Zaczęło się od jednego spotkania na wystawie fotografii. Byłem wtedy z Karoliną już od blisko dwóch lat. Nasz związek był spokojny, bezpieczny, ułożony. Mieliśmy swoje rytuały, znaliśmy swoje nawyki. Była moją ostoją. Ale tamtego wieczoru na wystawie poznałem Sylwię. 

WIDEO

player placeholder

Zauroczyła mnie

Sylwia była jak burza. Spontaniczna, głośna, pełna pasji i nieprzewidywalna. Skończyliśmy na długim spacerze po mieście. Nie planowałem tego, nie szukałem nowej relacji, ale coś mnie do niej ciągnęło. Zamiast urwać kontakt, pozwoliłem sobie na jeszcze jedno spotkanie. Potem kolejne. Zanim się zorientowałem, prowadziłem dwa równoległe życia.

Moja praca w firmie budowlanej wymagała częstych wyjazdów i nienormowanego czasu pracy. To stało się moją tarczą. Karolinie mówiłem, że muszę nadzorować budowę na drugim końcu województwa. Sylwii tłumaczyłem, że moje biuro znajduje się poza miastem i czasem muszę tam nocować, by domknąć formalności. Mój kalendarz w telefonie był dziełem sztuki. Czerwone kropki oznaczały czas dla Karoliny, niebieskie dla Sylwii. Pilnowałem każdego szczegółu.

Zobacz także

– Znowu musisz jechać? – zapytała Karolina pewnego wieczoru. – Przecież miałeś mieć wolny weekend.

– Wiem, przepraszam cię najmocniej – odpowiedziałem. – Pojawił się problem z podwykonawcami. Obiecuję, że w przyszłym tygodniu pójdziemy na kolację. Będę bardzo tęsknił.

Pół godziny później siedziałem w samochodzie, zmieniając koszulę na sweter, który lubiła Sylwia, i kasując z pamięci telefonu ostatnie wiadomości od Karoliny. Dojeżdżając pod blok Sylwii, czułem znajomy dreszcz adrenaliny.

Grałem na dwa fronty

Moja bańka iluzji zaczęła pękać na początku wiosny. Karolina, która od dłuższego czasu narzekała na brak rozwoju w swojej dotychczasowej firmie, postanowiła zmienić pracę. Przez kilka tygodni wysyłała CV, chodziła na rozmowy, aż w końcu pewnego popołudnia zadzwoniła do mnie pełna entuzjazmu.

– Dostałam to stanowisko! – krzyczała do słuchawki. – Zaczynam od pierwszego w dziale administracji.

– To wspaniale, kochanie, jestem z ciebie ogromnie dumny – odpowiedziałem szczerze, ciesząc się jej radością. 

Zaledwie tydzień później siedziałem u Sylwii. Od miesięcy pracowała jako wolny strzelec, co bywało dla niej męczące ze względu na niestabilność zleceń.

– Muszę ci o czymś powiedzieć – zaczęła z tajemniczym uśmiechem. – Koniec z pracą w piżamie. Zdecydowałam się na etat. Przyjęli mnie do agencji w centrum. Będę w zespole projektantów.

– Naprawdę? A do jakiej dokładnie?

– Mają siedzibę w tym nowym szklanym biurowcu – odpowiedziała z uśmiechem.

To była dokładnie ta sama firma, do której kilka dni wcześniej dołączyła Karolina. W jednej sekundzie mój starannie poukładany świat zaczął się chwiać w posadach. Próbowałem przekonać Sylwię, że to może zły pomysł, że praca w korporacji zabije jej kreatywność, ale ona była zdeterminowana. Klamka zapadła. Obie moje partnerki miały pracować w jednym budynku.

Nie mogłem uwierzyć

Pierwsze tygodnie ich nowej pracy były dla mnie koszmarem. Żyłem w ciągłym napięciu. Zrezygnowałem z częstych spotkań na mieście, tłumacząc się nawałem pracy. W rzeczywistości bałem się, że któraś z nich zobaczy mnie z tą drugą podczas przerwy na lunch.

Moje obawy szybko okazały się uzasadnione, choć problem nadszedł z zupełnie innej strony. Agencja, w której pracowały, bardzo stawiała na integrację zespołów. Działy często ze sobą współpracowały. Podczas jednego z wieczorów u Karoliny usłyszałem coś, co zmroziło mi krew w żyłach.

– Wiesz, praca jest naprawdę super – opowiadała. – Ludzie są niezwykle otwarci. Ostatnio na zebraniu poznałam dziewczynę z działu graficznego. Ma na imię Sylwia. Jest niesamowicie barwną osobą, zupełnie inną niż ja, ale jakoś od razu złapałyśmy kontakt. Wyobraź sobie, że dzisiaj razem poszłyśmy na kawę.

Milczałem, wpatrując się w stół. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach, szukając jakiejkolwiek deski ratunku.

– O, to miłe – wydusiłem w końcu. – Zawsze mówiłaś, że brakuje ci w pracy kogoś, z kim mogłabyś po prostu porozmawiać.

– Dokładnie! – uśmiechnęła się szeroko. – Sylwia jest świetna. Opowiadała mi trochę o swoim życiu. Też ma faceta, który ciągle jest w rozjazdach. Śmiałyśmy się, że mamy podobne problemy.

Zrobiło mi się słabo

Kilka dni później sytuacja powtórzyła się, gdy byłem u Sylwii.

– Poznałam w biurze taką fajną dziewczynę, Karolinę. Pracuje w administracji. Bardzo ciepła osoba. Wyobraź sobie, że jej partner też jest jakimś menedżerem i rzadko bywa w domu. Powiedziałam jej, że musimy kiedyś zorganizować podwójne wyjście, żebyście mogli się poznać i ponarzekać na nas.

Pętla zaciskała się z każdym dniem. Starałem się unikać tematów pracy, zmieniałem wątki, gdy tylko padało imię jednej z nich. Wprowadziłem rygorystyczne zasady: nigdy nie odbierałem telefonu przy drugiej osobie, wyłączyłem powiadomienia, a mój samochód parkowałem kilka przecznic dalej, by żadna z nich nie rozpoznała go z okien biurowca. Jednak to wszystko było tylko odsuwaniem nieuniknionego.

Miałem spędzić ten wieczór z Karoliną. Planowaliśmy spokojną kolację w domu. W ciągu dnia otrzymałem od niej wiadomość: „Przyjdź trochę wcześniej, jeśli możesz. Przygotowałam niespodziankę”. Wstąpiłem do kwiaciarni, kupiłem bukiet jej ulubionych tulipanów i pojechałem do jej mieszkania.

Poznały się

Otworzyłem drzwi własnym kluczem. W przedpokoju nie paliło się światło, ale z salonu dobiegał szmer rozmowy. Ściągnąłem płaszcz, zastanawiając się, czy Karolina zaprosiła kogoś z rodziny.

– Kochanie, już jestem! – zawołałem, wchodząc do pokoju z kwiatami w dłoni.

Zatrzymałem się w pół kroku. W salonie na kanapie siedziały dwie kobiety. Karolina i Sylwia. Obie patrzyły na mnie w całkowitym milczeniu. Na stoliku, między dwiema filiżankami, leżał telefon, a ekran wyświetlał moje zdjęcie z Sylwią – zrobione przed kilkoma miesiącami w górach. Obok leżał telefon ze zdjęciem moim i Karoliny.

– To niesamowite, jak wy potraficie być przewidywalni – powiedziała Karolina, nie odrywając ode mnie wzroku.

– O czym wy mówicie? – zapytałem, choć wiedziałem, że gra jest skończona.

– O twoich wyjazdach do rzekomych podwykonawców – odezwała się Sylwia. – Zastanawiałyśmy się dzisiaj przy kawie, dlaczego nasi mężczyźni nigdy nie mają dla nas czasu. Zaczęłyśmy wymieniać się doświadczeniami. Datami. Okazało się, że twój wyjazd służbowy pokrywa się idealnie z moim czasem wolnym. I na odwrót.

Gra się skończyła

– Dziewczyny, to nie tak, ja mogę wszystko wytłumaczyć.

– Przestań! – przerwała mi Karolina, wstając gwałtownie. – Nie pogrążaj się. Pokazałam Sylwii twoje zdjęcie. Chciałam się pochwalić swoim wspaniałym, zapracowanym partnerem. Myślałam, że zemdleje, kiedy zobaczyła ekran. 

– Wiesz, co jest w tym najgorsze? – zapytała Sylwia. – Że obie ci wierzyłyśmy. Obie martwiłyśmy się, że za dużo pracujesz, że jesteś przemęczony. A ty po prostu układałeś sobie harmonogram oszustw.

– Oddaj klucze – poprosiła Karolina, wyciągając do mnie rękę. 

Wyciągnąłem brelok z kieszeni i położyłem go na jej dłoni

– Proszę was, wysłuchajcie mnie. Ja naprawdę… – urwałem, bo dotarło do mnie, że nie mam nic na swoją obronę. Kochałem je obie na swój własny, egoistyczny sposób, ale ta miłość była zbudowana na fundamentach kłamstwa.

– Wyjdź – powiedziała Karolina. – Nie chcę cię więcej widzieć. I nie próbuj do nas dzwonić.

Kiedy zamknęły się za mną drzwi mieszkania Karoliny, poczułem przeraźliwą pustkę. W ciągu jednego popołudnia straciłem wszystko. Moja podwójna gra przyniosła mi jedynie podwójną stratę. Myślałem, że oszukując dwie kobiety, mam kontrolę nad życiem. Tymczasem jedyną osobą, którą tak naprawdę oszukałem i zniszczyłem, byłem ja sam. Zapłaciłem najwyższą cenę za własną arogancję i brak szacunku do ludzkich uczuć.

Łukasz, 37 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: