„Zorganizowałam kolację walentynkową dla męża i jego kochanki. Nie spodziewali się, co im zaserwuję jako główne danie” g01
„Ta historia może ci się wydawać nieprawdopodobna, ale właśnie tak było. Zorganizowałam walentynkową kolację dla męża i jego kochanki. Ona przyjęła zaproszenie, on nic nie wiedział. Nowy rozdział życia zaczęłam z dumą i przytupem. To do mnie należało ostatnie słowo”.

- Redakcja
Nigdy nie byłam zazdrosną kobietą. Przynajmniej tak lubiłam o sobie myśleć. Przez dwanaście lat małżeństwa przywykłam do codziennej rutyny: śniadania z synem, wieczorne filmy z mężem, od czasu do czasu jakieś wspólne wyjście do restauracji. Zawsze żyłam w przekonaniu, że nam się udało. Nie byliśmy parą z pierwszych stron gazet, nie uprawialiśmy sportów ekstremalnych ani nie wyjeżdżaliśmy w egzotyczne podróże, ale miałam swoje poczucie bezpieczeństwa. Tak mi się wydawało, dopóki nie usłyszałam pewnej rozmowy.
Słowa, które przez przypadek wyłapałam, nie dawały mi spokoju przez wiele dni. Odkąd pojawiło się w mojej głowie podejrzenie, zaczęłam dostrzegać coraz więcej znaków – drobiazgów, które wcześniej ignorowałam. W końcu przyszedł dzień, w którym już nie mogłam udawać, że wszystko jest po staremu. Podjęłam decyzję, której skutków nie sposób było przewidzieć, ale po raz pierwszy od lat poczułam, że kontroluję własne życie.
Walentynki w trójkącie
Planowałam ten wieczór od kilku tygodni. Chciałam, żeby wszystko było perfekcyjne – obrus wyprasowany, świece pachnące wanilią, elegancka zastawa i specjalnie wybrane na tę okazję wino. Odkąd tylko dowiedziałam się o istnieniu Magdy – tej drugiej, postanowiłam, że nie będę jej unikać. Wręcz przeciwnie, miałam zamiar spojrzeć jej prosto w oczy i przekonać się, czym przyciągnęła mojego męża. Gdy zadzwoniłam do niej z zaproszeniem, przez chwilę zapadła cisza. Sądziła pewnie, że to głupi żart, ale mój głos brzmiał poważnie.
– Będzie mi bardzo miło, jeśli do nas dołączysz. Chciałabym cię lepiej poznać – powiedziałam.
Magda, nieco zdezorientowana, po chwili zgodziła się przyjść. Marcin nie miał pojęcia o moich planach. Kiedy zobaczył, że nakrywam stół na trzy osoby, podszedł z pytaniem:
– Czekamy na kogoś?
– Tak, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko gościowi – odparłam z uśmiechem.
Widok jego miny, gdy w drzwiach pojawiła się Magda, wart był wszystkich moich łez z ostatnich tygodni.
– Dobry wieczór – powiedziała, zakładając za ucho pasmo rudych włosów. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam...
Usiedliśmy do stołu. Ja, mój mąż i jego kochanka. Jeszcze nigdy żadne walentynki nie były tak pełne napięcia.
Nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje
Rozpoczęło się od zwyczajnych uprzejmości. Magda chwaliła moją kuchnię, a Marcin był w takim szoku, że nie wie, na kogo patrzeć. Udawałam, że nie widzę, jak jej dłoń delikatnie ociera się o jego rękę pod stołem. W pewnej chwili postanowiłam przejąć kontrolę.
– Magdo, powiedz, jak długo się znacie? – zapytałam z pozorną ciekawością.
Ona spuściła wzrok, ale odpowiedziała:
– Kilka miesięcy. Przepraszam, nie chciałam, żeby...
Marcin się wtrącił:
– To nie jest dobry moment...
Przerwałam mu gestem.
– Chciałabym to usłyszeć od was. Od zawsze ceniłam szczerość, a dziś nie ma lepszej okazji, żebyście ją pokazali.
Magda zerknęła na Marcina, jakby prosiła go o zgodę.
– Poznaliśmy się w kawiarni, sama nie wiem, kiedy... to po prostu się stało.
Marcin nie wytrzymał tej gry dłużej.
– Zosiu, przepraszam... to nie miało tak wyglądać...
Patrzyłam na nich z mieszanką niedowierzania i ulgi. Wreszcie ktoś powiedział prawdę.
Gratuluję wyboru i powodzenia
Po chwili milczenia wzięłam głęboki oddech i spojrzałam im w oczy. To był moment, na który czekałam, choć nie sądziłam, że będzie aż tak trudny.
– Wiesz, Marcin, zawsze sądziłam, że nic mnie nie zaskoczy. Myliłam się. Chciałabym, żebyś teraz powiedział to, czego ja już nie muszę zgadywać.
