Od dłuższego czasu nie byłam na prawdziwej randce. Po czterdziestce samotność zaczęła mi trochę doskwierać, a wieczory z książką czy serialem, choć przyjemne, przestały wystarczać. Kiedy koleżanka z pracy wspomniała o Janku, wolnym, atrakcyjnym znajomym swojego męża, początkowo podeszłam do tego z rezerwą.
WIDEO…
Spotkałam się z nim
Jednak po kilku wymianach wiadomości na messengerze poczułam, że to może być strzał w dziesiątkę. Janek pisał z polotem, miał poczucie humoru i wydawał się naprawdę mądrym, ciepłym facetem. Umówiliśmy się na niedzielne popołudnie.
– Może pospacerujemy nad rzeką? – zaproponował. – Zapowiada się piękna pogoda, a ja znam tam urokliwą kawiarnię z pyszną szarlotką.
Brzmiało idealnie. Wyobrażałam sobie leniwe popołudnie, lekkie rozmowy, delikatny flirt i może… obietnicę czegoś więcej? Wybrałam jasną sukienkę, nałożyłam delikatny makijaż. Czułam się świeżo i kobieco. Kiedy spotkaliśmy się na deptaku, Janek uśmiechnął się szeroko. Był wysoki, zadbany, z lekką siwizną na skroniach. Zrobił na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie.
– Wyglądasz uroczo – powiedział, podając mi dłoń na powitanie.
– Dziękuję, ty też prezentujesz się świetnie – odpowiedziałam, czując lekkie, przyjemne napięcie.
Ruszył wzdłuż bulwaru, a ja tuż obok niego. Słońce przyjemnie grzało, a rzeka leniwie płynęła. Przez pierwszych piętnaście minut rozmowa toczyła się swobodnie. Rozmawialiśmy o pracy, o moich niedawnych wakacjach na południu Włoch, o jego zamiłowaniu do fotografii. Wydawało się, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.
Byłam zauroczona
Przechodziliśmy obok nowoczesnego apartamentowca ze szklanymi balkonami. Janek nagle się zatrzymał i spojrzał na budynek z wyraźną niechęcią.
– Moja była żona mieszka w podobnym bloku – rzucił nagle, a jego głos stracił wcześniejszą lekkość. – Wiesz, kupiliśmy to mieszkanie razem. A właściwie to ja spłacałem większość kredytu. Ale oczywiście, kiedy przyszło co do czego, to ona została z apartamentem, a ja muszę wynajmować.
Zaskoczył mnie ten nagły zwrot akcji. Zazwyczaj na pierwszej randce unika się tak ciężkich tematów.
– Rozwody rzadko bywają sprawiedliwe – odpowiedziałam ostrożnie, próbując zmienić temat. – Ale patrz, jak pięknie tam po drugiej stronie kwitną drzewa.
– Tak, tak – przytaknął, ale jego wzrok wciąż tkwił w szklanej fasadzie. – Ale zrozum, ona po prostu mnie wykorzystała. Zabrała mi nie tylko mieszkanie, ale też większość oszczędności. Jej prawnik był bezwzględny. A ona udawała ofiarę.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc tylko pokiwałam głową. Spodziewałam się, że to krótka uwaga i zaraz wrócimy do przyjemniejszych rozmów. Niestety, to był dopiero początek.
Zrobiło mi się nieswojo
Przez kolejne pół godziny spaceru dowiedziałam się wszystkiego o małżeństwie Janka. O tym, że jego żona nie potrafiła gotować, że ignorowała jego potrzeby, że wydawała pieniądze na drogie torebki, podczas gdy on odkładał na nowy samochód.
– I wiesz, co jest najgorsze? – pytał, gestykulując żywo. – Że ona teraz udaje przed naszymi wspólnymi znajomymi, że to wszystko moja wina. Że niby ja byłem oziębły. A przecież ja po prostu dużo pracowałem, żeby utrzymać ten jej standard życia!
Próbowałam wtrącać pojedyncze słowa, rzucać uśmiechy pełne zrozumienia, ale on nawet nie czekał na moją reakcję. Był całkowicie pochłonięty swoim monologiem. Czułam, jak moja energia spada. Moja piękna sukienka i staranny makijaż wydawały się teraz zupełnie nie na miejscu. Nie byłam na randce z potencjalnym partnerem.
Byłam widownią w teatrze jednego aktora, a sztuka nosiła tytuł „Zła była zona i biedny Janek”. Dotarliśmy w końcu do obiecanej kawiarni. Miałam cichą nadzieję, że zmiana otoczenia, kawa i szarlotka przełamią ten fatalny nastrój.
Wpadł w monolog
– Dwa razy espresso i dwa kawałki szarlotki – zamówił Janek, po czym usiedliśmy przy stoliku na zewnątrz.
– Bardzo tu przyjemnie – powiedziałam, zmuszając się do uśmiechu. – Lubię takie miejsca. Często tu bywasz?
– Tak, kiedyś tu przychodziliśmy – odparł z westchnieniem. – Ale moja żona zawsze narzekała, że kawa za słaba, a ciasto za słodkie. Nic jej nie pasowało. Zawsze musiała znaleźć powód do narzekania.
Z trudem powstrzymałam przewrócenie oczami. Znowu ona. Przez kolejną godzinę, popijając kawę, słuchałam o podziale majątku, o sporach o samochód, o tym, że teściowa zawsze faworyzowała swoją córkę i o tym, że Janek czuje się oszukany przez los i system prawny.
– Rozumiesz mnie, prawda? – zapytał w końcu, patrząc na mnie wzrokiem pełnym oczekiwania. – Przecież to jest niesprawiedliwe. Tyle lat jej poświęciłem, a ona potraktowała mnie jak bankomat.
Powiedziałam mu prawdę
Spojrzałam na niego. Był przystojny, owszem, ale w jego oczach widziałam tylko gniew, żal i głębokie poczucie krzywdy. Zdałam sobie sprawę, że on wcale nie szuka nowej partnerki. On szukał kogoś, kto go wysłucha, kto przyzna mu rację, kto pogłaszcze po głowie i powie, że jest ofiarą złej kobiety. Byłam po prostu darmowym terapeutą, kolejnym uchem do wysłuchania tej samej zgranej płyty.
– Rozumiem, że to musiało być dla ciebie trudne doświadczenie. Rozwód to zawsze ogromny stres i strata.
– Właśnie! – przerwał mi z entuzjazmem, jakby znalazł bratnią duszę. – Ty to rozumiesz. A ona twierdzi, że ja jestem mściwy!
– Ale wiesz… – kontynuowałam. – Jesteśmy na randce. Przyszliśmy tu, żeby się poznać, miło spędzić czas. A od dwóch godzin rozmawiamy tylko o twojej byłej żonie i waszym rozwodzie.
Janek jakby wybudził się z transu. Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
– Przecież to ważne rzeczy. Musisz wiedzieć, przez co przeszedłem, żeby zrozumieć, kim jestem.
– Rozumiem, że przeszłość kształtuje nas wszystkich – odpowiedziałam. – Ale mam wrażenie, że ty wcale jeszcze z nią nie skończyłeś. Że wciąż tam jesteś, w tym konflikcie z żoną. I nie ma tam miejsca na nikogo nowego.
Poczuł się urażony
Zapadła niezręczna cisza. Janek patrzył na mnie, a jego rysy stwardniały. Zrozumiałam, że uraziłam jego dumę. Nie chciał usłyszeć prawdy, chciał tylko potwierdzenia swojej wersji wydarzeń.
– Chyba nie potrafisz być empatyczna – stwierdził chłodno, odsuwając od siebie talerzyk z niedojedzoną szarlotką. – Myślałem, że jesteś inna. Że potrafisz zrozumieć krzywdę drugiego człowieka.
Nie miałam siły się bronić. Nie zamierzałam udowadniać mu, że potrafię być empatyczna, bo nie po to tu przyszłam.
– Myślę, że powinniśmy już skończyć – powiedziałam, wyciągając z torebki portfel, żeby zapłacić za swoją część.
– Nie, ja zapłacę – powiedział sztywno. – Przynajmniej będziesz miała jedną miłą rzecz z tego spotkania.
Kiedy dotarliśmy do mojego auta, Janek tylko skinął głową.
– Cześć – rzucił sucho i odwrócił się na pięcie, odchodząc szybkim krokiem.
– Cześć – odpowiedziałam do jego pleców.
Wsiadłam do samochodu i opadłam na fotel. Czułam się zmęczona, jakbym przez ostatnie godziny przerzucała węgiel. Wyjrzałam przez szybę, patrząc na rzekę, nad którą miałam spędzić romantyczne popołudnie. Zamiast motyli w brzuchu miałam tylko ciężar cudzych problemów i świadomość, że kolejny wieczór spędzę sama. Ale może to i lepiej.
Marta, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Bratowa błagała, żebym zabrała ją na urlop do Dubrownika, więc zmiękło mi serce. Już 1 dnia wyciągnęła stare brudy”
- „Znajoma z sanatorium godzinami opowiadała mi o swoim żonatym ukochanym. Gdy pokazała mi jego zdjęcie, aż mnie zatkało”
- „Utknęłam na odludziu, a błoto zniszczyło moje szpilki. Nie przypuszczałam, że noc w szczerym polu otworzy mi oczy”



























