Nigdy nie sądziłem, że w wieku sześćdziesięciu pięciu lat będę czuł się jak nastolatek przed pierwszą randką. Odkąd trzy lata temu odeszła moja żona, moje życie przypominało raczej wegetację niż prawdziwe funkcjonowanie. Praca, dom, rzadkie wizyty u córki, zakupy, telewizor.
WIDEO…
W kółko to samo
Kiedy lekarz zasugerował wyjazd do sanatorium w Busku Zdroju na podratowanie kręgosłupa i zszarganych nerwów, początkowo pukałem się w czoło. Ja, w uzdrowisku? Przecież tam jeżdżą tylko staruszkowie. Dałem się jednak namówić córce.
Spakowałem walizkę, wsiadłem do samochodu i pojechałem do miejsca, które słynie z tężni, parków i dancingów. Pierwsze dni były nudne i monotonne. Zabiegi, posiłki w stołówce, spacery po parku. Czułem się nieswojo wśród tych wszystkich ludzi, którzy wydawali się znać tu każdy kąt i każdą osobę. Aż do tego wtorkowego popołudnia, kiedy w pijalni wód mineralnych potrąciłem ramieniem jakąś panią, a z jej rąk wypadła torebka.
– Najmocniej panią przepraszam – wydukałem, schylając się niezgrabnie, by podnieść zgubę.
Kiedy się wyprostowałem, spojrzałem w oczy, które natychmiast mnie zahipnotyzowały. Była niezwykle zadbana. Wyglądała jak aktorka ze starego francuskiego filmu.
– Nic się nie stało – odpowiedziała miękkim, melodyjnym głosem. – Czasami warto na kogoś wpaść, żeby chociaż na chwilę wyrwać się z tej sanatoryjnej rutyny.
Uśmiechnęła się, a ja poczułem, że moje serce zabiło mocniej. Tak poznałem Danutę.
Zaczęliśmy rozmawiać
Okazało się, że Danuta przyjeżdża do Buska niemal co roku. Znała tu najlepsze kawiarnie, wiedziała, gdzie podają najsmaczniejsze ciastka i w którym ośrodku gra najlepszy zespół. Zanim się obejrzałem, zaproponowała mi wspólne wyjście na wieczorek taneczny. Byłem spięty. Od lat nie tańczyłem, a już na pewno nie z tak piękną kobietą. Włożyłem najlepszą koszulę, wypastowałem buty i z bijącym sercem zszedłem do kawiarni. Danuta czekała już przy stoliku. Wyglądała olśniewająco.
– Nie denerwuj się tak – powiedziała, gdy niezgrabnie deptałem jej po palcach podczas pierwszego tańca. – Tu chodzi o to, żeby się bawić, a nie brać udział w turnieju.
Jej dotyk sprawił, że poczułem się wyjątkowo. Reszta wieczoru upłynęła nam na śmiechu, rozmowach i kolejnych tańcach. Czułem, że żyję. Kiedy kelner przyniósł rachunek, naturalnie zapłaciłem.
– Och, nie powinieneś – zaprotestowała słabo, ale nie próbowała otworzyć swojej torebki.
– To dla mnie przyjemność – odpowiedziałem z uśmiechem, wyciągając portfel.
Nie myślałem o tym
Jestem mężczyzną z zasadami, uważałem, że zapłacenie za kolację z piękną kobietą to mój obowiązek. Nie wiedziałem jeszcze, że to dopiero początek moich wydatków. Kolejne dni przypominały sen. Danuta spędzała ze mną każdą wolną chwilę.
Spacerowaliśmy pod tężniami, chodziliśmy na kawę, a wieczorami na dancingi. Szybko zorientowałem się, że moja towarzyszka ma bardzo drogi gust. Zwykła kawa w stołówce jej nie smakowała, musieliśmy chodzić do najelegantszej kawiarni w mieście. Obiady sanatoryjne były dla niej zbyt mdłe, więc niemal codziennie zapraszałem ją do restauracji. Zawsze płaciłem ja. Danuta potrafiła sprawić, że czułem się przy tym jak prawdziwy dżentelmen.
– Jesteś taki wspaniałomyślny – mówiła. – Mój były mąż nigdy nie potrafił o mnie tak zadbać. Czułam się przy nim taka nieważna.
Te słowa łechtały moje męskie ego. Chciałem jej udowodnić, że jestem lepszy, że potrafię zaopiekować się kobietą. Wkrótce rachunki za jedzenie przestały jej wystarczać.
Za wszystko płaciłem
Pewnego popołudnia spotkaliśmy się przed budynkiem zabiegowym. Danuta była wyraźnie przybita.
– Co się stało, Danusiu? – zapytałem z troską.
– Ach, szkoda gadać – westchnęła ciężko. – Lekarz zalecił mi serię dodatkowych masaży i okładów z borowiny. Twierdzi, że bez tego moje stawy całkowicie odmówią posłuszeństwa. Ale to zabiegi pełnopłatne. Kompletnie nie przygotowałam się na taki wydatek. Chyba będę musiała zrezygnować i jakoś znosić ten ból.
Zrobiło mi się jej strasznie żal. Spojrzałem na jej smutną twarz i podjąłem decyzję w ułamku sekundy.
– Ile to kosztuje? – zapytałem.
– Daj spokój, nie mogę… – zaczęła, ale w jej oczach błysnęła nadzieja.
– Pytam, ile to kosztuje. Założę za ciebie, oddasz mi, jak wrócimy do domów. Przecież zdrowie jest najważniejsze.
Kosztowało sporo. Kiedy płaciłem w recepcji, poczułem lekki niepokój, ale uśmiech i całus w policzek, którym obdarzyła mnie Danuta, szybko rozwiały moje wątpliwości.
Prawda wyszła na jaw
Tydzień później siedziałem sam w naszej ulubionej kawiarni. Danuta miała akurat te swoje dodatkowe zabiegi, za które zapłaciłem, więc postanowiłem poczytać gazetę przy kawie. Stolik obok zajmowały dwie starsze panie, które z zapałem plotkowały o innych kuracjuszach. Nie podsłuchiwałem celowo, ale w pewnym momencie usłyszałem imię mojej wybranki.
– Widziałaś, że Danuśka znów złowiła jakiegoś naiwniaka? – zapytała jedna z pań, poprawiając okulary.
– No pewnie, że widziałam. Wczoraj kupował jej szalik. Ona to ma tupet, co roku przyjeżdża i zawsze znajdzie kogoś, kto jej sponsoruje cały pobyt.
– W zeszłym roku był ten inżynier z Wrocławia – ciągnęła druga. – Zostawił tu chyba z dziesięć tysięcy na jej zachcianki. Myślał, że ona z nim zamieszka, a jak tylko turnus się skończył, to przestała odbierać telefony.
– Ona z tego żyje. Wybiera takich samotnych, trochę zagubionych wdowców i owija ich sobie wokół palca. A oni płacą za kolacje, masaże, kosmetyczki. Prawdziwa modliszka z Buska.
Wszystko nagle zaczęło układać się w logiczną całość. Brak gotówki, opowieści o rzekomych problemach finansowych, które cudownie znikały, gdy wyciągałem kartę płatniczą. Byłem dla niej tylko kolejnym bankomatem w sanatoryjnym turnusie.
Nie chciałem w to uwierzyć
Wolałem myśleć, że te kobiety to złośliwe plotkary, które zazdroszczą Danucie urody i powodzenia. Postanowiłem jednak sprawdzić moją ukochaną. Wieczorem spotkaliśmy się na kolacji. Danuta jak zwykle zamówiła najdroższe danie z karty. Była w wyśmienitym nastroju, opowiadała o tym, jak wspaniale czuje się po masażach.