Magda odwróciła wzrok, a Marcin próbował się zebrać w sobie.
– To się po prostu wydarzyło... Nie planowałem tego. Ostatnie miesiące między nami były trudne, byłem samotny...
Zacisnęłam pięści pod stołem, starając się nie okazać słabości.
– Samotny? To ciekawe, bo mieszkamy pod jednym dachem, dzielimy łóżko i rachunki, ale najwyraźniej nie dzielimy już życia.
– Zosiu... Przepraszam.
– Nie przyjmuję przeprosin. Jesteśmy tu po to, żebyście oboje usłyszeli, co mam do powiedzenia. Od dziś wasze sprawy nie są już moimi. Magda, gratuluję wyboru i powodzenia.
Magda spuściła głowę. Marcin wyglądał, jakby chciał zniknąć. Czułam, że tracę grunt pod nogami, ale mimo to mówiłam dalej.
Toast za wolność
Nalałam sobie i im po kieliszku wina. W powietrzu wisiała cisza, którą przecinało tylko tykanie zegara z kuchni.
– Chciałabym wznieść toast – powiedziałam, unosząc kieliszek. – Za waszą przyszłość, niezależnie od tego, jak będzie wyglądać. Za odwagę, której mi zabrakło przez tyle lat. I za wolność, którą właśnie odzyskuję.
Magda drgnęła, nie wiedząc, czy powinna się napić. Marcin patrzył na mnie z niedowierzaniem.
– Zosiu, ja...
– Nie przerywaj. Jeszcze tylko kilka słów. Przez dwanaście lat budowałam dom, w którym miało być miejsce na szczęście, lojalność i szacunek. Nie udało się. Nie zamierzam już udawać, że jest inaczej.
Magda wstała, próbując zachować twarz.
– Przepraszam, naprawdę... – szepnęła, zbierając swoją torebkę.
– Nie musisz przepraszać. Po prostu wyjdź.
Patrzyłam, jak zamyka za sobą drzwi. Marcin jeszcze chwilę siedział osłupiały, po czym bez słowa wyszedł za nią. Zostałam sama. Po raz pierwszy od dawna nie czułam się przegrana.
Podwójne rozstanie
Następnego dnia w mieszkaniu panowała cisza, której nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Marcin nie wrócił na noc. Siedziałam w kuchni, parzyłam herbatę, patrząc na jego pusty kubek. W pewnej chwili zadzwonił telefon. To on.
– Zosiu, mogę wrócić po swoje rzeczy? – spytał cicho.
– Oczywiście. Ustalimy, co z podziałem mieszkania i opieką nad Jankiem. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, przynajmniej teoretycznie.
– Przepraszam, że tak to wyszło...
– Marcin, nie ciągnijmy tego dalej. Ty wybrałeś. Ja wybrałam. Każde z nas zaczyna od nowa. Proszę, bądź dla Magdy lepszym partnerem niż byłeś dla mnie.
– Nie wiem, czy zostanę z Magdą...
– To już nie mój problem.
Wieczorem siedziałam przy stole, w tym samym miejscu, gdzie dzień wcześniej rozegrała się cała scena. Nie płakałam. Przeciwnie – pierwszy raz od dawna czułam, że jestem sobą. Walentynki, które miały być świętem miłości, okazały się początkiem wolności. Podwójne rozstanie – z mężem i z iluzją, że prawdziwe uczucie można zbudować na kłamstwie.
Dałam sobie najlepszy prezent walentynkowy
Czasem pytają mnie, czy żałuję tamtej decyzji. Odpowiadam, że nie. Zyskałam spokój, choć nie było łatwo. Zaczęłam od zera, ze świadomością, że przez lata oszukiwałam samą siebie, wierząc w związek, który dawno już się skończył. Marcin próbował wrócić, tłumaczył się chwilową słabością, ale nie potrafiłam już spojrzeć na niego jak dawniej.
Magda zniknęła z jego życia szybciej, niż się pojawiła. Każde z nas poszło w swoją stronę – i chyba właśnie o to w tym wszystkim chodziło. Dziś wiem, że warto było zaryzykować i zamiast kolejnych lat poświęcić się komuś, kto nie był wart zaufania, wybrać siebie. Bywa samotnie, czasem żal, ale nie żałuję tego, co zrobiłam. Największy prezent, jaki można sobie podarować, to prawda – nawet jeśli boli. Moje walentynki już nigdy nie będą takie jak dawniej, ale nareszcie są moje.
Zofia, 41 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Uciekłam nad morze od fochów siostry i matki. W pensjonacie obcy facet dał mi więcej, niż rodzina przez całe życie”
- „Moje córki są leniwe i tylko gapią się w ekrany. Boję się, że żadna z nich nie poda mi szklanki wody na starość”
- „W podróż poślubną mieliśmy lecieć na narty do Szwajcarii. Przez głupi błąd zamiast w Alpach, wylądowaliśmy w Radomiu”