Światło wpadające przez otwarte okiennice mojego apartamentu na Mykonos było absolutnie perfekcyjne. Złociste, miękkie, idealnie podkreślające biel ścian i błękit prywatnego basenu. Usiadłam na brzegu leżaka, ułożyłam zwiewną, jedwabną sukienkę tak, aby wyglądała na niedbale rzuconą przez wiatr, i uniosłam telefon. Zrobiłam kilkanaście zdjęć, wybierając to, na którym mój uśmiech wydawał się najbardziej promienny i beztroski. Szybka korekta kolorów, delikatne wygładzenie cery i mogłam dodać opis.

WIDEO

player placeholder

Byłam na szczycie

Raj na ziemi z moim ukochanym. Kolejny wspaniały dzień naszej greckiej przygody. Życie jest piękne, gdy dzieli się je z właściwą osobą. Dziękuję, że jesteś. Kliknęłam przycisk publikacji. W ciągu zaledwie kilku sekund posypały się setki serduszek i komentarzy. Moje obserwatorki zachwycały się widokami, moją stylizacją i wspaniałym związkiem. Byłam na szczycie. Jako influencerka lifestyle'owa z ponad pół milionem obserwujących, wiedziałam, jak karmić moją społeczność obrazkami z życia, o którym same marzyły. Tyle że to życie od kilkudziesięciu godzin już nie istniało.

Gdy tylko opublikowałam post, mój wyuczony, szeroki uśmiech zniknął. Odrzuciłam telefon na białą pościel i ukryłam twarz w dłoniach. Z moich oczu popłynęły gorzkie, piekące łzy. Płakałam cicho, by nikt z obsługi hotelowej przechodzącej korytarzem mnie nie usłyszał. Byłam na jednej z najpiękniejszych wysp świata zupełnie sama.

Zobacz także

Kamil po prostu odwrócił się i odszedł

Kamil zostawił mnie zaledwie dwie godziny przed wylotem. Staliśmy w hali odlotów, wokół nas przewijały się tłumy spieszących się podróżnych, a on po prostu odłożył moją walizkę na bok. Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym chłodu i rezygnacji. Pamiętam każde jego słowo. Powiedział, że nie potrafi już żyć w teatrze, który dla nas wyreżyserowałam. Że każdy nasz krok, każdy pocałunek i każdy posiłek to dla mnie tylko materiał na kolejną relację w internecie. Stwierdził, że zatraciłam siebie, a on nie chce być rekwizytem w moim idealnym, wirtualnym świecie.

Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, odwrócił się i odszedł. Zostałam tam, w środku wielkiego terminala, z dwoma biletami na pierwszą klasę i opłaconym z góry, bajońsko drogim pobytem na Mykonos, który miał być naszą romantyczną przedślubną podróżą. Nie mogłam zrezygnować z tego wyjazdu. Podpisałam kontrakty na lokowanie produktów, miałam zaplanowane sesje zdjęciowe kosmetyków na tle greckich krajobrazów.

Gdybym przyznała się do rozstania, musiałabym odwołać kampanie i zwrócić ogromne zaliczki, na co nie było mnie stać. Poza tym, wizja publicznego upokorzenia przerażała mnie bardziej niż cokolwiek innego. Zdecydowałam się więc lecieć sama i podtrzymywać iluzję idealnego związku. W końcu przez lata nauczyłam się perfekcyjnie udawać.

Przez pierwsze dwa dni mojego pobytu nie wychodziłam z pokoju dalej niż na hotelowy taras. Zamawiałam posiłki do apartamentu, robiłam zdjęcia dwóch filiżanek kawy na stoliku, kadrując je tak, by sugerowały obecność drugiej osoby. Wieczorami leżałam w łóżku, wpatrując się w sufit i walcząc z ogarniającym mnie poczuciem pustki i samotności.

Musiałam coś wymyślić

Trzeciego dnia poczułam, że muszę opuścić te cztery ściany. Duszne powietrze w pokoju zaczęło mnie przytłaczać. Włożyłam prostą lnianą sukienkę, założyłam ogromne okulary przeciwsłoneczne i zeszłam do hotelowego patio, by zamówić mrożoną herbatę. Miałam nadzieję, że wmieszam się w tłum turystów i przez chwilę poczuję się jak zwyczajna osoba, a nie uwięziona we własnym kłamstwie celebrytka. Zajęłam stolik w rogu, w cieniu rozłożystego drzewa oliwnego. Właśnie upijałam pierwszy łyk zimnego napoju, gdy usłyszałam znajomy głos.

– Marta? O rany, to naprawdę ty!

Zamarłam. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Anię, znajomą stylistkę z Warszawy, z którą często współpracowałam przy różnych projektach. Szła w moim kierunku z szerokim uśmiechem, trzymając za rękę swojego męża. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe.

– Ania! Co za niespodzianka – wykrztusiłam, starając się brzmieć entuzjastycznie. Wstałam i przywitałyśmy się chłodnym uściskiem.

– Widziałam twoje relacje! Wiedziałam, że jesteś gdzieś na wyspie, ale nie sądziłam, że trafimy na siebie w tym samym hotelu. Gdzie masz swojego narzeczonego? Kamil chyba nie zostawił cię samej w takim pięknym miejscu?

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Moje myśli pędziły z prędkością światła. Musiałam coś wymyślić, cokolwiek, co uratuje moją legendę.

– Kamil... on pojechał na chwilę do centrum miasta. Miał załatwić jakąś sprawę związaną z wynajmem łodzi na jutro. Chciał mi zrobić niespodziankę, ale trochę mu się przedłuża – skłamałam gładko, choć w środku cała drżałam.

– O, to cudownie! Słuchajcie, musimy koniecznie zjeść razem kolację. My idziemy teraz na spacer, ale spotkajmy się wieczorem. Zobaczymy się wszyscy razem, nadrobimy zaległości. Nie przyjmuję odmowy!

Zanim zdążyłam wymyślić wymówkę, Ania pomachała mi wesoło i odeszła ze swoim mężem. Zostałam sama, wpatrując się w pustą przestrzeń. Moja misternie tkana sieć kłamstw właśnie zaczęła się rwać. Ania była niezwykle aktywna w branży, znała moich znajomych. Jeśli nie pojawię się z Kamilem, zacznie zadawać pytania. Jeśli wyznam jej prawdę, jutro cała Warszawa będzie wiedziała, że moje relacje to farsa.

Potrzebowałam natychmiast narzeczonego

Musiałam coś zrobić. Wróciłam do pokoju i zaczęłam nerwowo krążyć od ściany do ściany. Potrzebowałam jakiegoś zdjęcia. Choć jednego, niewyraźnego dowodu na to, że mój narzeczony tu jest. Zbliżał się wieczór, a ja wpadłam na najbardziej absurdalny pomysł w moim życiu. Skoro i tak wszystko było kłamstwem, dlaczego nie posunąć się o krok dalej? Opuściłam hotel i udałam się w stronę wąskich, gwarnych uliczek miasta. Szukałam kogoś, kto choć odrobinę przypominałby Kamila z sylwetki i koloru włosów.

Spacerowałam wśród białych budynków z niebieskimi drzwiami, mijając dziesiątki par i grup przyjaciół. W końcu, w jednej z małych kawiarni, zauważyłam mężczyznę. Siedział tyłem do ulicy, miał ciemne, lekko kręcone włosy i szerokie ramiona. Z profilu przypominał mojego byłego partnera na tyle, że na niewyraźnym zdjęciu nikt nie zauważyłby różnicy. Wzięłam głęboki oddech, zebrałam resztki odwagi i podeszłam do jego stolika.

– Przepraszam – zaczęłam niepewnie, stojąc nad nim. – Mówisz po angielsku?

Mężczyzna odwrócił głowę. Miał bystre, ciemne oczy i lekki zarost. Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, po czym skinął głową.

– Tak. W czym mogę pomóc?

– To zabrzmi dziwnie, bardzo dziwnie. Ale jestem w desperackiej sytuacji. Potrzebuję... potrzebuję, żebyś przez chwilę udawał mojego narzeczonego. Tylko do jednego zdjęcia. Zapłacę ci. Dam ci pięćset euro, jeśli po prostu zapozujesz ze mną, odwrócony nieco tyłem, żeby nie było widać dokładnie twojej twarzy.

Mężczyzna uniósł brwi. Na jego twarzy pojawił się wyraz niedowierzania, a potem lekkiego rozbawienia. Odsunął krzesło i wskazał mi miejsce naprzeciwko siebie.

– Usiądź. Zanim wezmę twoje pieniądze, powiedz mi, dlaczego młoda, piękna kobieta musi kupować sobie narzeczonego do zdjęcia.

Nie miałam już siły udawać

Usiadłam, czując ogromne zmęczenie. Moja maska opadła. Nie miałam już siły udawać przed tym obcym człowiekiem.

– Jestem osobą publiczną w moim kraju. Ludzie śledzą moje życie. Mój narzeczony zostawił mnie przed wylotem tutaj. Nie mogłam przyznać się do tego publicznie, więc udaję, że tu jest. Niestety, spotkałam znajomych i muszę im udowodnić, że on istnieje i spędza ze mną czas. Jeśli tego nie zrobię, moja kariera i reputacja legną w gruzach. Proszę, to tylko jedno zdjęcie.

Mężczyzna patrzył na mnie przez dłuższą chwilę. W jego spojrzeniu było coś chłodnego, analizującego. Na stoliku leżał jego telefon, obok małej filiżanki kawy.

– Rozumiem – powiedział w końcu, powoli kiwając głową. – Życie dla pozorów. Tworzenie bajki, w którą sama chciałabyś wierzyć. Pięćset euro za jedno zdjęcie, które przedłuży twoje kłamstwo o kolejny dzień.

– Tak – szepnęłam, czując rosnący wstyd. – Zrobisz to?

W porządku. Zrobię to. Nie potrzebuję twoich pieniędzy, po prostu pomogę ci w tej... trudnej sytuacji.

Ucieszyłam się, czując gigantyczną ulgę. Przeszliśmy kawałek dalej, na malowniczy taras z widokiem na zachodzące słońce. Poprosiłam przechodzącego turystę o zrobienie nam zdjęcia. Stanęłam blisko nieznajomego, oparłam głowę na jego ramieniu, a on delikatnie objął mnie w talii, odwracając głowę w stronę morza. Na ekranie telefonu wyglądaliśmy jak idealna, zakochana para. Podziękowałam mu szybko, chcąc jak najszybciej uciec od niezręczności tej sytuacji. Wręczyłam mu mimo wszystko banknot, który przygotowałam, ale on pokręcił głową z dziwnym uśmiechem na ustach.

– Zatrzymaj je. Z pewnością ci się przydadzą. Miłego wieczoru, Marta.

Zdziwiłam się, skąd zna moje imię, ale zrzuciłam to na karb tego, że pewnie przedstawiłam się na początku rozmowy. Wrzuciłam zdjęcie do sieci z podpisem o romantycznym wieczorze. Odwołałam kolację z Anią, tłumacząc to nagłym bólem głowy, ale zaznaczyłam, że wspaniale spędzamy czas we dwoje. Byłam uratowana.

Film miał miliony wyświetleń

Mój spokój trwał dokładnie do następnego poranka. Obudził mnie dźwięk wibrującego telefonu. Spojrzałam na ekran. Miałam setki powiadomień, dziesiątki nieodebranych połączeń od mojego menedżera, wiadomości od znajomych. Zdezorientowana odblokowałam ekran i otworzyłam pierwszą wiadomość od Ani. Widniał tam tylko link do zagranicznego serwisu społecznościowego i jedno zdanie: Jak mogłaś?

Kliknęłam w link z drżącymi dłońmi. Ekran załadował film. Zobaczyłam na nim siebie, siedzącą w małej kawiarni na Mykonos. Słyszałam swój własny, błagający głos. Potrzebuję, żebyś udawał mojego narzeczonego. Tylko do jednego zdjęcia. Zapłacę ci. Mężczyzna, którego prosiłam o pomoc, okazał się twórcą internetowym obnażającym absurdy świata influencerów. Jego telefon leżący na stoliku nagrywał naszą rozmowę. W filmie opowiedział o tym, jak podeszłam do niego, zdesperowana, oferując pieniądze za podtrzymanie kłamstwa. Pokazał zdjęcie, które wrzuciłam do sieci, i zestawił je z nagraniem mojej żałosnej prośby.

Film miał już miliony wyświetleń. Moje sekcje komentarzy płonęły. Obserwatorzy czuli się oszukani, sponsorzy zaczęli zrywać umowy w trybie natychmiastowym. Iluzja, którą budowałam latami, runęła w ciągu kilku godzin. Siedziałam na brzegu łóżka w luksusowym apartamencie, patrząc na greckie słońce, które wciąż świeciło tak samo jasno. Ale mój świat bezpowrotnie zgasł. Zapłaciłam najwyższą cenę za to, by w oczach obcych ludzi wydawać się kimś, kim dawno przestałam być.

Marta, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: