„W prima aprilis odkryłam, że przyjaciółka już dawno zrobiła mi kawał. Dla żartu zgłębiała tajniki biologii z moim chłopakiem”
„Zrobiło mi się niedobrze. Nagle świat wokół ucichł. Wpatrywałam się w nią, ale nie potrafiłam nic powiedzieć. Ona spuściła wzrok, wstała powoli i ruszyła w stronę szkoły. Zostałam sama. W głowie miałam mętlik. Czy to naprawdę się stało? Zosia? Michał? Dlaczego właśnie teraz?”

- Redakcja
Zawsze byłam tą dziewczyną, która potrafiła obrócić wszystkie porażki w żart, rzucić ciętą ripostą i rozładować każdą napiętą atmosferę. Chodzę do czwartej klasy liceum i, przynajmniej z pozoru, uchodzę za pewną siebie. Ale tylko Zosia – moja najlepsza przyjaciółka od podstawówki – znała moje słabości. Była jak siostra, której nigdy nie miałam.
Rok temu zaczęłam spotykać się z Michałem z równoległej klasy. Na początku Zosia była sceptyczna, nawet trochę złośliwa, ale w końcu go zaakceptowała. Albo tylko tak mi się wydawało. Planowałam drobny żarcik na Prima Aprilis. Miał być głupi i niewinny. Wyszło inaczej.
Zrobiło mi się niedobrze
Siedziałyśmy na ławce za boiskiem. Było chłodno, ale słońce świeciło wystarczająco mocno, żebyśmy mogły udawać, że to już prawie wiosna. Zosia przeglądała coś w telefonie, ja stukałam paznokciami w deskę ławki, próbując się nie śmiać.
– Słuchaj… muszę ci coś powiedzieć. Ale nie mów nikomu, serio. – Zerknęłam na nią z boku, udając napięcie w głosie. – Michał i ja… no wiesz… poszło dalej, niż powinno.
Zosia uniosła wzrok. Patrzyła na mnie bez uśmiechu, bez zaskoczenia, bez reakcji. Cisza przeciągała się z każdą sekundą.
– Ja byłam pierwsza – powiedziała cicho.
Zachciało mi się śmiać, bo przez chwilę myślałam, że ona też robi sobie żart. Odbija piłeczkę, wchodzi w grę. Ale coś w jej oczach było dziwnego. Niepewność? Smutek?
– Co? – zapytałam głupio, bo nie ogarniałam jeszcze, że ona mówi serio.
– Rok temu. My... no wiesz. Nie żartuję.
Zrobiło mi się niedobrze. Nagle świat wokół jakoś ucichł, a śmiechy dzieci z boiska za nami dotarły do mnie jakby przez szybę. Wpatrywałam się w nią, ale nie potrafiłam nic powiedzieć. Ona spuściła wzrok, wstała powoli i ruszyła w stronę szkoły. Zostałam sama. W głowie miałam mętlik. Czy to naprawdę się stało? Zosia? Michał? Przecież to było przed nami… Ale dlaczego nigdy mi nie powiedziała? Dlaczego teraz? Chciałam, żeby to był sen. Albo, jeszcze lepiej, jej żart. Ale już wiedziałam, że nie. Zosia nie kłamała.
To był tylko jeden raz
Napisałam do niej od razu, jak tylko dotarłam do domu. „Możemy pogadać?” – wysłałam, patrząc w ekran, jakby od tego zależało moje życie. Zero odpowiedzi. Kilka godzin później kolejna wiadomość. I następna. W końcu zadzwoniłam. Po drugim sygnale połączenie zostało odrzucone. Siedziałam na łóżku, ściskając telefon, jakby miał mi wyjaśnić, co się właśnie wydarzyło. W głowie miałam tysiąc wersji – może to jakiś chory żart? Może Zosia chce mi coś udowodnić? Ale nie... przecież ona nie kłamała. Widziałam to w jej oczach.
Następnego dnia spotkałam się z Michałem. Umówiliśmy się w naszej ulubionej kawiarni. Patrzył na mnie uważnie, jakby coś przeczuwał, ale nie mówiłam mu nic. Na razie. Nie miałam jeszcze odwagi. Wieczorem nie wytrzymałam. Wysłałam mu krótką wiadomość: „Muszę zapytać. Czy byłeś z kimś przede mną? Z kimś dla mnie bliskim?” Odpisał dopiero po godzinie. „Lena… możemy pogadać jutro?”
Zadzwoniłam.
– Odpowiedz mi teraz. Czy byłeś z kimś wcześniej?
Zamilkł. I to wystarczyło.
– Michał?! – krzyknęłam w słuchawkę.
– To był tylko jeden raz – powiedział w końcu. – Nie wiedziałem, że to coś znaczyło. To było zanim byliśmy razem…
– Z Zosią?! – warknęłam. – Z moją najlepszą przyjaciółką?!
Nie odpowiedział. Rzuciłam telefon na łóżko. Myślałam, że serce rozpada mi się na kawałki. Nie wiem, czego się spodziewałam. Może, że powie „nie”. Że się roześmieje. Że zaprzeczy. Ale on milczał. A to znaczyło wszystko.
Nie zasługiwałam na Michała?
Nie chciałam iść do szkoły. Serio, rozważałam nawet udawanie choroby, ale matka już wiedziała, że coś jest nie tak. Powiedziała tylko: „Zjedz coś, wyglądasz jakbyś nie spała całą noc”. I miała rację. Nie spałam. W szkole starałam się nie rzucać w oczy. Przeszłam obok Zosi na korytarzu – udawała, że mnie nie widzi. Ja udawałam, że nie obchodzi mnie jej milczenie. Ale wtedy usłyszałam jej głos.
Stała przy szafce i rozmawiała z Moniką z naszej klasy. Chciałam przejść obok, ale zatrzymały mnie jej słowa.
– Nie mogłam już tego dłużej wytrzymać. I tak nigdy nie zasługiwała na Michała.
Zamarłam. Monika spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami. Ja odwróciłam się powoli.
– Przepraszam, coś ty właśnie powiedziała? – zapytałam głośno.
Zosia zamarła. Monika cofnęła się o krok. Wszyscy wokół zamilkli.
– Mówię do ciebie, Zosia.
Zosia wzięła głęboki oddech i spojrzała mi w oczy.
– Bo ty zawsze myślisz, że jesteś lepsza. A Michał… wybrał mnie pierwszy.
Zrobiło się cicho jak na pogrzebie. Nawet dzwonek na lekcję nie uratował tej chwili. Stałyśmy tam jak dwie obce osoby, między którymi właśnie pękło wszystko, co kiedyś było ważne. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ona też nie czekała. Odwróciła się i odeszła. A ja stałam tam, jak idiotka. Ośmieszona. Wściekła. I kompletnie sama.
Byłam ślepa i za bardzo ufałam
Uciekłam ze szkoły po trzeciej lekcji. Nikt nie próbował mnie zatrzymać. Spacerowałam bez celu po mieście, mijając miejsca, które kiedyś coś znaczyły. Ławka przy fontannie – tu siedziałyśmy z Zosią po pierwszej wspólnej imprezie. Kawiarnia za rogiem – tam Michał pierwszy raz chwycił mnie za rękę. Wszystko teraz wydawało się obce, jakby należało do kogoś innego.
Wróciłam do domu dopiero wieczorem. Mama zapytała, czy wszystko w porządku. Skłamałam, że tak. Nie miałam siły mówić prawdy.
Wzięłam zeszyt i zaczęłam pisać. Nie wiedziałam, czy to będzie wiadomość, którą kiedykolwiek wyślę. Ale musiałam coś z siebie wyrzucić.
„Zośka, Nie wiem, od czego zacząć. Od gniewu? Od żalu? A może od pytania: kiedy zaczęłaś mnie nienawidzić? Byłam ślepa. Tak bardzo ci ufałam. Nawet gdy zaczęłaś być nieprzyjemna dla Michała, myślałam, że po prostu się o mnie martwisz. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że chodziło o zazdrość. Albo coś więcej. Mogłaś mi powiedzieć. Wtedy, kiedy to się stało. Nie musiałaś robić z tego broni. Ale wybrałaś ciszę. A potem wybrałaś moment, żeby mnie zniszczyć. Nie wiem, kim jesteś. A może po prostu nie chcę znać odpowiedzi”.
Zamknęłam zeszyt i odłożyłam go na półkę. Siedziałam w ciszy, słuchając tykania zegara. Nie płakałam. Łzy przeszły mi już kilka godzin wcześniej. Teraz została pustka. I jedno pytanie, które wracało jak echo: czy to wszystko kiedykolwiek było prawdziwe?
Zrobili z mojej naiwności teatr
Spotkałam się z Michałem w parku. Napisałam mu krótko: „Chcę zamknąć sprawę”. Odpisał od razu, że przyjdzie. I przyszedł – w tej samej kurtce, którą nosił na naszych randkach. Jakby wszystko było po staremu. Ale nie było.
Usiadłam na ławce i patrzyłam przed siebie. Przez chwilę nikt się nie odzywał. On pierwszy przerwał ciszę.
– Lena… przepraszam.
Nie spojrzałam na niego. Zacisnęłam dłonie w kieszeniach.
– Już wiem wszystko – powiedziałam cicho. – Nie musisz nic tłumaczyć.
– Ale chcę. To był błąd. To się zdarzyło, zanim byliśmy razem. Nie wiedziałem, że to będzie miało znaczenie…
– A jednak miało – przerwałam mu. – Nie chodzi tylko o to, co się stało. Chodzi o to, że żadne z was mi nie powiedziało. Udawaliście. Przez miesiące.
– Zosia… to ona zaczęła. Była wtedy w jakimś ciężkim okresie. Ja też. To nie miało znaczenia, Lena, naprawdę.
Pokręciłam głową.
– Przestań. Oboje wiedzieliście, co robicie. I oboje zdecydowaliście się udawać, że nic się nie stało. A kiedy chciałam zrobić głupi żart, wszystko się posypało. Ironia, co?
W końcu spojrzałam mu w oczy.
– Dla mnie nie istniejecie. Ty. I ona. Zrobiliście z mojej naiwności teatr. I chociaż boli mnie to bardziej, niż jestem w stanie wyrazić… to nie chcę was znać.
Wstałam i odeszłam, zanim zdążył coś powiedzieć. Nie chciałam słuchać więcej wersji tej samej historii. Zamknęłam drzwi. I nie miałam już ochoty się odwracać.
Nie potrafię jej nienawidzić
Minęły trzy tygodnie. Niby krótko, a jednak wszystko zdążyło się zmienić. Zosia siedzi teraz w innej części klasy. Nie rozmawia ze mną, ale też nie próbuje się tłumaczyć. Michała unikam. Chyba zrozumiał, że nie ma już miejsca w moim świecie. Ludzie pytają. Szepczą. Niektórzy próbują wyciągnąć ode mnie, co się stało, ale ja tylko wzruszam ramionami. Nie zamierzam nikomu niczego tłumaczyć. To nie ich historia.
Czasem zastanawiam się, czy Zosia mnie kiedykolwiek naprawdę lubiła. Czy te wszystkie wspólne śmiechy, wieczory, sekrety były szczere? Czy po prostu potrzebowała kogoś obok, żeby nie czuć się samotna? A może ja byłam dla niej tłem, bezpieczną przestrzenią, dopóki nie pojawił się ktoś, kogo pragnęłyśmy obie.
Najgorsze jest to, że nie potrafię jej całkiem znienawidzić. Nadal pamiętam, jak tuliła mnie, kiedy płakałam przez rozwód rodziców. Jak robiła mi herbatę o trzeciej nad ranem. Jak broniła mnie przed idiotkami z równoległej klasy. Te wspomnienia bolą bardziej niż zdrada. Ale jedno wiem na pewno – zaufanie to nie coś, co się rozdaje. To coś, co się buduje. A kiedy raz runie, nie wraca już nigdy w tej samej formie.
Uczę się siebie. Nie wiem, czy dobrze mi to wychodzi, ale przynajmniej wiem, że teraz nie muszę już udawać, że wszystko jest w porządku. Bo nie jest. I może długo nie będzie. Ale ten etap – ten rozdział – zamykam. Nie zapomnę. Ale nauczę się żyć z tą pamięcią. I już nigdy nie powiem nikomu, że coś „dla jaj”. Bo niektóre słowa zostają na zawsze.
Lena, 19 lat