– Wiesz, pomyślałam sobie o czymś – zaczęła słodkim głosem. – W tym nowym spa naprzeciwko parku mają niesamowite pakiety odnowy biologicznej. Taki kompleksowy lifting twarzy i szyi. Zawsze o tym marzyłam, ale wiesz, jak jest. Gdybym tylko mogła sobie na to pozwolić…
Zawiesiła głos i spojrzała na mnie tymi swoimi hipnotyzującymi oczami. Czekała na wyuczoną reakcję naiwnego wdowca. Wziąłem głęboki oddech i delikatnie zabrałem swoją dłoń spod jej palców.
– To świetnie, Danusiu – powiedziałem spokojnie. – Skoro tak bardzo o tym marzysz, powinnaś sobie na to odłożyć. To brzmi jak świetna inwestycja we własne samopoczucie.
Zagrałem w jej grę
Jej uśmiech zamarł. Przez chwilę patrzyła na mnie, jakby nie zrozumiała, co powiedziałam.
– Odłożyć? – powtórzyła z niedowierzaniem. – Ale ten zabieg jest dostępny tylko teraz, w promocyjnej cenie. Myślałam, że może… no wiesz, że mógłbyś mi to zasponsorować. Przecież wiesz, że ci wszystko oddam.
– Niestety, Danusiu, moje fundusze wyjazdowe też mają swoje granice – skłamałem, patrząc jej prosto w oczy. – Zapłaciłem za twoje masaże, obiady i kawiarnie. Myślę, że na lifting musisz znaleźć pieniądze sama.
Atmosfera przy stoliku zmieniła się w ułamku sekundy. Słodka, urocza Danuta zniknęła. Jej twarz stężała, a oczy zwęziły się w nieprzyjemne szparki.
– Jesteś dokładnie taki sam jak inni – syknęła, podnosząc się gwałtownie z krzesła. – Egoista, który myśli tylko o sobie.
Złapała swoją torebkę i wyszła z restauracji, nawet się nie odwracając. Zostałem sam przy stoliku. Kelner przyniósł rachunek. Zapłaciłem go z dziwnym uczuciem ulgi.
Obraziła się
Przez resztę turnusu Danuta udawała, że mnie nie zna. Kiedy mijałem ją w pijalni wód, odwracała wzrok. Szybko zresztą znalazła sobie nowe towarzystwo. Dwa dni przed moim wyjazdem widziałem ją w kawiarni z niższym, krępym mężczyzną, który wpatrywał się w nią jak w obrazek. Płacił za jej kawę i ciastko, uśmiechając się szeroko.
Wróciłem do domu lżejszy o kilka tysięcy złotych i cięższy o trudną lekcję. Czułem się potwornie głupio. Jak mogłem dać się tak łatwo zmanipulować? Ja, dorosły, dojrzały facet z życiowym doświadczeniem. Wystarczyło trochę uwagi, kilka komplementów i uśmiechów, bym całkowicie stracił zdrowy rozsądek.
Nie powiedziałem córce, ile naprawdę kosztował mnie ten wyjazd. Wstydzę się. Wiem jednak jedno – jeśli kiedykolwiek jeszcze pojadę do sanatorium, mój portfel będzie głęboko schowany w sejfie, a na piękne, samotne kobiety będę patrzył z bardzo, ale to bardzo dużej odległości.
Janusz, 65 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Potrzebowałam szybkiej pożyczki, a brat urządził mi wykład. Gdy zobaczyłam skąd miał 25 tysięcy, aż oniemiałam z wrażenia”
- „Mąż zaczął biegać o świecie, żeby zaimponować młodej szefowej. Jeszcze chwila i pobiegnie maraton na rozprawę rozwodową”
- „Po rozwodzie obiecałam sobie, że żaden mężczyzna mnie nie oczaruje. Wystarczył uśmiech nowego sąsiada i złamałam zasady”



























