Reklama

Jestem kobietą od powtarzania rzeczy, których nikt nie chce się naprawdę nauczyć. Korepetycje z hiszpańskiego – jeden na jeden, zazwyczaj z nastolatkami, którzy woleliby scrollować TikToka niż rozróżniać tryb subjuntivo od indicativo.

Lubię tę pracę

Wypisuję te same zdania, słucham tych samych wymówek i poprawiam te same błędy, tydzień po tygodniu. Znam ich wszystkich: leniwi, przestraszeni, znudzeni albo wyraźnie nieobecni. Każdy z nich liczy, że nauka obędzie się bez wysiłku. Ja natomiast liczę już tylko godziny do końca dnia.

Kiedy pojawił się Bartek, myślałam, że to pomyłka. Facet, lat trzydzieści pięć, zero znajomości języka, chce zacząć od podstaw. Zmarszczyłam brwi, bo nie pasował do żadnego schematu. Może chciał sobie coś udowodnić, może żona go wypchnęła z domu, może krył się za tym jakiś nieokreślony kryzys wieku średniego? Byłam przekonana, że po dwóch lekcjach odpuści, tak jak inni.

Przyszedł punktualnie, z nieobecnym uśmiechem. Przedstawił się krótko, usiadł i spojrzał na mnie tak, jakby chciał się czegoś dowiedzieć – niekoniecznie o języku. Zaczęliśmy od prostych zwrotów. „Mam na imię Bartek”, „Pochodzę z Warszawy”, „Mam trzydzieści pięć lat”. Powtarzał zaskakująco uważnie. Większość moich uczniów traktowała te formułki jak przykry obowiązek, on mówił je tak, jakby zaraz miał ich naprawdę użyć.

Był uważny

Przez pierwsze dwa tygodnie trzymał się ram. Robił notatki, zadawał pytania, nie próbował skracać drogi, ale czułam, że patrzy inaczej, nie jak uczeń na nauczycielkę, bardziej jak mężczyzna na kobietę. Któregoś dnia przygotowałam zestaw pytań do ćwiczeń: „Czym się interesujesz?”, „Masz rodzeństwo?”, „Jakiej muzyki słuchasz?”. Standardowe zadania na przećwiczenie nowych słówek. Zadałam pierwsze pytanie. Odpowiedział bez zawahania:

– Lubię patrzeć na ludzi, którzy nie boją się mówić prawdy.

Zignorowałam to. Przeszłam do kolejnego pytania. Po chwili dodał:

– Lubię tu przychodzić.

Podniosłam wzrok, ale nie skomentowałam. Wskazałam kolejne ćwiczenie, jakby nic się nie stało. Trzymałam się swoich zasad. To był tylko uczeń.

– Nie spodziewałem się, że nauka języka może być taka przyjemna – powiedział jeszcze.

Udawałam, że nie słyszę, ale słyszałam wszystko.

Nie panowałam nad tym

Po dziesiątej lekcji zaczęłam się gubić. Mówiłam sobie, że to tylko przyjazna atmosfera, po prostu dobrze nam się rozmawia. Przecież z niektórymi uczniami też czasem żartuję, przerywam dygresją, wychodzę z roli, ale z Bartkiem to było coś innego. On też to wiedział. Przestał już pytać, jak coś się pisze, a zaczął pytać, jak ja się mam. Coraz częściej lekcje kończyły się nie wtedy, gdy trzeba było, tylko wtedy, gdy w końcu któreś z nas przypomniało sobie o zegarku.

Wiedziałam, że powinnam to zatrzymać, ale nie potrafiłam. Jego obecność była jak wyłom w moim porządku. Lubiłam to i nienawidziłam tego jednocześnie. Pewnego popołudnia, tuż przed końcem lekcji, powiedział:

– Podobasz mi się bardziej, niż myślałem.

Nie zareagowałam. Serce mi przyspieszyło, ale twarz została spokojna. Zawahał się, jakby chciał się wycofać, ale już było za późno.

– Nie trzeba tłumaczyć – odpowiedziałam.

Nie wiedziałam, skąd we mnie taki ton – zimny, obojętny, jakby mnie to w ogóle nie poruszyło. A jednak poruszyło, i to mocno. Nie spałam tej nocy. Kręciłam się w łóżku, raz po raz wracając do jego słów i do tego, jak na niego patrzyłam. Nie jak na ucznia.

Nie zniechęcał się

Zaczęłam siebie pilnować, a potem znowu przestałam. Coraz częściej zamiast „do zobaczenia” mówił „chodźmy na kawę”. I szliśmy. W końcu nasze lekcje oficjalnie się skończyły. Bartek dokończył podręcznik, przerobiliśmy ostatni rozdział. Byłam dumna z jego postępów, choć coraz mniej chodziło mi o język.

Dwa dni później dostałam SMS-a: „Skoro nie będzie już lekcji, to może kolacja? Bez książek. Z winem?”. Siedziałam nad wiadomością jak nad zaproszeniem do innego życia. W końcu napisałam tylko: „O której?”.

Nie pamiętam, co zamówiłam. Pamiętam tylko, jak patrzył mi w oczy. Nie byłam zakochana, ale byłam gotowa zaryzykować. Po raz pierwszy od dawna czułam, że czegoś naprawdę chcę. Po kolacji odprowadził mnie pod sam blok. Powiedział, że nie chce się narzucać. A potem pocałował tak, jakby wiedział, że to nie będzie ostatni raz.

Zaangażowałam się

Związek z Bartkiem rozwijał się szybko i bezlitośnie. Przeszliśmy od kaw wypijanych po lekcjach do poranków spędzanych w jednym łóżku. Po mojemu – za szybko, ale dla niego w sam raz. Potrafił patrzeć na mnie z takim skupieniem, jakby nie widział nikogo innego.

Czasem naprawdę wierzyłam, że tak właśnie jest, ale potem przychodził dzień, kiedy milczał albo pytał: „Kto to?” po tym, jak odebrałam telefon od ucznia. Albo mówił: „Znowu masz lekcje? Cały dzień?”. Zazdrość wkradła się powoli, ukradkiem. Na początku nie chciałam tego nazywać, ale w końcu stało się oczywiste.

– To, że już mnie nie uczysz, nie znaczy, że możesz mnie ignorować – rzucił pewnego wieczoru.

– Nie ignoruję cię. Staram się pracować – odpowiedziałam.

Nie odpowiedział wtedy, po prostu wyszedł. Zapadła cisza na dwa dni. Nie wiedziałam, czy to koniec, czy gra, czy może właśnie powinnam się wycofać.

Coś się zmieniło

Czwartego dnia usłyszałam dzwonek. Otworzyłam drzwi. Stał tam, jakby nie minęła żadna minuta. Trzymał swój zeszyt do nauki hiszpańskiego.

– Nie nauczyłem się jednego czasownika – powiedział, patrząc mi prosto w oczy.

– Jakiego?

– „Zostać”? – odparł cicho. – Bo chcę zostać z tobą.

Patrzyłam na niego, jakby od tego zależało, czy to wszystko ma sens. Skinęłam głową, a potem przyciągnęłam go do siebie. Nie było już lekcji, było wszystko inne, nowe, prawdziwe. Wiem, że to nie będzie proste.

Nie mam żadnych gwarancji, ale mam coś, czego wcześniej nie miałam – świadomość, że miłość to nie scenariusz. Nie da się przewidzieć, nie da się zaplanować, nie da się nauczyć jej jak słówek z podręcznika. I nie wszystko trzeba tłumaczyć. Niektóre rzeczy po prostu się czuje.

Katarzyna, 33 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama