Słońce lało się z nieba jak z cebra, a ja leżałem na leżaku przy hotelowym basenie na Majorce, próbując wmówić sobie, że to właśnie tego potrzebowałem – ciszy, spokoju, oderwania od codzienności. Wokół mnie rozlegały się śmiechy dzieci, plusk wody, fragmenty obcojęzycznych rozmów i zapach chloru pomieszany z kremem do opalania. Zamiast poczuć ulgę, czułem się jeszcze bardziej samotny niż w Warszawie. Mój telefon wibrował co jakiś czas – powiadomienia z pracy, wiadomości od kolegów, których zbywałem lakonicznym „odezwę się później”. Patrzyłem na nietkniętą książkę, którą miałem ambitny plan przeczytać podczas urlopu. W głowie kłębiły mi się myśli: o byłej, o nudnej pracy, o pustym mieszkaniu na Mokotowie, do którego za kilka dni miałem wrócić. Zamknąłem oczy, próbując się odciąć od wszystkiego.
WIDEO…
– Mariusz, ogarnij się – mruknąłem do siebie pod nosem i wstałem, żeby wskoczyć do basenu.
Zszedłem po schodkach, czując, jak chłodna woda daje ulgę rozgrzanej skórze. Zanurzyłem się i przez chwilę udawałem, że nie ma mnie dla świata. Gdy wynurzyłem się na powierzchnię, uderzyło mnie coś z taką siłą, że prawie straciłem równowagę. Zamachałem rękami, łapiąc równowagę, a obok mnie pojawiła się dziewczyna z mokrymi włosami i ogromnymi, brązowymi oczami.
Zderzenie, które zmieniło wszystko
– Przepraszam! O matko, naprawdę przepraszam! – wykrztusiła, łapiąc oddech. – Nie zauważyłam cię, ktoś rzucił we mnie piłką i… no, trochę straciłam orientację!
– Nic się nie stało… chyba – odpowiedziałem jeszcze zaskoczony, przecierając twarz dłonią. – Przez chwilę myślałem, że to atak rekina, ale widzę, że to tylko ty.
Roześmiała się, a jej śmiech był tak szczery i głośny, że ludzie na brzegu basenu się obejrzeli.
– Anna – powiedziała, podając mi dłoń. – Specjalistka od nieplanowanych kolizji wodnych.
– Mariusz – uścisnąłem jej rękę. – Ofiara losu i przypadkowych kobiet w basenie.
– Skąd jesteś, Mariuszu? – zapytała, unosząc brew, wciąż się uśmiechając.
– Z Warszawy. A ty?
– Też! No nie wierzę, aż tak daleko od domu i trafiam na sąsiada. – Przechyliła głowę i spojrzała na mnie z rozbawieniem.
Wpatrywała się we mnie, chyba próbując sobie przypomnieć, czy kiedyś się już nie spotkaliśmy. Zaśmiałem się, czując, jak napięcie powoli ze mnie schodzi.
– Świat jest naprawdę mały – stwierdziła Anna. – Może mijaliśmy się kiedyś w piekarni albo w warzywniaku. – Wzruszyła ramionami i zanurzyła rękę w wodzie, chlapiąc mnie lekko.
– Ej! – zaprotestowałem, ale już się śmiałem.
– To za ten tekst o rekinie. – wyszczerzyła zęby i uniosła brwi, jakby rzucała mi wyzwanie.
– Dobra, dobra, niech ci będzie. Ale z tego co widzę, masz niezłego cela…
– Zawsze byłam typem, co najpierw robi, potem myśli – przyznała, patrząc na mnie z przekornością.
Pierwsze rozmowy i pierwsza chemia
Zeszliśmy razem z basenu, a Anna poprawiała mokrą grzywkę, śmiejąc się z mojej miny.
– Masz coś przeciwko, żeby przysiąść się na chwilę? – zapytała, wskazując na leżak obok mojego.
– Jasne, siadaj. Może tym razem nie wpadniesz na mnie fizycznie, tylko pogadamy jak cywilizowani ludzie.
Usiadła, wyciskając wodę z końców włosów. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. W końcu zapytała:
– Jesteś tu sam?
– Tak, a ty?
– Ja również – uśmiechnęła się lekko.
Anna zaczęła opowiadać o swoim życiu, o pracy w agencji reklamowej, o tym, jak bardzo chciała się wyrwać z codziennej rutyny.
– Wiesz, czasem mam wrażenie, że życie mnie omija – powiedziała, patrząc gdzieś ponad moją głową. – Praca, dom, praca, dom… A potem nagle orientuję się, że mam trzydzieści lat i wszystko miało wyglądać inaczej.
– A jak miało wyglądać?
– Miało być… spokojnie. Bez stresu, bez wiecznego pośpiechu. Miała być miłość, może rodzina. – wzruszyła ramionami. – A jest… no, sam widzisz.
– Może jeszcze wszystko przed tobą – powiedziałem, choć sam nie byłem pewien, czy to prawda.
Anna spojrzała na mnie z lekkim smutkiem.
– Wiesz, dwa miesiące temu miałam brać ślub. Wszystko było gotowe. Suknia, sala, kwiaty, goście…
– I co się stało?
– Zrozumiałam, że nie kocham go tak, jak powinnam. Że robię to dla innych, nie dla siebie. – uśmiechnęła się blado. – Odwołałam wszystko. Niektórzy znajomi się na mnie obrazili, rodzina była w szoku. Ale wiesz co? Lepiej się obudzić tuż przed, niż całe życie udawać.
– To musiało być trudne – powiedziałem cicho.
– Było. Ale chyba pierwszy raz poczułam, że robię coś dla siebie. A ty? Dlaczego tu jesteś?
Zawahałem się. Przez chwilę miałem ochotę skłamać, powiedzieć, że po prostu odpoczywam. Ale Anna patrzyła na mnie tak uważnie, że nie potrafiłem.
– Rozstałem się z dziewczyną. Zdradziła mnie z moim najlepszym kumplem. – powiedziałem to szybciej, niż zamierzałem. – Praca mnie przytłacza, a mieszkanie wydaje się jeszcze bardziej puste niż zwykle. Chciałem się odciąć. Po prostu na chwilę nie być sobą.
Anna kiwnęła głową ze zrozumieniem.
– Dobrze trafiłeś. Tutaj nikt nie jest sobą. Każdy udaje, że nie ma problemów – zaśmiała się gorzko.
Wieczór, który zapadł mi w pamięć
Później tego dnia Anna zaproponowała wspólną kolację.
– Muszę ci się jakoś zrewanżować za ten atak w basenie – rzuciła z uśmiechem. – Co powiesz na coś lokalnego?
– Jeśli nie będziesz rzucać we mnie piłką, to się zgadzam.
Spotkaliśmy się wieczorem przy wejściu do małej restauracji tuż przy plaży. Anna przyszła w letniej sukience, z rozpuszczonymi włosami. Wyglądała zupełnie inaczej niż kilka godzin wcześniej.
– Podoba ci się tutaj? – zapytała, gdy kelner przyniósł nam menu.
– Szczerze? – zawahałem się. – Dopiero teraz zaczyna mi się podobać.
Popatrzyła na mnie uważnie, jakby chciała sprawdzić, czy mówię prawdę.
– To dobrze. Może uda mi się sprawić, że będziesz chciał tu wrócić.
– Z tobą? – zapytałem, nie kryjąc zainteresowania.
– Zobaczymy, jak się spiszesz przy paelli – odparła, puszczając mi oko.
Rozmawialiśmy długo, o wszystkim i o niczym. O tym, czego się boimy, czego żałujemy, za czym tęsknimy. Anna opowiadała o podróżach, które chciałaby odbyć, o tym, że marzy o własnym psie, ale wciąż nie może się zdecydować na adopcję, bo boi się, że nie podoła obowiązkom.
– Wiesz, zawsze myślałam, że dorosłość będzie łatwiejsza – powiedziała w pewnym momencie. – Że jak już będę miała pracę, mieszkanie, to wszystko samo się ułoży.
– Ja też tak myślałem. Ale chyba to tak nie działa.
– A może po prostu za dużo wymagamy od siebie? – zastanowiła się głośno.
Kelner przyniósł paellę, a Anna od razu sięgnęła po widelec.
– Musisz spróbować. Najlepsza na wyspie, przysięgam!
Spróbowałem i faktycznie – była pyszna. Przez chwilę jedliśmy w milczeniu, wsłuchując się w szum morza. Anna nagle spojrzała na mnie z powagą.
