„Żona zdradziła mnie z moim bratem, a w sylwestra usiedliśmy przy 1 stole. Robiło mi się niedobrze na ich widok”
„Nie zrobiłem sceny. Nie krzyczałem. Wstałem, wyszedłem na balkon i patrzyłem w ciemność. Nie powiedziałem jej ani słowa o tym, co wiem. Bo nie jestem pewien, co chcę z tym zrobić. A teraz matka zaprasza na Sylwestra. Jak co roku. Cała rodzina, jeden stół. Chcę zobaczyć, jak będą udawać”.

- Redakcja
Nigdy nie byłem typem, który błyszczy w towarzystwie. Mój młodszy brat Marek – owszem. Wszędzie go pełno, wszyscy go lubią. Ja byłem „tym spokojnym”. Pracowitym, przewidywalnym, trochę nudnym – jak mówiła Magda z uśmiechem. Zawsze z uśmiechem. Z Magdą byłem siedem lat. Bywało różnie, wiadomo – ale ufałem jej. Wierzyłem, że jesteśmy „na dobre i złe”. Aż pewnego wieczoru, przez przypadek, wziąłem do ręki jej telefon. Coś mnie tknęło. Przeczuwałem. W wiadomościach – rozmowa z „M”. „Tęsknię za wczoraj”, „Twoje ręce”, „Adam nic nie podejrzewa?”... Dalej były zdjęcia. Uśmiechnięci, blisko siebie. Ona i Marek. Mój brat.
Nie zrobiłem sceny. Nie krzyczałem. Wstałem, wyszedłem na balkon i patrzyłem w ciemność. Od tamtej pory nie powiedziałem jej ani słowa o tym, co wiem. Bo nie jestem pewien, co chcę z tym zrobić. A teraz matka zaprasza nas na Sylwestra. Jak co roku – cała rodzina, jeden stół. Powiedziałem, że będziemy. Ja, Magda i Marek. Chcę zobaczyć, jak będą udawać. Chcę patrzeć im w oczy. Chcę... zobaczyć, co się we mnie wtedy stanie.
Byłem dziwinie spokojny
Trzymałem jej telefon jeszcze przez chwilę, jakby sam dotyk miał mnie oparzyć. Wszystko we mnie było napięte. Serce waliło mi jak młotem, a jednocześnie... byłem dziwnie spokojny. Jakby mózg zawiesił wszystkie emocje. Patrzyłem na te słowa: „Chcę cię znowu poczuć”, „Było jak kiedyś, pamiętasz nasze liceum?”. Cholernie ironiczne. Bo właśnie – pamiętałem. Marek zawsze był pierwszy. W szkole. W sporcie. W dziewczynach. Usłyszałem szum suszarki. Magda była w łazience. Usiadłem, odłożyłem telefon na miejsce. Udawałem, że czytam wiadomość od szefa, gdy weszła do salonu.
– Długo jeszcze będziesz siedział z tym laptopem? – zapytała. – Wiesz, że dzisiaj wychodzi nowy odcinek tego serialu, który oglądamy?
– Jasne, zaraz kończę – odpowiedziałem, nie podnosząc wzroku.
Usiadła obok, blisko. Czułem jej zapach. Tak dobrze mi znany. Tak cholernie obcy. Włączyła serial. Ekran migotał. Ludzie na ekranie się śmiali, całowali. Magda komentowała coś pod nosem. A ja patrzyłem na jej profil i myślałem. Jak może tak po prostu siedzieć? Jak może się śmiać, mówić o fabule, kiedy... kiedy zabiła wszystkie uczucia we mnie?
– Mam ochotę na popcorn – rzuciła. – Zrobisz?
– Jasne – powiedziałem i wstałem jak automat.
W kuchni trzymałem się zlewu, żeby nie osunąć się na podłogę. Nie płakałem. Nie krzyczałem. Stałem i czułem, jak we mnie pęka coś cicho. Bez dźwięku. Jak szyba.
Szykowałem się na Sylwestra
Telefon zadzwonił tuż po siódmej rano. Spojrzałem na ekran – mama. Odebrałem szybko, by nie obudzić Magdy.
– Adamku, kochanie, Sylwester! W tym roku u mnie, pamiętasz? – rzuciła z energią, jakbyśmy mieli znowu po szesnaście lat. – Zapraszam was, ciebie, Magdę, no i Marka też. Zróbmy jak dawniej – wszyscy razem, tort, kolędy, tatar... tylko bez tych petard, błagam. Zwierzaków mi szkoda! A i to niebezpieczne przecież jak piorun!
Przez chwilę milczałem.
– Będziemy – odpowiedziałem w końcu. – Wszyscy troje.
– Cudownie! – Mama aż zaklaskała do telefonu. – To do zobaczenia, skarbie.
Odłożyłem słuchawkę. Magda poruszyła się w łóżku. Chwilę potem weszła do kuchni, przecierając oczy.
– Z kim rozmawiałeś?
– Mama. Zaprosiła nas na Sylwestra.
Zawahała się.
– Może... może w tym roku zostaniemy w domu? Tak spokojnie. We dwoje.
Spojrzałem na nią. Na tę twarz, którą znałem lepiej niż własną. I która teraz wydawała się... obca.
– Nie. Pojedziemy. Rodzina czeka.
Zamarła. Uśmiech zniknął z jej twarzy. Jakby przez sekundę wiedziała, że coś jest nie tak. Ale nic nie powiedziała. Wzięła kubek z kawą, usiadła przy stole i zaczęła przeglądać telefon. Ciekawe, czy pisze właśnie do Marka. Czy ostrzega go, że spotkanie odbędzie się zgodnie z planem. A ja? Ja siedziałem naprzeciw niej i piłem kawę, której nie czułem. Szykowałem się na teatr. Na przedstawienie, w którym oni grają zakochanych w ukryciu, a ja... obserwatora. Katatora. Publiczność pierwszego rzędu.
Nikt mi nie powiedział
Stół uginał się pod ciężarem jedzenia. Sałatki, pieczone mięsa, ciasta – mama jak zawsze przesadziła. Marek przyniósł wino, a Magda pomagała kroić pieczarki. Śmiali się. Żartowali. Jakby byli rodziną z reklamy margaryny. Jakby nic się nie wydarzyło. A ja siedziałem naprzeciw nich, z talerzem, na którym jedzenie nie miało smaku. Patrzyłem na Marka, jak rozkłada ręce w opowieści, jak Magda śmieje się z jego dowcipów. I patrzyłem, jak uważają, by na siebie nie patrzeć zbyt długo. Nie dotknąć przypadkiem dłoni. Nie zdradzić się mikrogestem.
– Adam, a ty co taki cichy? – spytała mama, dolewając mi barszczu. – W pracy was zamęczają?
– Nie, wszystko okej – skłamałem i uśmiechnąłem się jak automat.
Oni spojrzeli po sobie. Krótko. Z nerwowym błyskiem w oczach. Po dziesiątej wyszedłem na papierosa. Tak powiedziałem. Ale tak naprawdę potrzebowałem tlenu. Spokoju. Oddechu. Stałem na tarasie, kiedy usłyszałem kroki.
– Adam – usłyszałam za plecami. Odwróciłem się. Ewa. Przyjaciółka Magdy.
– Chcesz też? – wyciągnąłem paczkę papierosów, ale pokręciła głową.
– Nie przyszłam po to.
Spojrzałem na nią.
– Wiedziałaś?
Jej spojrzenie zmiękło.
– Przepraszam. Nie powinnam była milczeć.
Zamilkłem.
– Ile to trwa? – zapytałem cicho.
– Pół roku – odpowiedziała.
Pokiwałem głową. Tylko tyle? A może aż tyle? Nie wiem, co mnie bardziej zabolało – czas czy to, że nikt mi nie powiedział. Że grali przede mną spektakl, w którym ja miałem być ślepym aktorem.
Jakby nic się nie stało
Północ przyszła szybko. Za szybko. Mama włączyła telewizor, wszyscy odliczali z ekranem. Magda stanęła obok mnie. Nawet chwyciła mnie za rękę. Jakby wszystko było jak dawniej. Jakby nic się nie stało.
– Trzy, dwa, jeden... Szczęśliwego Nowego Roku! – wszyscy wybuchli radością. Strzeliły korki od szampana. Mama płakała ze wzruszenia. Marek przytulił ją, potem podszedł do mnie, pocałował mnie w policzek. Serio. Zrobił to. Życzył mi „dużo spokoju”. Magda pocałowała mnie w usta. Smakowało jak obcy dotyk. Jak teatrzyk dla naiwnych.
– Pójdziemy się przejść? – rzuciłem jej do ucha. – Na chwilę.
Zamarła. Ale skinęła głową. Na zewnątrz było zimno. Śnieg skrzypiał pod butami. Weszliśmy w ciemniejszy zaułek, dalej od świateł. Tam, gdzie nikt nas nie słyszał.
– Wiem wszystko – powiedziałem.
Nie odpowiedziała. Nawet nie udawała zdziwienia.
– Od kiedy? – Nie wiem po co pytałem, bo przecież i to wiedziałem. Chyba nic lepszego nie przyszło mi do głowy.
– Adam...
– Od kiedy, Magda?
– Pół roku. – Jej głos był cichy. – Ale... to nie było zaplanowane.
Parsknąłem.
– Z moim bratem. Niezaplanowane. No pewnie, wszystko samo się stało, co?
Zacisnęła usta. Zadrżała, ale chyba nie z zimna.
– Nie chciałam cię skrzywdzić...
– Ale się udało.
– Ja... Nie wiem, co się stało. To był impuls, chwila słabości... Potem to się po prostu... ciągnęło.
– I co teraz? – zapytałem.
Zamilkła.
– Nie wiem – wyszeptała.
A ja po raz pierwszy poczułem w sobie pustkę. Bez krzyku. Bez łez. Po prostu... pustkę.
Nigdy nie był mi bratem
Znalazłem go przy schodach na strych, z kieliszkiem wina i głową zadartą do sufitu, jakby tam miał się znaleźć jakiś sens.
– Musimy pogadać – powiedziałem chłodno.
Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, ale bez udawania. Bez uśmiechu.
– Wiedziałem, że w końcu się dowiesz – rzucił cicho.
Nie odpowiedziałem. Wyszedłem na podwórko, on ruszył za mną. Szliśmy kilka minut w ciszy, aż w końcu stanęliśmy za stodołą. Tam, gdzie w dzieciństwie bawiliśmy się w Indian.
– Jak mogłeś mi to zrobić? – zapytałem bez krzyku. Tylko to jedno zdanie.
Zawahał się.
– Nie wiem. Naprawdę. To... po prostu się stało.
– Nie. Nic się „po prostu” nie dzieje. Zdrada to wybór. I ty go podjąłeś. Codziennie. Przez pół roku.
– Adam, nie chciałem... – urwał.
– Ale zrobiłeś. I to nie z byle kim. Z moją żoną. Ze swoją bratową. Z kobietą, z którą miałem życie. Jak ty to sobie w ogóle tłumaczysz?
Marek schował dłonie w kieszeniach. Nie miał już tej pewności siebie. Tego luzu.
– Nie tłumaczę. Po prostu... Magda była blisko. Ty byłeś daleko. Odsuwałeś się od niej od dawna. A ja... byłem idiotą.
Parsknąłem.
– Idiotą? Marek, jesteś skończonym pajacem. Fałszywym do szpiku kości kolesiem. Zniszczyłeś wszystko. I nie licz, że ci kiedykolwiek wybaczę.
Spojrzał na mnie z bólem.
– Straciłem brata, co?
– Nie. Chyba nigdy nim nie byłeś tak naprawdę.
Odwróciłem się i zostawiłem go tam, pod tym samym niebem, pod którym kiedyś wspólnie marzyliśmy o całym świecie.
Adam, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W domu się nie przelewało, a brat nie mógł liczyć na prezenty. Wiedziałem, na co pójdzie moja wypłata w grudniu”
- „Rozwiodłam się z mężem już po roku. Był zimny jak świąteczna galareta, a ja miałam swoje potrzeby”
- „Dostałam sporą podwyżkę, ale nie powiedziałam mężowi. Gdy niechcący poznał moje zarobki, nie patrzył na mnie tak samo”