„Żona wytyka mi każdy grosz, a sobie kupuje drogie perfumy. Ja też chcę od życia czegoś więcej niż skarpet z przeceny”
„Ma przecież wszystko: znajomych z branży, telefon przyklejony do ręki, konto w mediach społecznościowych pełne uśmiechniętych selfie i zakupy, które dostarczają jej chwilowego poczucia, że kontroluje swoje życie. A ja? Ja jestem tłem. Chodzącym cichym tłem. Takim, co znosi, co milczy, co zmywa naczynia i wie, kiedy się wycofać”.

- Redakcja
Czasami mam wrażenie, że Marta nie potrzebuje już męża. Ma przecież wszystko: znajomych z branży, telefon przyklejony do ręki, konto w mediach społecznościowych pełne uśmiechniętych selfie i zakupy, które dostarczają jej chwilowego poczucia, że kontroluje swoje życie. A ja? Ja jestem tłem. Chodzącym cichym tłem. Takim, co znosi, co milczy, co zmywa naczynia i wie, kiedy się wycofać. Nazywam się Paweł. Mam trzydzieści pięć lat. Pracuję jako specjalista w urzędzie. Lubię ciszę, rutynę, wieczorne spacery i czystą pościel. Marta twierdzi, że jestem nudny. Może ma rację.
Ale kiedyś było inaczej. Kiedyś, zanim jej oczy zaczęły świecić tylko na widok wyprzedaży i nowej serii kosmetyków do pielęgnacji skóry. Kiedyś, zanim stałem się „tylko mężem”. Z pozoru mamy wszystko. Trzy pokoje na kredyt, stabilną pracę, znajomych, których się unika, gdy budżet się nie spina. Ale tak naprawdę w środku – coraz mniej. Coraz większe pęknięcie. Kamil – kolega z pracy – to jedyny człowiek, przy którym pozwalam sobie mówić bez filtra. Zna mnie na wylot. Czasem rzuci jakimś żartem, który trafia w punkt aż za bardzo.
– Stary, ale twoja kobieta to ostatnio chyba tylko w butiku żyje? – powiedział niedawno, gdy przy kawie wspomniałem, że Marta znowu kazała mi „pochodzić jeszcze” w rozlatujących się trampkach.
Spojrzałem wtedy na niego i tylko się uśmiechnąłem. Bo co miałem powiedzieć? Że mam dość proszenia o rzeczy, które powinny być oczywiste? Że Marta ostatnio kupiła perfumy za kilka stówek, a mi mówi, że „nie ma budżetu” na nową kurtkę dla mnie? Czasem naprawdę czuję, że Marta żyje, jakby była singielką, a ja tylko płacę rachunki.
Mówiłaś, że nie mamy pieniędzy
– Co to za paczka? – zapytałem mimochodem, widząc na blacie pudło z logo jakiejś luksusowej marki. Marta nie odpowiedziała od razu. Miała ręcznik na głowie i paznokcie umazane czymś błyszczącym, jakby nawet pytania trzeba było rezerwować z wyprzedzeniem.
– Torebka. Promocja była. – rzuciła w końcu, nie podnosząc wzroku znad telefonu.
– Promocja? Ile?
– Paweł, no nie teraz... – westchnęła. – Poza tym to dla mnie, nie dla ciebie, co ci do tego?
Właśnie. Dla niej. Jak zwykle.
– Pytałem tylko, bo mówiłaś, że nie mamy pieniędzy. – odparłem, starając się nie podnosić głosu. – Wczoraj mi powiedziałaś, że kurtkę kupię sobie „za miesiąc”.
– Bo nie mamy! – odparła ostro. – Ale jak kobieta ma wyglądać, to musi zainwestować w siebie. Takie czasy.
– A ja? Ja nie mogę mieć nic nowego?
– Ty masz wszystko, co ci potrzebne. W czym problem?
– Problem w tym, że jestem traktowany jak... – urwałem, zaciskając szczękę. – Jak bankomat. Jak cień w tym domu. Jak ktoś, kto ma zarabiać i milczeć.
Marta spojrzała na mnie po raz pierwszy tego wieczoru. I wcale nie wyglądała na zaskoczoną. Raczej zirytowaną.
– Przestań robić z siebie męczennika. Ty tylko starzejesz się i narzekasz.
Zabolało. O wiele bardziej, niż chciałem przyznać. Milczałem przez chwilę, a potem wyszedłem na balkon, żeby nie krzyknąć czegoś, czego będę żałował. Patrzyłem w ciemność i próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz Marta mnie przytuliła nie z obowiązku, tylko z potrzeby. Nie pamiętałem.
Może to się już dawno skończyło
Zebrałem się na odwagę dwa dni później. Czekałem, aż Marta wyłączy suszarkę – nienawidziła, gdy przerywało się jej podczas „wieczornego rytuału”. Siedziała przed lustrem, nakładając coś na twarz. Jak co wieczór.
– Marta, musimy pogadać. – powiedziałem cicho, ale stanowczo.
– No to mów. – mruknęła, nie odrywając wzroku od odbicia.
– Nie rozumiem, czemu ja mam ciągle oszczędzać, a ty wydajesz bez umiaru. Torebki, kremy, paznokcie, fryzjer co dwa tygodnie. A ja? Ja chodzę w tych samych butach od trzech lat.
Zamilkła. W końcu spojrzała na mnie z irytacją, jakby właśnie przeszkodzono jej w czymś ważnym.
– Paweł, ja muszę się prezentować. Taka jest moja praca. Ty siedzisz cały czas za biurkiem, ciebie nikt nie ogląda.
– Czyli ja mogę być nijaki, byle byś ty wyglądała na kogoś lepszego i mogła błyszczeć na salonach?
– Nie przekręcaj moich słów.
– Nie muszę. Ty sama je przekręcasz. Wszystko jest „dla wspólnego dobra”, ale ja nie czuję, żebyśmy w ogóle byli razem. Czuję się, jak cień. Jak pomoc domowa, która zrzuca się na twoje szminki. Pracuję. Płacę rachunki. Dźwigam ten dom.
– I co, medal za to chcesz? Mam ci dziękować, że nie jesteś bezrobotny?
Zatkało mnie. Usiadłem ciężko na krześle. Poczułem, jak rośnie we mnie coś... smutek? Gniew? Zmęczenie? Nie wiem. Ale po raz pierwszy pomyślałem, że może to się już dawno skończyło. Może tylko ja tego nie zauważyłem.
Teraz wiem, kim jestem w tej układance
Wróciłem wcześniej z pracy. Zmęczony, marzyłem tylko o tym, żeby rzucić się na łóżko i przez chwilę nic nie czuć. Ale gdy zbliżałem się do drzwi, usłyszałem głos dochodzący z kuchni.
– No bo powiedz mi, Zuzka, ile można żyć z takim nudziarzem? – mówiła Marta przez telefon chłodnym głosem.
Stanąłem jak wmurowany. Nie wiem, co mnie powstrzymało, żeby wejść. Może ciekawość. Może strach.
– Ja już dawno mam swoje życie. On nawet nie wie. Nie domyśla się niczego. Myśli, że jak płaci rachunki i zmywa naczynia, to już jest „dobrym mężem”. Proszę cię. Niech sobie dalej żyje w swoim świecie. Mnie się już nie chce nawet z nim rozmawiać. Mam dość jego wiecznego marudzenia.
Wbiłem wzrok w drzwi. W końcu nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Marta zamarła.
– Mówisz, że mam nic nie wiedzieć? Że lepiej, jak się nie domyślam? – mój głos był cichy, ale każde słowo ciążyło jak kamień.
– Paweł, to nie tak...
– A jak? Powiedz mi. Jak mam to rozumieć? Że jestem przeszkodą w twoim „życiu”? Że miłosierdzie nie pozwala ci mnie zostawić?
Marta patrzyła na mnie bez emocji.
– To, co czuję, nie ma już znaczenia. – dodałem. – Ale przynajmniej teraz wiem, kim jestem w tej układance.
Odwróciłem się i wyszedłem. Potrzebowałem oddechu. Przestrzeni. Czegokolwiek. Po raz pierwszy w życiu poczułem się... wolny. Ale i zupełnie sam.
Nikt nie powinien żyć w cieniu
Nie spałem tej nocy. Leżałem na kanapie przykryty kocem. Obok na ławie – zimna herbata, której nawet nie spróbowałem. Na ekranie telewizora leciał jakiś program, ale dźwięk był wyciszony. Cisza w mieszkaniu była przytłaczająca. Marta nie odezwała się ani słowem, odkąd wszedłem do kuchni w trakcie jej rozmowy z Zuzanną. Też udawała, że mnie nie ma.
Wspomnienia przychodziły falami. Jak wtedy, gdy pierwszy raz złapała mnie za rękę w kawiarni i powiedziała, że boi się dorosłego życia. Jak razem marzyliśmy o dzieciach, nawet wymyśliliśmy imiona, mimo że potem nic z tego nie wyszło. Jak płakała w łazience po jakimś nieudanym projekcie w pracy, a ja siedziałem po drugiej stronie drzwi, nie wiedząc, jak ją pocieszyć. A teraz? Teraz jesteśmy jak dwie osoby wynajmujące wspólne mieszkanie, które przypadkiem noszą to same nazwisko. Nazajutrz poszedłem na kawę z Kamilem. Usiadł naprzeciwko mnie i tylko spojrzał.
– Źle wyglądasz. – rzucił. – Powiesz mi, czy sam mam się domyślać?
– Marta ma swoje życie. A ja jestem w nim statystą.
– Domyśliłem się. Mówiłeś, że kiedyś była inna. Ale może to nie ona się zmieniła. Może po prostu przestałeś ją widzieć przez filtr marzeń.
Patrzyłem na niego długo. Miał rację.
– Myślisz, że powinienem odejść?
Kamil wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Ale wiem jedno: nikt nie powinien żyć w cieniu. Nawet tak spokojny gość jak ty. Zastanów się, czy ty chcesz dalej tkwić w tym.
Wieczorem spakowałem torbę. Tylko kilka rzeczy – bluza, koszula, laptop. Wynająłem pokój przez internet. Nieduży, przy rynku. Wziąłem urlop na tydzień. Potrzebowałem oddechu. Wysłałem Marcie SMS-a: „Muszę odpocząć. Od nas. Od siebie. Od ciebie.” Nie odpisała.
Już nie miałem na to siły
Wróciłem tydzień później, tylko po to, żeby zamknąć to, co zostało niedomknięte. Marta siedziała przy stole z filiżanką kawy, w białym szlafroku, jakby czekała. Ale nie wyglądała na zdenerwowaną. Raczej – gotową.
– I co, odetchnąłeś? – zapytała, jakby chodziło o zwykłe wyjście na spacer.
– Tak. I przemyślałem wszystko.
– I? – jej brew lekko się uniosła.
Wciąż ta sama maska chłodu i wyższości. Usiadłem naprzeciw niej, bez słów. W końcu zapytałem:
– Czy ty mnie jeszcze kochasz?
Przez chwilę nie odpowiedziała. Upijała powoli łyk kawy, jakby chciała, żebym sam sobie dopowiedział resztę. Potem odłożyła filiżankę.
– Nie wiem. Może kiedyś. Teraz… chcę więcej od życia niż ciepłych kapci i paragonu z dyskontu.
Zamilkłem. Te słowa zaskoczyły mnie mniej, niż powinny.
– A ja chciałem tylko być z tobą. Żyć. Razem. – powiedziałem, bardziej do siebie niż do niej.
Wzruszyła ramionami.
– Może to twoje życie. Ale nie moje. Już nie.
Wstałem, wziąłem torbę z przedpokoju. Zatrzymałem się w drzwiach.
– Marta… kiedyś powiedziałaś, że kobieta musi wyglądać. Że musi się prezentować. A wiesz, co musi facet?
Spojrzała na mnie beznamiętnie.
– Musi czuć, że jest potrzebny. Choć raz.
Zamknąłem za sobą drzwi bez trzaskania. Bez żalu. Już nie miałem na to siły.
Paweł, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nasz związek to arkusz kalkulacyjny. Rozliczamy się z mężem co do złotówki i jesteśmy jak wspólnicy, a nie para”
- „Wyszłam za mąż za darmozjada. Mamusia mu wszystko pod nos podstawiała, ale ja nie dam się tak wrobić”
- „Myślałem, że po rozwodzie moje życie będzie prostsze. Teraz pluję sobie w brodę, że nie ratowałem naszego związku”