– Mariusz… Myślisz czasem o tym, żeby wszystko rzucić i zacząć od nowa?
– Ostatnio bardzo często.
– Ja też. Ale zawsze coś mnie trzyma. Rodzina, praca, kredyt…
– Może kiedyś znajdziemy w sobie odwagę.
– A może właśnie teraz? – zapytała, patrząc mi prosto w oczy.
Dni, które zmieniły wszystko
Następne dni spędzaliśmy razem niemal non stop. Wypożyczyliśmy skuter, zwiedzaliśmy małe miasteczka, robiliśmy zdjęcia, śmialiśmy się z własnych nieporadnych prób dogadania się po hiszpańsku.
– Masz mapę? – zapytała któregoś ranka, gdy staliśmy na rozdrożu.
– Mam, ale i tak nie umiem jej czytać. – wyciągnąłem telefon, ale GPS wariował.
– Dobra, to idziemy na żywioł. I tak najciekawsze rzeczy trafiają się przypadkiem – stwierdziła Anna i pociągnęła mnie za rękę.
– Masz rację. Czasem lepiej się zgubić.
Wieczorami chodziliśmy na plażę. Siedzieliśmy na piasku, patrząc na gwiazdy. Anna opowiadała mi o swoich marzeniach.
– Chciałabym kiedyś zamieszkać nad morzem. Budzić się i słyszeć fale.
– Ja bym chciał, żeby ktoś na mnie czekał w domu. Żebym miał do kogo wracać.
– Może kiedyś…
– Może…
Z każdym dniem czułem, że coraz bardziej się w niej zakochuję. Anna była spontaniczna, bezpośrednia, czasem narwana, ale czułem, że przy niej mogę być sobą. Któregoś wieczoru, gdy wracaliśmy z kolacji, Anna zatrzymała się nagle na środku uliczki.
– Mariusz…
– Hm?
– Boję się, że za bardzo mi na tobie zależy – wyznała, patrząc mi w oczy.
– Ja też się boję. Ale może nie musimy się bać?
Pocałowała mnie wtedy pierwszy raz. Delikatnie, nieśmiało, jakby sprawdzała, czy nie ucieknę. Nie uciekłem. Chciałem, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
Ostatnie dni i strach przed powrotem
Czas płynął za szybko. Nadszedł dzień, w którym musieliśmy wrócić do Warszawy. Pakowaliśmy walizki w milczeniu. W drodze na lotnisko Anna ściskała moją dłoń, ale milczała.
– Co będzie dalej? – zapytałem, gdy czekaliśmy na odprawę.
– Nie wiem. Chciałabym wierzyć, że się uda… Ale boję się, że wrócimy do starego życia i wszystko się rozmyje.
– Spróbujmy chociaż, dobrze?
Kiwnęła głową. W samolocie każde z nas zatopiło się w myślach. Po przylocie do Warszawy zaoferowałem, że ją odwiozę.
– Mariusz…
– Tak?
– Nie chcę, żeby to się skończyło. Czuję się tak, jakby to był piękny sen – jej głos był cichy, prawie szept.
– Nie musimy się z niego budzić – uśmiechnąłem się.
Pod jej blokiem przytuliłem ją na pożegnanie.
– Zadzwoń do mnie, dobrze?
– Na pewno zadzwonię.
Patrzyłem, jak znika w bramie. Poczułem, że to dopiero początek naszej pięknej przygody. Dzięki Ani pozwoliłem sobie znowu czuć, znowu śmiać się, znowu marzyć. Zobaczyłem, że mogę być szczęśliwy, że zasługuję na coś więcej niż rutyna i samotność. Czasem życie wywraca nasz świat do góry nogami w najmniej oczekiwanym momencie. Najważniejsze to nie bać się spróbować skoczyć jeszcze raz na głęboką wodę.
Mariusz, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Pojechałam na Mazury, by uciec od problemów, a poznałam miłość życia. Ale dla niego byłam tylko wakacyjnym trofeum”
- „49. urodziny w Tatrach miały być moim testem odwagi. Spotkałam faceta z plecakiem i zdobyłam więcej niż Czerwone Wierchy”
- „Liczyłam na romantyczne zaręczyny w Paryżu. A dziś stoję sama pod wieżą Eiffla, bo mój luby postanowił dać nogi za pas”



























