczęła, ale jej przerwałam.
– Mamo, nie będę już siedzieć cicho. Zawsze udajemy, że wszystko gra, a potem każdy siedzi w swoim kącie i nie odzywa się przez tydzień, bo lepiej się nie wychylać. A może by tak chociaż raz przestać udawać?
Brat chrząknął, jakby nie wiedział, czy się śmiać, czy mnie popierać.
– No tak, a potem przyjdą święta i znowu będzie cicho jak w grobie – rzucił, patrząc gdzieś w bok.
Dziadek nie zamierzał odpuszczać.
– Wam się wydaje, że jak się człowiek wygada, to od razu wszystko lepiej? Życie nie jest takie proste. Trzeba być silnym, koniec i kropka. Ja was do tego przyzwyczajałem, bo inaczej was zjedzą.
Wtedy puściły mi nerwy.
– No właśnie, dziadku, dzięki za wychowanie. Teraz wszyscy jesteśmy tacy silni, że nie umiemy ze sobą porozmawiać przy stole!
Nastała taka cisza, że słychać było, jak ojciec odkłada widelec. Matka patrzyła w stół, brat wzdychał ciężko.
– Możemy skończyć ten obiad? – rzucił ojciec przez zęby.
Zignorowałam go.
– Mam już dosyć tej gry. Chcę, żeby w tej rodzinie można było być sobą, a nie ciągle kimś na pokaz – powiedziałam, nawet nie patrząc już na nikogo.
Czułam, że w powietrzu coś drgnęło, choć jeszcze nikt nie był gotowy, by to nazwać.
Nie chciałam odpuścić
Wiedziałam, że przekroczyłam niewidzialną granicę. Nawet brat, zwykle pewny siebie, nagle spoważniał.
– No dobra, to skoro już jesteśmy tacy szczerzy, to może wszyscy powiemy, jak jest? – odezwał się, a głos mu lekko zadrżał.
Matka, która była mistrzynią unikania tematów, tym razem też nie próbowała rozładować sytuacji.
– Dzieci, proszę… – westchnęła. – Przecież my tylko chcemy dobrze. Każdy chce jakoś przetrwać.
Dziadek spojrzał na nią z wyrzutem.
– Tylko tego brakowało, żeby się tu teraz wszyscy rozkleili. Jeszcze mi się popłaczecie, a ja nie zamierzam na to patrzeć.
Ojciec nagle się ożywił, chyba pierwszy raz od lat zabierając głos w sprawach rodzinnych.
– Może lepiej, żeby się każdy raz popłakał, niż miał całe życie udawać, że wszystko jest w porządku. Sam czasem mam ochotę wyjść i nie wracać. Nawet nie wiecie, jak mnie to wszystko męczy.
Brat pokiwał głową.
– Ja też. W sumie nie pamiętam, kiedy ostatni raz się z kimś naprawdę pogadałem. Zawsze tylko jakieś żarty, żeby nie było niezręcznie.
Spojrzałam na matkę, która wyglądała, jakby za chwilę miała się rozpuścić we łzach.
– Mamo, naprawdę nie trzeba wszystkiego zamiatać pod dywan. Przecież widzę, że ty też masz dość – powiedziałam łagodniej.
Matka otarła oczy ręką.
– Myślicie, że nie wiem, jak bardzo udajemy? Całe życie słyszałam, że najważniejsze to nie robić wstydu rodzinie, zawsze mieć uśmiech. A ja czasem po prostu nie daję rady.
Dziadek wstał nagle od stołu, jakby chciał przerwać tę naradę.
– No to super, pogadaliście sobie. Może teraz ktoś w końcu skończy ten obiad? – burknął i ruszył w stronę kuchni.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, ale tym razem ta cisza była inna. Jakby każdy nagle coś zrozumiał.
Ścisnęła moją dłoń
Dziadek wrócił z kuchni z kawą. Matka pociągała nosem, a ojciec patrzył na mnie uważniej niż zwykle. Brat kręcił widelcem po pustym talerzu, udając, że nie uczestniczy w tej rodzinnej rewolucji.
– No i co teraz? – mruknął brat, nie patrząc na nikogo. – Mamy się wszyscy rozkleić i zrobić z tego klub wsparcia?
– Może na początek przestać udawać, że wszystko gra. Zamiast tłumić wszystko w sobie, może chociaż czasem pogadać o tym, co naprawdę nas wkurza – odpowiedziałam. – Mam już dość tej komedii.
Dziadek prychnął.
– A ja mam dość tego waszego nowoczesnego gadania. Kiedyś nikt nie roztrząsał swoich żali przy stole. Człowiek brał się do roboty i już.
Ojciec wziął głęboki oddech.
– Tato, może właśnie przez to tyle lat udawaliśmy, że jest dobrze. Może gdybyś raz się przyznał, że ci ciężko, to wszyscy byśmy się mniej bali własnych słabości – powiedział, nie podnosząc głosu, ale zaskakująco stanowczo.
Dziadek spojrzał na niego ostro, jakby przez chwilę nie poznawał własnego syna.
– Ja… – zaczął, po czym tylko machnął ręką. – Róbcie, jak chcecie. Tylko nie oczekujcie, że zacznę się zwierzać.
Brat zerknął na mnie z ukosa.
– Ty to musiałaś wywołać burzę, nie? Nie mogłaś poczekać, aż dziadek sam coś z siebie wykrztusi?
Westchnęłam.
– Ile lat jeszcze mamy czekać? Trzydzieści? Może akurat doczekamy się jakiegoś przełomu, zanim wszyscy będziemy sobie obcy.
Matka ścisnęła moją dłoń pod stołem.
– Dziękuję, że się odezwałaś – wyszeptała. – Ja nigdy nie miałam tyle odwagi.
Wtedy poczułam, że mimo tej całej niezręczności wreszcie wydarzyło się coś prawdziwego. Może pierwszy raz od dawna byliśmy rodziną, a nie tylko grupą ludzi udających, że nic ich nie boli.
Musiałam coś powiedzieć
Długo siedzieliśmy przy stole, choć jedzenie dawno ostygło. Dziadek wyglądał na przybitego. Przez chwilę nikt się nie odzywał – jakby każdy bał się zrobić pierwszy krok po tym wszystkim, co padło. Brat odezwał się pierwszy, z udawaną nonszalancją:
– To co, jutro dalej wszyscy będą udawać, że nic się nie stało, czy jednak spróbujemy coś zmienić?
Ojciec wzruszył ramionami.
– Próbować zawsze można. Najwyżej znów wrócimy do starego układu.
Matka odetchnęła głęboko, jakby zrzuciła z siebie sto kilogramów.
– Ja bym chciała, żebyśmy częściej mogli być szczerzy. Nawet jeśli czasem zaboli.
Dziadek długo mieszał kawę, w końcu spojrzał na mnie spod byka.
– Myślisz, że jak sobie wszyscy ponarzekacie, to od razu będzie wam lżej? Nie wiem, czy potrafię tak żyć. Całe życie miałem inne zasady.
Poczułam, że muszę coś powiedzieć.
– Nie chodzi o to, żeby się żalić, dziadku. Chodzi o to, żeby nie musieć ciągle grać kogoś, kim nie jesteśmy. Ja nie jestem taka silna, jak wszyscy myślą. I może to jest w porządku.
Brat po raz pierwszy tego dnia spojrzał na mnie naprawdę uważnie.
– To teraz przynajmniej wiemy, na czym stoimy. Ja mam dosyć tej wiecznej gry pozorów.
Ojciec pokiwał głową.
– Dobrze, że o tym powiedziałaś. Może to początek. Chociaż jeden obiad bez udawania.
Matka uśmiechnęła się przez łzy. Wyszłam z pokoju i przez chwilę oparłam się o zimną ścianę na korytarzu. Miałam ochotę się rozpłakać i zaśmiać jednocześnie. Może nic nie zmieni się od razu, może jutro znowu każdy wróci do swojej roli. Jednak przynajmniej raz powiedziałam głośno to, co naprawdę czuję. I czasem właśnie to wystarcza, żeby zacząć oddychać.
Hanna, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Spędziłam ferie, zajmując się córką szwagierki. Przez 14 dni żyłam w piekle, by ta mogła jeść włoską pizzę”
- „Kochałem Klarę już od liceum, ale byłem zbyt nieśmiały, by to wyznać. Dopiero gdy ze mnie zakpiła, zrozumiałem swój błąd”
- „Byłem pewien, że moja narzeczona to anioł. Po ślubie odkryłem, że skrywa drugie oblicze, którego wcale nie znałem”