Po ślubie mój małżonek przestał się w ogóle starać i patrzyłam na niego jak na kogoś zupełnie obcego. Podcinał mi skrzydła i najchętniej widziałby mnie tylko przy garach i sprzątającą w domu. Tak jakbym do niczego innego się nie nadawała. Kompletnie się rozmijaliśmy. Gdy w końcu zebrałam się w sobie i powiedziałam, że nie zgadzam się na takie traktowanie, wyszło szydło z worka. Nasze drogi rozjechały się całkowicie. Jak mogłam być tak ślepa?

WIDEO

player placeholder

To była tylko gra pozorów

Nie wiem jak do tego doszło, że zakochałam się w Pawle, a potem zgodziłam się na ślub. Teraz nie kocham go już z pewnością, a jedyne uczucia, które do niego żywię, to rozczarowanie. Między nami już od dłuższego czasu nie było najlepiej, choć obydwoje utrzymywaliśmy pozory zgranego małżeństwa. Sama zupełnie nie wiem po co. Gdy okazało się, że jestem w ciąży, zrezygnowałam z pracy i zostałam pełnoetatową panią do prania, sprzątania i gotowania, a przy okazji niańką do dziecka.I to za friko.

Paweł nieźle zarabiał, pracował w gastronomii, ale to wiązało się z tym, że ciągle go nie było. Jak już bywał w domu, to zazwyczaj potwornie zmęczony i chciał głównie odpoczywać i odsypiać ten intensywny czas w pracy. Posuwał się nawet do tego, że denerwował się, że dziecko mu płacze nad głową, albo chce się z nim bawić. Nie to było jednak najgorsze. Sytuacja zaczęła się jeszcze bardziej psuć, kiedy oświadczyłam, że chcę wrócić do pracy, a nasza mała Lenka pójdzie do przedszkola. Paweł od razu był na nie.

Zobacz także

– Po co ty chcesz iść do tej roboty? Ja dobrze zarabiam, a ty możesz spokojnie wychowywać naszą córkę, a nie oddawać ją jakimś obcym babom na cały dzień?

– Paweł, czy ty nie rozumiesz, że mi nie chodzi tylko o kasę – chciałam jeszcze jakoś dojść z nim do porozumienia – nie mogę tak nic nie robić całymi dniami, tylko przygotowywać jedzenie i odkurzać. Lenka też potrzebuje już rozwijać się społecznie, widywać inne dzieci, a nie tylko siedzieć w domu z mamusią w komfortowych warunkach.

Kompletnie to do niego nie docierało. Nie chciał tego zrozumieć, albo po prostu nie mieściło mu się w głowie, że kobieta może mieć większe aspiracje niż tylko bycie gospodynią domową czy opiekunką własnych dzieci. Może też po prostu tak mu  było najwygodniej. Miał wszystko podane pod nos i niczym nie musiał się martwić, ani nie kwiną palcem w domu. Niestety ja obstawałam przy swoim i zaczęłam bardzo aktywnie poszukiwać pracy. Nie wiem czy to łut szczęścia, czy może po prostu miałam odpowiednie wykształcenie i kompetencje, ale długo to nietrwało. Całkiem szybko dostałam pracę w międzynarodowej korporacji. Z pokaźną pensją i widokami na realną ścieżkę kariery.

Nie chciał mi pomagać

Każda normalna kobieta i jej mąż powinni się cieszyć z takiej sytuacji. U nas tak nie było. Lenka zaczęła chorować w przedszkolu i niestety Paweł wcale nie kwapił się do pomocy. Powiedziałam mu, że powinien mi teraz bardziej pomagać, że Lenka to też jego córka, wobec której ma obowiązki. Paweł unikał opieki nad nią jak ognia i próbował się od wszystkiego wykręcić. Nie wiem jak, ale chyba jakąś nadludzką siłą przekonałam go, żeby jednak trochę pomógł. W końcu był jej tatą!

Po kilkunastu tygodniach harówki w pracy dostałam podwyżkę, co wiązało się z wyjazdem na szkolenie trwające tydzień. Po powrocie nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Mieszkanie było tak zabałaganione, że jeszcze czegoś takiego nie widziałam. Brudy wysypywały się z kosza na pranie, a mój mąż rozparty jak basza urządzał sobie wakacje w najlepsze. Polegiwał  przed telewizorem z komórką w łapie, a Lenka bawiła się sama na brudnym dywanie. Gdy to wszystko zobaczyłam, nie mogłam wyjść z osłupienia.

– Dlaczego Lenka nie jest o tej porze w przedszkolu? – wydusiłam wreszcie z siebie.

– A nie chciało mi się rano wstawać. Mam parę dni wolnego, to bawimy się razem – burknął pod nosem gapiąc się w ekran i nawet na mnie nie patrząc.

– Bawicie się? – aż się zachłysnęłam. – Czemu wszędzie jest tak brudno i nic nieposkładane?

– No jak to czemu? Pojechałaś sobie, to i nikt nie posprzątał – zirytował się.

Wkurzyłam się nie na żarty, po prostu tego już było za wiele. Nie było ani krzty radości z powrotu do domu po tak długim czasie. Na powitanie była tylko jedna wielka kłótnia. Słychać nas było na pewno na całym osiedlu. Lenka aż zaczęła płakać z tego wszystkiego.

Czara goryczy się przelała

Moja mama szybko poznała prawdę o naszej relacji, bo Lenka powiedziała jej wszystko ze szczegółami. Że tatuś i mamusia się straszne pokłócili, a mamie płynęły potem łzy z oczu. Nie czekała ani chwili, tylko w te pędy poleciała wygarnąć Pawłowi, co o tym wszystkim myśli. I zaraz powiedziała, że tak traktować własnej żony nie należy. Reakcja Pawła była bardzo nerwowa i wybuchowa. Kazał jej nie wtykac nosa w nie swoje sprawy i nie gryzł się przy tym w język. Mama popatrzyła wymownie to na niego, to na mnie, a potem wypaliła.

– Skoro ty się nawet przy mnie nie hamujesz, to sobie wyobrażam, co tu się dzieje, kiedy mnie nie ma.

Paweł nic na to nie powiedział, może zrobiło mu się odrobinę głupio, ale mama ciągnęła dalej. Nie zamierzała dać za wygraną.

– Kochanie – popatrzyła na mnie –  nie możesz się godzić na takie traktowanie. Pamiętaj, że zawsze jesteśmy z tobą, nigdy nie będziesz sama, razem z tatą zawsze będziemy u twojego boku. Niezależnie od tego, co się będzie działo. 

Po tych słowach Paweł wyszedł trzaskając drzwiami, a ja zalałam się łzami. Gdy pojawił się kilka godzin później, oświadczył, że moja matka celowo namawia mnie na rozwód, bo i tak go nigdy nie lubili i nie chcieli w rodzinie. Bredził coś jeszcze, że nie życzy sobie, żeby moja matka właziła z buciorami w jego życie, ale ja już go nie słuchałam.

– Chcę, żebyś opuścił ten dom, natychmiast – wycedziłam, sama siebie zadziwiając. – Nie chcą twoich awantur, nie chcę ciągłych narzekań na mnie, na moją rodzinę. Nie chcę cię tu nigdy więcej widzieć! – emocje wzięły górę.

Miałam serdecznie dość 

Rano Paweł opuścił mieszkanie i przeniósł się do swojej mamusi, która oczywiście od razu zatelefonowała do mnie z wielkim fochem, że jak ja śmiałam jej syna tak potraktować.

– Niech mama zrozumie, że ja już nie mam siły się z nim handryczyć – usiłowałam jej coś jeszcze wytłumaczyć.

– Co ty opowiadasz, dziecko? Co ty wymyślasz? Paweł jest dobrym mężem i ojcem dla Lenki. Przecież on ma dobre serce!

– Mamo, on się wiecznie i o wszystko kłóci – próbowałam dalej – nie mam na to siły, ani już ochoty. Mam dość. Nie da się z kimś takim budować wspólnego życia.

Od tego czasu Paweł siedział u matki, a ja mieszkałam sama z Lenką. Ten cały „dobry mąż i ojciec” w ogóle nie interesowała się swoją córką, za to wydzwaniał do mnie i błagał mnie o to, bym dała nam jeszcze jakąś szansę. Myślałam o tym, ale on w ogóle się nie wysilił, żeby cokolwiek zmienić w swoim zachowaniu. Ciągle robił mi jakieś wymówki i winił za to, co się stało. Gdy chciałam, żeby wziął Lenkę na sobotę i niedzielę, od razu mi się ogryzał, że wtedy ja mam wolne i mogę wreszcie trochę się zająć własnym dzieckiem. Koszmar. Po kilku tygodniach takiego przeciągania liny, przeniosłam się po prostu do domu rodziców. To była woda na młyn Pawła.

– Celowo w ten sposób utrudniasz mi widywanie się z córką! – wrzeszczał. 

– Przecież ty w ogóle się z nią nie widujesz, o czym ty mówisz?! – odpowiadałam zirytowana. – Nie masz dla niej czasu, nie wspominając w ogóle o chęciach.

– Bo muszę harować jak wół – syczał. – Muszę wziąć coś na wynajem, bo zagarnęłaś sobie mieszkanie.

– Co ty gadasz? Mieszkasz teraz u matki prawie za darmo.

– A czekaj, czekaj? Co teraz będzie ze wspólnym mieszkaniem? Skoro stoi puste

– Ty chyba sobie żartujesz!  – aż się we mnie zagotowało. – O czym ty w ogóle mówisz? To mieszkanie należy do moich rodziców i wara ci od niego!

Paweł nic nie odpowiadał przez chwilę.

– Wspólne przecież miało się stać? – zapytał z wyrzutem.

– Miało, ale nie doszło do tego – odparłam. – Nie jesteśmy już razem, nic nie jest już nasze, nie ma żadnych nas, i sam do tego doprowadziłeś!

– Ja chcę próbować to naprawić, ty ciągle jesteś na nie. Marta, to jest bardzo trudny czas… żeby wynajmować, zapłacę za to niepotrzebnie wysoką cenę.

Był kimś zupełnie obcym 

Nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Kim stał się ten jeszcze niedawno bliski mi człowiek? Zmienił się w kogoś tak niewiarygodnie odpychającego, ze nie mogłam w to uwierzyć.

– Czy ty słyszysz, co mówisz? – odpowiedziałam. – Nie chcę już żadnych prób z tobą. Marzę tylko o rozwodzie. – wypaliłam, choć chyba jeszcze nawet tego nie rozważałam na chłodno. Wygadywał takie brednie, że nie mogłam już tego wytrzymać.

– Żarty sobie stroisz?! Nie dam ci rozwodu! Po moim trupie!

I kolejna kłótnia. W koło Macieju. Ale to wszystko tylko coraz bardziej umacniało mnie w mojej decyzji. Chciałam rozwodu i zacząć układać sobie życie na nowo, bez niego. Odkąd poszłam do pracy, mam swoje pieniądze, ale też, co najważniejsze, poczucie, że ktoś mnie docenia, zrozumiałam, że mam swoją wartość jako człowiek. Że nie muszę tylko sprzątać, gotować, czy prasować mężowi ubrań, żeby zasłużyć na szacunek. Na Pawła właściwie nigdy nie mogłam liczyć. Jedyne co było z jego strony pewno, to to, że będzie narzekał i miał jakieś fochy.

Teraz też zresztą nie daje za wygraną i ciągle pisze do mnie, że nie zgodzi się na żaden rozwód. Dzwoni o dziwnych późnych porach, nie licząc się z tym, że Lenka śpi, nie wspominając o mnie, i rozpacza, że to wszystko moja wina i nie chcę spróbować jeszcze raz. Nigdy nie wspomniał o tym co nas łączy, o córce, tylko w kółko bredzi coś o trudnej sytuacji finansowej i mieszkaniu. Miałam tego powyżej uszu. Każde jego słowo sprawiało, że odpychał mnie od siebie jeszcze bardziej. Im więcej mówił, im więcej dzwonił, im więcej ględził, tym bardziej miałam go dosyć. Kiedy zaczął coś przebąkiwać o jakiejś zdradzie z mojej strony, tego już było za wiele.

– Opanuj się człowieku! Nie było żadnej zdrady z mojej strony, ale może i trzeba było zrobić to już dawno! Składam papiery rozwodowe, między nami nic się już nie wydarzy. Nie licz na nic, to jest koniec. Wystarczy.

Kilka dni później byłam już w kancelarii adwokackiej. Chciałam jak najszybciej to załatwić, bez przepychanek, bez orzekania o winie, byleby mieć to z głowy. Nie było nawet zbyt wiele do podziału. Mieszkanie to własność rodziców, auto pozwoliłam mu wziąć, ale chciałam jednak alimentów dla Lenki. Oczywiście wtedy zaczęły się gorzkie żale, że chcę go puścić torbami, że żądam niemożliwego, a on nawet nie ma gdzie się biedy podziać. Nic mnie to jednak nie obchodziło. To też jego dziecko. Robił z siebie jakiegoś biednego wyrzutka, a ze mnie kogoś kto mu wszystko złośliwie zabrał.

Nic z tych rzeczy nie było prawdą. Teraz mieszkamy z Lenką u rodziców, ale dzięki temu mam dla niej opiekę, kiedy tylko potrzebuję. Pracuję hybrydowo i muszę jeździć do siedziby firmy, bo są szkolenia. Pracuję dużo i długo, ale dzięki temu nieźle zarabiam i też rozwijam się zawodowo. Paweł niestety jako ojciec ciągle daje plamę. Jedyne w czym jest naprawdę dobry, to wieczne marudzenie. Dzięki Bogu, nie muszę już tego codziennie wysłuchiwać.

Marta, 41 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: