Reklama

Rodzinne imieniny babci Zofii to coroczny rytuał, który wszyscy traktują jak święto. Stoły uginają się od jedzenia, rozmowy mieszają się ze śmiechem, a dom pachnie smażoną cebulką i gotowanym ciastem. To właśnie jest coś, co sprawia, że ten dzień jest bardziej wyjątkowy niż wszystkie inne – pierogi babci Zosi. Nikt nie wie, jak to robi, ale jej ciasto jest idealnie miękkie, a farsz tak doprawiony, że człowiek od razu czuje ciepło dzieciństwa.

Reklama

Przy stole siedzą wszyscy – ciotki Teresa i Renata, wujek Marek, kuzyni, szwagrowie. Babcia, jak zwykle, zajmuje honorowe miejsce u szczytu stołu, spokojna, dumna i dostojna jak królowa na uczcie. Wszyscy jedzą, zachwycając się pierogami, ale w powietrzu czuć pewne napięcie. Dziś ma zapaść decyzja, na którą cała rodzina czekała od lat. Babcia ogłosi, kto przejmie jej legendarny przepis.

Właśnie wtedy babcia odkłada widelec i stuka łyżką w talerz. Rozmowy cichną, a wszyscy patrzą na nią z oczekiwaniem.

Rozpętało się piekło

Babcia uśmiechnęła się tajemniczo i powiodła wzrokiem po zgromadzonych. Wszyscy wstrzymali oddech. W powietrzu zawisło napięcie – czułam je nawet ja, choć nigdy nie miałam ambicji, by zostać spadkobierczynią jej kulinarnej schedy.

Nadszedł czas – powiedziała uroczyście babcia, składając dłonie na stole. – Ktoś musi przejąć przepis na pierogi.

Cisza. Każdy wiedział, że to nie jest byle jaka decyzja. To jak namaszczenie na królową kuchni. Naturalnym wyborem była moja ciecia, Teresa – świetna gospodyni, zaradna, skrupulatna, uosobienie rodzinnej tradycji. Jej placek drożdżowy zawsze wyrastał równiutko, a bigos gotowała przez trzy dni, jak Bóg przykazał.

W końcu babcia uroczyście oświadczyła:

– Przekażę przepis Renacie!

W pomieszczeniu rozległ się brzęk upuszczanego sztućca.

Słucham?! – Teresa aż się zaczerwieniła. – To jakiś żart, prawda?!

Renata, do tej pory spokojna, podniosła głowę z zaskoczeniem, jakby sama nie wierzyła w to, co usłyszała.

– Babciu, jesteś pewna? – zapytała ostrożnie.

– Tak – babcia skinęła głową. – Ty dostaniesz przepis.

Przez chwilę nikt się nie odezwał. Wujek Marek chrząknął, kuzyni spoglądali na siebie nerwowo. Teresa zacisnęła pięści.

To absurd! – rzuciła ostro. – Ja gotuję od lat, a Renata?! Ona nawet wody na makaron nie umie zagotować!

– Może babcia dostrzegła we mnie ukryty talent – odparła Renata, podnosząc podbródek.

I wtedy rozpętało się piekło.

Rodzina się podzieliła

Teresa poderwała się z krzesła tak gwałtownie, że przewróciła szklankę z kompotem. Wszyscy patrzyli na nią, jakby zaraz miała eksplodować.

To jest po prostu śmieszne! – krzyknęła, wskazując palcem na Renatę. – Ta kobieta? Przepis na pierogi?! Ona raz zrobiła barszcz i smakował jak woda po burakach!

– Teresa, uspokój się – powiedziała babcia spokojnym tonem, ale jej oczy mówiły coś innego.

– Nie, mamo, nie będę się uspokajać! – kontynuowała Teresa. – Poświęciłam całe życie, żeby podtrzymywać rodzinne tradycje! Uczyłam się od ciebie gotowania, pieczenia, kiszenia, wszystkiego! A ty dajesz to jej?!

Renata wzruszyła ramionami.

– No cóż, widocznie babcia uznała, że bardziej na to zasługuję.

– Ty?! – Teresa aż się zaśmiała gorzko. – Pamiętacie jej wigilijną rybę? Twarda jak podeszwa!

– A bigos na urodzinach wujka? – dodał Marek, który najwyraźniej uznał, że lepiej podsycać ogień niż gasić. – Smakował jak mydło!

Renata zmrużyła oczy.

– Przynajmniej nie jestem sfrustrowaną perfekcjonistką, która myśli, że kuchnia to centrum wszechświata – syknęła.

– A ty myślisz, że pierogi zrobią się same?! – Teresa aż drżała ze złości. – Pewnie zaraz zaczniesz wrzucać mrożone do wrzątku i udawać, że to rodzinny przepis!

Rodzina zaczęła się dzielić. Po jednej stronie Teresa i jej sprzymierzeńcy, po drugiej – Renata, która coraz bardziej cieszyła się z decyzji babci.

I wtedy wujek Marek mruknął:

– Może babcia po prostu chce zobaczyć, jak daleko się posuniemy w tej wojnie.

Zapanowała cisza. Babcia uśmiechała się lekko.

Konkurs na najlepsze pierogi

– Wojnie? – powtórzyła Teresa, patrząc na babcię podejrzliwie. – Co to ma znaczyć?

Babcia nie odpowiedziała. Nadal uśmiechała się delikatnie, jakby wcale nie dostrzegała, że jej decyzja rozbiła rodzinny spokój w drobny mak.

– Może rzeczywiście o to jej chodzi – mruknęła Renata, przekrzywiając głowę. – Może chce sprawdzić, jak bardzo będziesz się upokarzać, żeby dostać ten głupi przepis.

Głupi przepis?! – Teresa aż sapnęła. – Babciu, słyszysz?! Ona nawet nie docenia twojego dorobku!

– Oczywiście, że doceniam – odparła Renata, nie spuszczając wzroku z siostry. – Po prostu nie zamierzam się z nim obnosić jak ty.

Teresa sięgnęła po kieliszek wina i wypiła go jednym haustem.

– To nie koniec – zapowiedziała lodowatym tonem. – Nie pozwolę, żebyś zbezcześciła rodzinny przepis swoją nieudolnością.

Wujek Marek wtrącił się z typową dla siebie beztroską:

Może zrobimy konkurs? Teresa i Renata, każda przygotuje swoje pierogi, a my ocenimy, która zrobiła najbardziej podobne do babcinego przepisu.

Rodzina ożywiła się. Część przyklasnęła pomysłowi, inni wymieniali zaniepokojone spojrzenia. Teresa od razu się zgodziła.

– Świetnie! I zobaczymy, która z nas naprawdę zasługuje na ten przepis.

– Dobrze – Renata wzruszyła ramionami. – Jeśli to ma cię uspokoić, chętnie pokażę ci, jak się robi pierogi po mojemu.

Napięcie sięgnęło zenitu.

– Więc ustalone – wujek klasnął w dłonie. – Konkurs na najlepsze pierogi odbędzie się za tydzień!

Babcia w końcu się odezwała.

– Róbcie, co chcecie – powiedziała, sięgając po ostatniego pieroga. – Ale jestem ciekawa, czy wiecie, o co tak naprawdę walczycie.

Stół był polem bitwy

Tydzień minął jak w amoku. Teresa i Renata traktowały konkurs jak pojedynek na śmierć i życie. Każda z nich zamknęła się w kuchni, testując różne proporcje mąki, wody i jajek. Teresa kupiła nawet specjalną mąkę „prosto z młyna”, a Renata konsultowała się z internetowymi mistrzami pierogów.

W dniu konkursu stół w jadalni wyglądał jak pole bitwy. Po jednej stronie leżały pierogi Teresy – równiutkie, identyczne, jakby wycięte maszynowo. Po drugiej – pierogi Renaty, bardziej chaotyczne, ale kusząco złociste, tak jak u babci. Rodzina zebrała się, gotowa do degustacji.

– No to próbujemy – zarządził wujek Marek, zacierając ręce.

Pierwsze poszły pierogi Teresy. Były… doskonałe. Cienkie ciasto, idealnie doprawiony farsz. Wszyscy przytaknęli, mlaskając z uznaniem.

Potem spróbowaliśmy pierogów Renaty. Smakowały… inaczej. Dobrze, ale inaczej.

Coś jest nie tak – mruknęła kuzynka Kasia. – Farsz inny.

– A ciasto też jakieś… inne – dodał ktoś inny.

Renata wydawała się dziwnie spokojna. Teresa uśmiechnęła się triumfalnie.

– No i co? – rzuciła do siostry. – Przegrałaś.

Wtedy babcia, milcząca do tej pory, postukała łyżką o stół.

– Dajcie spokój. I tak nie dostaniecie przepisu.

Zapadła cisza.

– Mamo, przecież… – zaczęła Teresa, ale urwała.

Babcia podniosła się powoli.

– Dobrze słyszeliście – powiedziała spokojnie. – Nie ma przepisu.

Wujek Marek pierwszy zrozumiał.

– Chcesz powiedzieć, że…

Babcia uśmiechnęła się tajemniczo.

Nie ma przepisu

– Chcesz powiedzieć, że co? – dopytała Teresa, marszcząc brwi.

Babcia usiadła wygodnie i spojrzała na nas z rozbawieniem.

– Chcę powiedzieć – zaczęła powoli, delektując się każdą sylabą – że nie ma żadnego sekretnego przepisu.

Przez chwilę nikt się nie odezwał. Każdy patrzył na nią, jakby właśnie ogłosiła, że pierogi lepi kosmita z innej galaktyki.

Co? – Teresa niemal się zachłysnęła.

– No tak – babcia wzruszyła ramionami. – Od lat kupuję gotowe pierogi.

Ktoś upuścił widelec. Marek się zakrztusił.

– Żartujesz, prawda? – Renata spojrzała na nią niepewnie.

Babcia pokręciła głową.

– Wcale nie. Chciałam zobaczyć, czy rozumiecie prawdziwe znaczenie rodzinnej tradycji. I, cóż… zobaczyłam.

Zapanowała cisza. Teresa była blada jak ściana, Renata wyglądała na kompletnie zbitym z tropu.

– Więc po co to wszystko? – zapytała w końcu Teresa, jej głos drżał.

– Żebyście w końcu zobaczyły, że wasze wzajemne fochy nie mają sensu – babcia uśmiechnęła się lekko. – Może dzięki temu przypomnicie sobie, że jesteście siostrami.

Marek zaczął się śmiać pierwszy.

– A to ci numer! – parsknął. – Tyle hałasu o nic!

Powoli dołączyli do niego inni. Nawet Teresa, choć wciąż oszołomiona, zaczęła się nerwowo śmiać.

Renata spojrzała na nią z ukosa.

– No i co, siostrzyczko? Chyba remis.

Teresa prychnęła.

– Masz szczęście.

I wtedy obie się roześmiały.

Babcia wygrała

Rodzina powoli się uspokajała, choć atmosfera wciąż była gęsta od opadającego napięcia. Babcia siedziała zadowolona, patrząc, jak wszyscy próbują przetrawić jej wyznanie.

– No to co teraz? – zapytał Marek, nalewając sobie kolejny kieliszek kompotu.

– Teraz? – babcia uśmiechnęła się lekko. – Teraz sprzątacie po kolacji.

Nikt nawet nie protestował. Teresa i Renata, jeszcze niedawno gotowe rzucić się sobie do gardeł, teraz w milczeniu zbierały talerze ze stołu. Mimo że ich ruchy wciąż były spięte, dostrzegłam między nimi coś nowego – jakby wspólne porozumienie.

– Babciu, a co jeśli ktoś kiedyś naprawdę będzie chciał zrobić twoje pierogi? – zapytałam, podchodząc do niej.

Babcia spojrzała na mnie i uśmiechnęła się tajemniczo.

– Wtedy wystarczy, że włoży w nie trochę serca – powiedziała. – I doda to, co akurat ma pod ręką.

Popatrzyłam na nią i nagle wszystko stało się jasne. To nie przepis był sekretem, tylko to, jak bardzo wszyscy go pragnęli.

Gdy Teresa i Renata razem myły naczynia, a Marek nadal podjudzał kuzynów do dyskusji o „pierogowym spisku”, zdałam sobie sprawę, że babcia wygrała. Nie chodziło o to, kto dostanie przepis, ale o to, żebyśmy znów byli rodziną – choćby na jeden wieczór w roku. I żeby siostry zobaczyły, że ich ciągła rywalizacja jest bezcelowa.

A może… o to w tym wszystkim chodziło od zawsze.

Reklama

Martyna, 23 lata

Reklama
Reklama
Reklama