Gdy syn w końcu zdecydował się na dzieci, byłam najszczęśliwszą babcią na świecie. Która babcia, by nie była? I oczywiście zadeklarowałam, że będę im pomagać przy w wnukach, jak tylko będę mieć czas. W najczarniejszych koszmarach nie przypuszczałam, że aż tak sobie to zapamiętają i wykorzystają do cna moje dobre serce.

WIDEO

player placeholder

Od zawsze chciałam mieć wnuki

Syn i jego żona zbyt szybko po ślubie nie chcieli mieć dzieci. Najpierw, mówili, kariera, a potem zobaczymy. Ku mojej oczywiście rozpaczy.

– Mamuś, daj spokój, to jeszcze nie czas. Chcemy pożyć, poza tym w pracy oboje mamy sporo na głowie, ja być może szybko doczekam się awansu, a Ewa teraz kieruje bardzo dużym zespołem – Piotr wydawał się bardzo poważny i skupiony na tym, co mówi.

Zobacz także

– Oczywiście, skarbie, nic nie mówię, ale czas leci.Nie jesteście już dwudziestolatkami – subtelnie dawałam znać, co o tym myślę. – Jednak rodzice powinni mieć trochę siły, żeby sprostać obowiązkom rodzicielskim. Zarwane noce i wiele innych rzeczy, na to wszystko potrzeba zdrowia. Im później, tym wam będzie trudniej. A teraz macie też mnie do pomocy, więc warto z tego skorzystać – tłumaczyłam.

– Mama, wiem, wiem, dziękujemy, ale no zrozum, nie tylko ty musisz być gotowa, jeszcze my jako rodzice musimy wstrzelić się w odpowiedni dla nas czas – odpowiadał mi Piotr z uśmiechem.

– Tak, tak, moje dziecko, wiadomo. Ale na mnie możecie zawsze liczyć w razie co – podkreślałam, żeby ich jakoś zachęcić.

Kiedy w końcu okazało się, że żona Piotrka, Ewa, jest w ciąży, aż pękałam z radości i dumy. Niecierliwie czekałam na narodziny.

– To najwspanialsze wieści na świecie! Może będzie pierwsza wnusia w rodzinie? Uwielbiam swoich wnuków, ale chłopaki zawsze szaleją, więc przydałaby się jakaś cudna dziewczynka dla równowagi – śmiałam się wniebowzięta, że lada moment przywitamy kolejne dziecko w rodzinie.

Siostra Piotra, Marta, miała już dwóch synów. Piotrek był najmłodszy z rodzeństwa więc znałam z własnego doświadczenie trudy późnego macierzyństwa. U mnie to nie było planowane, po prostu los tak chciał. Po pierwszym dziecku, drugie nie spieszyło się na świat. A kiedy wreszcie moje marzenie się ziściło, byłam już po trzydziestce. Ciężko mi było nadążyć za małym Piotrusiem – sił mi już brakło, energia nie ta sama, co przy pierwszej córeczce.

Wreszcie babcia na pełen etat

Starsza córka niekoniecznie potrzebowała mnie przy swoich dzieciach. Dobrze im się wiodło z mężem, wiec od razu wynajęli opiekunkę, która była z nimi cały czas. Zresztą ja też wcale nie miałam tyle czasu, bo wtedy jeszcze chodziłam do pracy. Gdy syn z synową zdecydowali się na dziecko, ja już byłam na emeryturze, zwarta i gotowa do pomocy. Mam wrażenie, że cieszyło mnie to jeszcze bardziej, że będę mogła w tym uczestniczyć, że będę częścią tego wspaniałego cudu.

– Kochana, nic się nie martw, ja będę przy was, zawsze wam pomogę. Wiem, że chcesz utrzymać pracę, więc jak tylko będziesz chciała wrócić do swojej firmy, to ja będę was tylko wspierać.

– Och, dziękuję, mamuś, nie dalibyśmy sobie rady bez ciebie – Ewa była bardzo wdzięczna, wzruszona i miała łzy w oczach.

Kolejna niespodzianka wypłynęła bardzo szybko. Otóż Ewa była w ciąży z bliźniętami! Ja nie posiadałam się z podwójnej radości, ale syn z synową niestety martwili się o wszystko. 

