„Zrzuciliśmy się na remont domu babci. Nie sądziłem, że moje 15 tys. rozpłynie się wraz z kuzynem jak śnieg w kwietniu”
„Dziadkowie byli dla mnie drugimi rodzicami, więc razem z kuzynostwem postanowiliśmy zrobić im prezent życia – remont starego, sypiącego się domu. Uzbieraliśmy 15 tysięcy i wierzyliśmy, że spełnimy ich marzenie. Nie wiedziałem wtedy, że ktoś z nas potraktuje te pieniądze jak własne i zburzy więcej niż tylko zaufanie”.

- Redakcja
Dziadkowie zawsze byli dla mnie jak druga para rodziców. To u nich spędzałem większość wakacji, jedząc naleśniki z truskawkami i słuchając tych samych, starych historii, które w ich ustach nigdy się nie nudziły. Dom, w którym mieszkali, zaczynał się jednak sypać. Dach przeciekał, tynk odpadał, a okna ledwo trzymały się zawiasów.
Wraz z kuzynostwem postanowiliśmy zrobić im niespodziankę na Dzień Babci i zebrać pieniądze na remont. Udało się — 15 tysięcy złotych. Byliśmy z siebie dumni. Nie przypuszczaliśmy, że jeden z nas miał wobec tej sumy inne, bardziej osobiste plany.
Pomysł zrodził się z serca
Wszystko zaczęło się podczas jednej z naszych rodzinnych kolacji u babci i dziadka. Siedzieliśmy przy dużym, drewnianym stole, który pamiętał jeszcze czasy dzieciństwa mojej mamy. W pewnym momencie, kiedy babcia poszła po kompot, a dziadek zasnął w fotelu, spojrzałem na ściany, które zaczynały się kruszyć. W kuchni cieknący kran wybijał nerwowy rytm, a w korytarzu przewód z sufitu dyndał jak niechciany gość.
– Zróbmy coś dla nich – powiedziałem półgłosem do reszty. – Mają tyle lat, zasłużyli na porządny dom.
Najpierw była cisza, ale po chwili głosy poparcia zaczęły się odzywać jeden po drugim. Moja siostra podsunęła pomysł, by każdy z nas dorzucał się przez kilka miesięcy, aż uzbieramy konkretną sumę. Ktoś inny zaproponował stworzenie wspólnego konta. Pomysł szybko chwycił. Ustaliliśmy, że nikt nie powie dziadkom ani słowa — miała to być niespodzianka na Dzień Babci. Marzyliśmy o ich minach, kiedy ogłosimy, że remont już opłacony. Pełni zapału, zaczęliśmy działać.
Rodzinna zrzutka
Zrzutka ruszyła szybciej, niż się spodziewałem. Każdy dorzucał, ile mógł — jedni po stówce miesięcznie, inni po trzysta. Mieliśmy też ciocię, która co prawda nie miała dzieci, ale zawsze czuła się mocno związana z dziadkami. Dorzuciła jednorazowo dwa tysiące. Wszystko szło na wspólne konto, które założył mój kuzyn Filip. Był informatykiem, znał się na technicznych sprawach i jakoś nikt nawet nie kwestionował, że to on będzie trzymał pieczę nad pieniędzmi.
– Ja to wszystko rozpiszę w Excelu, będziecie mieli podgląd – zapewnił, machając telefonem. – Transparentność, jak w korpo.
Zaufaliśmy mu. Wysyłał co jakiś czas screeny, pokazując ile już mamy. Czasem nawet pisał wiadomości typu: „Właśnie przelałem twoje, już są na koncie!” W grupie rodzinnej coraz częściej pojawiały się zdjęcia inspiracji: nowe płytki do kuchni, drewniana podłoga w salonie, wygodne fotele dla dziadka. Czuliśmy, że robimy coś naprawdę wielkiego.
Gdy stuknęło 15 tysięcy, nikt nie krył ekscytacji. Planowaliśmy, że w styczniu pójdziemy do dziadków z wielką tekturową tablicą i napisem: „Remont waszego domu właśnie rusza!” Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że rzeczywistość nieco nas wyprzedziła.
Naprawdę wierzyłem w tę rodzinę
Na początku stycznia spotkaliśmy się u mnie, żeby dograć szczegóły prezentu. Siostra przyniosła kolorową tablicę, na której miały się znaleźć zdjęcia planowanych zmian i wielki napis z podziękowaniami dla dziadków. Kuzyn Michał, który znał lokalnego fachowca, umówił się na wstępną wycenę. Wszyscy byliśmy nakręceni jak dzieci przed świętami.
– Wyobrażacie sobie minę babci, jak zobaczy, że robimy jej nową łazienkę? – śmiała się Ola. – Wreszcie nie będzie się bała wejść pod prysznic.
Filip jak zwykle kiwał głową i coś klikał w telefonie. Powiedział, że na dniach wypłaci pieniądze i przekaże zaliczkę ekipie remontowej. Przez chwilę zapadła cisza. Chyba każdy z nas poczuł, że to wszystko jest już naprawdę realne.
– Zróbmy to porządnie – odezwał się w końcu Michał. – Żadnych prowizorek, żadnych cięć. Niech to będzie coś, co zostanie z nimi na lata.
Nikt nie protestował. W końcu zbieraliśmy te pieniądze nie na chwilę zachwytu, tylko na lepsze życie dla ludzi, którzy zawsze byli dla nas ostoją. Czułem dumę. I wdzięczność. To był jeden z tych momentów, kiedy człowiek naprawdę wierzy w rodzinę.
Znikające pieniądze
Wszystko zaczęło się sypać dwa tygodnie przed Dniem Babci. Michał zadzwonił do mnie wieczorem, wyraźnie zdenerwowany.
– Słuchaj… Filip nie odbiera. Od trzech dni. A miał już wypłacić część kasy ekipie. Coś tu nie gra.
Najpierw próbowałem go uspokoić, że może jest zawalony robotą, może choruje. Jednak wewnętrznie już czułem, że coś jest nie tak. Następnego dnia napisałem do Filipa. Zero reakcji. Zadzwoniłem — sygnał, brak odpowiedzi. Wysłałem mu SMS-a z pytaniem, co się dzieje. Cisza.
W końcu Michał napisał na grupie: „Ktoś ma kontakt z Filipem? Potrzebujemy przelewu do wykonawcy, a on się nie odzywa”. Wtedy jeszcze sądziliśmy, że może zwyczajnie zapomniał. Do momentu, aż Michał spróbował zalogować się na konto zrzutkowe, do którego Filip wcześniej podał mu dane „na wszelki wypadek”. Hasło nie działało. A potem już poszło lawinowo: brak dostępu, wyzerowane saldo i wiadomość od banku, że środki zostały wypłacone tydzień wcześniej. Pieniądze zniknęły. Nasze 15 tysięcy złotych. Zebrane z serca, zaufania i nadziei.
Przyszedł jak gdyby nigdy nic
Spotkaliśmy się u cioci w niedzielę przed Dniem Babci, choć atmosfera była daleka od świątecznej. Filip, ku naszemu zaskoczeniu, przyszedł jak gdyby nigdy nic. Wszedł z uśmiechem, przyniósł ciasto i zaczął rozmawiać z dziadkiem o starych motorach. Przez chwilę miałem ochotę go potrząsnąć.
– Filip – zacząłem spokojnie, ale stanowczo – możemy pogadać?
Zrobiło się cicho. Wszyscy przestali jeść.
– Jasne, o co chodzi? – odpowiedział, próbując udawać zdziwienie.
– Konto, Filip. Zniknęła cała kasa. Co się z nią stało?
Zbladł. Spuścił wzrok i zaczął bawić się palcami.
– Musiałem… miałem problem… pożyczyłem. Oddam, przysięgam. To tylko chwilowe.
– Pożyczyłeś?! – rzuciła Ola, podnosząc głos. – To nie była twoja kasa, Filip!
Babcia patrzyła na nas zdezorientowana, nie wiedząc, o czym mówimy. Dziadek też marszczył brwi, nie rozumiejąc kontekstu.
– Dlaczego nie powiedziałeś? – zapytałem cicho. – Przecież mogliśmy ci pomóc.
Filip nie odpowiedział. Siedział w milczeniu, jakby miał nadzieję, że wszyscy zaraz o tym zapomnimy. Tyle że my nie zamierzaliśmy.
Babcia i dziadek nigdy się nie dowiedzieli
Po tamtej niedzieli Filip praktycznie zniknął z rodziny. Wyszedł z mieszkania bez słowa, a potem nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości. Babcia i dziadek nigdy nie dowiedzieli się, co dokładnie się stało. Powiedzieliśmy im, że remont musi poczekać, bo ekipa się wycofała, a ceny poszły w górę. Babcia tylko skinęła głową, jakby coś przeczuwała, ale nie drążyła.
Rodzina była podzielona. Jedni mówili, żeby zgłosić sprawę na policję, inni, że to nadal nasz kuzyn, że trzeba mu dać czas. Ja byłem gdzieś pośrodku – z jednej strony czułem wściekłość, z drugiej żal. Nie chodziło tylko o pieniądze. Chodziło o zaufanie, które budowaliśmy razem, kawałek po kawałku.
Po dwóch miesiącach Filip napisał krótką wiadomość, że zwróci wszystko w ratach. Pierwsza przyszła po tygodniu. Sto pięćdziesiąt złotych. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mu się naprawić to, co zepsuł. Może tak. Może nie. My powoli zaczęliśmy zbierać od nowa. Bez niego. Tym razem konto ma Michał.
Dziadkowie dalej siedzą w swoim starym domu. I choć nie mają nowej łazienki, to mają coś, czego nie można im ukraść — rodzinę, która mimo wszystko nie poddaje się tak szybko.
Kacper, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Synek zrobił laurkę z okazji Dnia Babci. Teściowa się skrzywiła i powiedziała, że pewnie wygrzebał ją ze śmieci”
- „Mój teść zostawił swoim dzieciom pokaźny majątek. Szkoda, że zapomniał, kto gotował mu rosołki i o niego dbał”
- „W Dzień Babci spodziewałam się laurki i kwiatów, a wnuki zabrały mnie na lodowisko. Dawno się tak nie bałam”