„Zgodziłam się na remont domu teściów, żeby wkupić się w ich łaski. A zostałam z grubym kredytem, który spłacam do dziś”
„Zrobiło mi się przykro. Wkładałam w ten remont każdą wolną chwilę i wszystkie oszczędności, a teraz słyszałam ton, jakbym coś zawaliła. Zadzwoniłam do wykonawcy, przyjechali następnego dnia i naprawili usterkę. Spodziewałam się choćby zwykłych podziękowań”.

- Redakcja
Od początku wiedziałam, że nie jestem wymarzoną synową. Uśmiechałam się, przynosiłam ciasta na rodzinne spotkania, słuchałam opowieści o „dawnych, lepszych czasach”, ale między nami zawsze było coś chłodnego. Kiedy padła propozycja remontu ich domu, zobaczyłam w tym szansę. Myślałam, że to inwestycja w relacje. Nie przypuszczałam, że stanie się ciężarem, który będę dźwigać sama.
Chciałam im pomóc
Pomysł wyszedł od teścia. Siedzieliśmy przy niedzielnym obiedzie, a on odsunął talerz i westchnął demonstracyjnie.
– Dach przecieka w dwóch miejscach – powiedział, patrząc na swojego syna, nie na mnie. – Zimą może być problem.
– Tato, zawsze mówisz, że „jakoś to będzie” – odpowiedział spokojnie Michał.
– Bo jakoś było. Ale teraz już nie jest – wtrąciła teściowa. – My nie mamy siły na takie sprawy.
Czułam, jak atmosfera gęstnieje. Michał milczał, a ja miałam wrażenie, że wszyscy czekają na moją reakcję. Od dwóch lat byłam żoną ich jedynego syna. Wciąż miałam poczucie, że jestem w tym domu gościem.
– Może… moglibyśmy wam pomóc? – zapytałam ostrożnie. – Wziąć ekipę, zrobić to porządnie.
Teściowa spojrzała na mnie uważnie.
– To duże koszty, Aniu. Nie chcielibyśmy, żebyście się nadwyrężali.
Ale w jej głosie nie było sprzeciwu. Wieczorem wróciliśmy do naszego mieszkania. Michał rzucił klucze na komodę.
– Nie musiałaś się od razu wychylać – mruknął.
– Chciałam pomóc. To twoi rodzice.
– Wiem. Tylko że oni zawsze czegoś chcą. A potem i tak będzie, że zrobiliśmy za mało.
Zignorowałam to. W głowie miałam jedną myśl: jeśli pokażę, że potrafię stanąć na wysokości zadania, może w końcu przestaną patrzeć na mnie jak na chwilową fanaberię ich syna. Kiedy zaczęliśmy liczyć koszty, szybko okazało się, że nasze oszczędności nie wystarczą. Michał kręcił głową nad tabelką w laptopie.
– To bez sensu. Przecież to nie nasz dom.
– Ale to twoja rodzina – odpowiedziałam. – A kiedyś i tak będzie nasz.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
– Myślisz o tym jak o inwestycji?
– Myślę o tym jak o geście pomocy. Oni muszą zobaczyć, że mogą na nas liczyć.
Decyzję o kredycie podjęłam szybciej, niż powinnam. W banku siedziałam sama. Michał miał ważne spotkanie w pracy. Podpisałam dokumenty drżącą ręką, ale wmawiałam sobie, że to odwaga.
Traktowali pomoc jak obowiazek
Remont ruszył w maju. Codziennie po pracy jeździłam na budowę. Pilnowałam materiałów, rozmawiałam z fachowcami, wybierałam dachówki.
– Aniu, może tańsze? – sugerował teść. – Nie trzeba przesadzać.
– Chcę, żeby było porządnie – odpowiadałam. – Na lata.
Teściowa zaczęła zapraszać mnie na herbatę do kuchni. Siadałyśmy przy stole, a ona opowiadała o dzieciństwie Michała.
– Wiesz, on zawsze był uparty. Jak coś sobie postanowił…
Słuchałam, czując, że wreszcie się do siebie zbliżyłyśmy. Pewnego dnia, gdy dach był już prawie skończony, usłyszałam, jak teść mówi do sąsiada przez płot:
– Dobrze, że młodzi się wzięli. W końcu to ich obowiązek.
Zamarłam. Obowiązek? Wieczorem zapytałam o to Michała.
– Słyszałam, co twój tata mówił.
– Co takiego?
– Że to nasz obowiązek.
Wzruszył ramionami.
– Może tak to widzi. Nie przejmuj się.
Ale ja nie potrafiłam. Włożyłam w ten dom nie tylko pieniądze, ale i serce. A nagle poczułam, że zamiast wdzięczności pojawia się coś, co przypomina roszczenie. Remont zakończył się pod koniec lata. Dom wyglądał pięknie. Nowy dach lśnił w słońcu, elewacja była świeża, okna wymienione. Stałam przed budynkiem i czułam dumę. Teściowa uścisnęła mnie na pożegnanie.
– Dobrze, że to wszystko ogarnęłaś.
Tylko tyle. Wracając do mieszkania, włączyłam w telefonie aplikację bankową. Pierwsza rata już została pobrana.
Nikt mi nawet nie podziękował
Pierwsze miesiące po remoncie były dziwnie ciche. Teściowie cieszyli się odświeżonym domem, a ja zaczęłam żyć w rytmie comiesięcznych powiadomień z banku. Każda rata przypominała mi, że podjęłam decyzję, która miała coś naprawić w relacjach, a zaczynała psuć coś między mną a Michałem.
– Znowu przelew? – zapytał któregoś wieczoru, gdy siedziałam przy stole z laptopem.
– Tak. Rata i odsetki. W tym miesiącu wyższe, bo prowizja.
Westchnął.
– Anka, my mieliśmy odkładać na większe mieszkanie.
– Wiem – odpowiedziałam cicho. – Ale to nie będzie wiecznie.
Spojrzał na mnie tak, jakby chciał coś powiedzieć, a jednak się powstrzymał. Od tamtej pory coraz częściej rozmawialiśmy o pieniądzach zamiast o planach. Któregoś popołudnia teściowa zadzwoniła.
– Aniu, przyjedziesz? Z oknem w salonie coś się dzieje. Źle się domyka.
Pojechałam od razu. Fachowcy dali gwarancję, więc wiedziałam, że to do poprawienia. Teść przywitał mnie w drzwiach.
– Mówiłem, żeby brać inną firmę – rzucił na powitanie.
– To tylko drobna regulacja – odparłam spokojnie.
– No, zobaczymy.
Zrobiło mi się przykro. Wkładałam w ten remont każdą wolną chwilę, a teraz słyszałam ton, jakbym coś zawaliła. Zadzwoniłam do wykonawcy, przyjechali następnego dnia i naprawili usterkę. Spodziewałam się choćby zwykłego „dziękuję”.
– Dobrze, że to załatwiłaś – powiedziała teściowa. – W końcu ty się tym zajmowałaś.
To „w końcu” znowu zabolało.
Wszystko było na mojej głowie
W domu wybuchłam.
– Czuję się, jakbym była ich administratorem! – powiedziałam do Michała. – Wszystko na mojej głowie.
– Nikt cię nie zmuszał – odpowiedział zbyt szybko.
Zapadła cisza.
– Czyli to moja wina? – zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.
– Nie o to chodzi. Po prostu… czasem mam wrażenie, że bardziej zależy ci na ich opinii niż na naszym spokoju.
Te słowa wracały do mnie długo. Czy rzeczywiście próbowałam kupić ich akceptację? Kilka tygodni później odbyła się rodzinna uroczystość u teściów. Dom pełen gości, zachwyty nad nowym dachem, świeżymi ścianami.
– Pięknie wam to wyszło – mówiła ciotka Michała.
Teść uśmiechał się z dumą.
– Trochę się człowiek napracował, ale warto było.
Stałam obok i poczułam, jak coś we mnie pęka.
– A my? – szepnęłam do Michała.
– Daj spokój – odpowiedział, ale unikał mojego wzroku.
Wieczorem, gdy goście wyszli, zebrałam się na odwagę.
– Chciałabym, żebyśmy ustalili jedną rzecz – powiedziałam, patrząc na teściów. – Kredyt spłacamy my. I to jeszcze przez kilka lat. Dobrze byłoby, żeby to było jasne.
Zapadła niezręczna cisza.
– Przecież nikt nie mówi, że nie – odpowiedziała chłodno teściowa. – Ale to przecież też wasz dom w przyszłości.
– W przyszłości – powtórzyłam. – A teraźniejszość?
Teść wzruszył ramionami.
– Rodzina sobie pomaga.
Wracaliśmy do domu w milczeniu. W samochodzie było duszno, mimo otwartego okna.
– Może przesadziłam – odezwałam się w końcu.
– Nie – powiedział Michał cicho. – Może wreszcie powiedziałaś to, co trzeba.
To był pierwszy moment, kiedy poczułam, że stoimy po tej samej stronie. Ale rysa już była – i w relacjach z teściami, i między nami. Każda kolejna rata przypominała, że dobre intencje nie zawsze prowadzą do dobrych rozwiązań.
To była kosztowna lekcja
Po tamtej rozmowie coś się zmieniło. Teściowie przestali dzwonić z każdą drobnostką, ale też przestali zapraszać nas tak często jak wcześniej. Atmosfera stała się chłodna, uprzejma, jakbyśmy byli dalszymi znajomymi, a nie rodziną. Najbardziej bolało mnie to, że w ich oczach z osoby „pomocnej” stałam się kimś roszczeniowym. Czułam to w krótkich odpowiedziach teściowej, w milczeniu teścia, gdy wchodziliśmy do domu, który wciąż wyglądał jak świeżo z katalogu.
Któregoś wieczoru usiedliśmy z Michałem przy kuchennym stole. Na blacie leżał harmonogram spłat. Przesuwałam palcem po kolejnych datach.
– Jeszcze cztery lata – powiedziałam.
– Możemy to skrócić – odpowiedział. – Wezmę dodatkowe zlecenia.
– Nie – przerwałam mu. – Nie chcę, żebyśmy znowu coś robili ponad siły. Wystarczy.
Spojrzał na mnie uważnie.
– Żałujesz?
Zastanowiłam się. W głowie miałam obrazy: mój podpis w banku, błyszczący dach, słowa „to wasz obowiązek”, tamto „my się napracowaliśmy”.
– Żałuję, że chciałam kupić czyjąś sympatię – odpowiedziałam w końcu. – Nie żałuję, że chciałam pomóc.
Kilka dni później pojechaliśmy do teściów bez zapowiedzi. Nie z powodu usterki, nie na uroczystość. Po prostu porozmawiać. Usiadłam naprzeciw nich przy tym samym stole, przy którym kiedyś zapadła decyzja o remoncie.
– Chcę coś wyjaśnić – zaczęłam spokojnie. – Zrobiliśmy ten remont, bo chcieliśmy dobrze. Ale kredyt to dla nas duże obciążenie. Nie oczekuję pieniędzy. Chcę tylko, żebyście wiedzieli, że to nie był obowiązek. To był nasz wybór.
Teść odchrząknął.
– Może za bardzo przywykliśmy do myśli, że rodzina zawsze powinna… – urwał. – Nie pomyśleliśmy, ile was to kosztuje.
Teściowa patrzyła na mnie dłuższą chwilę.
– Nie chciałam, żebyś czuła się wykorzystywana – powiedziała ciszej niż zwykle. – Po prostu trudno nam było przyznać, że sami już nie damy rady.
To nie były wielkie przeprosiny. Nie padły wzniosłe słowa, ale pierwszy raz poczułam szczerość. Relacje nie stały się nagle idealne. Nadal bywało sztywno, czasem niezręcznie. Jednak przestałam jeździć tam z poczuciem, że muszę na coś zasłużyć. Przestałam liczyć, czy ktoś powiedział „dziękuję”.
Kredyt wciąż spłacam. Co miesiąc widzę tę samą kwotę schodzącą z konta. Ale już nie traktuję jej jak ceny za czyjąś akceptację. To cena mojej lekcji. Zrozumiałam, że jeśli chcę być w czyimś życiu naprawdę, nie mogę udowadniać swojej wartości pieniędzmi ani poświęceniem ponad miarę. Teraz, gdy teściowa dzwoni, pytam wprost, czego potrzebuje. A jeśli nie mogę – mówię „nie” bez poczucia winy.
Dom teściów stoi odnowiony. Nasze małżeństwo też przeszło remont – trudniejszy, bo bez ekipy fachowców. I choć rachunki jeszcze przez jakiś czas będą mi o wszystkim przypominać, wiem jedno: już nigdy nie zaciągnę długu tylko po to, by ktoś spojrzał na mnie łaskawiej.
Hanna, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa chwaliła się zakupami w luksusowej cukierni. Wybierała najdroższe pączki, by udowodnić mi, że jestem gorsza”
- „Mąż zrobił mi niespodziankę walentynkową i zabrał mnie na ferie w górskim SPA. Rachunek na 15 tys. odebrał mi mowę”
- „Syn zawsze pamiętał o mnie w walentynki. Przyszła synowa tak zawróciła mu w głowie, że mamę zrzucił na 2 plan”