„Poszłam na randkę w ciemno i już po 5 minutach miałam dość. Żałuję tylko zmarnowanego czasu i wydanych pieniędzy”
„W piątek wieczorem dotarłam pod wskazany adres. Kawiarnia była z tych miejsc, gdzie za filiżankę zwykłej czarnej kawy płaci się krocie, a wystrój opiera się na welurowych fotelach, mosiężnych dodatkach i wszechobecnych roślinach. Znalazłam nasz stolik i usiadłam, czując lekkie mrowienie w żołądku”.

- Redakcja
Miałam spędzić uroczy wieczór w towarzystwie kogoś wyjątkowego, a zamiast tego stałam się darmową widownią dla największego narcyza, jakiego w życiu spotkałam. Do dziś robi mi się słabo na samą myśl o tym, ile czasu, energii i oszczędności poświęciłam na to jedno beznadziejne wyjście.
Mam dla ciebie idealnego kandydata
Wszystko zaczęło się w naszym biurze, w pewien wtorek. Siedziałam przy swoim biurku, przeglądając stos dokumentów, kiedy podeszła do mnie Magda. Magda to jedna z tych osób, które zawsze wiedzą wszystko najlepiej, mają radę na każdy problem i uwielbiają organizować życie innym. Znamy się od trzech lat i choć bardzo ją lubię, czasami jej nadopiekuńczość bywa przytłaczająca. Oparła się o brzeg mojego biurka, zasłaniając mi ekran monitora, i spojrzała na mnie z tym swoim charakterystycznym, tajemniczym uśmiechem.
– Słuchaj, mam dla ciebie idealnego kandydata – zaczęła bez żadnych wstępów. – Mój znajomy, Kamil. Jest wolny, niesamowicie ambitny, przystojny i szuka kogoś na poziomie. Od razu pomyślałam o tobie.
– Magda, wiesz przecież, że nie lubię takich sztucznie aranżowanych spotkań – westchnęłam, próbując wrócić do czytania raportu. – Mam dużo na głowie, niedługo zamykamy duży projekt, a po pracy marzę tylko o tym, żeby owinąć się kocem i poczytać książkę.
– Przestań zachowywać się jak staruszka! – zrugała mnie z udawanym oburzeniem. – Musisz w końcu wyjść do ludzi. Zarezerwowałam wam stolik w tej nowej, modnej kawiarni w centrum na piątkowy wieczór. Zaufaj mi, będziesz mi jeszcze dziękować.
Zgodziłam się. Do dziś zadaję sobie pytanie, dlaczego to zrobiłam. Prawdopodobnie zadziałała we mnie jakaś ukryta nuta samotności, która czasami dawała o sobie znać w puste, weekendowe wieczory. Postanowiłam, że skoro już idę, muszę wyglądać perfekcyjnie. Chciałam poczuć się pewnie, dlatego po pracy pojechałam do galerii handlowej.
Spędziłam tam cztery godziny, mierząc dziesiątki ubrań, aż w końcu kupiłam piękną marynarkę, która kosztowała znacznie więcej, niż powinnam wydać. Do tego nowy naszyjnik i wizyta u fryzjera, na którą umówiłam się rano w dniu randki. Siedząc w fotelu i patrząc, jak fryzjer układa moje włosy, czułam ekscytację. W mojej głowie rodziła się wizja romantycznego spotkania dwojga interesujących ludzi, którzy będą wymieniać się poglądami i śmiać z tych samych żartów.
Zderzenie ze ścianą oczekiwań
W piątek wieczorem dotarłam pod wskazany adres. Kawiarnia była z tych miejsc, gdzie za filiżankę zwykłej czarnej kawy płaci się krocie, a wystrój opiera się na welurowych fotelach, mosiężnych dodatkach i wszechobecnych roślinach. Znalazłam nasz stolik i usiadłam, czując lekkie mrowienie w żołądku. Piętnaście minut później drzwi otworzyły się i wszedł on. Kamil. Rzeczywiście, z wyglądu przypominał kogoś z okładki magazynu. Miał na sobie idealnie skrojony garnitur, włosy ułożone z niezwykłą precyzją, a na jego nadgarstku lśnił zegarek, który celowo wysunął spod mankietu. Podszedł do stolika, uśmiechnął się lekko i rzucił na powitanie zaledwie krótkie słowo, nie siląc się nawet na podanie mi ręki.
– Cześć. Masakra z tym parkowaniem w centrum. Musiałem zostawić swoje auto dwie ulice dalej, a nie lubię, jak stoi bez nadzoru. Wiesz, przy takich samochodach trzeba uważać – to były jego pierwsze słowa.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, kelner podał nam karty. Pomyślałam, że to tylko początkowy stres, że może jest zdenerwowany i zaraz sytuacja się rozluźni. Uśmiechnęłam się ciepło i spróbowałam nawiązać normalną konwersację.
– Cześć, miło cię w końcu poznać. Magda dużo o tobie mówiła. Ja pracuję z nią w dziale...
– Magda to świetna dziewczyna, ale zupełnie nie ma zmysłu do biznesu – przerwał mi w pół zdania, kładąc kartę na stole i opierając łokcie na blacie. – Zawsze jej powtarzam, że marnuje potencjał na etacie. Ja od trzech lat prowadzę własną działalność i powiem ci, że to jest zupełnie inna liga. Wolność, niezależność, rozumiesz? Wstaję codziennie o czwartej trzydzieści rano. Sukces wymaga dyscypliny.
Spojrzałam na zegarek w telefonie. Minęło dokładnie pięć minut od momentu, w którym usiadł przy stoliku. To był ten moment, w którym dotarło do mnie, że popełniłam kolosalny błąd. Ani razu nie zapytał, jak minął mi dzień, czym się zajmuję, ani nawet czy łatwo było mi tu trafić. Zamiast tego rozpoczął swój wielki, niekończący się występ.
Festiwal jednego aktora
Przez kolejną godzinę dowiedziałam się wszystkiego o jego codziennej rutynie. Słuchałam o tym, jak medytuje o świcie, jak starannie dobiera składniki swojego śniadania, ile powtórzeń wykonuje na siłowni i jak bardzo inni ludzie są z tyłu, bo nie czytają poradników o optymalizacji czasu. Siedziałam tam z moim nowym naszyjnikiem, który kosztował mnie połowę oszczędności na wakacje i czułam, jak uchodzi ze mnie resztka życiowej energii.
– Wiesz, większość ludzi po prostu wegetuje – kontynuował, gestykulując żywo dłońmi. – Nie mają pasji. Nie stawiają sobie celów. A bez celów jesteś nikim. Ja na przykład zaplanowałem sobie, że do końca roku podwoję swoje dochody z konsultacji. I wiesz co? Jestem na najlepszej drodze. A jak jest u ciebie z celami?
Poczułam iskierkę nadziei. Zadał mi pytanie. Wziął głęboki oddech i uśmiechnęłam się, gotowa opowiedzieć o mojej wielkiej pasji, jaką jest odnawianie starych mebli, o radości, jaką daje mi przywracanie do życia drewnianych komód znalezionych na targach staroci.
– Ja bardzo cenię sobie spokój. Moim największym sukcesem ostatnio było skończenie renowacji przepięknej, dębowej...
– Tak, tak, spokój jest ważny, jasne – wpadł mi w słowo, patrząc gdzieś ponad moim ramieniem na swoje odbicie w lustrze zawieszonym na ścianie. – Ale spokój nie zbuduje ci portfela inwestycyjnego. Musisz wychodzić ze strefy komfortu. Ja w zeszłym miesiącu zacząłem uczyć się mandaryńskiego. To rozwija. Zresztą, czytałem ostatnio fantastyczny artykuł o...
Zamilkłam. Zrozumiałam, że moje słowa są mu potrzebne tylko jako przerywnik na zaczerpnięcie oddechu. Nie chciał dialogu. Potrzebował lustra, w którym mógłby podziwiać swoją wielkość, i widowni, która będzie potakiwać głową z podziwem. Zaczęłam mechanicznie kiwać głową, a moje myśli odpłynęły daleko stąd. Liczyłam w myślach koszty tego wieczoru. Pieniądze wydane na ubrania, biżuterię, fryzjera, czas spędzony w korkach, paliwo. Czułam narastającą frustrację i gniew na samą siebie, że po raz kolejny dałam się wciągnąć w cudze pomysły na moje życie.
Finał, po którym straciłam resztki złudzeń
W końcu uznałam, że miarka się przebrała. Chciałam uciec z tego miejsca tak szybko, jak to możliwe. Kamil w tym czasie zamówił dla siebie sprowadzane z drugiego końca świata desery, dziwne, kraftowe napoje i wielką porcję wymyślnej sałatki, podczas gdy ja przez cały wieczór trzymałam się jednej filiżanki zielonej herbaty. Gdy tylko kelner przechodził obok naszego stolika, podniosłam rękę.
– Poprosimy o rachunek – powiedziałam zdecydowanym głosem.
Kamil spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, przerywając wywód o wyższości diety wegańskiej nad każdą inną.
– Już chcesz iść? Dopiero zacząłem opowiadać o moim ostatnim projekcie w górach – rzucił z zawodem w głosie.
– Niestety, mam jutro wcześnie rano bardzo ważne obowiązki. Muszę wracać – skłamałam gładko, czując, jak ogarnia mnie ogromna ulga na myśl o powrocie do mojego cichego mieszkania.
Kelner podszedł z małym skórzanym etui i położył je na środku stołu. Kwota wydrukowana na paragonie wydała mi się absurdalnie wysoka. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka sekund. Kamil patrzył na rachunek, potem na mnie, po czym zaczął powoli poklepywać kieszenie swojej drogiej marynarki. Zmarszczył brwi, przybierając wyraz głębokiego zaskoczenia.
– Nie wierzę... – mruknął pod nosem, wzdychając ciężko. – Słuchaj, to niesamowicie głupia sytuacja. Zmieniałem dzisiaj marynarkę przed wyjściem i zostawiłem w domu cały portfel z kartami. Zwykle płacę telefonem, ale rano padła mi aplikacja bankowa i zapomniałem jej zresetować. Dasz radę to dzisiaj uregulować? Zrobię ci przelew, jak tylko wrócę do siebie.
Zamurowało mnie. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami, próbując ocenić, czy to jakiś kiepski żart. Jego wyraz twarzy pozostawał niewzruszony, a na ustach błąkał się lekki, bezczelny uśmiech. Zdałam sobie sprawę, że jeśli zacznę się kłócić, cała sytuacja potrwa jeszcze dłużej, a ja jedyne, czego pragnęłam, to znaleźć się jak najdalej od niego. Bez słowa wyciągnęłam z torebki swoją kartę i przyłożyłam ją do terminala, który podał kelner. Dźwięk autoryzacji transakcji zabrzmiał dla mnie jak wyrok za moją własną naiwność. Zapłaciłam ogromną sumę za wieczór, podczas którego nie pozwolono mi dokończyć ani jednego zdania.
– Super, dzięki wielkie. Napisz mi później numer konta, to od razu przeleję – powiedział lekko, wstając od stołu i poprawiając mankiety.
Lekcja, której długo nie zapomnę
Wyszliśmy z kawiarni. Na zewnątrz siąpił drobny deszcz, a chłodny wiatr natychmiast zniszczył misternie ułożoną przez fryzjera fryzurę, za którą zapłaciłam przed południem. Kamil pożegnał się ze mną szybkim kiwnięciem głowy i pomaszerował w stronę swojego ukochanego samochodu, wchodząc pod jakiś zadaszony pasaż, żeby tylko nie zmoczyć swojego idealnego garnituru. Nawet nie zapytał, czy mam jak wrócić do domu.
Wsiadłam do swojego auta, zamknęłam drzwi i w ciszy oparłam czoło o kierownicę. Pieniądze, które wydałam na ten wieczór, bolały, ale jeszcze bardziej bolał mnie stracony czas. Uświadomiłam sobie, że przygotowania do tej randki pochłonęły więcej mojej uwagi i energii, niż powinnam oddać komukolwiek, kogo nawet nie znałam. W poniedziałek rano weszłam do biura z podniesioną głową. Magda od razu przybiegła do mojego biurka, uśmiechając się promiennie i oczekując relacji z wielkiego, romantycznego sukcesu.
– I jak? Prawda, że jest niesamowity? – zapytała, opierając się o blat.
– Jest niesamowity. Niesamowicie zakochany w samym sobie – odpowiedziałam spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. – Magda, bardzo cię proszę, nigdy więcej nie próbuj mnie z nikim swatać.
Opowiedziałam jej o całym wieczorze, o niekończącym się monologu, o ignorowaniu moich słów i o rachunku, którego Kamil oczywiście nigdy mi nie zwrócił – na moje wiadomości z numerem konta odpowiedział tylko lakonicznie, że ma bardzo zajęty tydzień i zrobi to w wolnej chwili. Oczywiście ta chwila nigdy nie nadeszła. Magda próbowała go jeszcze bronić, tłumacząc, że biznesmeni są po prostu nieco roztargnieni i skupieni na celach, ale ja nie miałam zamiaru tego słuchać. Przerwałam jej stanowczo i wróciłam do swoich obowiązków.
Ta jedna, nieudana randka kosztowała mnie sporo nerwów i oszczędności, ale ostatecznie przyniosła mi coś bardzo cennego. Dotarło do mnie, że nie muszę za wszelką cenę spełniać oczekiwań innych, szukać kogoś na siłę i godzić się na kompromisy, które odbierają mi poczucie własnej wartości. Odzyskałam sprawczość. Mój naszyjnik leży w szkatułce i czeka na lepszą okazję – taką, którą wymyślę sobie sama. Nigdy więcej nie pozwolę, by ktoś traktował mnie jak statystkę w filmie o swoim własnym życiu.
Lidia, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na 1. randce było miło do momentu zapłaty rachunku. Drań myślał, że wyskoczę z kasy i zafunduję mu małże i kawior"
- „Flirtowałem z bogaczką, by żyć jak pączuszek w maśle. Niestety przejrzała mój słodki plan i zamieniła mi życie w gorzki żart”
- „Pojechałam wiosną w góry i spotkałam miłość ze studiów. Przez dawne uczucie omal nie zniszczyłam 10 lat małżeństwa”