Reklama

Obudziłem się tamtego dnia z poczuciem, że wreszcie trzymam w rękach coś trwałego. Walentynki miały być spokojnym znakiem, że z Leną zmierzamy w dobrą stronę. Od rana planowałem każdy detal, jakby od tego zależała nasza przyszłość. Tylko jej krótkie odpowiedzi i nieobecny wzrok co chwilę kłuły mnie niepokojem, który uparcie spychałem na bok.

Coś wisiało w powietrzu

Świece zapaliłem zbyt wcześnie. Zorientowałem się dopiero wtedy, gdy wosk zaczął spływać po bokach, a w mieszkaniu unosił się ciężki, słodki zapach. Chciałem, żeby było idealnie, więc poprawiałem drobiazgi, które i tak nie miały większego znaczenia. Gdy Lena w końcu przyszła, uśmiechnęła się, ale jej wzrok był jakby nie do końca obecny.

– Ładnie tu – powiedziała cicho, zdejmując płaszcz.

– Chciałem, żeby było… inaczej niż zwykle – odpowiedziałem i poczułem, że brzmi to jak usprawiedliwienie.

Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Przez chwilę słyszeliśmy tylko stuk sztućców i ciche tykanie zegara. Lena co jakiś czas poprawiała serwetkę, potem włosy, jakby nie mogła znaleźć dla siebie miejsca.

– Wszystko w porządku? – zapytałem w końcu.

– Tak, jasne. Po prostu… dużo się dzieje w pracy – rzuciła szybko i uniosła wzrok, ale zaraz go spuściła.

Chciałem jej uwierzyć. Zawsze chciałem. Opowiadałem więc o planach na wiosnę, o tym, że moglibyśmy gdzieś wyjechać, że może wreszcie przestaniemy żyć od weekendu do weekendu. Kiwała głową, czasem się uśmiechała, lecz miałem wrażenie, że każde moje słowo odbija się od niewidzialnej ściany.

– Adrian… – zaczęła nagle, po czym zamilkła.

– Co? – nachyliłem się w jej stronę.

Wzięła głęboki oddech, jakby szykowała się do skoku do zimnej wody. W jej oczach zobaczyłem coś, czego wcześniej nie znałem: mieszaninę strachu i winy. Serce zaczęło mi bić szybciej, choć jeszcze nie wiedziałem dlaczego.

– Może najpierw zjedzmy – powiedziała po chwili, a ja poczułem ulgę tak nieadekwatną, że aż mnie to zawstydziło.

Ratowałem atmosferę żartami, opowieściami sprzed lat, dotykiem dłoni, który zwykle ją uspokajał. Tym razem cofnęła rękę pod pretekstem sięgnięcia po kieliszek. Wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że ten wieczór wymyka mi się spod kontroli, a ja nie mam pojęcia, jak go zatrzymać.

Cudowna wiadomość

Siedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy, która zaczęła mnie przytłaczać. Czułem, jak napięcie wisi między nami jak coś ciężkiego, czego nie da się już zignorować. Lena w końcu odsunęła talerz i splotła dłonie na kolanach. Zauważyłem, że drżały.

– Adrian, muszę ci coś powiedzieć – zaczęła, a ja od razu zrozumiałem, że nie chodzi o pracę ani o drobiazgi dnia codziennego.

– Słucham – odpowiedziałem, starając się brzmieć spokojnie, choć w środku wszystko miałem ściśnięte.

Podniosła na mnie wzrok. Tym razem nie uciekła nim od razu. Jej oczy były wilgotne, a twarz napięta, jakby każde kolejne słowo miało ją kosztować więcej, niż była w stanie udźwignąć.

– Jestem w ciąży.

Przez moment nie zrozumiałem sensu tych słów. Jakby dotarły do mnie w obcym języku. Potem coś we mnie pękło i jednocześnie się otworzyło. Poczułem falę ciepła, dziwne wzruszenie, myśl, która pojawiła się wbrew rozsądkowi: to coś poważnego, to przyszłość.

– W ciąży? – powtórzyłem głupio. – To… to znaczy…

Uśmiechnęła się słabo, ale w tym uśmiechu nie było radości.

– Wiem, że to nagle. Sama długo nie mogłam w to uwierzyć – powiedziała cicho.

Patrzyłem na nią i próbowałem poukładać w głowie obraz, który dopiero się rodził. Ja, ona, dziecko. Odpowiedzialność, strach, ale też coś na kształt sensu. Chciałem ją objąć, powiedzieć, że damy radę, że jakoś to będzie. Zatrzymało mnie jednak jedno. Lena nie odwzajemniła mojego spojrzenia. Wpatrywała się w punkt na ścianie, jakby bała się tego, co zobaczy w moich oczach.

– Lena? – odezwałem się ostrożnie. – Dlaczego wyglądasz, jakbyś miała zaraz zniknąć?

Przełknęła ślinę. Widziałem, jak walczy sama ze sobą. I wtedy po raz pierwszy pojawił się we mnie lęk, którego nie potrafiłem jeszcze nazwać, ale który powoli odbierał mi tamtą pierwszą, naiwną radość.

Rozdzi

– Jest jeszcze coś – powiedziała w końcu Lena, tak cicho, że musiałem się nachylić, żeby ją usłyszeć.

W pierwszej chwili poczułem irytację. Jakby już samo to jedno wyznanie nie było wystarczające. Skinąłem jednak głową, bo nagle bałem się przerywać. Miałem wrażenie, że każde słowo może rozsypać coś, co i tak ledwo się trzymało.

Nie wiem… – urwała, a potem zamknęła oczy. – Nie mam pewności, czy to ty jesteś ojcem.

Świat po prostu zwolnił. Dźwięk zegara stał się nienaturalnie głośny, płomień świecy zadrżał, a ja poczułem, jakby ktoś położył mi ciężką dłoń na klatce piersiowej.

– Co? – zapytałem, choć doskonale słyszałem.

Otworzyła oczy. Były pełne łez, ale nie zrobiło to na mnie takiego wrażenia, jakiego się spodziewałem. W tamtej chwili wszystko we mnie skupiło się na jednym: na upokorzeniu, które wpełzało pod skórę powoli i nieproszone.

– Adrian, ja nie planowałam tego. To nie było tak, że… – zaczęła mówić szybko, chaotycznie.

– Przestań – przerwałem jej ostrzej, niż chciałem. – Po prostu powiedz.

Zawahała się. A w tej sekundzie zrozumiałem więcej, niż chciałem wiedzieć. Przed oczami zaczęły mi się pojawiać drobne sceny z ostatnich miesięcy: jej późne powroty, imię Tomasza rzucone mimochodem, to dziwne napięcie, kiedy pytałem, z kim spędza czas.

Miałam mętlik w głowie – powiedziała w końcu. – Sama nie wiedziałam, czego chcę.

Mętlik. To słowo brzmiało tak banalnie, że aż nie pasowało do sytuacji. Wstałem od stołu, bo nie potrafiłem już siedzieć naprzeciwko niej. Chodziłem po pokoju, czując, jak gniew miesza się ze wstydem. Myślałem, jak łatwo uwierzyłem, że wszystko mam pod kontrolą.

– Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, co właśnie powiedziałaś? – zapytałem, nie odwracając się.

– Tak – wyszeptała. – I właśnie dlatego tak się bałam.

Bała się. A ja? Ja nagle przestałem wiedzieć, kim jestem w tej historii. Partnerem, który miał budować przyszłość? Czy tylko jedną z opcji, które teraz trzeba będzie rozważyć?

To była prowizorka

Nie pamiętam dokładnie, jak Lena wyszła. Pamiętam tylko dźwięk zamykanych drzwi i to, że przez długą chwilę stałem nieruchomo na środku pokoju, jakbym czekał na dalszy ciąg rozmowy. Świece dopalały się spokojnie, kolacja stygła, a cały ten starannie przygotowany wieczór wyglądał jak dekoracja do życia, które nagle przestało być moje.

Usiadłem na kanapie i oparłem łokcie o kolana. W głowie miałem chaos. Myśli wpadały na siebie, żadna nie chciała się zatrzymać. Złość mieszała się z bezradnością, a pod spodem czaił się strach, którego wcześniej nie znałem. Nie chodziło tylko o zdradę. Chodziło o to, że wszystko, co uważałem za pewne, okazało się prowizoryczne.

Sięgnąłem po telefon. Igor odebrał po drugim sygnale.

– Stary, co się dzieje? – zapytał, jakby wyczuł, że nie dzwonię bez powodu.

– Walentynki mi się właśnie skończyły – odpowiedziałem sucho. – I chyba związek też.

Opowiedziałem mu wszystko, urywanymi zdaniami, bez chronologii. Słuchał, nie przerywał. Kiedy skończyłem, przez chwilę panowała cisza.

– I co teraz zrobisz? – zapytał w końcu.

– Nie wiem – przyznałem. – Czuję, że powinienem coś zrobić, podjąć decyzję. A jednocześnie mam ochotę uciec.

– Masz prawo – powiedział spokojnie. – Najgorsza jest niepewność. Ona zjada człowieka od środka.

Rozłączyłem się, ale jego słowa zostały ze mną. Zrozumiałem, że bardziej niż zdrada boli mnie brak kontroli. To, że ktoś inny, nie pytając mnie o zdanie, wciągnął mnie w historię, która może mnie określić na resztę życia.

Spojrzałem na stół, na dwa nakrycia. Jeszcze rano wierzyłem, że to początek czegoś trwałego. Teraz wiedziałem tylko jedno: niezależnie od tego, co pokażą fakty, ja już nigdy nie wrócę do tej samej wersji siebie.

Nie wiem, co zrobię

Spotkaliśmy się kilka dni później. Bez świec, bez starannie dobranych słów. W neutralnym miejscu, które nie niosło żadnych wspomnień. Lena wyglądała na zmęczoną, jakby przez ten czas postarzała się o kilka lat. Ja też czułem się inaczej – spokojniejszy w sposób, który bardziej przypominał pustkę niż ulgę.

– Nie przyszłam cię przekonywać – powiedziała od razu. – Chcę tylko, żebyś wiedział, że ja sama nie wiem, co dalej.

Skinąłem głową. To zdanie było boleśnie szczere. Rozmawialiśmy długo, ale żadna z naszych odpowiedzi nie prowadziła do rozwiązania. Ona mówiła o chaosie, o strachu przed samotnością, o tym, że gubi się we własnych decyzjach. Ja mówiłem o granicach, które nagle stały się dla mnie wyraźniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

– Boję się – przyznała w końcu.

– Ja też – odpowiedziałem. – Tylko że to nie znaczy, że możemy udawać, że wszystko da się naprawić samą dobrą wolą.

Wtedy dotarło do mnie coś, co wcześniej umykało. Niezależnie od wyników i wyjaśnień, nikt nie zmusi mnie do bycia w tej historii. Jeśli zostanę, to dlatego, że wybiorę odpowiedzialność. Jeśli odejdę, to nie z tchórzostwa, ale z potrzeby ocalenia samego siebie.

Rozstaliśmy się bez dramatów. Bez obietnic. Z poczuciem straty, ale też dziwnej jasności. Idealne walentynki okazały się iluzją, za którą kryła się prawda o nas obojgu. I choć nadal nie wiem, jaka będzie moja decyzja, po raz pierwszy od dawna czuję, że patrzę na swoje życie bez ozdobników.

Adrian, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama