Reklama

Pracuję w IT, głównie zdalnie. Spędzam całe dnie w tym samym pokoju, przy tym samym biurku, ubrany w ten sam wyciągnięty dres. Marta mówi, że tak jest wygodniej – mniej prania, mniej stresu. Może i tak. Ale czasem mam wrażenie, że przestałem być mężem, a stałem się elementem wyposażenia mieszkania. Dostawcą pieniędzy.

Z Martą jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat. Na początku dzieliliśmy się obowiązkami. Ja ogarniałem bardziej dom, ona – finanse. Sama zaproponowała, że przejmie budżet. „Ty pracuj i się nie martw” – powtarzała, a ja jej ufałem. Co miesiąc przelewałem ustaloną kwotę. Reszta mnie nie obchodziła. Aż do wczoraj.

Zrobiło mi się głupio przy kasie. Odrzucono mi kartę – pierwszy raz w życiu. Kilkanaście złotych za bułki i mleko. Próbowałem się śmiać, ale w środku coś mi zamarło. Wieczorem przy kolacji zapytałem Martę, czy wszystko gra z kontem. Zbyła mnie szybko, jakbym pytał o pogodę: „Coś się musiało zawiesić, ja dziś płaciłam i działało”.

Niby nic, ale ta chwila ciszy… ta sekunda, zanim odpowiedziała. Coś było nie tak. Tylko jeszcze nie wiedziałem co.

Żona coś ukrywała

Kolejny dzień, kolejna nieprzyjemna niespodzianka. Dostałem SMS-a z banku: „Uwaga! Limit miesięczny na koncie został przekroczony. Saldo: -382,60 zł.” Przez chwilę wpatrywałem się w ekran, jakby miał mi sam wszystko wyjaśnić. Przecież zrobiłem przelew na życie jak co miesiąc.

Wróciłem do domu z duszą na ramieniu. Marta siedziała na kanapie z laptopem na kolanach i oglądała jakieś meble. Czułem, jak we mnie wszystko pulsuje.

– Marta, co się dzieje z kontem? – zapytałem z progu. – Wczoraj karta, dziś minus trzysta osiemdziesiąt?!

Spojrzała na mnie, jakbym pytał, gdzie się podział mój długopis.

Przecież mówiłam, że to jakiś błąd. Zresztą zaraz wszystko ogarnę.

– Może powinnaś w końcu powiedzieć, że jesteśmy na minusie, a nie udajesz, że wszystko gra! – wybuchłem. Głos mi się załamał na końcówce. I nagle zapadła cisza.

Marta nie zareagowała. Nie broniła się. Nie odpyskowała. Po prostu wpatrywała się gdzieś w bok. Bez słowa. Jakby wiedziała, że nie ma już sensu kłamać.

Zamarłem. Gdyby to była głupia pomyłka, walczyłaby jak lwica. A ona… po prostu siedziała. Z rękami w kolanach i wzrokiem wbitym w dywan.

– Marta, co jest? – powiedziałem ciszej.

Dalej nic. I wtedy dotarło do mnie, że coś przede mną ukrywa. Coś poważniejszego niż zapomniany rachunek. I że to nie zaczęło się wczoraj. Po prostu byłem zbyt ślepy, żeby to zauważyć.

Odkryłam sekret żony

Nie spałem prawie całą noc. Przewracałem się z boku na bok, patrząc w sufit, a Marta leżała obok jak kamień. Bez słowa. Bez dotyku. Bez wyjaśnienia. Rano, zanim wyszła do pracy, rzuciła tylko:

– Później pogadamy.

Ale ja nie chciałem już „później”. Miałem dość czekania. Kiedy wyszła, usiadłem przy komputerze. Zalogowałem się na nasze wspólne konto. Zawsze miałem do niego dostęp, ale jakoś… nigdy nie zaglądałem. Po co, skoro ona wszystko „ogarnia”? Ale teraz... teraz musiałem wiedzieć.

Zamarłem. Kilkadziesiąt transakcji. Zakupy w sieciówkach, perfumerie, raty w kilku sklepach. Jakieś dziwne płatności. Kiedy wróciła, już czekałem. Komputer otwarty. Ekran z historią transakcji. Spojrzała na niego i od razu wiedziała, że koniec gry.

Co to wszystko ma znaczyć? – zapytałem cicho, choć krew we mnie wrzała.

– To... nie wszystko jest moje – zaczęła. – Część to rzeczy dla nas, dla domu...

– Marta, tu są zakupy za dwa tysiące w styczniu. Perfumy za sześć stów. Przecież ja ci kupiłem perfumy na rocznicę!

Milczała.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś?

– Bo i tak byś nie zrozumiał – odpowiedziała. Twardo. Jakby to miało mnie zamknąć.

– A ty mnie w ogóle próbowałaś w to wtajemniczyć? Nie da się być odpowiedzialnym, jeśli nie wiem, co się dzieje!

– Wolałam cię nie stresować. Wiedziałam, że się wściekniesz.

Wściekłość? Nie. To nie to czułem. Czułem... że jestem nikim. Że moje zaufanie było nic niewarte. I że nasze małżeństwo już nie stoi na wspólnym fundamencie.

Tego się nie spodziewałem

Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby podsłuchiwać. Marta rozmawiała z Karoliną na głośnomówiącym. Kiedy usłyszałem pierwsze zdanie, po prostu zamarłem.

Nie mogę mu powiedzieć o kredycie, bo się zdenerwuje… A to był tylko jeden głupi błąd.

Zamarłem. Wstrzymałem oddech. Karolina coś odpowiedziała, ale nie dosłyszałem. Bo mi już dudniło w uszach.

– To miał być remont kuchni. Ale potem doszły raty, i jeszcze ta lodówka, no i przecież dzieci znajomych miały urodziny... Tomek nie musiał o wszystkim wiedzieć.

Nie czekałem dłużej. Wszedłem do salonu.

– Za późno. Już wszystko wiem.

Marta podskoczyła. Telefon wypadł jej z ręki. Karolina chyba jeszcze coś mówiła, ale wyłączyłem połączenie.

– Tomek, ja… – zaczęła.

– Kto jeszcze wie o naszych finansach, skoro ja dowiaduję się jako ostatni? Karolina? A może pół osiedla?

Nie chciałam cię martwić.

– Nie chciałaś mnie martwić? Nie chciałaś przyznać się, że toniesz. Tylko że teraz tonę razem z tobą.

Stała jak skamieniała. Milczała. A ja czułem, że nie wiem, z kim mieszkam. Nie znałem tej kobiety. A ona nie znała mnie.

– Nie radzisz sobie. Ale teraz nie radzimy sobie oboje.

Pokłóciliśmy się o kasę

Usiedliśmy naprzeciwko siebie w kuchni. Marta miała czerwone oczy i spierzchnięte usta. Ja miałem pustkę w głowie. Cisza między nami dzwoniła głośniej niż jakiekolwiek słowa. W końcu odezwała się pierwsza.

– Rok temu wzięłam kredyt gotówkowy. Na remont kuchni.

Skinąłem głową. Już to słyszałem, ale chciałem usłyszeć całą prawdę. Każdy szczegół.

Miało być tylko dwadzieścia tysięcy. Chciałam to zrobić po swojemu, bez proszenia cię o zgodę. Ty i tak się wszystkim stresujesz… A potem – wiadomo. Drożyzna, inflacja, stopy procentowe. Zrobiło się z tego czterdzieści pięć.

– I nie pomyślałaś, żeby mi o tym powiedzieć? Mówiłaś, że dostałaś kasę od rodziców...

– Kłamałam... Za każdym razem myślałam, że to chwilowe. Że dam radę. Że się wyprostuje.

Patrzyłem na nią. Zmęczoną. Przerażoną. Zgubioną.

– Ale nie wyprostowało się, co? Po prostu płynęłaś dalej, udając, że wszystko działa.

– Bo ty byś mnie nie zrozumiał! – uniosła głos. – Zawsze wszystko rozkładasz na czynniki pierwsze. Wszystko analizujesz. Każdy błąd wypominasz jak księgowy!

– A może chciałem tylko wiedzieć, z czym się mierzymy. Może chciałem być partnerem, nie frajerem.

Zapadła cisza. Znowu.

– Dlaczego łatwiej ci było porozmawiać z Karoliną niż ze mną?

Marta spojrzała na mnie spod mokrych rzęs.

– Bo Karolina mnie nie ocenia. A ty? Ty patrzysz na mnie, jakbym była idiotką.

Bo zachowujesz się jak idiotka – wyrwało mi się. – Ale nie jesteś nią. Jesteś moją żoną. Tylko cholernie pogubioną.

Wiedziałem, że to już nie chodzi tylko o długi. Chodzi o nas.

Czułem się oszukany

Wyszedłem z domu bez celu. Po prostu musiałem się przewietrzyć. Ulice wydawały się dziwnie ciche, jakby świat wiedział, że wszystko się we mnie sypie. W końcu zadzwoniłem do Pawła, mojego brata. Spotkaliśmy się w barze, w którym zawsze zamawialiśmy to samo: dwa piwa i frytki, ale tym razem nie miałem apetytu.

– No to mów – rzucił bez ceregieli. – Wyglądasz, jakbyś nie spał.

Opowiedziałem mu wszystko. Bez lukru, bez zmiękczania. O karcie, o długu, o kuchni, o Karolinie. O tym, że czuję się jak gość we własnym małżeństwie. Paweł tylko pokiwał głową.

– Stary… to nie chodzi o te pieniądze – powiedział w końcu. – Zawsze można zarobić, spłacić, zacisnąć pasa. Ale to, co wam się posypało, to zaufanie. I tego się nie da tak łatwo odbudować.

Milczałem. Bo wiedziałem, że ma rację.

– Wiesz, co mi się w tym wszystkim nie podoba najbardziej? – kontynuował. – Że ty się zachowujesz, jakbyś był winny. Jakby to ty narobił tego bałaganu.

– Bo może trochę jestem. Może odpuściłem za bardzo. Może nie chciałem wiedzieć.

– A może po prostu zaufałeś nie tej osobie, co trzeba?

To zabolało. Ale też – trafiło w sedno.

– Powiedz mi szczerze – spojrzał mi prosto w oczy – ona jeszcze cię kocha, czy tylko z tobą wygodnie żyje?

Nie odpowiedziałem. Bo sam tego nie wiedziałem. Czułem się jak bankomat. I miałem cholernie dość.

Tomasz, 39 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama