atoms.adSlot.adLabel

Zawsze byłam osobą, która lubi mieć wszystko pod kontrolą. Plany, lista rzeczy do zrobienia, dokładny harmonogram – to było moje życie. Lubiłam wiedzieć, gdzie idę i co się wydarzy. Zgubienie się na szlaku nie było czymś, co brałam pod uwagę, a jednak tego dnia właśnie to miało się zdarzyć. Gdzieś między jednym krokiem a drugim, gdzieś pomiędzy wzgórzami, w głębi lasu, nagle straciłam orientację.

Poczułam, jak zimny dreszcz niepokoju przebiega po moim ciele. A zasięg? Oczywiście, nie miałam go. Byłam sama, ale nie na długo. Nie spodziewałam się, że w takiej chwili ktoś się pojawi. Ktoś, kto znał drogę, ale pokazał mi coś więcej niż tylko ścieżkę. I to nie był tylko fizyczny przewodnik, ale ktoś, kto wprowadził mnie w inny wymiar wędrowania – nie tylko przez góry, ale przez życie. To była historia o tym, jak jeden błąd, zagubienie się, może prowadzić do czegoś, czego się nie spodziewamy.

Powiedział, że wskaże mi drogę

Wstępne godziny wędrówki były przyjemne. Powietrze było świeże, a śpiew ptaków koił nerwy. Byłam pewna siebie – znałam trasę, znałam szlak. Co może pójść nie tak? W końcu nie pierwszy raz wychodziłam na górskie wędrówki. Jednak to, co zaczęło się jako spokojna wędrówka, szybko zmieniło się w coś, czego nie przewidziałam. Zaczęłam mijać jedną ścieżkę za drugą, a każda wydawała się być mniej wyraźna niż poprzednia. Wiedziałam, że muszę skręcić w prawo, ale pod nogami zniknęła droga. Spojrzałam na mapę – nic. Nie mogłam uwierzyć. „No świetnie, zgubiłam się” – pomyślałam, czując narastający niepokój. Wokół rozpościerał się tylko las, a ja nie miałam pojęcia, w którą stronę iść.

– Potrzebujesz pomocy? – usłyszałam nagle głos. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam mężczyznę stojącego nieopodal.

– Och… tak, zgubiłam się. Myślałam, że wiem, gdzie idę, ale… – przerwałam, rozglądając się. – To chyba nie ten szlak.

– Wiesz, czasami nie wszystko idzie zgodnie z planem – powiedział, uśmiechając się lekko. – Ale nie martw się, znam te okolice jak własną kieszeń. Pokażę ci drogę.

Zaskoczona, skinęłam głową.

– Naprawdę? To będzie świetne, bo zupełnie nie wiem, jak wrócić.

Podszedł bliżej, wziął mapę do ręki i spojrzał na nią przez chwilę.

Jestem Michał, a ty? – zapytał, patrząc na mnie z zainteresowaniem.

– Judyta – odpowiedziałam, czując się trochę głupio. – Dzięki, że pomagasz.

– Bez problemu. Chodź, pokażę ci skrót, zanim zrobi się ciemno. – Michał uśmiechnął się z lekkim przymrużeniem oka, wskazując w stronę wąskiej ścieżki, którą ledwie zauważyłam. – I tak naprawdę, to nie tylko o drogę chodzi.

Zrobiłam krok w jego stronę, nie do końca wiedząc, co się wydarzy, ale poczułam, że to, co miało być zwykłym zgubieniem się, właśnie zmienia się w coś zupełnie innego.

Działał na mnie odprężająco

Szliśmy przez las, a Michał prowadził mnie wąską ścieżką, którą ledwie zauważyłam wcześniej. Mimo że byłam zaskoczona jego pewnością, zaczęłam się odprężać. Czułam, że jego obecność jakoś uspokaja moje nerwy, choć wciąż nie wiedziałam, kim tak naprawdę jest.

– Wiesz, co mnie zawsze fascynowało? – Michał zaczął, patrząc przed siebie. – Że ludzie w górach potrafią się zgubić, mimo że nie mają tak naprawdę dokąd pójść. To, że czasem trzeba po prostu przestać się martwić i zaufać.

– Zaufać? – Zatrzymałam się na chwilę, zaskoczona. – Obcym ludziom? Tak po prostu?

Michał roześmiał się, patrząc na mnie.

– Tak. Właśnie obcym ludziom. W końcu każdy z nas gdzieś idzie. Może to, że się spotkaliśmy, to nie przypadek. – Uśmiechnął się, wzruszając ramionami. – Zgubienie się na szlaku to trochę jak zgubienie się w życiu. Myślisz, że wiesz, gdzie idziesz, a potem okazuje się, że to nie ta droga. Ale zawsze jest jakaś ścieżka, którą można podążać. Poczułam dziwny dreszcz. Jego słowa brzmiały jak coś, co może miało większy sens, niż tylko rozmowa o szlaku. Zaczęłam zastanawiać się, kim naprawdę jest ten mężczyzna i dlaczego miałam wrażenie, że nie jest zwykłym turystą.

– A ty? – Michał zwrócił się do mnie. – Wiesz, dokąd idziesz? Tak na co dzień, nie tylko na szlaku.

Zamilkłam, próbując znaleźć odpowiedź. Czułam, że jego pytanie nie dotyczyło tylko wędrówki, ale czegoś znacznie głębszego.

– Myślę, że… nie wiem. Czasami wydaje mi się, że wiem, ale potem życie weryfikuje moje plany – odpowiedziałam szczerze, czując, że mówię coś, co od dawna mi towarzyszyło.

Michał spojrzał na mnie uważnie, jakby czytał moje myśli.

– Czasami to, co nieznane, prowadzi nas do najpiękniejszych miejsc – powiedział spokojnie. – I wiesz co? Czasami trzeba zgubić się, żeby znaleźć coś naprawdę ważnego.

Zatrzymałam się na chwilę, wpatrując w niego. Jego słowa miały dziwną moc. To nie była tylko pomoc w odnalezieniu drogi. To było coś, czego potrzebowałam, choć nie wiedziałam jeszcze dokładnie, czego.

Wiedział czego chce

Szliśmy już od kilku godzin, a szlak stawał się coraz trudniejszy. Michał wciąż prowadził, nie zważając na zmęczenie, a ja powoli zaczynałam dostrzegać coś, czego wcześniej nie zauważyłam – w jego ruchach, w sposobie, w jaki poruszał się po ziemi, była pewność i spokój. To był ktoś, kto wiedział, dokąd idzie, nie tylko w górach.

– Więc… co robisz w życiu, Michał? – Zapytałam, próbując wpleść jakąś rozmowę, by rozluźnić atmosferę. – Gdzie się podziewasz na co dzień?

Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem, jakby pytanie było nieco zaskakujące, ale odpowiedział spokojnie.

– Pracuję w górach. Jestem przewoźnikiem. Pomagam ludziom wędrować po trudniejszych trasach. Czasem przewożę rzeczy, czasem ludzi, którzy chcą dotrzeć w miejsca, gdzie nie można dotrzeć pieszo.

To musi być ciekawe – odpowiedziałam, zastanawiając się, jak to jest prowadzić życie, które nie jest związane z jednym miejscem. – Często bywasz w tej okolicy?

– Zawsze, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Góry nie są dla każdego – dodał, jakby mówiąc to do siebie. – Wiesz, czasami ludzie nie rozumieją, że trzeba być przygotowanym na wszystko. Wystarczy jedno potknięcie i nie jesteś w stanie sam sobie poradzić.

– Ty jesteś takim przewoźnikiem w życiu? – Zapytałam nagle, nie wiedząc, skąd mi się wzięło to pytanie, ale poczułam, że muszę je zadać.

Michał zatrzymał się na chwilę, a jego wzrok był poważny, jakby analizował dokładnie, co powiedziałam.

– Może tak. Czasami trzeba pomóc komuś odnaleźć drogę, nawet jeśli samemu nie zawsze wiemy, dokąd się zmierzamy. – Uśmiechnął się delikatnie. – Ale to właśnie czyni życie interesującym, prawda?

Jego odpowiedź utkwiła mi w głowie, jakby słowa te były bardziej niż tylko prostą odpowiedzią na pytanie. Czułam, że to coś, czego nie rozumiałam jeszcze do końca.

Zadziwił mnie słowami

Wędrowaliśmy dalej, a las stawał się coraz gęstszy. Czułam, jak zmienia się powietrze, jak staje się chłodniejsze, cięższe. Michał szedł przed mną, pewny swojego kroku, a ja starałam się dotrzymać mu tempa, choć moje nogi zaczynały odczuwać zmęczenie. Mimo to, coś w tym wszystkim mnie fascynowało. Krok po kroku, czułam się jakbym odkrywała nie tylko drogę, ale i same siebie.

– Chyba nie za długo jeszcze idziemy, co? – zapytałam, chociaż wiedziałam, że czas spędzony w górach nie zawsze jest tak łatwy do oszacowania. – Bo ja… zaczynam mieć dość tego wchodzenia pod górę.

Michał zaśmiał się krótko, ale odpowiedział spokojnie.

– To normalne. Wędrówka w górach to nie tylko fizyczny wysiłek. To coś, co wyciąga z ciebie emocje, których nie widzisz na co dzień. Czasem trzeba poczuć zmęczenie, żeby docenić to, co masz przed sobą.

Zatrzymał się, patrząc na mnie.

– Czasami nie wiemy, co mamy, dopóki tego nie stracimy. Tak jest ze wszystkim, nie tylko z górami.

Zdziwiłam się jego słowami. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że miała na myśli coś więcej niż tylko o wędrowanie.

– Co masz na myśli? – zapytałam, choć nie byłam pewna, czy chcę poznać odpowiedź.

– Wiesz… Czasem tracimy drogę, tracimy siebie, a potem zastanawiamy się, jak mogliśmy nie dostrzegać, tego co jest ważne – powiedział, patrząc na mnie z lekką nostalgią. – Ale może właśnie wtedy, gdy czujesz się zagubiona, zaczynasz dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałaś.

Patrzyłam na niego, nie do końca rozumiejąc, ale jednocześnie czułam, że to jest właśnie to, co dzieje się w moim życiu.

Może masz rację – odpowiedziałam cicho, wciąż czując, że coś się we mnie zmienia.

Szliśmy dalej, a góry wydawały się być bardziej otwarte, jakby czekały na nas.

Oczy miał pełne spokoju

Dotarliśmy do miejsca, gdzie szlak się rozdzielał. Po jednej stronie widniało wąskie, strome zbocze, a po drugiej – polana, z której można było zobaczyć dolinę w oddali. Michał zatrzymał się na chwilę, wpatrując się w widok, jakby szukał czegoś.

– To tu, czy jeszcze dalej? – zapytałam, czując zmęczenie, które zaczynało przeważać nad moim entuzjazmem. Czułam, jak wszystko wokół staje się bardziej intensywne – dźwięki lasu, zapach powietrza, a przede wszystkim obecność Michała.

– Jeszcze kawałek – odpowiedział, po czym wskazał na polanę. – Ale jeśli chcesz, możemy tam odpocząć chwilę.

Poczułam, jak moje ciało zaczyna domagać się przerwy, więc skinęłam głową. Usiadłam na jednym z kamieni, opierając się o drzewo. Michał usiadł obok mnie, nadal patrząc na horyzont.

– Wiesz, Judyta, czasami droga, którą wybieramy, prowadzi nas do rzeczy, których się nie spodziewaliśmy – powiedział cicho, jakby rozmawiał sam ze sobą. – Ale to nie znaczy, że nie warto nią podążać.

– A ty? – zapytałam, trochę z ciekawości, trochę z potrzeby zrozumienia. – Masz jakąś drogę, którą chcesz podążać?

Michał spojrzał na mnie, a jego oczy były pełne spokoju, jakby znał odpowiedź, którą ja wciąż musiałam odkryć.

Moja droga to góry – odpowiedział, uśmiechając się lekko. – Ale nie chodzi tylko o to, by dojść do celu. Chodzi o to, co się stanie po drodze.

– Może ta podróż to coś, czego muszę się nauczyć – powiedziałam, czując, jak te słowa nabierają sensu.

Poczułam, że to spotkanie miało wyjątkową wartość. Wydawało się, że to tylko wędrówka, ale dla mnie stała się czymś znacznie więcej.

Odnalazłam drogę do siebie

Dotarliśmy na szczyt o zmierzchu. Słońce powoli chowało się za górami, malując niebo na odcienie pomarańczy i purpury. Stałam obok Michała, wciąż czując lekki niepokój w sercu, ale także dziwne uczucie, które opanowało moje ciało. Na chwilę zapomniałam, że jeszcze kilka godzin temu byłam zupełnie zagubiona.

– I jak? – Michał zapytał, patrząc na mnie z lekkim uśmiechem. – Warto było?

Spojrzałam w dół, na dolinę, którą właśnie odkrywaliśmy. Wydawało mi się, że całe życie czekałam na ten moment. Czułam, jak coś się we mnie zmienia.

– Warto – odpowiedziałam szczerze. To była lekcja, której nie byłam świadoma, że muszę się nauczyć.

Michał patrzył na mnie uważnie, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale w końcu milczał. Może sam nie wiedział, jak wyjaśnić to, co było między nami, tę dziwną, niewypowiedzianą więź, która zrodziła się podczas tej wspólnej drogi. Zamknęłam oczy, czując chłodny wiatr na twarzy. Miał rację. To, co dzisiaj przeżyłam, zmieniło mnie na zawsze. Góry były tylko pretekstem. To było coś głębszego, coś, czego nie umiałam jeszcze zrozumieć.

– Dziękuję, że mi pomogłeś – powiedziałam, patrząc na niego.

Michał uśmiechnął się, ale nie odpowiedział. Po prostu stanął obok mnie, patrząc na zachodzące słońce, ale cisza między nami mówiła najwięcej. I wtedy zrozumiałam, że to, co znalazłam, było więcej niż tylko szlak. To była droga do samej siebie.

Judyta, 33 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel