Zanim zaczęła się ta cała historia z remontem, byłem przekonany, że wspólne projekty rodzinne mogą nas tylko zbliżyć. Z Magdą jesteśmy małżeństwem od ponad dziesięciu lat, przez które nieraz pomagaliśmy sobie nawzajem z bliskimi – to przeprowadzka, to jakaś naprawa, czasem wspólny wyjazd. Wydawało mi się, że to naturalne, że rodzina się wspiera. Kiedy planowaliśmy remont łazienki, miałem nadzieję, że będzie to okazja, żeby zrobić coś razem, zaoszczędzić pieniądze i być może nawet trochę się zbliżyć. Nie przewidziałem tylko, jak bardzo można się na kimś zawieść i jak trudno potem posklejać to, co pękło.
WIDEO…
Chciałem dobrze
Remont łazienki to zawsze jest wyzwanie, zwłaszcza gdy człowiek postanawia wziąć sprawy we własne ręce. Kiedy dostaliśmy wyceny od kilku ekip budowlanych, złapałem się za głowę. Kwoty były absurdalne. Pomyślałem, że skoro mam dwie zdrowe ręce, potrafię obsługiwać wiertarkę i mam za sobą kilka mniejszych domowych napraw, to dam radę. Wziąłem dwa tygodnie urlopu w pracy. Plan był prosty: skuwamy stare płytki, kładziemy nowe, wymieniamy armaturę. Magda, moja żona, początkowo była sceptyczna, ale kiedy pokazałem jej, ile tysięcy złotych zostanie nam w kieszeni, szybko zmieniła zdanie.
To ona wpadła na pomysł, żeby zaangażować jej brata. Bartek był od nas o pięć lat młodszy, pracował dorywczo na różnych budowach i akurat miał wolny miesiąc. Magda przekonywała mnie, że to idealne rozwiązanie. Bartek zna się na rzeczy, dorobi sobie u nas, a my i tak zapłacimy mu połowę tego, co wzięłaby profesjonalna ekipa. Rodzinna przysługa, na której wszyscy mieli zyskać. Zgodziłem się. To był mój pierwszy i największy błąd.
Liczyłem na pomoc
Umówiliśmy się na poniedziałek o ósmej rano. Wstałem o szóstej, wypiłem szybką kawę, zabezpieczyłem korytarz folią i przygotowałem narzędzia. O ósmej byłem gotowy do kucia. Bartka nie było. O dziewiątej napisał, że utknął w korku. Zjawił się o wpół do jedenastej, pachnący dobrą wodą po goleniu, w czystych jeansach i modnej koszulce. Nie wyglądał jak ktoś, kto przyszedł zrywać stary klej ze ścian.
– O, widzę, że już zacząłeś – rzucił od progu, zaglądając do łazienki, gdzie ja, pokryty już warstwą siwego pyłu, mocowałem się z oporną terakotą. – Zaparzysz kawę? Bo ledwo żyję, taki dzisiaj ruch na mieście.
Zostawiłem młot udarowy i poszedłem do kuchni. Magda już tam była, krzątając się wokół brata. Wyciągnęła jego ulubione ciastka, zrobiła mu kanapki, a on rozsiadł się przy stole i zaczął opowiadać o swoich problemach z samochodem. Słuchałem tego przez kwadrans, po czym chrząknąłem znacząco.
– To co, przebierasz się i lecimy z tematem? – zapytałem, starając się brzmieć przyjaźnie.
– Jasne, jasne. Daj mi tylko chwilę, muszę odpisać na parę maili – odparł, nie odrywając wzroku od telefonu.
Wróciłem do łazienki. Skuwałem płytki przez kolejne dwie godziny. Huk był niesamowity, pył wciskał się w oczy i nos. Kiedy w końcu wyszedłem, żeby napić się wody, zastałem Bartka na kanapie w salonie. Oglądał jakiś program kulinarny.
– No, idzie ci całkiem nieźle – skomentował, widząc moją zmęczoną twarz. – Ja bym to zrobił trochę inaczej, wiesz? Ten młot masz za słaby. Ale damy radę. Zrobię zaraz wycenę materiałów, których nam brakuje.
I tak minął pierwszy dzień. Ja pracowałem fizycznie, Bartek „robił wycenę” i zjadł dwudaniowy obiad, który Magda przygotowała specjalnie dla niego, bo „chłopak musi mieć siłę do pracy”. Wtorek i środa wyglądały bardzo podobnie. Mój urlop zamienił się w obóz pracy, podczas gdy dla Bartka był to raczej darmowy turnus wypoczynkowy z pełnym wyżywieniem. Przychodził najwcześniej o dziesiątej. Wypijał kawę, zjadał śniadanie przygotowane przez Magdę, po czym wchodził do łazienki na piętnaście minut, żeby „ocenić postępy”. Przykładał poziomicę do ściany, cmokał, kręcił głową i rzucał mądre rady, po czym stwierdzał, że musi jechać do sklepu budowlanego po jakąś absolutnie niezbędną złączkę. Wracał po trzech godzinach.
Byłem z tym sam
Moja frustracja rosła z każdą godziną. Moje plecy błagały o litość, dłonie miałem pełne pęcherzy od trzymania ciężkich narzędzi, a wieczorami byłem tak wykończony, że zasypiałem na siedząco w fotelu. Tymczasem Bartek gawędził z moją żoną o starych, dobrych czasach. Najbardziej bolało mnie zachowanie Magdy. Kiedy we wtorek wieczorem delikatnie zasugerowałem jej, że Bartek właściwie nic nie robi, spojrzała na mnie z wyrzutem.
– Przecież on nadzoruje prace. Ty się na tym nie znasz, gdyby nie on, pewnie byś coś zepsuł z hydrauliką – powiedziała, wycierając blaty w kuchni. – Poza tym to mój brat. Zgodził się nam pomóc za ułamek ceny. Bądź trochę wdzięczny.
– Wdzięczny? – podniosłem głos, ale od razu go ściszyłem, żeby Bartek nie usłyszał z salonu. – Ja zasuwam po dziesięć godzin, a on zjadł dzisiaj pół blachy szarlotki i położył dwie płytki, z czego jedną krzywo!
– Przesadzasz. Jesteś po prostu zmęczony i wyżywasz się na nim – ucięła rozmowę i wyszła z kuchni.
Zostałem sam z poczuciem całkowitego niezrozumienia. Czułem się, jakbym był obcym w swoim własnym domu, intruzem, który psuje rodzinną sielankę swoim narzekaniem na brak postępów w pracy.
Ręce mi drżały ze zmęczenia
Kryzys przyszedł w piątek. Był to piąty dzień mojego urlopu, a łazienka wciąż wyglądała jak po wybuchu bomby. Udało mi się przygotować ściany i wylać nową wylewkę na podłodze, ale byłem fizycznie i psychicznie wyczerpany. Tego dnia mieliśmy zacząć kłaść kafelki na ścianach. To miała być specjalność Bartka. Przyjechał o jedenastej. Od razu skierował się do kuchni, gdzie Magda właśnie wyciągała z piekarnika pieczeń. Zapach roznosił się po całym domu, kontrastując z ostrym zapachem gruntu budowlanego, którym przesiąkły moje ubrania.
– O, siostra, trafiłem idealnie! – zawołał wesoło.
Wyszedłem z łazienki, wycierając pot z czoła brudnym przedramieniem.
– Bartek, zjedz szybko i bierzemy się za te płytki. Klej już rozrobiłem, zaraz zacznie wiązać – powiedziałem, starając się utrzymać nerwy na wodzy.
– Spokojnie, paca nie zając, nie ucieknie. Zjemy na spokojnie, potem to ogarniemy. Nie ma co zaczynać na pusty żołądek – odpowiedział, klepiąc mnie po ramieniu czystą dłonią.
Zjadłem swój kawałek mięsa w pięć minut i wróciłem do łazienki. Zacząłem kłaść pierwszy rząd. Ręce mi drżały ze zmęczenia. Minęła godzina. Słyszałem z kuchni śmiech mojej żony i opowieści jej brata. W końcu Bartek wszedł do łazienki. Stanął w progu, oparł się o futrynę i zaczął patrzeć.
– No, powiem ci, że masz rękę. Ale tu, o, przy tym rogu, musisz dać więcej kleju, bo ci odparzy – powiedział tonem eksperta.
Spojrzałem na niego. Miał na sobie wciąż tę samą czystą koszulkę.
– To może mi pokażesz, jak to zrobić? – zapytałem cicho, odkładając pacę zębatą.
– Pewnie. Tylko po tej pieczeni strasznie mi się chce pić. Przynieś mi kawę, to ci zaraz pokażę mistrzowską technikę.
To był ten moment.
Coś we mnie pękło
Czasem w życiu człowieka przychodzi taka chwila, kiedy coś po prostu pęka. Wstałem z kolan. Spojrzałem na swoje brudne, zniszczone ręce, potem na uśmiechniętą, wypoczętą twarz szwagra.
– Nie – powiedziałem powoli, akcentując każde słowo.
– Ej, co jesteś taki spięty? Przecież żartuję – zaśmiał się nerwowo, wyczuwając zmianę mojego nastroju.
– Nie jestem spięty. Jestem wściekły. Od pięciu dni haruję jak wół na swoim urlopie, podczas gdy ty traktujesz mój dom jak darmowy hotel z pełnym wyżywieniem. Nie położyłeś ani jednej płytki. Nie wyniosłeś ani jednego wiadra gruzu. Jedyne, co robisz, to jesz i wymądrzasz się z kanapy.
Zrobiło się cicho. Bartek wyprostował się, a jego uśmiech zniknął.
– Słuchaj, stary, ja ci robię przysługę... – zaczął.
– Nie robisz mi żadnej przysługi! – podniosłem głos, nie dbając już o to, kto nas usłyszy. – Zabieraj swoje rzeczy i wyjdź. Poradzę sobie sam. I tak wszystko robię sam.
Zostałem sam
W drzwiach stanęła Magda. Była blada, patrzyła to na mnie, to na swojego brata.
– Andrzej, co ty wyprawiasz? Co to za krzyki? – zapytała drżącym głosem.
– Wypraszam twojego brata z naszego domu. Umowa była inna. Miał pracować, a nie leżeć odłogiem na naszym utrzymaniu.
Bartek wzruszył ramionami, udając urażonego.
– Dobra, skoro tak stawiasz sprawę. Chciałem pomóc, ale widzę, że masz jakiś problem ze sobą. Magda, ja się będę zbierał. Nie chcę tu robić kwasu.
Poszedł do przedpokoju. Magda pobiegła za nim. Słyszałem, jak przeprasza go w drzwiach, jak mówi, że jestem po prostu przemęczony i żebym nie brał tego do siebie. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, wpadła do łazienki z furią w oczach.
– Upokorzyłeś mnie! Upokorzyłeś mojego brata! Jak mogłeś go tak potraktować? On nam pomagał!
– W czym mi pomagał? – zapytałem, opadając ciężko na odwrócone wiadro po farbie. – W czym? Pokaż mi jedną rzecz, którą tu zrobił.
– Jesteś niewdzięczny i małostkowy. Zachowałeś się jak prostak – rzuciła ze łzami w oczach i wyszła z domu, trzaskając drzwiami.
Zostałem sam w na wpół wykończonej, pełnej pyłu łazience. Wróciłem do kładzenia płytek. Kładłem je do późnego wieczora, w całkowitej ciszy, przerywanej tylko dźwiękiem poziomicy i stukotem gumowego młotka.
Straciłem żonę
Magda wróciła dopiero wieczorem. Nie odezwała się do mnie słowem. Spała w sypialni, ja na kanapie w salonie. Ten stan trwał przez resztę mojego urlopu. Zrobiłem całą łazienkę sam. Zajęło mi to pełne czternaście dni. Zrezygnowałem z odpoczynku, z weekendów. Efekt był naprawdę niezły, byłem z siebie dumny. Jednak ta duma miała gorzki smak. Kiedy wczoraj przelałem Bartkowi pieniądze – połowę ustalonej kwoty, bo Magda stwierdziła, że „przecież stracił u nas czas i tak wypada” – poczułem tylko ogromne zmęczenie. Łazienka jest nowa, czysta i pachnąca. Jednak za każdym razem, gdy do niej wchodzę, widzę tamten moment. Widzę roześmianego szwagra i moją żonę, która bez wahania stanęła po jego stronie, ignorując mój wysiłek i moje zmęczenie.
Założyliśmy nowe fugi i piękne lustro. Jednak między mną a Magdą powstała rysa, której nie da się zaszpachlować ani przykryć nową warstwą farby. I to jest chyba najwyższa cena, jaką zapłaciłem za ten remont.
Andrzej, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wybudowałem luksusowy dom pełen łez i samotności. W Dzień Ojca syn wystawił mi rachunek za to, że nie nauczyłem go miłości”
- „Gdy się zaręczaliśmy w Rzymie, płakałam ze szczęścia. Kilka godzin później odkryłam, że nie oświadczył się z miłości”
- „Córka każe mi siedzieć w wakacje z wnukami, a sama odpoczywa nad Morzem Bałtyckim. Ja już swoje dzieci odchowałam”



