– Nie wiem, naprawdę, jak my sobie teraz poradzimy? Na wszystko trzeba będzie więcej czasu, więcej pieniędzy… Na pewno nie dam rady wrócić do pracy w takiej sytuacji – lamentowała Ewa.

– Kochana, to naprawdę niesamowite szczęście i dar, że będziecie mieć dwoje dzieci. Pewnie nie będzie to łatwe na początku, ale na pewno trudności szybko pokonacie i będziecie mieć podwójną radość – starałam się ich podtrzymywać na duchu.

W czasie, gdy Ewa czekała na swoje podwójne szczęście, ja zaczęłam dorywczo pracować. Przeszłam  na emeryturę, to prawda, ale wciąż miałam jeszcze chęć, żeby coś robić w życiu. Poza tym, nie ukrywam, że każde pieniądze się przydadzą. Zatrudniono mnie na zastępstwo w biurze, w którym wcześniej pracowałam. Przychodziłam tam kilka razy w tygodniu po parę godzin i miałam za to nawet pokaźną sumkę, chyba z tego względu, że mnie tam jeszcze znali i pamiętali. To było bardzo przyjemne i bardzo mi pasowało, że mam dodatkowe pieniądze, a przy okazji jestem elastyczna. Gdy Piotr powiedział mi, że bliźnięta będą dziewczynkami, po prostu oniemiałam, a zaraz potem zaczęłam płakać z radości.

– Nie mogę w to uwierzyć! Dwie dziewczynki! Bóg jest jednak łaskawy! Niech już się pojawią na tym świecie, nie mogę się doczekać – niecierpliwiłam się i skakałam ze szczęścia jednocześnie.

Synowa z czasem przestała się zamartwiać o wszystko i również, razem z synem, zaczęli się po prostu radować na myśl o tym, co ich czeka.

– Pokój już urządzony i nakpiłam im tyle ubranek, że chyba nie zdążą tego wynosić – opowiadała Ewa cała w skowronkach. – Wiem, że nie będzie łatwo, ale czuję, że razem damy radę podołać temu podwójnemu szczęściu. 

– Na pewno, kochana, na pewno – odpowiadałam i ściskałyśmy się obie ze wzruszenia.

Córeczki nie były najłatwiejsze 

Gdy Piotr dał mi znać, że zaczął się poród, od razu stawiłam się w szpitalu. Niestety nie wszystko poszło gładko i szybko, a Ewa dość ciężko to przeżyła. Dzięki Bogu, obie wnusie urodziły się całe i zdrowiuteńkie, okrąglutkie i z ogromnym temperamentem, że tak to nazwę delikatnie. Od razu było wiadomo, że do spokojnych i łatwych dzieci nie należą. Pierwsze noce po narodzinach Ewa była wykończona i bardzo słaba. Przeprowadziłam się więc do nich na kilka dni, żeby pomóc im przy niemowlętach. 

– Matko Święta! Jak tylko jedna zamknie oczka, to za chwilę druga zaczyna płakać wniebogłosy – opowiadał z przerażeniem Piotr. – Mamuś, co robić? Ratuj!

– Nic na to nie poradzisz. Tak już jest z dziećmi i tak właśnie to wygląda na co dzień – próbowałam zażartować, ale mi nie wyszło, bo sama ledwo na oczy patrzyłam od tych pobudek nocnych.

Piotrek popatrzył na mnie z autentycznym strachem w oczach, jakby nagle do niego dotarło, w co się wpakował. Gdy Ewa trochę już się ogarnęła, wyniosłam się wreszcie do siebie. Chciałam ich oczywiście doglądać, zwłaszcza te maleństwa, ze dwa razy w tygodniu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że synowa wraz z synem chcą, żebym pojawiała się o wiele częściej w tygodniu.

– Mamuś, my dziś spaliśmy nie więcej niż cztery godzinki. Błagam, czy nie chciałabyś dziś troszeczkę poopiekować się wnusiami, a my byśmy odrobinkę pospali?  – syn przez telefon miał żałosny głosik.

– No, tak, tak… ale muszę zgłosić w pracy, że się dziś nie pojawię – powiedziałam na to.

No nic, będę mieć mniej pieniędzy, ale sama deklarowałam, że jak mnie będą potrzebować, to im pomogę. Pewnie już niebawem ogarną całą sytuację i dadzą sobie radę bez dodatkowych rąk. Byłam jednak w wielkim błędzie. Piotr i Ewa właściwie uznawali mnie za trzeciego pełnoprawnego rodzica ich córeczek. Oczywiście nie mogłam się nacieszyć kontaktem z tymi kruszynkami i bardzo chciałam ich wspierać, jako mama i babcia, jednak trochę martwiła mnie perspektywa całkowitej zmiany mojego życia i obowiązków.

– Mamuś, a nie wpadłabyś dziś na troszeczkę do dziewczynek? Koleżanka organizuje imprezę urodzinową, której nie mogę przegapić, a nic tylko siedzę z pieluchami i mlekiem i tak na zmianę – błagalnym tonem Ewa mnie przekonywała.

Trochę mnie to dziwiło, że młoda kobieta nie rozumie, że teraz jednak, póki dzieci są małe, musi być blisko nich i że to naturalna kolej rzeczy. Ale poszłam jej na rękę i zostałam z wnuczkami. Jednak takich sytuacji zaczęło być coraz więcej i zrozumiałam że syn z synową właściwie traktują mnie jak darmową pomoc domową, która ma być zawsze na czas, zawsze gotowa, kiedy tylko będą potrzebować. Ewa była na macierzyńskim i nie do końca rozumiałam to jej lamentowanie. Od czego jest macierzyński? Od latania po koleżankach, ja się pytam? Jak to się potoczy, jak ona wróci do pracy, nie wiem? Ja, emerytka, będę te dwa energiczne maluchy ogarniać? Zaczynało mnie to wszystko trochę już nawet przerażać.

Traciłam własną kasę

Kiedy wnuczki miały jakieś cztery miesiące, zorientowałam się, że z dorywczej pracy mam teraz o pięćdziesiąt procent mniej zarobków. Niestety bardzo mi się to dawało we znaki na co dzień. Oczywiście to nie była wina szefostwa firmy i tak bardzo poszli mi na rękę i miałam bardzo elastyczny grafik. Po prostu miałam coraz mniej czasu. W końcu pomyślałam sobie, że może zaproponuję synowi, żeby mnie zatrudnili na pełny etat i ze to wcale nie jest taki głupi pomysł. Nie będę musiała się martwić, co do garnka włożyć, a będę mogła im pomagać jeszcze więcej. Piotr oniemiał, jak usłyszał, co mam na ten temat do powiedzenia.

– Czy ja dobrze rozumiem?! Mamy ci płacić za opiekowanie się twoimi wnuczkami? – aż się zapowietrzył z oburzenia.

Synuś, ja muszę za coś żyć. A ciężko mi pracować, kiedy muszę być cały czas przy was. Ja wam chętnie pomogę, ale dłużej tak być nie może. Moja emerytura jest mała… Nie mogę na starość zostać zupełnie z niczym, muszę trochę zaoszczędzić na czarną godzinę, mieć jakiekolwiek zaplecze finansowe  – starałam się to racjonalnie mu wyłuszczyć.

– Jak to? To dopiero teraz o tym myślisz? Nie za późno? – opryskliwie mi odburknął. – Tyle nam naobiecywałaś, gdy Ewa spodziewała się bliźniczek! Że wsparcie, pomoc, zawsze będziesz przy nas… A teraz, co?

– Ale ja wam przecież, Piotruś, pomagam, jestem przy was, ale zrozum, ja nie mogę poświęcić całego swojego życia na pomaganie i nie mieć co do garnka włożyć w tym czasie. To jest dla mnie trudna sytuacja – odpowiedziałam konkretnie i na temat. 

– Mamusia, to może jednak wróć se do tego biura, a my wynajmiemy profesjonalną opiekunkę. No, coś takiego! Od własnego syna, żeby ciągnąć kasę za kontakt z własnymi wnuczkami! To już jednak dla mnie za dużo. Nie przypuszczałem, że dojdzie u nas do czegoś takiego. Nigdy – fuknął ze złością i wyszedł trzaskając drzwiami.

Ja też się tego nie spodziewałam po własnym synu. Obraza majestatu. Przez kolejne tygodnie ani razu nie wezwali mnie już do wnuczek. Trochę było mi smutno, ale jednocześnie… wreszcie się wsypałam i odpoczęłam jak królowa!

Jadwiga, 64 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: