„Żona pozwala córce na wszystko, a mnie traktuje jak intruza. Po latach wyznała, dlaczego mnie odsunęła”
„Czułem się od zawsze w naszym domu jak intruz. Jak ktoś, kto przeszkadza. Jakby one dwie, córka i żona, były rodziną, a ja tylko lokatorem. Julka wraca, o której chce, nie mówi, dokąd wychodzi, traktuje mnie jak służącego. A Anna? Zawsze ją broni”.

- Redakcja
Zawsze lubiłem poranki. Krótki moment ciszy, zanim obudzi się reszta domu. Zapach kawy, słońce wpadające przez okno, ten złudny spokój – jakby świat mógł jeszcze być w porządku. Ale potem słychać kroki Anny. Potem trzask drzwi – Julka. I wszystko wraca do swojego chaosu.
Mam 42 lata. Pracuję zdalnie jako informatyk, spędzam całe dnie w osobnym pokoju, bo tak łatwiej. Bo nie muszę wtedy patrzeć, jak Julka rzuca plecak w przedpokoju i warczy, gdy poproszę, żeby go podniosła. Ani jak Anna udaje, że nic się nie stało. Że przecież „ona jest wrażliwa w tym wieku”. Julka ma 17 lat.
Czuję się w tym domu jak intruz. Jak ktoś, kto przeszkadza. Jakby one dwie były rodziną, a ja tylko lokatorem. Julka wraca, o której chce, nie mówi, dokąd wychodzi, traktuje mnie jak służącego. A Anna? Zawsze ją broni. Tłumaczy. Albo co gorsza – milczy. A ja coraz częściej łapię się na myśli: To nie jest już mój dom. Tylko teatr bez zasad, w którym nikt mnie nie słucha.
Po co od razu robić aferę?
Drzwi otworzyły się z hukiem. Zanim zdążyłem wstać zza komputera, Julka już była w salonie. Zataczała się lekko, śmiała się sama do siebie, a w powietrzu unosił się zapach alkoholu i papierosów.
– Julka! – zawołałem, wybiegając z pokoju. – Która jest godzina? Co to ma być?
– Daj spokój, tato... – wybełkotała i próbowała zdjąć buty, ale jeden aż odbił się od ściany. – Byłam na domówce, chilluj...
Anna pojawiła się w korytarzu sekundę później, zaspana, w szlafroku.
– Kochanie, wszystko w porządku? – zapytała łagodnie, jakby właśnie wróciło dziecko z kolonii, a nie nastolatka, ledwo trzymająca się na nogach.
– W porządku?! – spojrzałem na nią z niedowierzaniem. – Widzisz, w jakim ona jest stanie?
– Tomasz, nie krzycz. Po co od razu robić aferę?
– Aferę?! – nie wytrzymałem. – Ty ją rozpuściłaś. Teraz to zbierasz. Gratulacje.
– Co ty mówisz?! To twoja córka! – podniosła głos.
Julka prychnęła i zniknęła w swoim pokoju, trzaskając drzwiami. Anna patrzyła na mnie zszokowana, jakby pierwszy raz usłyszała, co naprawdę myślę. A ja stałem tam, z zaciśniętymi pięściami, sercem bijącym jak oszalałe i jednym pytaniem w głowie: Kiedy my się tak pogubiliśmy?
Wróciłem do pokoju i zamknąłem drzwi. W głowie wciąż słyszałem własny głos: „Nie dziw się, że nikt cię nie szanuje, skoro sama uczysz ją, że wszystko wolno”. I coś we mnie pękło. Może nie pierwszy raz. Ale tym razem... mocniej.
Może wreszcie do niej dotarło
Następnego dnia zastałem Annę w kuchni. Siedziała przy stole z kubkiem zimnej herbaty, gapiąc się w okno. Usiadłem naprzeciwko. Przez dłuższą chwilę nie odezwała się ani słowem.
– Dlaczego nigdy nie stoisz po mojej stronie? – zapytałem w końcu cicho, ale bez uciekania wzrokiem.
Podniosła głowę powoli, jakby musiała sobie przypomnieć, kim jestem.
– Bo nie chcę być jak nasi rodzice – powiedziała w końcu. – Surowi, zimni, bez serca. Nie rozmawiali, tylko karali. Pamiętasz, jak ojciec potrafił milczeć całymi dniami, jak matka tylko wzdychała? Nie chcę tak...
– Ty nie jesteś jej matką. Jesteś jej służącą – przerwałem. Głos miałem ostry. Nawet jak dla siebie.
Zamrugała. Widziałem, jak w jej oczach pojawiły się łzy.
– A ty co? Ojciec na dyżurze? Odzywasz się tylko, jak trzeba kogoś skarcić!
– Bo tylko ja tu jeszcze próbuję coś ratować!
Chwilę później płakała. Płakała cicho, jakby już nie miała siły walczyć. Przez moment pomyślałem: Może ją zraniłem za bardzo, ale szybko przyszła inna myśl: A może wreszcie do niej dotarło?
– Wiesz... – zaczęła, łamiącym się głosem. – Czasem czuję, że nikt mnie nie widzi. Ani ty, ani ona. I że tylko jestem od podkładania poduszek, od zbierania skarpetek i ocierania łez. A potem i tak nikt nie mówi „dziękuję”.
Nie odpowiedziałem. Bo choć jej słowa mnie ruszyły, nie mogłem jeszcze odpuścić. Coś mi mówiło, że to dopiero początek batalii.
Słowa żony, których nie mogłem ignorować
Usłyszałem żonę przypadkiem. Była w łazience, rozmawiała przez telefon. Drzwi były przymknięte. Akurat... szedłem po ręcznik.
– Czasem myślę, że gdybym wtedy inaczej wybrała... może dziś miałabym szacunek w oczach własnej córki – powiedziała, cicho, ale wyraźnie. Jej głos był łamliwy. Nie płakała. Brzmiała... jakby się poddała.
Stanąłem jak wryty. Serce zabiło mocniej. Wtedy inaczej wybrała? Co miała na myśli? Jaki wybór? Do kogo mówiła? Zanim zdążyłem odsunąć się od drzwi, wyszła. Zobaczyła mnie. Zamarła.
– Kogo miałaś na myśli? – zapytałem natychmiast. – Co to znaczy „gdybym wtedy inaczej wybrała”?
– Nie zrozumiesz...
– To spróbuj mi w końcu coś powiedzieć, bo zaczynam wariować! – podniosłem głos.
Patrzyła na mnie długo. Zbyt długo. Jakby coś w sobie przełamywała.
– Nie wiem, czy jesteś gotowy tego wysłuchać – szepnęła w końcu.
Poczułem, jak ciarki przechodzą mi po karku. Co ona tak długo w sobie nosiła? Coś, czego nigdy nie powiedziała? Tajemnica? Żal? Ale już nie mogłem się cofnąć. Nie po tym, co usłyszałem.
– Mów, Anka – powiedziałem cicho. – Mów teraz. Albo już nigdy.
Zamilkła. Odwróciła się, weszła do salonu i usiadła na kanapie. A ja usiadłem obok. I czekałem.
To wyznanie złamało mi serce
– Miałam wtedy wybór – zaczęła powoli, jakby każde słowo musiała wyciągać z najciemniejszego zakamarka wspomnień. – Kiedy cię poznałam… był też ktoś inny. Ktoś, kogo kochałam. Ale on był ryzykiem. Ty byłeś spokojem.
Siedziałem w bezruchu. Chciałem jej przerwać, ale milczałem.
– Bałam się. Życia z nim, braku stabilizacji. Był szalony, wolny, mówił, że wszystko będzie dobrze, że razem damy radę. Ale ja już wtedy czułam, że nie chcę żyć jak w domu rodzinnym – od chaosu do awantury. Ty byłeś przewidywalny. Dobry. I kiedy powiedziałam, że jestem w ciąży… wybrałam ciebie.
– Czyli jestem twoją ucieczką, a nie świadomym wyborem? – zapytałem powoli. Gardło miałem suche.
– Nigdy nie chciałam cię zranić – powiedziała. – Ale to nie było tak, że cię nie kochałam. Kochałam w jakimś sensie. Ale potem… potem Julka zaczęła dorastać. I widziałam w niej siebie. Z tym ogniem, z tą siłą. I chciałam, żeby mogła żyć, jak chce. Żeby nie musiała wybierać jak ja, nie musiała wybierać bezpieczeństwa kosztem prawdziwych uczuć.
To wyznanie złamało mi serce. Siedzieliśmy tak chwilę. W ciszy. Ja nie miałem już żadnych pytań. Ona nie miała już nic do dodania. Patrzyłem na kobietę, z którą spędziłem połowę życia i czułem, że właśnie coś się skończyło. Nie była mi obca. Ale nie była też moja.
Wstałem. Założyłem buty, kurtkę, chwyciłem kluczyki.
– Dokąd idziesz? – zapytała.
– Nie wiem – powiedziałem szczerze. I wyszedłem. Bez złości. Bez krzyku. Po prostu... z pustką w środku.
Nie chcę żyć tam, gdzie jestem nieważny
Pojechałem do Pawła. Mój brat mieszkał niedaleko, w bloku z wielkiej płyty, gdzie zawsze śmierdziało gotowaną kapustą na klatce schodowej. Zawsze się z tego śmialiśmy. Tym razem nie miałem siły żartować.
Otworzył w dresie, z kubkiem kawy w ręku. Spojrzał na mnie i tylko skinął głową. Wiedział, że nie pytam o nic dla towarzystwa.
– Wejdź – powiedział krótko.
Usiedliśmy w kuchni. Powiedziałem mu wszystko. O rozmowie z Anną. O tamtym facecie. O tym, że zostałem wybrany z lęku. Nie z miłości.
– I co teraz? – zapytał, a jego wzrok był poważny.
– Nie wiem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. – Nie wiem, czy potrafię żyć dalej w domu, w którym jestem opcją zapasową. W którym nikt mnie nie uznaje. Nie wiem, kim jestem dla Anki. Partnerem? Lokatorem? Pomyłką?
Paweł pokiwał głową.
– A kim jesteś dla siebie?
Zamarłem. Nie znałem odpowiedzi. Przez tyle lat byłem mężem, ojcem, pracownikiem. Ale dla siebie? Kim byłem dla siebie?
– Może czas przestać udawać, że wszystko jest okej – powiedział spokojnie Paweł. – Nawet jeśli to będzie bolało.
Złapało mnie za gardło. Bo wiedziałem, że ma rację. Moje życie przypominało stare mieszkanie – wszystko odrapane, ale człowiek się przyzwyczaił. Tylko że teraz ktoś zapalił światło i pokazał, jak naprawdę wygląda wnętrze, na które patrzę od lat.
Spojrzałem przez okno. Późny wieczór. Ulice puste. Świat jakby wyciszony. Muszę coś zmienić – pomyślałem. Zrobię to, ale dla siebie, nie dla nich.
Tomasz, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Przez awarię ogrzewania teściowa zamieszkała z nami. Nie dokładała się do rachunków, za to zniszczyła moje małżeństwo”
- „Wysokie rachunki za ogrzewanie doprowadzają mnie do płaczu. A córka ani myśli pomóc starej matce”
- „Byłam szczęśliwa, gdy mąż zafundował dzieciom ferie. Szkoda, że zapomniał wspomnieć, w jakie długi nas wpakował”