Reklama

Kiedyś sądziłem, że życie po ślubie to coś w rodzaju stabilizacji. Bez fajerwerków, ale i bez wielkich dramatów. Praca, kredyt, dziecko. Myślałem, że tak ma być. Że tak wygląda dorosłość. Długo łudziłem się, że to wystarcza. Że miłość po prostu ewoluuje – z namiętności w przyzwyczajenie, z fascynacji w spokój. Dopiero z czasem zrozumiałem, że my z Magdą przestaliśmy się spotykać. Mimo że mieszkaliśmy razem.

Mam 35 lat. Nazywam się Adam. Pracuję w dziale marketingu dużej korporacji. Mieszkam pod Warszawą z żoną i synem. Magda była kiedyś moją najlepszą przyjaciółką. Zanim stała się współlokatorką, z którą dzielę rachunki i grafik zadań. Od kilku lat nasze małżeństwo to głównie logistyka. O której wywiadówce, co do lekarza, kiedy kupić mleko.

Zdarza mi się wracać późno z pracy tylko po to, żeby uniknąć ciszy przy kolacji. Albo rozmów, które niczego nie zmieniają. Coraz częściej łapię się na tym, że nie wiem, co Magda czuje. Albo co ja czuję do niej. Przed wyjazdem służbowym do Krakowa rozmawialiśmy tylko o tym, kto odbierze Jaśka z przedszkola. Magda nawet nie zapytała, gdzie dokładnie jadę i kiedy wracam. I dobrze. Bo sam nie byłem pewien, czy chcę wracać.

To się nie liczy, prawda?

Nie miałem żadnych oczekiwań wobec tego wyjazdu. Ot, kolejna firmowa integracja – trochę prezentacji, trochę drinków, dużo kurtuazji. Miasto był zimne, zasypany śniegiem i dziwnie ciche. Takie, jak ja wtedy w środku. Pierwszego wieczoru zeszliśmy z ekipą do hotelowego baru. Siedzieliśmy przy długim stole, co chwila ktoś zamawiał kolejną rundę. Nie znałem połowy tych ludzi, większość pracowała w innych oddziałach. Obok mnie usiadła Natalia – ciemne włosy, wyraźne rysy, lekki uśmiech, który nie wiadomo, czy coś znaczy.

– Ty jesteś z Warszawy, prawda? – zapytała, opierając się o blat.

– Mhm. Adam – podałem jej rękę.

– Natalia. rzuciła z uśmiechem.

Zamówiliśmy po drinku. Zaczęło się zwyczajnie – o pracy, o podróżach służbowych, o tym, jak wszyscy udają, że lubią te imprezy integracyjne. Potem rozmowa zeszła na bardziej osobiste tematy. Natalia powiedziała, że od roku jest sama, że miała dosyć wiecznego bycia dla kogoś tłem. Ja też powiedziałem więcej, niż planowałem.

– Dziesięć lat małżeństwa. Kiedyś było super. Tylko nie wiem, kiedy ostatnio naprawdę ją widziałem – przyznałem.

– A ona ciebie? – zapytała cicho.

Milczałem. Bo nie wiedziałem. Napięcie między nami narastało z każdą minutą. Dotknięcie dłoni, spojrzenie trochę za długie. Po kilku drinkach zostaliśmy już tylko we dwoje przy barze. Natalia oparła się o moje ramię i powiedziała:

– Jeśli to tylko raz, to się nie liczy, prawda?

Nie zaprzeczyłem.

W głowie miałem chaos

Obudziłem się w jej pokoju. Najpierw nie wiedziałem, gdzie jestem. Potem zobaczyłem jej ciemne włosy rozsypane na poduszce i przypomniałem sobie wszystko. Każdy dotyk, każdy pocałunek, każde ciche „nie powinniśmy” wypowiedziane bez przekonania. Zebrałem się szybko. Wyszedłem z jej pokoju, zanim się obudziła. Potrzebowałem kawy, świeżego powietrza, dystansu. Przeszedłem przez lobby hotelowe, trzymając kubek papierowy, próbując nie myśleć o tym, co zrobiłem. W głowie miałem chaos – z jednej strony dziwną lekkość, z drugiej coś, co mogło być początkiem wyrzutów sumienia.

Zatrzymałem się przy recepcji. Chciałem zapytać o późniejsze wymeldowanie. Recepcjonistka spojrzała na ekran, zaczęła coś klikać. I wtedy kątem oka zobaczyłem znajomą sylwetkę. Magda, moja żona. Miała na sobie ciemnozielony płaszcz, który zakładała tylko na specjalne okazje. Obok niej – mężczyzna. Starszy ode mnie, przystojny. Trzymał ją lekko za ramię. Śmiali się. Czekali na windę. Na ich widok zamarłem. W mojej głowie miałem tysiąc myśli na minutę. Wszystko w niej wirowało. Zdradziłem. A ona… zrobiła to przede mną.

Już dawno przestaliśmy być małżeństwem

Nie wróciłem na noc do pokoju. Nie mogłem. Najpierw chodziłem po mieście bez celu, w głowie tylko jedna scena: Magda śmiejąca się do tego faceta i on obejmujący ją ramieniem. Potem usiadłem w kawiarni w hotelu. Nagle zobaczyłem ich znowu. Magda spojrzała w moją stronę i nagle się zatrzymała. Powiedziała coś mężczyźnie na ucho, zerknął w moją stronę, a następnie z zaskoczoną miną się wycofał. Ona podeszła w moją stronę.

– Od kiedy? – spytałem, gdy stanęła przede mną. – Ile to trwa?

– Kilka miesięcy – odpowiedziała ze spuszczoną głową – Chciałam ci powiedzieć już dawno, ale... wiesz jak jest.

Patrzyliśmy na siebie jak obcy. W końcu padło:

– Już dawno przestaliśmy być małżeństwem, tylko nikt z nas nie miał odwagi odejść.

Wiedziałem, że to prawda. Zabolało. Bardziej niż zdrada.

Poczułem się naprawdę samotny

Zostawiłem ją przy stoliku. Nie krzyczała, nie płakała. Siedziała na krześle, patrząc w podłogę, jakby próbowała zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Ja po prostu wyszedłem. Nie potrafiłem tam dłużej zostać. Miasto było o tej porze ciche i ciemne. Snułem się po starym mieście, czułem się jak cień samego siebie. Bez kierunku, bez celu. Od ludzi w restauracjach i barach oddzielały mnie tylko szyby, ale to wystarczyło – oni rozmawiali, śmiali się. Ja nie miałem do kogo zadzwonić. Nie chciałem też, żeby ktoś dzwonił do mnie. W końcu wróciłem do baru hotelowego, gdzie wszystko się zaczęło. Natalii już tam nie było. Została tylko atmosfera wspomnień i pusty fotel obok mnie. Usiadłem.

– Sam dzisiaj? – zapytał barman.

– Chyba od teraz już zawsze – mruknąłem, kręcąc szklanką.

Zacząłem sobie przypominać – Magdę z przeszłości. Nasze rozmowy o niczym i o wszystkim. Jak śmiała się w samochodzie, jak zasypiała z głową na moim ramieniu. I też te dni, kiedy milczała już coraz dłużej. Może oboje byliśmy winni. Może to wszystko rozpadło się powoli, a my tylko udawaliśmy, że tego nie widzimy. Tej nocy po raz pierwszy poczułem się naprawdę samotny. Nie dlatego, że byłem sam. Tylko dlatego, że już nie było nikogo, komu mógłbym powiedzieć, co czuję.

Potrzebujemy przestrzeni

Rano wyjrzałem przez okno. Ulice były całe w śniegu. Usłyszałem pukanie do drzwi. W drzwiach stała Magda. Z walizką w ręce. Wpuściłem ją do środka. Usiadła na brzegu łóżka.

– Nie wiem, co dalej – powiedziała w końcu.

– Ja też nie – przyznałem.

– Może separacja. Może rozwód. Nie chcę teraz o tym decydować.

– Chyba po prostu... potrzebujemy przestrzeni – dodałem, nie patrząc jej w oczy.

Cisza znowu między nami zapanowała. Była jak zgoda na to, co nieuniknione.

– Pamiętasz, jak zgubiliśmy się na wakacjach i nie mieliśmy mapy? – zapytała nagle.

– I ty uparłaś się, że idziemy dobrze, a potem byliśmy w zupełnie innej części miasta – uśmiechnąłem się słabo.

Przynajmniej się wtedy śmialiśmy.

– Tak. Wtedy jeszcze się śmialiśmy.

Usiadła bliżej. Nie dotknęła mnie. Nie próbowała niczego naprawiać. I może właśnie to było najuczciwsze.

– Nie potrafimy być razem – szepnęła. – Ale chyba też nie potrafimy być osobno.

Skinąłem głową. Nie było już w nas gniewu. Tylko zmęczenie i coś na kształt ulgi. Po raz pierwszy od dawna patrzyliśmy na siebie jak na ludzi, a nie role, które odgrywamy. Nie wiedzieliśmy, co dalej. Ale wiedzieliśmy, że już dłużej nie możemy udawać.

Nie miałem planu

Wróciłem do Warszawy sam. Pociąg był prawie pusty, a za oknem migotały białe pola i przystanki, których nazw nawet nie znałem. Przypominało mi to moje życie – przystanki, które mijałem, nie zatrzymując się na czas. Siedziałem przy oknie i patrzyłem na własne odbicie. Nie wyglądałem jak ktoś, kto właśnie wrócił z delegacji. Bardziej jak ktoś, kto zostawił część siebie w pokoju hotelowym z kobietą, której nie rozumie od lat.

Nie miałem planu. Nie wiedziałem, jak powiedzieć Jaśkowi, że może będziemy teraz z mamą osobno. Może na jakiś czas, może na zawsze. Nie wiedziałem, czy Natalia do mnie napisze. Nie sądziłem, żeby to miało znaczenie. Wiedziałem jedno – że muszę przestać kłamać. Przestać udawać, że wszystko jest w porządku. Że jestem szczęśliwy. Że nic się nie zmieniło. Bo zmieniło się wszystko. I dobrze. Bo czasem trzeba, żeby wszystko się rozpadło, żeby można było coś zbudować na nowo.

Czy będzie lepiej? Nie wiem. Może będzie samotnie. Może chwilami boleśnie. Ale cokolwiek się stanie, nie chcę już tego przykrywać wygodnymi półprawdami. Wysiadłem na swoim przystanku. Z kieszeni wyjąłem klucz do mieszkania i patrzyłem na niego przez chwilę. Nie wiedziałem, czy go jeszcze użyję. Ale wiedziałem, że cokolwiek zrobię – będzie to moje. Prawdziwe.

Adam, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama