Reklama

Nigdy nie byłem typem faceta z wielkimi ambicjami. Lubiłem swoje spokojne życie, poranne kawy, pracę grafika, w której nikt nie wisiał mi nad głową. A najbardziej ceniłem to, że po pracy mogłem usiąść z Anetą na kanapie i milczeć bez skrępowania. Tak po prostu – być razem. Z Anetą jesteśmy małżeństwem od czterech lat. Ona – marketing, konferencje, klienci, drogie perfumy. Ja – dom, grafika, zupa na szybko. Chociaż nasze styl życia trochę się różniły, długo byliśmy dobranym duetem. Do czasu, aż któregoś ranka, między łykiem kawy a ugryzieniem grzanki, rzuciła:

– Marek, musimy zacząć oszczędzać.

Zgodziłem się bez gadania. Zacząłem od siebie. Zrezygnowałem z siłowni, wyjść z kumplami, nawet z oprogramowania, które było mi potrzebne do pracy. Tanie zakupy, domowe strzyżenie, zero zachcianek. A ona? Nowe kremy, kosmetyczka co tydzień, telefon prosto z salonu. „To do pracy” – rzuciła, widząc moje spojrzenie. Wtedy coś we mnie pękło. Niby razem oszczędzamy, a jednak tylko ja coś tracę. Tylko ja rezygnuję. I zacząłem się zastanawiać… czy te oszczędności są naprawdę po coś? Czy może to tylko przykrywka?

Dałem się zrobić w balona

Wróciłem z dyskontu z siatkami tak tanich produktów. Warzywa z przeceny, jajka z promocji, makaron. I tak rachunek wyniósł prawie sześć dych.

– Znowu tyle? – mruknęła Aneta, zerkając na paragon.

– No co ci poradzę – rzuciłem. – I tak brałem wszystko najtańsze. Wiesz, że nie kupiłem sobie nic od miesięcy?

– Ale trzeba oszczędzać, Marek.

– A nowy iPhone to też oszczędzanie? – spojrzałem na jej nowe kolczyki, które aż błyszczały z daleka.

Przez chwilę milczała. Potem wzruszyła ramionami.

– Muszę dobrze wyglądać w pracy. Ty siedzisz w domu, a ja nie mogę chodzić byle jak do biura.

– Czyli ja nie mogę nic sobie kupić? – podniosłem głos.

– Ja rezygnuję ze wszystkiego, żebyśmy mogli oszczędzać. A ty? Masz wszystko, na co masz ochotę. Tylko ja mam „przykręcać śrubę”?

Spojrzała na mnie chłodno. Wiedziałem, że powiedziałem za dużo, ale nie mogłem tego już zatrzymać. Nie odpowiedziała. Wróciła do scrollowania czegoś na ekranie. Patrzyłem na nią i czułem, jak we mnie coś się rozlewa – mieszanka żalu i złości. A może też wstydu, że tak długo tego nie widziałem. Że dałem się zrobić w balona.

Nie wiem już, co myśleć

– Stary, brzmisz jakbyś był sponsorem, nie mężem – rzucił Tomasz, mój kumpel, gdy spotkałem się z nim na chwilę. Siedzieliśmy w knajpie niedaleko mojego bloku. Idealne miejsce na rozmowy, które nie powinny paść w czterech ścianach.

– Czuję się jak śmieć – powiedziałem. – Wszystko, co robię, to rezygnacja. Ostatnio zrezygnowałem nawet z nowej bluzy, bo stwierdziłem, że w sumie te stare jeszcze nie są najgorsze i to zbędny wydatek. Ale moja żona nie żałuje sobie na nic. Cały czas tylko powtarza: „Muszę dobrze wyglądać, to część pracy”.

– A ty to co? Pracujesz jak wół, oszczędzasz, a ona się lansuje?

– Nie wiem już co myśleć.

Tomasz spojrzał na mnie uważnie. Przez chwilę milczał, jakby szukał odpowiednich słów.

– Marek, a nie przyszło ci do głowy, że może ona...kogoś ma? – powiedział w końcu.

I przyznam, że zasiał w mojej głowie ziarno niepewności. Wracając do domu, przypominałem sobie, ile czasu spędzała ostatnio przed lustrem. Nowe sukienki, biżuteria, perfumy. Jej wymówki. Nagłe zniknięcia. Coraz więcej rzeczy zaczynało do siebie pasować. Nagle uświadomiłem sobie, że być może długo nie widziałem tego, co się działo tuż pod moim nosem.

Nie chciałem słyszeć nic więcej

Wieczorem siedzieliśmy w salonie. Aneta siedziała przed komputerem i poszła pod prysznic, zostawiając otwarty laptop na stole. Chciałem na szybko coś sprawdzić, gdy na ekranie pojawiła się wiadomość. Od jakiegoś Pawła. Nie chciałem. Naprawdę. Ale coś mnie tknęło. „Wyglądałaś obłędnie w tej sukience. Kolacja w piątek aktualna?” Zamarłem. Kolacja? Jaka kolacja? Aneta mówiła, że w piątek ma spotkanie zespołowe. Zerknąłem na kolejne powiadomienia. „Tylko nie ubieraj się zbyt grzecznie” – przeczytałem drugą wiadomość. Nie musiałem więcej czytać. Wszystko złożyło się w całość. Kiedy wyszła z łazienki, siedziałem już z założonymi rękami. Patrzyłem na nią, jakby była kimś obcym.

– Kim dla ciebie jest Paweł? – zapytałem spokojnie.

– Co? – Zmarszczyła brwi. – Co to za pytanie?

– Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi.

Nie chciałem słyszeć nic więcej. Wyszedłem na balkon, potrzebowałem powietrza. Zacząłem się zastanawiać, kiedy to wszystko zaczęło się walić. Teraz już wiedziałem. To "oszczędzanie" było tylko zasłoną dymną, by miała więcej pieniędzy na strojenie się, randki i wyjazdy z kochankiem.

Przestałeś być kimś, z kim chcę iść przez życie

Spałem u rodziców. Właściwie to bardziej leżałem na kanapie, gapiąc się w sufit. Nie pytali za dużo. Tylko raz matka weszła do pokoju z herbatą i powiedziała:

– Jak człowiek daje wszystko od siebie, to czasem zostaje z niczym. Ale to nie znaczy, że zrobił źle.

– Może po prostu jestem frajerem, mamo.

Wieczorem wróciłem do mieszkania. Aneta siedziała przy stole. Odezwała się ironicznie, kiedy mnie zobaczyła.

– Myślałam, że zostaniesz u mamusi.

Przyszedłem porozmawiać – powiedziałem. – I tylko raz.

– To słucham.

Usiadłem naprzeciwko. Czułem, jak całe ciało mi pulsuje.

– Chcę wiedzieć jedno. Czy ty jeszcze chcesz być w tym małżeństwie?

Spojrzała na mnie i przez chwilę widziałem w jej oczach coś, czego nie potrafiłem nazwać. Może litość?

– Potrzebuję czegoś więcej, Marek. Ambicji. Siły. A Ty... przestałeś być kimś, z kim chcę iść przez życie.

Zrobiło się cicho. Wstałem. Spojrzałem na nią ostatni raz. Już nie czułem wściekłości. Tylko pustkę.

Zostałem z niczym

Spakowałem się szybko. Głównie ciuchy, laptop, ładowarki. Nie zabrałem nic więcej. Mieszkanie zostawiłem Anetce – tak, teraz w głowie już mówiłem o niej złośliwie. „Anetka”. Nie Aneta, nie „moja żona”. Tamta osoba zniknęła. Zamieszkałem tymczasowo u Tomasza. Gdy zobaczył mnie w progu z torbą, nie musiałem nic mówić.

– No i dobrze – skwitował. – Lepiej teraz niż za dziesięć lat i z trójką dzieci.

Siedzieliśmy w salonie w milczeniu. Tomasz w końcu powiedział:

– Jeszcze się pozbierasz, zobaczysz.

– Tylko nie wiem, kiedy to będzie.

Dwa dni później złożyłem pozew o rozwód. Po wszystkim dotarło do mnie, że dałem z siebie wszystko. A zostałem z niczym.

Marek, 40 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama