Gdy myślałam o emeryturze, wyobrażałam sobie podróże, spokój i spełnianie marzeń, na które nie miałam czasu podczas lat ciężkiej pracy. Niestety, rzeczywistość nie była dla mnie aż tak łaskawa i równo z dniem, w którym przeszłam na upragniony odpoczynek, przyszło też rozczarowanie. 

WIDEO

player placeholder

Mój mąż miał zupełnie inną wizję starości. Nie musiałam być detektywem, żeby odkryć, że Marian po prostu woli siedzieć w domu niż zdobywać szczyty. Początkowo uznałam, że nie odpuszczę tak łatwo. Namawiałam go, próbowałam planować wycieczki, aktywności, ale on miał to wszystko w nosie. Zawsze odpowiadał krótkim i stanowczym: NIE CHCE MI SIĘ. 

Bardzo starałam się go troche ruszyć

Początkowo byłam nawet łagodna:

Zobacz także

– Kochanie, nie możesz tyle siedzieć, bo zamienisz się w kamień. No chodź, rozprostujesz sobie kolanka, przejdziemy się na spacer, pooddychasz świeżym powietrzem. To dobrze ci zrobi – prosiłam. 

– Całe życie harowałem po to, żeby na emeryturze w końcu posiedzieć. Jeśli zamienię się w kamień to trudno. Zapracowałem sobie na to. 

Jego ulubionym zajęciem było śledzenie meczów i oglądanie filmów. Mam wrażenie, że nie miała dla niego znaczenia jakość produkcji. Byle obraz się zmieniał, a on mógł posiedzieć w spokoju w swoim fotelu. 

Do emerytury każdy określał, że jesteśmy zgodnym i idealnie dopasowanym małżeństwem, a teraz? Nie było dnia bez awantury. Moje nerwy po prostu nie dawały rady. Często podnosiłam głos, mówiłam niemiłe rzeczy, a to działało na niego jak kotwica. Jeszcze bardziej osadzał się w swoim fotelu i nie miał zamiaru ruszać się dalej niż do lodówki, czy łazienki. 

Traciłam już nadzieję i wtedy spotkałam Krysię

Umówiłam sie z Krysią na ploteczki i kawkę. Chciałam wyrwać się z tej klitki, bo patrzenie na leniwego męża sprawiało, że skakało mi ciśnienie. A lekarz powtarzał, że powinnam o nie dbać. 

– No, opowiadaj kochana, jak tam emeryturka ci służy? – zagaiłam.

– Dawno nie czułam się taka wypoczęta i spełniona – podsumowała Krysia. – Codziennie robię coś innego. A to pójdę na jogę, poczytam jakąś fajną książkę, przejdę się do kina. Ostatnio nawet wybrałam się na wycieczkę z klubu seniora. Mąż mi we wszystkim towarzyszy. Planujemy właśnie wyjazd do Albanii ze znajomymi. W końcu mam czas na życie.

Posmutniałam niemal natychmiastowo. 

– Bardzo ci zazdroszczę – odpowiedziałam. 

Co ty opowiadasz? Nie może być tak źle.

– Właściwie to jest fatalnie. Cały czas siedzę w domu, bo mąż nigdzie nie chce się ruszyć. Przykleił się do swojego fotela i żadna siła boska nie jest w stanie zmotywować go, by ruszył 4 litery. Nie mam już do niego siły. 

– Kochana, ale co ci szkodzi robić te rzeczy sama?

– Jak sama? Przecież jesteśmy małżeństwem, powinniśmy zwiedzać świat razem – oburzyłam się. 

– Wiesz, możesz zwiedzać świat sama, przecież doskonale znasz się na internecie, znasz język, to co ci szkodzi? Jak Marian woli gnić w fotelu, to jego strata. 

– Serio tak myślisz?

Oczywiście, ba! Za 2 tygodnie jedziemy do Rzymu z grupą seniorów. Możemy cię dopisać, podobno jest parę wolnych miejsc. No proszę, daj się namówić! – Kusiła Krysia. 

Serce aż zabiło mi szybciej

Może faktycznie Krysia ma rację? Nie muszę dostosowywać swojego życia do Mariana. Ja też chcę żyć pełnią życia!

– Muszę zapytać Mariana, co o tym sądzi...

– Jakie zapytać, a co, to twój pan i władca? – Przerwała mi Kryśka. – Już ci mówię, co zrobimy. Wracasz do domu i informujesz jegomościa o tym, że wybierasz się na wycieczkę, a on może jechać z tobą, ale jeśli nie ma ochoty, to nie ma problemu. Pojedziesz sama!

Muszę to przetrawić...

– Do jutra masz czas. Może presja dobrze na ciebie wpłynie i zaczniesz w końcu dbać o siebie! Rezerwuje ci 2 miejsca do jutra, daj mi znać do 12:00, czy jedziesz sama, czy z tym leniuchem!

Wróciłam do domu z głową pełną myśli. Jednak byłam zdeterminowana, żeby w końcu postawić na swoim. Bałam się tylko reakcji męża, ale czułam, że będzie dokładnie tak, jak przewidywałam. 

– Wiesz, spotkałam Kryśkę. Pogadałyśmy przy kawce. 

– Fajnie i co z tego? – nawet nie oderwał wzroku od telewizora. 

– Namówiła mnie na wyjazd do Rzymu. Chcesz jechać?

– Nie, nie chce mi się. Po co mam jechać do Włoch. Ciepło tam i tłoczno. Bez sensu. 

– Czyli nie chcesz, tak?

– Nie wyraziłem się jasno? Nie, nie chcę!

– Okej, w takim razie jadę sama.

– Chyba sobie żartujesz. Co ty tam niby będziesz robiła sama?

– Już ty się o to nie martw i powiedz lepiej, gdzie walizka. 

Wyszłam z pokoju, złapałam za telefon i jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam do Krysi z informacją, że jadę sama. Byłam bardzo podekscytowana. Zaczęłam czytać, dowiadywać się o różnych przepięknych miejsca. Spisałam nawet potrawy, których chciałabym spróbować. 

Cała wycieczka była jak spełnienie marzeń

Seniorzy, z którymi przylecieliśmy, byli cudowni. Mimo wieku pełni werwy, chęci do życia, żartobliwi. Tego mi właśnie brakowało. Chociaż większość z nich była tam w parach, ja ani trochę nie czułam się osamotniona. Było mi przykro, że Marian nie może ze mną tego przeżywać, ale właściwie to było tylko na jego własne życzenie. 

Sam, bez żony był tylko Franciszek. Jego żona odeszła z tego świata mniej więcej 3 lata temu. Zwiedzaliśmy razem, mieliśmy wiele wspólnego. Zaprzyjaźniliśmy się nawet. Franek opowiadał mi o swoich podróżach, rzucał ciekawostkami jak z rękawa. Dobrze się przy nim czułam. Nawiedzały mnie nawet myśli, że żałuję, że mój mąż nie jest choć trochę do niego podobny

Franek tak pięknie wypowiadał się o swojej żonie i żałował, że nie mogła przyjechać tutaj razem z nami. Był naprawdę sympatycznym, mądrym i czułym człowiekiem. Któregoś dnia zatrzymaliśmy się w parku. Kupiliśmy włoskie lody i usiedlismy na ławeczce. Nagle nasze tematy zaczęły zbaczać na rodzinne tory.

– Bożenko, a twój mąż nie ma nic przeciwko, że podróżujesz sama? – zapytał z ciekawością.

– Może i ma, ale proponowałam mu, żeby z nami jechał. Wiesz, jak tylko przeszedł na emeryturę, to stałam się dla niego niewidzialna. Liczy się tylko leżenie brzuchem do góry i oglądanie telewizji. 

– Czyli nie obawia się, że znajdziesz sobie tutaj kogoś lepszego? Że ktoś cię będzie podrywał? Ja bym się bał mając taką kobietę u swojego boku – powiedział i mrugnął do mnie okiem. Wiedziałam, że to tylko żarty. 

– Nie myślałam o tym w ten sposób. Raczej nie. Wydaje mi się, że jest tak pewny swojej pozycji, że bierze takie rzeczy jak nasze małżeństwo za pewnik. 

– A ty go kochasz właściwie?

– Tak, oczywiście, ale to nie zmienia faktu, że to, co obecnie robi ze swoim i moim zycie sprawia, że cierpię – odpowiedziałam i niemalże automatycznie oczy zaczęły mi się szklić.

– Mam pewien pomysł. On cię odbierze z lotniska, prawda?

– Tak, a co?

– Mam plan na leniwego osła. Tylko daj się wciągnąć w tę zabawę. Bez względu na to, co się wydarzy po powrocie, okej? – powiedział tajemniczo. 

– Dobrze, trochę mnie przerażasz, ale okej. Wchodzę w to  – odpowiedziałam zaciekawiona. 

Plan na leniwego osła

Marian czekał na mnie na lotnisku tak, jak obiecywał. Już miałam podchodzić do niego, żeby się przywitać, gdy Franek wartkim krokiem mnie wyprzedził i wbił się między mnie a męża. 

– Bożenko, muszę ci to powiedzieć. To dzięki tobie ta wycieczka była jak ze snów. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił – złapał moją rękę. – Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnisz, bo ja o tobie będę śnił po nocach – podniósł moją dłoń i pocałował ją. 

Gdy zobaczyłam błysk w oku Franka i wściekłą minę Mariana, wiedziała, że to właśnie jest plan na leniwego osła. 

– Wiesz, Franciszku. Ja też dziękuję za twoją obecność.

– Kiedy znów się zobaczymy? Jesienią seniorzy planują wycieczkę do Barcelony. Może znów wybierzemy się razem?

– Oj, do jesieni jeszcze dużo czasu, zastanowię się i dam znać przez Krysię, ale myślę, że nie widzę żadnych przeszkód – odparłam bez zobowiązań. 

Świetnie, czekam na wiadomości. Dziękuję i już nie przeszkadzam! 

Franek odszedł, a ja podeszłam do męża. Przejął ode mnie walizki i praktycznie bez słowa poszliśmy w stronę parkingu. Dopiero w domu zagaił dyskusję. 

Złapał haczyk

– No i? Jak było?

– Świetnie, widziałam tyle pięknych miejsc, w końcu czułam, że żyję. Dawno tak się nie uśmiałam. Mam masę zdjęć, wszystkie ci pokażę!

– To super, a... kim był ten facet?

– Który?

– Ten, co całował cię po rękach na lotnisku – pytał, a w jego głosie wyczuwalna była nutka zazdrości. 

– Aaa, to Franek, kolega Krysi. Dotrzymywał mi towarzystwa na wyjeździe – odparłam, a w głębi duszy czułam, że mąż złapał haczyk. 

– Samotnik?

– Wdowiec, żona mu zmarła już jakiś czas temu. 

To smutne. Mówił o jakimś kolejnym wyjeździe? Gdzie się wybieracie? 

– Jesienią, do Barcelony, to na razie są wstępne plany. Do tego czasu jest jeszcze potańcówka pod chmurką w amfiteatrze. Umówiliśmy się, że się przejdziemy z ekipą z Rzymu. 

– Czyli idziesz?

– Tak, idę, a co? – zapytałam zaciekawiona. 

– To... ja też pójdę. No, chyba że wolisz pogibać się z tym Frankiem – czułam, że zrobił się smutny. 

– Oczywiście, że nie. Wole twoje towarzystwo głuptasie – odpowiedziałam, a mąż przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Coś w nim pękło. Jednak zazdrość czasem jest najlepszą motywacją do zmiany.

Bożena, 65 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: