„Zmieniałem kobiety jak rękawiczki i nie chciałem iść do ołtarza. Zbyt późno pojąłem, że ta którą kocham, jest tuż obok”
„Zadzwoniłem i zapytałem, czy jest u siebie. Odpowiedziała, że tak. Pojechałem tam niemal unosząc się nad ziemią. Chciałem przeprosić za milczenie, za czas, którego potrzebowałem, by zrozumieć własne emocje. Po drodze kupiłem ogromny bukiet i w myślach układałem zdania, które miały ją przekonać”.

- listy do redakcji
Przez lata krążyłem od jednej relacji do drugiej, nie zauważając, że prawdziwe uczucie stało tuż przy mnie. Gdy w końcu to pojąłem, było już nieodwracalnie za późno. Siedziałem u przyjaciółki i robiłem bilans swojego uczuciowego życia, a ona słuchała w ciszy, bez ocen.
– To moja ostatnia próba – powiedziałem, popijając herbatę. Ona sączyła jakiś napój z bąbelkami, który pachniał jak guma balonowa. Dwójka jej dzieci spała obok.
– Jeśli się nie uda, przestaję szukać. Koniec z tym.
Byłem wyczerpany kolejnymi rozpadami moich związków. Każda relacja kończyła się podobnie – coś pękało i cała konstrukcja waliła się jak domek z kart.
– Czemu miałoby ci się nie udać? – uśmiechnęła się Magda. – Lena jest piękna, zakochana w tobie bez pamięci, a ty aż miękniesz, gdy o niej mówisz. Będzie dobrze.
– Sam nie wiem… mam sporo wątpliwości.
Zawsze powtarzałem sobie, że jeszcze zdążę. Że nie ma pośpiechu, że prawdziwe decyzje podejmuje się wtedy, gdy wszystko jest jasne i poukładane. Problem w tym, że w uczuciach nigdy nic nie jest do końca klarowne. Każda relacja zaczynała się od nadziei, a kończyła na rozczarowaniu, które tłumaczyłem sobie niedopasowaniem, złym momentem albo zwyczajnym pechem. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że to ja uciekam, gdy robi się zbyt realnie. Łatwiej było zaczynać od nowa niż zostać i zmierzyć się z odpowiedzialnością za cudze emocje i własne wybory.
Tylko Magda mnie rozumiała
Lena była ode mnie piętnaście lat młodsza. Świeżo po studiach, pełna energii i planów. Dzięki niej sam czułem przypływ życia. Uwielbiałem ją, ale wiedziałem, że różnica wieku z czasem może ciążyć. Dziś to drobiazg, lecz za kilka lat? Za dekadę ona nadal młoda, ja blisko pięćdziesiątki. Ta wizja mnie przytłaczała, a jednak mimo to chciałem spróbować.
– Innej drogi nie ma – Magda poklepała mnie po ramieniu. – Albo wchodzicie w to na serio, albo nigdy się nie dowiesz. Tylko nie traktuj tego jak ostatniej deski ratunku.
Z Magdą mogłem rozmawiać o wszystkim. Znaliśmy się od początku studiów, mieliśmy nawet krótki epizod po obronie. Do dziś uważałem, że nikt nie rozumiał mnie tak jak ona. Tyle że wtedy uciekłem. Przerażała mnie wizja życia podobnego do moich rodziców, czyli wieczne sprzeczki, miłość wymieszana z goryczą. Magda szybko związała się z naszym kolegą z roku. Teraz samotnie wychowywała dwójkę dzieci. Paweł odszedł, gdy urodziła się druga córka, twierdząc, że rodzina go ogranicza. Ja miałem opinię wiecznego chłopca, ale przynajmniej nikogo nie oszukiwałem.
Magda była jedyną kobietą, która zawsze chciała mnie znać. Pomagałem jej, jak umiałem. Czasem myślałem o powrocie do czegoś więcej, ale powstrzymywały mnie jej dzieci. Nie umiałem sobie tego poukładać. Została przyjaźń, a ja związałem się z Leną. Wprowadziliśmy się do wspólnego mieszkania. Malowaliśmy ściany, kupowałem meble, dostosowywałem mieszkanie do nas dwojga. Jej ubrania zdawały się mnożyć, ale nie narzekałem. Była piękna. Niestety bywało też ostro. Oboje mieliśmy wybuchowe charaktery. Kłótnie kończyły się więc namiętnymi pojednaniami. Starałem się ustępować, choć czasem czułem się jak dorosły tłumaczący coś dziecku. Wciąż jednak pamiętałem słowa Magdy, żeby działać powoli, krok po kroku.
Z Leną było inaczej niż z poprzednimi kobietami. Przy niej czułem się młodszy, lżejszy, jakby część moich porażek nagle straciła znaczenie. Jednocześnie coraz częściej łapałem się na tym, że milczę tam, gdzie powinienem mówić, i ustępuję, choć w środku narastał we mnie sprzeciw. Bałem się, że jeśli pokażę wątpliwości, wszystko się rozsypie. Zamiast budować coś trwałego, skupiałem się na gaszeniu kolejnych konfliktów. Ta miłość zaczęła przypominać balansowanie na cienkiej linie. Niby jeszcze trwałem, ale każdy krok mógł skończyć się upadkiem.
Nie byłem gotów na ślub
Lena oczarowała moją rodzinę. Nawet ojciec, zwykle sceptyczny, tym razem promieniał. Wszyscy powtarzali, że wreszcie się ustatkuję. Jedynym problemem była jej chorobliwa zazdrość o Magdę. Magda, rozumiejąc sytuację, sama się odsunęła. Przestaliśmy się widywać, prawie nie pisaliśmy. Zrobiła to dla mnie, bez pretensji.
Brakowało mi jej, ale w domu czekała kochająca partnerka. Ceną spokoju było zerwanie wieloletniej przyjaźni. Za to pojawił się nowy temat, czyli ślub. Wszędzie wesela, wszędzie pytania „A kiedy wy?”. Presja rosła, a ja nie byłem gotów. Nie minął nawet rok od naszego poznania. Koledzy radzili po swojemu, głównie wylewając żale na własne życie. Miałem ochotę zadzwonić do Magdy, bo zawsze potrafiła mnie wysłuchać. Ale obiecałem Lenie, że nie będę się z nią kontaktował. Postanowiłem radzić sobie sam. Z czasem coraz częściej czułem, że mam obok siebie nie partnerkę, a dziewczynę marzącą głównie o sukni i weselu, bez realnych planów na przyszłość.
1 zdjęcie zmieniło wszystko
Znajomy wysłał mi fotografię. Lena całowała się na niej z innym mężczyzną, wyraźnie młodszym ode mnie. Gdy wróciła do domu, pokazałem jej zdjęcie. Zalała się łzami. Twierdziła, że to był tylko błąd, że już definitywnie zakończony. Szybko jednak wyszło na jaw, że kłamała.
– Zerwałem kontakt z Magdą przez twoją zazdrość – powiedziałem cicho. – A to ty mnie zdradziłaś. To koniec. Nie ma sensu tego dłużej ciągnąć.
Poprosiłem, by się wyprowadziła. Zdrady nie potrafiłem i nie chciałem wybaczyć. A jednocześnie, gdy zamknęły się za nią drzwi, poczułem ulgę. Po rozstaniu w mieszkaniu zapanowała cisza, której wcześniej nie znałem. Nie była to jednak cisza uspokajająca, lecz taka, która zmusza do myślenia. Każdy przedmiot przypominał mi o decyzjach, które odkładałem, i słowach, których nie wypowiedziałem na czas. Zrozumiałem wtedy, że największe straty nie biorą się z gwałtownych katastrof, ale z drobnych zaniechań. Zbyt długiego milczenia. Z czekania, aż ktoś domyśli się tego, co powinniśmy powiedzieć wprost. Najbardziej boli świadomość, że niektórych drzwi nie da się już otworzyć ponownie.
Teraz mogłem zadzwonić do Magdy. Sama ta myśl działała na mnie kojąco. Kiedy wróciłem do pustego mieszkania, zrozumiałem coś jeszcze, że od miesięcy chciałem jej powiedzieć, że znaczy dla mnie więcej niż przyjaciółka. Przestało mi przeszkadzać, że ma dzieci i przeszłość. Lubiłem je przecież od dawna. Pojąłem, że to ona była moją prawdziwą szansą. Potrzebowałem spokoju, który czułem tylko przy niej. Nie fajerwerków, lecz codziennej radości. Zadzwoniłem. Była w domu. Pojechałem do niej natychmiast. Chciałem przeprosić, wyznać wszystko. Kupiłem kwiaty. Otworzyła drzwi. Zmieniła fryzurę, miała jasną sukienkę. Patrzyłem w jej brązowe oczy.
Coś we mnie zgasło na zawsze
– Magda, przepraszam… – podałem jej kwiaty. – To ciebie kochałem cały czas. Dopiero to zrozumiałem.
Chciałem ją przytulić, ale położyła mi dłoń na piersi.
– Marek… ja już z kimś jestem.
Zamarłem. Była zaskoczona, niemal przestraszona. Po półtora roku ciszy nie spodziewała się takiego wyznania. Zadzwoniła później. Powiedziała, że długo czekała, aż ją zauważę. Gdy wybrałem Lenę, postanowiła przestać czekać. Dała szansę Piotrowi. Zamieszkali razem, dzieci go pokochały. Zrozumiałem, że zawsze przychodziłem za późno. Straciłem to, co najcenniejsze. Szukałem nie wiadomo czego, mając tak skarb tuż obok.
Nie chcę już nikogo szukać. Widzę współczujące spojrzenia rodziny, ale ucinam wszelkie próby swatania. Magda jest szczęśliwa, ma teraz czworo dzieci. Życzę jej dobrze, choć boli mnie wciąż myśl, że mogłem być częścią tego życia. Spóźniłem się i coś we mnie zgasło. Potrafię żyć sam. Może to egzystencja bez wielkich uniesień, ale też bez kolejnych rozczarowań.
Marek, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Moje wnuki zapomniały o Dniu Dziadka. Nie chciałem się skarżyć, więc udawałem chojraka, choć serce pękało z żalu”
- „Zdradziłem żonę, bo przez lata traktowała mnie jak stary mebel. To jej wina, w końcu musiałem sam o siebie zadbać”
- „Synek zrobił laurkę z okazji Dnia Babci. Teściowa się skrzywiła i powiedziała, że pewnie wygrzebał ją ze śmieci”