„Zmarnowałam 50 lat czekając na faceta, który wodził mnie za nos. Starość moglibyśmy spędzić razem, ale brak mu odwagi”
„A więc teraz nie rodzice, nie dzieci i nie żona stanęły na drodze naszemu szczęściu, ale wnuki. A co będzie dalej? – pomyślałam z goryczą, uświadamiając sobie, że Karol zawsze znajdzie jakiś pretekst. Ale dlaczego w takim razie nigdy nie pozwolił mi odejść?”.

- Monika, 65 lat
Oszalałam na jego punkcie
Podobno zakochani czasu nie liczą. I chyba coś w tym jest, bo zastanawiam się, kiedy właściwie minęło pięćdziesiąt lat, odkąd zakochałam się w Karolu. Pięćdziesiąt lat... Pół wieku… Gdybyśmy byli małżeństwem, to obchodzilibyśmy właśnie złote gody. Ale, oczywiście, nie jesteśmy. Tylko że ja pozostałam mu wierna przez cały ten czas, ale kogo to dzisiaj obchodzi…? Nikogo, nawet nie Karola.
Czasami przypominam sobie, jacy wtedy byliśmy młodzi i niewinni, kiedy się poznaliśmy. Licealiści, którzy pewnej nocy wylądowali razem w jednym łóżku. To było na szkolnej wycieczce. Nasi koledzy wpadli na pomysł, abyśmy późno w nocy oglądali wszyscy horror. Oczywiście, nie mogliśmy potem zasnąć i kiedy w pokoju zgasło światło, słyszałam, jak koledzy przewracają się niespokojnie na łóżkach. Dwóm z nich jednak udało się zasnąć, ale nie Karolowi, który po jakimś czasie zapytał mnie szeptem, czy bym do niego nie przyszła.
Wśliznęłam się pod jego kołdrę i do dzisiaj pamiętam, że owładnęło mną wtedy uczucie dziwnej słodyczy. Nie przytuliłam go, nawet nie dotknęłam, ale przez pół nocy nie spałam, wsłuchując się w jego równomierny oddech. Kiedy rano Karol się obudził, spojrzał mi głęboko w oczy i wyszeptał:
– Dzięki…
A ja poczułam wtedy, że jestem w nim zakochana. Na wieki.
To była nastoletnia miłość
Kiedy uświadomiłam sobie, że Karol stał się całym moim światem, zaczęłam zabiegać o to, aby być blisko niego. Dla innych osób w klasie wyglądało to tak, jakbyśmy się przyjaźniły. Ale my wiedzieliśmy, że chodzi o coś więcej. Karol nie oponował, kiedy pocałowałam go po raz pierwszy. On pozwalał się kochać. Wszystkie najpiękniejsze zmysłowe doznania zawdzięczam właśnie jemu. Byliśmy ze sobą tak blisko, jak tylko może być blisko kobieta z mężczyzną.
Mimo młodego wieku snuliśmy plany na przyszłość… Marzyliśmy o tym, aby wyjechać na studia, mieć jeden pokój w akademiku, za którego drzwiami bylibyśmy bezpieczni. Ale tak się nie stało. Poszliśmy bowiem na dwie różne uczelnie, wylądowaliśmy w oddalonych od siebie akademikach i nie mieliśmy już gdzie się spotykać…
Nadal jednak kochałam Karola do szaleństwa i starałam się spędzać z nim każdą wolną chwilę. Nie wiem, jak mogłam nie zauważyć, że zaczyna się ode mnie oddalać. Coraz rzadziej się ze mną spotykał, tłumaczył, że jest zmęczony nauką. Aż w końcu okazało się, że Karol ma dziewczynę. Mało tego, ona była z nim w ciąży!
Cios w serce
Kiedy dowiedziałam się o jej zdradzie, byłam na skraju załamania, ale… Karol przeszedł do mnie i zapewnił, że nadal mnie kocha.
– Chciałam tylko spróbować, jak to jest z kimś innym – tłumaczył. – A poza tym chciałem mieć dziecko, w przeciwieństwie do Ciebie. Ale zobaczysz, coś wymyślę i będziemy razem.
W Stanach szalały dzieci-kwiaty, ale w Polsce nadal obowiązywała szara rzeczywistość. Rodzice Karola nie mogli znieść tego, że ich syn będzie miał nieślubne dziecko i nalegali na wesele.
– Będziemy razem, już niedługo – obiecywał mi mój ukochany.
– Kiedy? – chciałam znać datę.
– Niedługo! – padało sakramentalne stwierdzenie bez żadnych konkretów.
Kiedy urodziła się Ewa, usłyszałam, że na razie Karol musi zostać z żoną.
– Dla dobra dziecka, przecież córka musi mieć ojca!
Szalałam z rozpaczy i przeklinałam tę małą dziewczynkę. Dużo bym dała, żeby nigdy się nie urodziła, chociaż na swój sposób jednak ją kochałam. Tak bardzo przecież przypominała swojego ojca.
Liczyłam na to, że w końcu ze mną będzie
Kiedy Ewunia miała pięć lat, Karol zaczął przebąkiwać coś o rozwodzie. Złapałam się tej nadziei jak tonący brzytwy. Nie wystarczyły mi te krótkie chwile kradzione jego żonie. Czasami nocował u mnie pod pretekstem „męskich wieczorów”. Dzwonił wtedy do Marty:
– Wypiłam trochę u Piotra i nie chcę prowadzić w takim stanie. Pojadę od niego rano prosto do pracy. Poradzisz sobie?
Oczywiście, żona nigdy nie podejrzewała zdrady. Nie sprawdzała, czy ten kolega z pracy naprawdę istnieje. Nie miała pojęcia, że śpimy w jednym łóżku. Zaczęłam naciskać na Karola, żeby jednak wystąpił o rozwód. I kiedy byłam już pewna, że się zdecyduje na takie rozwiązanie…
– Marta jest w drugiej ciąży – oświadczył.
Pamiętam, że wtedy po raz pierwszy nawrzeszczałam na Karola i przysięgłam sobie, że już nie będę się z nim spotykać. Wytrzymałam trzy miesiące. Wróciłam, bo do mnie zadzwonił.
– Potrzebuję Cię – usłyszałam. – Zobaczysz, kiedyś będziemy razem.
Zwodził mnie tak przez lata
Mijały lata, a ja w żaden sposób nie ułożyłam sobie życia. Małżeństwo nie wchodziło w grę, bo nie cierpiałam innych facetów. W moim sercu niepodzielnie królował Karol.
– Kiedy dzieci będą dorosłe, to zamieszkamy razem – obiecywał.
Ale gdy najpierw Ewa, a potem Kacper wyprowadzili się z domu, niespodziewanie zachorowała Marta.
– No, przecież jej teraz nie porzucę! – mówił mój ukochany.
Wtedy sądziłam, że uważał pielęgnowanie Marty za swój obowiązek. Dzisiaj myślę, że jednak zwyczajnie bał się odejść od niego do mnie. Bo kiedy w końcu Marty zabrakło, także tego nie zrobił. Najpierw musiał wspierać dzieci tak, jak on pogrążone w żałobie, potem uporządkować jej rzeczy, a potem...
– Monika, ty nic nie rozumiesz, bo nie masz rodziny. Ale ja muszę zadbać o swoje wnuki. Co by powiedziały, gdyby ich dziadek nagle zamieszkał z obcą kobietą? – usłyszałam jeszcze jedną wymówkę.
„A więc teraz nie rodzice, nie dzieci i nie żona stanęły na drodze naszemu szczęściu, ale wnuki. A co będzie dalej?” – pomyślałam z goryczą, uświadamiając sobie, że Karol zawsze znajdzie jakiś pretekst. Ale dlaczego w takim razie nigdy nie pozwolił mi odejść?
Karol jest moim najpiękniejszym wspomnieniem, Może i nasza miłość nie była spełniona, ale wiem, że wielu ludzi dałoby wiele, aby przeżyć coś podobnego jak my. Dlatego mimo wszystko nie żałuję... Zrozumiałam, że to, o czym marzę przez całe życie, nigdy nie nastąpi...